<?xml version='1.0' encoding='UTF-8'?><?xml-stylesheet href="http://www.blogger.com/styles/atom.css" type="text/css"?><feed xmlns='http://www.w3.org/2005/Atom' xmlns:openSearch='http://a9.com/-/spec/opensearchrss/1.0/' xmlns:georss='http://www.georss.org/georss' xmlns:gd='http://schemas.google.com/g/2005' xmlns:thr='http://purl.org/syndication/thread/1.0'><id>tag:blogger.com,1999:blog-4052272684150513541</id><updated>2011-07-08T00:23:01.619+02:00</updated><category term='chicago blues'/><category term='lata 40.'/><category term='t-bone mania'/><category term='west coast blues'/><category term='wydarzenia'/><category term='jazz'/><category term='texas blues'/><category term='jump blues'/><category term='boogie woogie'/><category term='gitara'/><category term='harmonijka'/><category term='video'/><category term='historia bluesa'/><category term='lata 30.'/><category term='ludzie'/><category term='urban blues'/><category term='jazz blues'/><title type='text'>Feelin' the Blues - Poza muzyką</title><subtitle type='html'>Blog Sławka Turkowskiego, autora audycji Feelin' The Blues</subtitle><link rel='http://schemas.google.com/g/2005#feed' type='application/atom+xml' href='http://feelin-the-blues.blogspot.com/feeds/posts/default'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/4052272684150513541/posts/default?max-results=100'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://feelin-the-blues.blogspot.com/'/><link rel='hub' href='http://pubsubhubbub.appspot.com/'/><link rel='next' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/4052272684150513541/posts/default?start-index=101&amp;max-results=100'/><author><name>feelintheblues</name><uri>http://www.blogger.com/profile/07889035690671128074</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='30' height='32' src='http://2.bp.blogspot.com/_sXtXE3Y_vPM/Sydkxg0CzZI/AAAAAAAAASU/8PxgAmEFtrQ/S220/1579460641482be7a84b698.jpg'/></author><generator version='7.00' uri='http://www.blogger.com'>Blogger</generator><openSearch:totalResults>102</openSearch:totalResults><openSearch:startIndex>1</openSearch:startIndex><openSearch:itemsPerPage>100</openSearch:itemsPerPage><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-4052272684150513541.post-2228453126755243485</id><published>2010-05-28T00:37:00.007+02:00</published><updated>2010-05-28T10:50:50.074+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='harmonijka'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='wydarzenia'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='ludzie'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='gitara'/><title type='text'>42. WBN - echa koncertu</title><content type='html'>Na początek garść cytatów:&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;"Kosmiczny występ. Dawno nikt mnie tak dobrze nie zdewastował" – prywatny mail pół godziny po koncercie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;"Bardzo nam się podobał! Lubię takie energetyczne i emocjonalne koncerty, a Ricci raczej nie brał jeńców i wbrew Twoim prognozom pociągnął ponad 2,5 h..." – prywatny mail.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;"Dla mnie to był po prostu świetny koncert. I zupełnie mi nie przeszkadzało,że można się było doszukać zarówno klimatów w stylu the Doors, psychodelii, rocka progresywnego, funku, soulu, fusion i czego tam jeszcze.Aha, i bluesa. Wirtuozeria dwóch frontmanów i zawodowstwo sekcji. Brawa także dla Hard Times za energetyczny set (też zresztą z fajnymi odjazdami w stronę np. Hot Club de France czy tria Mc Laughlin/Di Meola/De Lucia. Brawo Wiśnia i spółka!" – Single Malt, forum &lt;a href="http://www.blues.com.pl"&gt;www.blues.com.pl&lt;/a&gt; - &lt;a target="_blank" href="http://blues.com.pl/viewtopic.php?t=15450&amp;start=30"&gt;dokładnie tu&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;"Nie byłem jeszcze na takim niesamowitym koncercie - grali 2 i pół godziny, a wytwarzali taką energię od samego początku do końca, oczywiście z momentami lekkiego wyciszenia. Niezwykle szczere granie, widać, że oni żyją tą muzyką, zwłaszcza Jason, który przeżywa niemal każdy dźwięk". – Slawek Nowodworski - &lt;a target="_blank" href="http://blues.com.pl/viewtopic.php?t=15450&amp;start=30"&gt;tamże&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;A teraz kolej na mnie. Proszę jednak nie spodziewać się relacji z koncertu. Po pierwsze, byłem zanadto w środku jako współorganizator, po drugie, jak już gdzieś wspomniałem, nie lubię pisać recenzji koncertów.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;- &lt;b&gt;Hard Times&lt;/b&gt;. Bardzo interesująca, odważna propozycja stylistyczna: mocny głos i korzenna harmonijka ustna lidera (&lt;b&gt;Łukasz Wiśniewski&lt;/b&gt;), swobodna i daleka od bluesa z delty gitara akustyczna (&lt;b&gt;Piotr Grząślewicz&lt;/b&gt;), swingujący, zasadniczy kontrabas (&lt;b&gt;Piotr Górka&lt;/b&gt;) – doprawdy ekscytujące zderzenie muzycznych wrażliwości.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;- &lt;b&gt;Jason Ricci &amp; New Blood&lt;/b&gt;. Na czym polega wyjątkowość tego zespołu? Najbardziej oczywistym elementem jest wirtuozeria lidera. Niebywała szybkość i trochę elektroniki, zabawy z barwą instrumentu. Wachlarz rozciągał się od czystej akustycznej barwy po przypominającą organy czy syntezatory. &lt;/p&gt;Czytam i słucham różnych opinii na temat lidera i zespołu, toteż chciałbym poruszyć kilka wątków.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;img alt="" src="http://blues.org.pl/ftb/foto/jason_shawn2.jpg"&gt;&lt;/p&gt;&lt;br /&gt;&lt;p&gt;&lt;span style="font-size: smaller;"&gt;&lt;span style="color: rgb(128, 128, 128);"&gt;Jason &amp; Shawn. fot. Zbyszek Jędrzejczyk&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;&lt;br /&gt;&lt;b&gt;Zaskoczenie&lt;/b&gt;. Nie było i być raczej nie mogło. Niewielu artystów udostępnia swe koncerty w internecie (do darmowego ściągnięcia), niewielu ma tyle materiału na Youtube, a ponadto dobrze znałem trzy jego ostatnie płyty. Wiedziałem zatem, czego się spodziewać. Poza tym „zaskoczenie” w ogóle nie jest wartością, której oczekuję w muzyce (przynajmniej na koncercie). Muzyka ma mnie poruszyć, wzruszyć, uszczęśliwić. Odbieram ją chwilą i lubię się nią cieszyć. &lt;br /&gt;&lt;b&gt;Osobowość&lt;/b&gt;. Jason jest artystą niezwykłym. Słucha bardzo różnej muzyki i jego twórczość niezwykle naturalnie jest nią przesiąknięta. Subiektywnie dodam, że być może tak łatwo, bez oporów mnie przekonuje, bo koresponduje z moją własną wrażliwością muzyczną. Jason zaczynał od grania punkowo-rock’n’rollowego. Podczas koncertu wykonywał m.in. &lt;i&gt;I turned into a Martian&lt;/i&gt; Glenna Danziga (z czasów The Misfits). Ach, słuchałem tego na podle przegranej kasecie, w ogóle nie znałem tytułów, ale szybko zorientowałem się, co jest grane. Na moje ucho jego śpiewanie przypomina właśnie „szkołę” gości typu Glenn czy Joey Ramone, wokalista The Ramones. Drugie skojarzenie to, powiedzmy, Curt Cobain – ten specyficzny łamiący się głos. A, zdaje się, muzykę Nirwany nazywano czasem neopunkiem lub przynajmniej wskazywano pokrewieństwo. Podobieństwo ma jeszcze jeden aspekt:&lt;br /&gt;&lt;b&gt;Ogień&lt;/b&gt;. Jeśli blues to muzyka emocji, jeśli to wypruwanie duszy z udręczonego ciała, obnażanie duszy, Jason jest ucieleśnieniem bluesa. Jest stuprocentowym autentykiem. Kiedy go słucham i widzę, wtedy czuję, że naprawdę przeżywa tę muzykę, daje z siebie wszystko i płonie. Coś go wypala wewnętrznie, coś go spala. Coś spaliło Cobaina. Jason żyje na pełnych obrotach, szuka (czego?) i ociera się o szaleństwo. To czarnowidztwo i absolutnie mu tego nie życzę, ale nie zdziwiłbym się, gdyby odszedł w zaświaty wcześniej niż zwykły śmiertelnik. Właśnie – zaświaty...&lt;br /&gt;&lt;b&gt;Okultyzm&lt;/b&gt;. Jason jest zafascynowany filozofią Aleistera Crowley’a. Miał nawet ze sobą jego książkę, którą zapewne czytał podczas lotu. Próbował mi objaśniać symbolikę liczb. Crowley jego zdaniem w 90% opierał się na kabale. Widać, że to Jasona naprawdę kręci. Ja zaś znów widzę w tym jakiś przejaw tego wewnętrznego ognia, jakiejś desperacji, poszukiwania sensu i naszego (szczególnie jego) miejsca tu, na ziemi. &lt;br /&gt;&lt;b&gt;Shawn Starski&lt;/b&gt;. Jego dziadek był Polakiem, ale on sam niestety nie zna już polskiego. Dla ojca na pamiątkę wziął polski banknot. Znakomity gitarzysta, o rozpiętości stylistycznej niemal dorównującej Jasonowi. Zapewne nie tak odjechany. Ale jakoś nie potrafię wskazać gitarzysty, który równie dobrze grałby partie rock’n’rollowe (np. &lt;i&gt;I turned into a Martian&lt;/i&gt;), stylowo nawiązywać do klimatów t-bonowo guitarslimowych (&lt;i&gt;Driftin’ Blues&lt;/i&gt;), by sięgać potem po zakręcone dźwięki prog-rockowe (nawiedziony, ezoteryczny &lt;i&gt;Loving Eyes&lt;/i&gt;).&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Kilka drobiazgów.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;b&gt;Płyty&lt;/b&gt;. Było niewiele, może trzydzieści, czterdzieści, z czego większość to zestaw kilku nagrań koncertowych, dość nieoficjalne wydawnictwo. Jason twierdził, że to wszystko przez niedobre linie lotnicze. Ogólnie dostępne są w zasadzie trzy albumy, zaś starsze właściwie przepadły. Jason twierdzi, że nie ma do nich nawet praw, a zresztą był wówczas jeszcze słaby wokalnie. Podobno czasem można zdobyć je na aukcjach (ceny pewnie kosmiczne).&lt;br /&gt;&lt;b&gt;Jason&lt;/b&gt; ma włoskie korzenie. Powiedziałem mu, że czasem nieco przypomina mi Steve’a Vai’a, a on że super i chętnie by z nim zagrał, czego życzę, bo lubię Steve’a.&lt;br /&gt;&lt;b&gt;Shawn &lt;/b&gt;wydaje pod koniec roku debiutancką płytę! Zapytałem go o T-Bone’a (takie moje zboczenie, bo gdy pytam polskich gitarzystów, to dobrze jest, jeśli w ogóle coś o nim słyszeli). Shawn: &lt;i&gt;O, yes, I love him! T-Bone. The GREAT T-Bone Walker&lt;/i&gt;. ;)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Na ogół przed koncertem słucham tak dużo muzyki danego artysty, że potem muszę od niego odpocząć. Tymczasem we wtorek znów włączyłem Ricciego. O czym to świadczy?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Czy to był koncert roku? Za wcześnie, by krakać, ale stylistycznie w tej chwili wszystko inne, czego możemy się jeszcze spodziewać, wydaje mi się jakieś takie szare i zwykłe. Aj!&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/4052272684150513541-2228453126755243485?l=feelin-the-blues.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://feelin-the-blues.blogspot.com/feeds/2228453126755243485/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://feelin-the-blues.blogspot.com/2010/05/42-wbn-echa-koncertu.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/4052272684150513541/posts/default/2228453126755243485'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/4052272684150513541/posts/default/2228453126755243485'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://feelin-the-blues.blogspot.com/2010/05/42-wbn-echa-koncertu.html' title='42. WBN - echa koncertu'/><author><name>feelintheblues</name><uri>http://www.blogger.com/profile/07889035690671128074</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='30' height='32' src='http://2.bp.blogspot.com/_sXtXE3Y_vPM/Sydkxg0CzZI/AAAAAAAAASU/8PxgAmEFtrQ/S220/1579460641482be7a84b698.jpg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-4052272684150513541.post-7161228907003852659</id><published>2010-04-22T23:32:00.003+02:00</published><updated>2010-04-23T00:10:31.234+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='harmonijka'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='historia bluesa'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='lata 40.'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='urban blues'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='gitara'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='chicago blues'/><title type='text'>Bluesowa gitara elektryczna - cz. 10</title><content type='html'>Tak, łatwo się mówi – już już, tuż tuż... A tu trzy tygodnie pękły i cisza w temacie ;). Czas nadrabiać zaległości. Zajrzyjmy zatem do ledwie powojennego Chicago. Tu w świecie bluesa jeszcze królowała wytwórnia Bluebird (podlabel „majorsa” Victor). Wprawdzie za chwilę nadejdzie jej zmierzch, ale póki co silna marka, wyrobiona w latach 30., trzyma się mocno. To tu nagrywał wspomniany Arthur Crudup, ale też Tampa Red, Big Maceo, Memphis Minnie czy Big Bill Broonzy. Istniało też coś, co określano mianem „Bluebird beat”. Człowiekiem za to odpowiedzialnym był &lt;b&gt;Lester Melrose&lt;/b&gt; – producent i poszukiwacz talentów. Typowy skład zespołu chicagowskiego bluesa nie narodził się pod skrzydłami Chess, ale właśnie w czasach chwały Melrose’a – gitara, czasem dwie, harmonijka, pianino, bas, perkusja.&lt;br /&gt;Jasne, interesuje nas gitara. &lt;img alt="" src="http://themusicsover.files.wordpress.com/2008/06/sonnyboy1.jpg?w=151&amp;h=225" align="right"&gt;&lt;/p&gt;Podobno najpopularniejszym powojennym artystą Bluebird był harmonijkarz &lt;b&gt;Sonny Boy Williamson I&lt;/b&gt; (naprawdę nazywał się John Lee Williamson, a rzymską jedynką oznacza się go dla odróżnienia od SBW II, czyli Rice’a Millera). Jemu to przypisuje się zasadniczą rolę w uczynieniu harmonijki instrumentem solowym w graniu zespołowym. Jego twórczość będzie dla nas dość wygodnym przykładem ówczesnej stylistyki chicagowskiej.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Jesteśmy w 1946 roku, tak? Nie mam wszystkich nagrań Sonny’ego Boy’a Williamsona, ale posłuchajmy fragmentów z 1945 roku, a potem 1946.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;script language="JavaScript" src="http://blues.org.pl/ftb/audio/audio-player.js"&gt;&lt;/script&gt;&lt;br /&gt;&lt;object type="application/x-shockwave-flash" data="http://blues.org.pl/ftb/audio/player.swf" id="audioplayer25" height="24" width="290"&gt; &lt;param name="movie" value="http://blues.org.pl/ftb/audio/player.swf"&gt;&lt;param name="FlashVars" value="playerID=audioplayer25&amp;soundFile=http://www.blues.org.pl/ftb/blog/williamson1.mp3"&gt;&lt;param name="quality" value="high"&gt;&lt;param name="menu" value="false"&gt;&lt;param name="wmode" value="transparent"&gt;&lt;/object&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;b&gt;Sonny Boy Williamson I (Bill Sid Cox - gitara) – &lt;i&gt;Elevator Woman&lt;/i&gt;  - 2 lipca 1945 roku, Chicago (Eddie Boyd - pianino, Ransom Knowling)&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Zdaje się, że w powyższym nagraniu mamy jeszcze gitarę akustyczną, w poniższym już elektryk.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;script language="JavaScript" src="http://blues.org.pl/ftb/audio/audio-player.js"&gt;&lt;/script&gt;&lt;br /&gt;&lt;object type="application/x-shockwave-flash" data="http://blues.org.pl/ftb/audio/player.swf" id="audioplayer26" height="24" width="290"&gt; &lt;param name="movie" value="http://blues.org.pl/ftb/audio/player.swf"&gt;&lt;param name="FlashVars" value="playerID=audioplayer26&amp;soundFile=http://www.blues.org.pl/ftb/blog/williamson2.mp3"&gt;&lt;param name="quality" value="high"&gt;&lt;param name="menu" value="false"&gt;&lt;param name="wmode" value="transparent"&gt;&lt;/object&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;b&gt;Sonny Boy Williamson I (Willie Lacey - gitara) – &lt;i&gt;Hoodoo Hoodoo&lt;/i&gt;  - 6 sierpnia 1946 roku, Chicago (Blind John Davis - pianino, Ransom Knowling)&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Wprawdzie zamieściłem tylko fragmenty, ale zapewniam, że nie znajdziemy tu w ogóle gitarowych partii solowych i całość utworu niewiele by nam pomogła. No i jak to brzmi w porównaniu z gitarą kalifornijską? Staromodnie?...&lt;br /&gt;Ale – gdy przejdziemy do następnej kompozycji na płycie, to nie dość że rytm jest swingujący, że mamy tu klasyczny chicagowski kwintet, to jeszcze znajdziemy króciutką solówkę, którą gra... Big Bill Broonzy.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;script language="JavaScript" src="http://blues.org.pl/ftb/audio/audio-player.js"&gt;&lt;/script&gt;&lt;br /&gt;&lt;object type="application/x-shockwave-flash" data="http://blues.org.pl/ftb/audio/player.swf" id="audioplayer27" height="24" width="290"&gt; &lt;param name="movie" value="http://blues.org.pl/ftb/audio/player.swf"&gt;&lt;param name="FlashVars" value="playerID=audioplayer27&amp;soundFile=http://www.blues.org.pl/ftb/blog/williamson3.mp3"&gt;&lt;param name="quality" value="high"&gt;&lt;param name="menu" value="false"&gt;&lt;param name="wmode" value="transparent"&gt;&lt;/object&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;b&gt;Sonny Boy Williamson I (Big Bill Broonzy - gitara) – &lt;i&gt;Mellow Chick Swing&lt;/i&gt;  - 28 marca 1947 roku, Chicago (Blind John Davis - pianino, Willie Dixon - bas, Charles Sanders - perkusja)&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Zaskakujące, nieprawdaż? I jakże inne w porównaniu z tym Big Billem, którego znamy dziś. W tamtych czasach był najbardziej cenionym gitarzystą sesyjnym, zarazem muzykiem dość nowoczesnym, miejskim – zmiana marki na bluesmana folkowego przyszła później.&lt;br /&gt;No i tak, tak, ten temat pięknie zinterpretował Sean Costello.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Oczywistym jest, że to Lester Melrose decydował, które kompozycje ujrzą światło dzienne, które nie. Jeśli możemy pokusić się o jakąś refleksję, to chyba ocenimy go jako człowieka dość konserwatywnego muzycznie – starał się oprzeć na tym brzmieniu, które przyniosło mu sukces , ale które wtedy już było powoli &lt;i&gt;passé&lt;/i&gt;. Z drugiej strony miał oczy i uszy otwarte na gwałtowne zmiany, jakie wtedy następowały, i ostrożnie, z pewnym opóźnieniem starał się na nie reagować.&lt;br /&gt;Agh... Znów nie było Muddy’ego, ale mamy już tło stylistyczne, w jakim się wówczas obracał.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/4052272684150513541-7161228907003852659?l=feelin-the-blues.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://feelin-the-blues.blogspot.com/feeds/7161228907003852659/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://feelin-the-blues.blogspot.com/2010/04/bluesowa-gitara-elektryczna-cz-10.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/4052272684150513541/posts/default/7161228907003852659'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/4052272684150513541/posts/default/7161228907003852659'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://feelin-the-blues.blogspot.com/2010/04/bluesowa-gitara-elektryczna-cz-10.html' title='Bluesowa gitara elektryczna - cz. 10'/><author><name>feelintheblues</name><uri>http://www.blogger.com/profile/07889035690671128074</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='30' height='32' src='http://2.bp.blogspot.com/_sXtXE3Y_vPM/Sydkxg0CzZI/AAAAAAAAASU/8PxgAmEFtrQ/S220/1579460641482be7a84b698.jpg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-4052272684150513541.post-6544880333084392151</id><published>2010-04-10T16:51:00.001+02:00</published><updated>2010-04-10T16:52:08.447+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='video'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='jazz blues'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='jazz'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='gitara'/><title type='text'>Herb Ellis odszedł...</title><content type='html'>Witam!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;W piątek dowiedziałem się, iż &lt;b&gt;28 marca zmarł znakomity gitarzysta&lt;/b&gt; &lt;b&gt;Herb Ellis&lt;/b&gt; , muzyk niewątpliwie należący do świata jazzu, ale świetnie czuł bluesa i czesto po niego sięgał. Zastanawiałem się, czy nie zmienić programu audycji, by poświęcić mu więcej czasu. Po tragicznym sobotnim poranku, nie mam co do tego wątpliwości.&lt;br /&gt;Zawsze w takich sytuacjach, jak śmierć muzyka, żałuję, że tak słabo go znam, że tak rzadko sięgałem po jego płyty. Herb miał niesamowitego czuja, bluesowy feeling, piękny ton, a przy tym jako jeden z pierwszych białych gitarzystów jazzowych tak chętnie sięgał do bluesa - a to były czasy, gdy jazzmani i szczególnie krytycy jazzowi patrzyli krzywym okiem na bluesa. &lt;br /&gt;Tym większe dzięki Herb!&lt;br /&gt;No a płyty z Dukiem Robillardem - od niego zaczęła się moja znajomość muzyki Herba. Lepiej późno niż wcale. Tak naprawdę to jednak chyba pierwsze płyty są najlepsze.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Cóż, posłuchajmy...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;object width="480" height="385"&gt;&lt;param name="movie" value="http://www.youtube.com/v/KTnIM5TlfAM&amp;hl=pl_PL&amp;fs=1&amp;"&gt;&lt;/param&gt;&lt;param name="allowFullScreen" value="true"&gt;&lt;/param&gt;&lt;param name="allowscriptaccess" value="always"&gt;&lt;/param&gt;&lt;embed src="http://www.youtube.com/v/KTnIM5TlfAM&amp;hl=pl_PL&amp;fs=1&amp;" type="application/x-shockwave-flash" allowscriptaccess="always" allowfullscreen="true" width="480" height="385"&gt;&lt;/embed&gt;&lt;/object&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/4052272684150513541-6544880333084392151?l=feelin-the-blues.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://feelin-the-blues.blogspot.com/feeds/6544880333084392151/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://feelin-the-blues.blogspot.com/2010/04/herb-ellis-odszed.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/4052272684150513541/posts/default/6544880333084392151'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/4052272684150513541/posts/default/6544880333084392151'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://feelin-the-blues.blogspot.com/2010/04/herb-ellis-odszed.html' title='Herb Ellis odszedł...'/><author><name>feelintheblues</name><uri>http://www.blogger.com/profile/07889035690671128074</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='30' height='32' src='http://2.bp.blogspot.com/_sXtXE3Y_vPM/Sydkxg0CzZI/AAAAAAAAASU/8PxgAmEFtrQ/S220/1579460641482be7a84b698.jpg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-4052272684150513541.post-1592249594947172639</id><published>2010-03-30T22:40:00.004+02:00</published><updated>2010-04-02T09:12:06.411+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='west coast blues'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='historia bluesa'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='lata 40.'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='urban blues'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='gitara'/><title type='text'>Bluesowa gitara elektryczna - cz. 9</title><content type='html'>A teraz pora na kolejnego gitarzystę, którego solowa kariera rozpoczęła się w zasadzie w 1948 roku, gdy hitem okazał się istrumentalny &lt;i&gt;After Hours Blues&lt;/i&gt;. Jednak podobno pierwszy raz rejestrował materiał już w 1945 roku. Niestety nie natknąłem się na dokładniejsze informacje, a tym bardziej na owe nagranie. &lt;br /&gt;&lt;img alt="" src="http://www.findagrave.com/photos/2003/86/8137_1048903772.jpg" align="right"&gt;&lt;/p&gt;Ale niełatwo się też dowiedzieć, że &lt;b&gt;Pee Wee Crayton&lt;/b&gt; towarzyszył Ivory Joe Hunterowi rok później. Wprawdzie jego styl często opisuje się jako w prostej linii kontynuację ekspresji T-Bone’a, ale tu nie jest to tak oczywiste jak w nieco późniejszym okresie. Pee Wee pochodził z Teksasu, ale muzycznie związany jest mocniej z Los Angeles. Towarzyszył Hunterowi w 11 nagraniach z 1946 roku (brak dokładniejszej daty). Niestety podobnie jak w przypadku wielu innych gitarzystów jego rola była na ogół marginalizowana. Poniżej wyjątki: &lt;i&gt;Boogie in the Basement&lt;/i&gt; i &lt;i&gt;Tavern Swing&lt;/i&gt;.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;script language="JavaScript" src="http://blues.org.pl/ftb/audio/audio-player.js"&gt;&lt;/script&gt;&lt;br /&gt;&lt;object type="application/x-shockwave-flash" data="http://blues.org.pl/ftb/audio/player.swf" id="audioplayer240" height="24" width="290"&gt; &lt;param name="movie" value="http://blues.org.pl/ftb/audio/player.swf"&gt;&lt;param name="FlashVars" value="playerID=audioplayer24&amp;soundFile=http://www.blues.org.pl/ftb/blog/crayton1.mp3"&gt;&lt;param name="quality" value="high"&gt;&lt;param name="menu" value="false"&gt;&lt;param name="wmode" value="transparent"&gt;&lt;/object&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;b&gt;Ivory Joe Hunter And His Band (Pee Wee Crayton - gitara) – &lt;i&gt;Boogin' In The Basement&lt;/i&gt;  - 1946 rok, San Francisco lub Oakland&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;script language="JavaScript" src="http://blues.org.pl/ftb/audio/audio-player.js"&gt;&lt;/script&gt;&lt;br /&gt;&lt;object type="application/x-shockwave-flash" data="http://blues.org.pl/ftb/audio/player.swf" id="audioplayer25" height="24" width="290"&gt; &lt;param name="movie" value="http://blues.org.pl/ftb/audio/player.swf"&gt;&lt;param name="FlashVars" value="playerID=audioplayer25&amp;soundFile=http://www.blues.org.pl/ftb/blog/crayton2.mp3"&gt;&lt;param name="quality" value="high"&gt;&lt;param name="menu" value="false"&gt;&lt;param name="wmode" value="transparent"&gt;&lt;/object&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;b&gt;Ivory Joe Hunter And His Band (Pee Wee Crayton - gitara) – &lt;i&gt;Tavern Swing&lt;/i&gt;  - 1946 rok, San Francisco lub Oakland&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ivory Joe Hunter zaczynał w latach 30. jako pianista boogie woogie, ale potem aspirował do stylistyki Charlesa Browna. Dlatego jego muzyka ciekawie oscyluje między tymi biegunami. Ivory nie jest pod tym względem wyjątkiem, przypomina to przecież nieco drogę modernizacji Lowella Fulsona, a podobna w charakterze będzie muzyka Amosa Milburna. No dobrze, proponuję teraz coś wolniejszego: &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;script language="JavaScript" src="http://blues.org.pl/ftb/audio/audio-player.js"&gt;&lt;/script&gt;&lt;br /&gt;&lt;object type="application/x-shockwave-flash" data="http://blues.org.pl/ftb/audio/player.swf" id="audioplayer26" height="24" width="290"&gt; &lt;param name="movie" value="http://blues.org.pl/ftb/audio/player.swf"&gt;&lt;param name="FlashVars" value="playerID=audioplayer26&amp;soundFile=http://www.blues.org.pl/ftb/blog/crayton3.mp3"&gt;&lt;param name="quality" value="high"&gt;&lt;param name="menu" value="false"&gt;&lt;param name="wmode" value="transparent"&gt;&lt;/object&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;b&gt;Ivory Joe Hunter And His Band (Pee Wee Crayton - gitara) – &lt;i&gt;Bad Luck Blues&lt;/i&gt;  - 1946 rok, San Francisco lub Oakland&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Z pomocy Craytona skorzystał również znany nam już producent Bob Geddins. W tym samym roku bowiem poprosił gitarzystę o wsparcie śpiewaka Turnera Willisa (powiedzcie mi, proszę, z kim wokalnie on się kojarzy). Geddins celował w bluesie mocniej nawiązującym do przedwojennej, korzennej tradycji i taki charakter ma też ta kompozycja. Oto nieco inna twarz Craytona, którego jeszcze spotkamy niebawem.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;script language="JavaScript" src="http://blues.org.pl/ftb/audio/audio-player.js"&gt;&lt;/script&gt;&lt;br /&gt;&lt;object type="application/x-shockwave-flash" data="http://blues.org.pl/ftb/audio/player.swf" id="audioplayer27" height="24" width="290"&gt; &lt;param name="movie" value="http://blues.org.pl/ftb/audio/player.swf"&gt;&lt;param name="FlashVars" value="playerID=audioplayer27&amp;soundFile=http://www.blues.org.pl/ftb/blog/crayton4.mp3"&gt;&lt;param name="quality" value="high"&gt;&lt;param name="menu" value="false"&gt;&lt;param name="wmode" value="transparent"&gt;&lt;/object&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;b&gt;Turner Willis (Pee Wee Crayton - gitara) – &lt;i&gt;Re-Enlisted Blues&lt;/i&gt;  - 1946 rok, Oakland&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Crayton znakomicie wczuwa się w taki oldschoolowy (wówczas) klimat. Poza tym nietrudno nam zauważyć, że jego gra zawiera znacznie mniej wpływów ówczesnego jazzowego swingu, dlatego z powodzeniem możemy go zapisać do klubu, w którym już poznaliśmy Lowella Fulsona. Na dobrą sprawę powinniśmy poznać ich w odwrotnej kolejności, bo sam Fulson wymieniał Walkera i Craytona jednocześnie jako tych, od których się uczył. &lt;br /&gt;Te ostatnie nagranie w przedziwny sposób kojarzy mi się z pierwszymi powojennymi nagraniami Muddy'ego Watersa. Już, już za chwilę. :)&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/4052272684150513541-1592249594947172639?l=feelin-the-blues.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://feelin-the-blues.blogspot.com/feeds/1592249594947172639/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://feelin-the-blues.blogspot.com/2010/03/bluesowa-gitara-elektryczna-cz-9.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/4052272684150513541/posts/default/1592249594947172639'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/4052272684150513541/posts/default/1592249594947172639'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://feelin-the-blues.blogspot.com/2010/03/bluesowa-gitara-elektryczna-cz-9.html' title='Bluesowa gitara elektryczna - cz. 9'/><author><name>feelintheblues</name><uri>http://www.blogger.com/profile/07889035690671128074</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='30' height='32' src='http://2.bp.blogspot.com/_sXtXE3Y_vPM/Sydkxg0CzZI/AAAAAAAAASU/8PxgAmEFtrQ/S220/1579460641482be7a84b698.jpg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-4052272684150513541.post-498440239334105247</id><published>2010-03-24T22:36:00.003+01:00</published><updated>2010-04-01T22:00:49.841+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='jump blues'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='historia bluesa'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='lata 40.'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='gitara'/><title type='text'>Bluesowa gitara elektryczna - cz. 8</title><content type='html'>Proszę mi wierzyć, chciałem zostać w Chicago, ale muszę jeszcze na chwilę zajrzeć głębiej na Zachód. Ba! Trochę mi wstyd, bo już jedną nogą byliśmy w 1947 roku, a tu musimy znów cofnąć się o dwa lata. Wszystko dlatego, że przyjrzałem się bliżej nagraniom fantastycznego wokalisty &lt;b&gt;Wynonie Harrisa&lt;/b&gt;, który w latach 45-50 należał do ścisłej czołówki rhythm’n’bluesa. Stylistycznie w zasadzie kontynuował drogę Joe Turnera i Jordana, podobnie jak np. Joe Liggins. Po raz pierwszy słyszymy go u boku Lucky Millindera w 1944 roku, potem zaczyna własną karierę. W jego nagraniach od początku biorą udział gitarzyści. W kilku tematach pojawiają się &lt;b&gt;Stanley Morgan&lt;/b&gt; i &lt;b&gt;Ullyses Livingston&lt;/b&gt; – pełnią jednak tylko funkcję rytmiczną. Więcej gitary możemy usłyszeć, gdy w zespole pojawia się &lt;b&gt;Gene Phillips&lt;/b&gt;. &lt;br /&gt;Ów gitarzysta jest już wówczas cenionym muzykiem klubowym. Według witryny AMG www.allmusic.com pozostawał pod wpływem T-Bone’a, ale sądzę, że to niesprawiedliwe uogólnienie. Gene szukał własnej ścieżki, sam powoływał się na Eddiego Durhama, podobno przyjaźnił się Floydem Smithem, który uczył go grać na gitarze typu lap steel. W 1939 roku skompletował z rodzinnym St. Louis zespół Rhythm Aces – on grał na wzmocnionym elektrycznie Gibsonie, Floyd Smith na bandżo, a Al Agee na gitarze rytmicznej. Z Los Angeles związał się w 1942 roku, dołączył mniej więcej w tym czasie do tria pianisty Lorenzo Flennoy’a, stworzonego według recepty Nat King Cole’a. W 1945 roku był związany z orkiestrą saksofonisty Jacka McVea, i z tym właśnie zespołem nagrywał Wynonie, co działo się w międzyczasie, nie pytajcie. Dodam, że miał szansę na większą karierę w 1947 czy 48 roku, gdy nagrywał dla początkującej wówczas wytwórni Modern Julesa Bihariego. Pewnie jeszcze do niego wrócimy, tym razem jednak fragment &lt;i&gt;Straighten Him Out&lt;/i&gt;.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;script language="JavaScript" src="http://blues.org.pl/ftb/audio/audio-player.js"&gt;&lt;/script&gt;&lt;br /&gt;&lt;object type="application/x-shockwave-flash" data="http://blues.org.pl/ftb/audio/player.swf" id="audioplayer20" height="24" width="290"&gt; &lt;param name="movie" value="http://blues.org.pl/ftb/audio/player.swf"&gt;&lt;param name="FlashVars" value="playerID=audioplayer20&amp;soundFile=http://www.blues.org.pl/ftb/blog/wynonie1.mp3"&gt;&lt;param name="quality" value="high"&gt;&lt;param name="menu" value="false"&gt;&lt;param name="wmode" value="transparent"&gt;&lt;/object&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;b&gt;Wynonie Harris with Jack McVea and his All Stars&lt;br /&gt;(Gene Phillips - gitara) – &lt;i&gt;Straighten Him Out&lt;/i&gt;  - sierpień 1945 rok, Los Angeles&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Śpiewny i zrelaksowany, pełen powietrza styl Phillipsa nawiązujący do Johnny'ego Moore’a brzmi zaskakująco ciekawie w zestawieniu z zespołem konkurującym z kombem Louisa Jordana, a podobno i T-Bone’a Walkera. Podobieństwa do koncepcji Jordana polegają również na tym, że gitara, choć wyraźnie obecna, nie jest na tyle wysunięta do przodu, na ile byśmy sobie życzyli. &lt;br /&gt;Przysłuchując się tematowi &lt;i&gt;I Gotta Lyin’&lt;/i&gt;i &lt;i&gt;Time too Change Your Town&lt;/i&gt;, sądzę, że Phillips używał tu lap steel, swego rodzaju gitary slide. Później dla Modern również zrealizował kilka zaskakujących nagrań z użyciem tego instrumentu.&lt;br /&gt;&lt;script language="JavaScript" src="http://blues.org.pl/ftb/audio/audio-player.js"&gt;&lt;/script&gt;&lt;br /&gt;&lt;object type="application/x-shockwave-flash" data="http://blues.org.pl/ftb/audio/player.swf" id="audioplayer21" height="24" width="290"&gt; &lt;param name="movie" value="http://blues.org.pl/ftb/audio/player.swf"&gt;&lt;param name="FlashVars" value="playerID=audioplayer21&amp;soundFile=http://www.blues.org.pl/ftb/blog/wynonie2.mp3"&gt;&lt;param name="quality" value="high"&gt;&lt;param name="menu" value="false"&gt;&lt;param name="wmode" value="transparent"&gt;&lt;/object&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;b&gt;Wynonie Harris with Oscar Pettiford and his All Stars&lt;br /&gt;(Gene Phillips - gitara) – &lt;i&gt;Time too Change Your Town&lt;/i&gt;  - wrzesień 1945, Los Angeles&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Skoro już słuchamy twórczości Wynonie Harrisa, to poznajmy także &lt;i&gt;Take Me Out Of The Rain&lt;/i&gt; z solem nieznanego mi gitarzysty Hermana Mitchella. Ech, myślę sobie, że wielu takich „rodzynków” pewnie nawet nie zobaczyło studia...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;script language="JavaScript" src="http://blues.org.pl/ftb/audio/audio-player.js"&gt;&lt;/script&gt;&lt;br /&gt;&lt;object type="application/x-shockwave-flash" data="http://blues.org.pl/ftb/audio/player.swf" id="audioplayer22" height="24" width="290"&gt; &lt;param name="movie" value="http://blues.org.pl/ftb/audio/player.swf"&gt;&lt;param name="FlashVars" value="playerID=audioplayer22&amp;soundFile=http://www.blues.org.pl/ftb/blog/wynonie3.mp3"&gt;&lt;param name="quality" value="high"&gt;&lt;param name="menu" value="false"&gt;&lt;param name="wmode" value="transparent"&gt;&lt;/object&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;b&gt;Wynonie Harris with Johnnie Alston and his All Stars&lt;br /&gt;(Herman Mitchell - gitara) – &lt;i&gt;Take Me Out Of The Rain&lt;/i&gt;  - grudzień 1945 rok, Los Angeles&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Skoro o "rodzynkach" mowa, posłuchajmy również pierwszej damy w naszych opowieściach. Poprawcie mnie, jeżeli była jeszcze jakaś pani, grająca jazz czy bluesa na gitarze elektrycznej przed nią. Panie i panowie - &lt;b&gt;Mary Osborne&lt;/b&gt;. :)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;script language="JavaScript" src="http://blues.org.pl/ftb/audio/audio-player.js"&gt;&lt;/script&gt;&lt;br /&gt;&lt;object type="application/x-shockwave-flash" data="http://blues.org.pl/ftb/audio/player.swf" id="audioplayer23" height="24" width="290"&gt; &lt;param name="movie" value="http://blues.org.pl/ftb/audio/player.swf"&gt;&lt;param name="FlashVars" value="playerID=audioplayer23&amp;soundFile=http://www.blues.org.pl/ftb/blog/wynonie4.mp3"&gt;&lt;param name="quality" value="high"&gt;&lt;param name="menu" value="false"&gt;&lt;param name="wmode" value="transparent"&gt;&lt;/object&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;b&gt;Wynonie Harris and his All Stars&lt;br /&gt;(Mary Osborne - gitara) – &lt;i&gt;Mr. Blues Jumped The Rabbit&lt;/i&gt;  - 30 listopada 1946 roku, Nowy Jork&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;U boku Harrisa pojawia się w czterech nagraniach. O ile się nie mylę, rhythm'n'blues był niestety tylko epizodem w jej drodze muzycznej. Nie należała pod tym względem do wyjątków.&lt;br /&gt;Tyle Wynonie Harris i jego gitarzyści. Zaskakujące, że między '47 a '50 Harris na ogół rezygnował z gitary. Być może była to celowa rezygnacja, a być może po prostu nie miał nikogo ciekawego pod ręką w momencie wejścia do studia.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/4052272684150513541-498440239334105247?l=feelin-the-blues.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://feelin-the-blues.blogspot.com/feeds/498440239334105247/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://feelin-the-blues.blogspot.com/2010/03/bluesowa-gitara-elektryczna-cz-8.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/4052272684150513541/posts/default/498440239334105247'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/4052272684150513541/posts/default/498440239334105247'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://feelin-the-blues.blogspot.com/2010/03/bluesowa-gitara-elektryczna-cz-8.html' title='Bluesowa gitara elektryczna - cz. 8'/><author><name>feelintheblues</name><uri>http://www.blogger.com/profile/07889035690671128074</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='30' height='32' src='http://2.bp.blogspot.com/_sXtXE3Y_vPM/Sydkxg0CzZI/AAAAAAAAASU/8PxgAmEFtrQ/S220/1579460641482be7a84b698.jpg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-4052272684150513541.post-915681181280303672</id><published>2010-03-13T23:34:00.009+01:00</published><updated>2010-03-13T23:59:42.052+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='historia bluesa'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='boogie woogie'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='lata 40.'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='urban blues'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='gitara'/><title type='text'>Bluesowa gitara elektryczna - cz. 7</title><content type='html'>&lt;b&gt;Big Joe Turner&lt;/b&gt; należy do najważniejszych wokalistów historii bluesa. Nagrywał w Nowym Jorku, Chicago czy Los Angeles. Gitara pojawiała się w jego utworach już na początku lat 40., jednak w porównaniu z solowymi instrumentami dętymi jej rola była nikła. Joe nie miał też swych Tympany Five (zespół Louisa Jordana), toteż nie znajdziemy kolejnego Carla Hogana. Partie solowe gitary elektrycznej słyszymy już w nagraniach z 1945 roku, między innymi w znanym nam już temacie Saundersa Kinga &lt;b&gt;&lt;i&gt;S.K. Blues&lt;/i&gt;&lt;/b&gt;. &lt;p&gt;&lt;img alt="" src="http://jameslogancourier.org/media/quotes/20080515-Big_Joe_Turner.jpg" width="200" align="right" height="227"&gt;&lt;/p&gt;Na gitarze grał tam &lt;b&gt;Leonard Ware&lt;/b&gt;, zresztą podobnie do oryginału – w sosie Charliego Christiana i Johnnego Moore’a. Dla mnie ciekawsze są bluesy, w których Joe’go wspierał &lt;b&gt;Bill Moore’s Lucky Seven Band&lt;/b&gt; – a jakże, z Los Angeles. Na gitarze elektrycznej grał tam &lt;b&gt;Teddy Bunn&lt;/b&gt; – muzyk głównie jazzowy, ale miewał już dawno temu epizody bluesowe. Grał np. z Johnniem Temple, jednym z pierwszych gitarzystów przenoszących bluesa z Mississippi do Chicago, czy z Hot Lips Pagem, gdzie znakomicie nawiązywał do stylistyki Lonniego Johnsona. Tu znów pokazuje bluesowy pazur. Właśnie – pazur! Niestety jego gitara nie jest zbyt wyeksponowana, ale wydaje mi się brzmieć dość drapieżnie, jak na początek 1946 roku. Żałuję, że dla Bunna blues był raczej epizodem i gitarzysta nie pozostawił na tym polu więcej wyraźnych śladów. Poniżej fragment z jego udziałem.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;script language="JavaScript" src="http://blues.org.pl/ftb/audio/audio-player.js"&gt;&lt;/script&gt;&lt;br /&gt;&lt;object type="application/x-shockwave-flash" data="http://blues.org.pl/ftb/audio/player.swf" id="audioplayer15" height="24" width="290"&gt; &lt;param name="movie" value="http://blues.org.pl/ftb/audio/player.swf"&gt;&lt;param name="FlashVars" value="playerID=audioplayer15&amp;soundFile=http://www.blues.org.pl/ftb/blog/turner1.mp3"&gt;&lt;param name="quality" value="high"&gt;&lt;param name="menu" value="false"&gt;&lt;param name="wmode" value="transparent"&gt;&lt;/object&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;b&gt;Joe Turner (Teddy Bunn - gitara) – &lt;i&gt;Mad Blues&lt;/i&gt;  - 30 stycznia 1946 roku, Los Angeles&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Więcej gitary usłyszymy w sesji z zespołem legendarnego pianisty &lt;b&gt;Alberta Ammonsa&lt;/b&gt; – jednego z trójcy największych klasyków boogie woogie. W jego zespole, rezydującym w Chicago, rolę gitarzysty pełnił &lt;b&gt;Ike Perkins&lt;/b&gt;. Posłuchajmy fragmentu właśnie w stylu boogie woogie &lt;i&gt;Sally Zu-Zass&lt;/i&gt;, a potem &lt;i&gt;Im In Sharp...&lt;/i&gt; – chyba po raz pierwszy w dyskografii Turnera z tak wyraźnie wyeksponowaną gitarą solową.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;script language="JavaScript" src="http://blues.org.pl/ftb/audio/audio-player.js"&gt;&lt;/script&gt;&lt;br /&gt;&lt;object type="application/x-shockwave-flash" data="http://blues.org.pl/ftb/audio/player.swf" id="audioplayer16" height="24" width="290"&gt; &lt;param name="movie" value="http://blues.org.pl/ftb/audio/player.swf"&gt;&lt;param name="FlashVars" value="playerID=audioplayer16&amp;soundFile=http://www.blues.org.pl/ftb/blog/turner2.mp3"&gt;&lt;param name="quality" value="high"&gt;&lt;param name="menu" value="false"&gt;&lt;param name="wmode" value="transparent"&gt;&lt;/object&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;b&gt;Joe Turner (Ike Perkins - gitara) – &lt;i&gt;Sally Zu-Zass&lt;/i&gt;  - 11 października 1946 roku, Chicago&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;script language="JavaScript" src="http://blues.org.pl/ftb/audio/audio-player.js"&gt;&lt;/script&gt;&lt;br /&gt;&lt;object type="application/x-shockwave-flash" data="http://blues.org.pl/ftb/audio/player.swf" id="audioplayer17" height="24" width="290"&gt; &lt;param name="movie" value="http://blues.org.pl/ftb/audio/player.swf"&gt;&lt;param name="FlashVars" value="playerID=audioplayer17&amp;soundFile=http://www.blues.org.pl/ftb/blog/turner3.mp3"&gt;&lt;param name="quality" value="high"&gt;&lt;param name="menu" value="false"&gt;&lt;param name="wmode" value="transparent"&gt;&lt;/object&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;b&gt;Joe Turner (Ike Perkins - gitara) – &lt;i&gt;I'm In Sharp When I Hit The Coast&lt;/i&gt;  - 11 października 1946 roku, Chicago&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Gitara Perkinsa brzmi czyściej, ładniej niż Bunna, ale być może to ogólny efekt lepszej jakości technicznej. Nasz podziw może też budzić jego swoboda techniczna. Przypomnę, że słuchamy nagrań, które powstały w Chicago, i przypuszczam, że podobnie brzmiało nowoczesne oblicze bluesa granego w tamtejszych klubach. Niestety nic szczególnego nie wiadomo na temat Ike’a Perkinsa, członka &lt;b&gt;Rhythm Kings&lt;/b&gt; Ammonsa do 1949. Nagrywał wraz z Ammonsem już w latach 30., a podobno istnieje fotografia z 1936 roku, na której Ike prezentuje się z gitarą elektryczną czy zelektryfikową, Rickenbacken Frying Pan. Zamiast szczegółów biograficznych proponuję kolejne nagranie z jego udziałem. Tym razem porzucamy Joe’go, a będzie to rzecz z katalogu samego Alberta Ammonsa i to prawie w całości. Warto poświęcić chwilę także ze względu na lidera. :)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;script language="JavaScript" src="http://blues.org.pl/ftb/audio/audio-player.js"&gt;&lt;/script&gt;&lt;br /&gt;&lt;object type="application/x-shockwave-flash" data="http://blues.org.pl/ftb/audio/player.swf" id="audioplayer18" height="24" width="290"&gt; &lt;param name="movie" value="http://blues.org.pl/ftb/audio/player.swf"&gt;&lt;param name="FlashVars" value="playerID=audioplayer18&amp;soundFile=http://www.blues.org.pl/ftb/blog/ammons1.mp3"&gt;&lt;param name="quality" value="high"&gt;&lt;param name="menu" value="false"&gt;&lt;param name="wmode" value="transparent"&gt;&lt;/object&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;b&gt;Albert Ammons (Ike Perkins - gitara) – &lt;i&gt;Deep In The Heart Of Texas Boogie&lt;/i&gt;  - 12 listopada 1946 roku, Chicago&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Słuchając wszystkich wyżej wymienionych gitarzystów, nie mogę oprzeć się wrażeniu, że  oto jesteśmy świadkami metamorfozy – mimowolnego przechodzenia ze swingu do rhythm’n’bluesa. Mówiąc mniej abstrakcyjnie: przypuszczam, że wielu gitarzystów, którzy wyrośli na jazzie, swingu, w latach 40. na fali popularności czy rozwoju miejskiego bluesa zmieniali barwy, szukali swego bluesowego języka. Tak było także z Johnnym Moorem, a być może i z Carlem Hoganem, inaczej zaś w przypadku T-Bone’a czy Fulsona.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/4052272684150513541-915681181280303672?l=feelin-the-blues.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://feelin-the-blues.blogspot.com/feeds/915681181280303672/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://feelin-the-blues.blogspot.com/2010/03/bluesowa-gitara-elektryczna-cz-7.html#comment-form' title='Komentarze (1)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/4052272684150513541/posts/default/915681181280303672'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/4052272684150513541/posts/default/915681181280303672'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://feelin-the-blues.blogspot.com/2010/03/bluesowa-gitara-elektryczna-cz-7.html' title='Bluesowa gitara elektryczna - cz. 7'/><author><name>feelintheblues</name><uri>http://www.blogger.com/profile/07889035690671128074</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='30' height='32' src='http://2.bp.blogspot.com/_sXtXE3Y_vPM/Sydkxg0CzZI/AAAAAAAAASU/8PxgAmEFtrQ/S220/1579460641482be7a84b698.jpg'/></author><thr:total>1</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-4052272684150513541.post-1156609400990772512</id><published>2010-02-25T23:55:00.005+01:00</published><updated>2010-02-26T10:00:51.618+01:00</updated><title type='text'>Bluesowa gitara elektryczna - lata 40. - cz. 6</title><content type='html'>Zanim przejdziemy do dalszej historii bluesowej gitary, warto wspomnieć o pewnych rodzących się wówczas cechach stylów. Jak zauważyliśmy, nasza historia dzieje się w głównej mierze na zachodnim wybrzeżu czy - szerzej rzecz ujmując - między Kalifornią a Teksasem. Trzy czy cztery czynniki decydowały o różnicach stylistycznych bluesa z Teksasu i zachodniego wybrzeża: &lt;br /&gt;• przesiąknięty bluesem jazz czy też po prostu mocno jazzowy blues z Kansas City (czasem można spotkać określenie big band blues), wymieńmy orkiestry Joe Turnera, Counta Bassiego czy Jay’a McShanna;&lt;br /&gt;• balladowy blues (cocktail blues) Charlesa Browna; &lt;br /&gt;• pianiści boogie-woogie; &lt;br /&gt;• akustyczny tradycyjny blues. &lt;br /&gt;Instrumenty dęte i intensywność, szorstkość rytmiczna odróżniały bluesa z Teksasu od bluesa z Kalifornii. To wszystko w dużym skrócie oczywiście.&lt;br /&gt;Druga uwaga. Od 1946 roku daje się zauważyć wyraźny wpływ języka gitarowego T-Bone’a Walkera, który oczywiście wciąż nagrywał. Nie chciałbym jednak wciąż wracać do jego nagrań, dlatego jeśli jego styl nadal nie jest dla Was czytelny, zachęcam do posłuchania fragmentów nagrań w Internecie (oczywiście moim zdaniem każdy zainteresowany gitarą powinien mieć przynajmniej jeden album Walkera), choćby próbek z poszczególnych płyt czy utworów zamieszczanych na portalu youtube.&lt;br /&gt;Poniżej proponuję tylko dwie sztandarowe (i standardowe) kompozycje &lt;i&gt;Call It Stormy Monday&lt;/i&gt; i &lt;i&gt;T-Bone Shuffle&lt;/i&gt;.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;script language="JavaScript" src="http://blues.org.pl/ftb/audio/audio-player.js"&gt;&lt;/script&gt;&lt;br /&gt;&lt;object type="application/x-shockwave-flash" data="http://blues.org.pl/ftb/audio/player.swf" id="audioplayer9" height="24" width="290"&gt; &lt;param name="movie" value="http://blues.org.pl/ftb/audio/player.swf"&gt;&lt;param name="FlashVars" value="playerID=audioplayer9&amp;soundFile=http://www.blues.org.pl/ftb/blog/walker1.mp3"&gt;&lt;param name="quality" value="high"&gt;&lt;param name="menu" value="false"&gt;&lt;param name="wmode" value="transparent"&gt;&lt;/object&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;b&gt;T-Bone Walker – &lt;i&gt;Call It Stormy Monday&lt;/i&gt;  - środek 1947 roku, Hollywood (Lloyd Glenn - fortepian)&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;script language="JavaScript" src="http://blues.org.pl/ftb/audio/audio-player.js"&gt;&lt;/script&gt;&lt;br /&gt;&lt;object type="application/x-shockwave-flash" data="http://blues.org.pl/ftb/audio/player.swf" id="audioplayer10" height="24" width="290"&gt; &lt;param name="movie" value="http://blues.org.pl/ftb/audio/player.swf"&gt;&lt;param name="FlashVars" value="playerID=audioplayer10&amp;soundFile=http://www.blues.org.pl/ftb/blog/walker2.mp3"&gt;&lt;param name="quality" value="high"&gt;&lt;param name="menu" value="false"&gt;&lt;param name="wmode" value="transparent"&gt;&lt;/object&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;b&gt;T-Bone Walker – &lt;i&gt;T-Bone Shuffle&lt;/i&gt;  - 12 listopada 1947 roku, Los Angeles (George Orendorff - trąbka)&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Tymczasem jesteśmy w 1946 roku. Poznajmy &lt;b&gt;Lowella Fulsona&lt;/b&gt;. Przed wojną, w 1939 roku, wspierał na gitarze wokalistę Texas Aleksandra. Potrafił grać starego, tradycyjnego bluesa, nawiązując do Blind Lemona Jeffersona, ale i Lonniego Johnsona. Fulson pochodził z Oklahomy, ale przebywał w Oakland (stan Kalifornia) podczas służby wojskowej, trochę wówczas grał. W 1945 roku zakończył służbę, a w połowie 1946 roku tam powrócił. Próbował grać w klubach, ale ze względu na styl miał pewne problemy. Jak wspominał w rozmowie z Williem R. Collinsem (zob. California Soul), kiedy pojawiał się na scenie, muzycy schodzili, nie chcieli z nim grać, nie chcieli grać tradycyjnego bluesa, patrzyli na niego z góry. Dlatego musiał zmienić styl. &lt;br /&gt;Pierwszych nagrań dokonał dla &lt;b&gt;Boba Geddinsa&lt;/b&gt;, człowieka instytucji – producenta i kompozytora (dziś jego najpopularniejszym utworem jest &lt;i&gt;Tin Pan Alley&lt;/i&gt;). Geddins twierdzi, że to on właśnie nauczył Fulsona kilku zagrywek, akordów T-Bone’a, zaś sam Fulson wymienia utwór &lt;i&gt;Bobby Sox Blues&lt;/i&gt;, jako ten, który „wszystko zmienił” – wszyscy po nim chcieli grać jak T-Bone. &lt;br /&gt;Zarówno &lt;i&gt;Bobby Sox Blues&lt;/i&gt;, jak i pierwsze nagrania Fulsona ujrzały światło dzienne właśnie w 1946 roku. Niestety sam Fulson zdawał się nie pamiętać, które jego nagranie było tym pierwszym. Bob Geddins wymienia między innymi &lt;i&gt;Crying Blues&lt;/i&gt; czy &lt;i&gt;You’re Gonna Miss Me&lt;/i&gt;, z kolei Willie R. Collins twierdzi, że pierwszym było &lt;i&gt;Black Widow Spider Blues&lt;/i&gt; – zarejestrowane miało by być już w czerwcu 1946. Posłuchajmy zatem obydwu utworów.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;script language="JavaScript" src="http://blues.org.pl/ftb/audio/audio-player.js"&gt;&lt;/script&gt;&lt;br /&gt;&lt;object type="application/x-shockwave-flash" data="http://blues.org.pl/ftb/audio/player.swf" id="audioplayer11" height="24" width="290"&gt; &lt;param name="movie" value="http://blues.org.pl/ftb/audio/player.swf"&gt;&lt;param name="FlashVars" value="playerID=audioplayer11&amp;soundFile=http://www.blues.org.pl/ftb/blog/fulson1.mp3"&gt;&lt;param name="quality" value="high"&gt;&lt;param name="menu" value="false"&gt;&lt;param name="wmode" value="transparent"&gt;&lt;/object&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;b&gt;Lowell Fulson – &lt;i&gt;Crying Blues (Crying Won't Make Me Stay)&lt;/i&gt;  - 1946 rok, Oakland, Kalifornia (Eldridge McCarthy - pianino)&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;script language="JavaScript" src="http://blues.org.pl/ftb/audio/audio-player.js"&gt;&lt;/script&gt;&lt;br /&gt;&lt;object type="application/x-shockwave-flash" data="http://blues.org.pl/ftb/audio/player.swf" id="audioplayer12" height="24" width="290"&gt; &lt;param name="movie" value="http://blues.org.pl/ftb/audio/player.swf"&gt;&lt;param name="FlashVars" value="playerID=audioplayer12&amp;soundFile=http://www.blues.org.pl/ftb/blog/fulson2.mp3"&gt;&lt;param name="quality" value="high"&gt;&lt;param name="menu" value="false"&gt;&lt;param name="wmode" value="transparent"&gt;&lt;/object&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;b&gt;Lowell Fulson – &lt;i&gt;Black Widow Spider Blues&lt;/i&gt;  - 1946 rok, Oakland, Kalifornia (Rufus J. Russell - pianino)&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Sądzę, że zgodzimy się bez oporów, że Fulson po prostu kopiował zagrywki Walkera. Co czyni go ciekawym i innym, to rodzaj fuzji: język gitarowy Walkera i relatywnie tradycyjny sposób aranżacji, teksańskie pianino i mniej swingujący rytm. No i nie ma tu instrumentów dętych. Zdecydowanie bardziej tradycyjny jest też śpiew Fulsona.&lt;br /&gt;Nasz bohater poznał Walkera nieco później i był pod wrażeniem jego profesjonalizmu wykonawczego. „Ja po prostu grałem i śpiewałem, on – robił show”. Rzeczywiście występy Bone’a budziły niemałe emocje. Eddie Vinson, saksofonista bluesowy i jazzowy tak to wspominał: „T-Bone wychodził w swoim białym garniturze; z wielkimi diamentowymi sygnetami. Wychodził, robił na gitarze te swoje v-room, v-room i nawet nie kończył jednego kawałka, gdy zaczynały latać portfele”. Perkusista i bandleader Johnny Otis opowiadał: „Kiedy dochodził do finału, grał z gitarą na plecach, robiąc powoli szpagat, scena pokryta była bielizną [damską] i pieniędzmi”. Doprawdy trudno dziwić się zachwytowi Fulsona. &lt;br /&gt;Posłuchajmy jeszcze fragmentu kompozycji &lt;i&gt;9:30 Shuffle&lt;/i&gt;, bo mamy tu już inny klimacik. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;script language="JavaScript" src="http://blues.org.pl/ftb/audio/audio-player.js"&gt;&lt;/script&gt;&lt;br /&gt;&lt;object type="application/x-shockwave-flash" data="http://blues.org.pl/ftb/audio/player.swf" id="audioplayer13" height="24" width="290"&gt; &lt;param name="movie" value="http://blues.org.pl/ftb/audio/player.swf"&gt;&lt;param name="FlashVars" value="playerID=audioplayer132&amp;soundFile=http://www.blues.org.pl/ftb/blog/fulson3.mp3"&gt;&lt;param name="quality" value="high"&gt;&lt;param name="menu" value="false"&gt;&lt;param name="wmode" value="transparent"&gt;&lt;/object&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;b&gt;Lowell Fulson – &lt;i&gt;9:30 Shuffle&lt;/i&gt;  - 1947 rok, Oakland, Kalifornia&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Może się mylę, ale słyszę tu nuty, które później grał także Chuck Berry i rzesze gitarzystów teksańskich i kalifornijskich. :)&lt;br /&gt;Dodajmy, że pierwsze większe hity Fulsona przyszły nieco później: &lt;i&gt;Three O’Clock Blues&lt;/i&gt; (1948) nagrany potem przez B. B. Kinga podobnie jak &lt;i&gt;Every Day I Have The Blues&lt;/i&gt; (1949). Dziś najbardziej znanym standardem Fulsona pozostaje &lt;i&gt;Reconsider Baby&lt;/i&gt; z 1954 roku.&lt;br /&gt;Lowell Fulson był jednym z pierwszych gitarzystów elektrycznych, którzy tak udanie i interesująco łączyli stare z nowym - tradycyjne, korzenne elementy bluesa z jego miejskim wyrafinowaniem. Choć dziś bardziej popularnymi pionierami i mistrzami tego połączenia są B. B. King (przede wszystkim) i z drugiej strony Muddy Waters. Fulson był też jednym z pierwszych, którzy coraz odważniej przekręcali gałki gitarowe, by ich brzmienie nabrało dzisiejszej drapieżności.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/4052272684150513541-1156609400990772512?l=feelin-the-blues.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://feelin-the-blues.blogspot.com/feeds/1156609400990772512/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://feelin-the-blues.blogspot.com/2010/02/bluesowa-gitara-elektryczna-lata-40-cz_25.html#comment-form' title='Komentarze (1)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/4052272684150513541/posts/default/1156609400990772512'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/4052272684150513541/posts/default/1156609400990772512'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://feelin-the-blues.blogspot.com/2010/02/bluesowa-gitara-elektryczna-lata-40-cz_25.html' title='Bluesowa gitara elektryczna - lata 40. - cz. 6'/><author><name>feelintheblues</name><uri>http://www.blogger.com/profile/07889035690671128074</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='30' height='32' src='http://2.bp.blogspot.com/_sXtXE3Y_vPM/Sydkxg0CzZI/AAAAAAAAASU/8PxgAmEFtrQ/S220/1579460641482be7a84b698.jpg'/></author><thr:total>1</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-4052272684150513541.post-7423243513455754424</id><published>2010-02-06T23:37:00.002+01:00</published><updated>2010-02-19T12:25:33.364+01:00</updated><title type='text'>Bluesowa gitara elektryczna - lata 40. - cz. 5</title><content type='html'>No i czas przechodzić do roku 1946, w którym naprawdę zaczęło się dużo dziać. Ponieważ wyobrażam sobie, że zastanawiacie się, kiedy w końcu te Chicago, pomyślałem, że od niego zacznę. Pamiętam, że nagranie &lt;b&gt;Arthura Crudupa&lt;/b&gt; &lt;i&gt;That’s All Rright&lt;/i&gt; powstało w 1946 roku, więc sądziłem, że warto przypomnieć jego nazwisko. Jakież było moje zdziwienie, gdy okazało się, że zdaniem Colina Escotta (autora notki do płyty Crudupa) nasz bohater nagrywał na wzmocnionej elektrycznie gitarze już w 1942 roku! Pamiętamy, że to wtedy powstały pierwsze nagrania T-Bone’a z jego gitarą czy Saundersa Kinga. A zatem i Crudup należy do takich pionierów!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Posłuchajmy standardu Crudupa &lt;i&gt;Mean Old ‘Frisco Blues&lt;/i&gt;: &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;script language="JavaScript" src="http://blues.org.pl/ftb/audio/audio-player.js"&gt;&lt;/script&gt;&lt;br /&gt;&lt;object type="application/x-shockwave-flash" data="http://blues.org.pl/ftb/audio/player.swf" id="audioplayer8" height="24" width="290"&gt; &lt;param name="movie" value="http://blues.org.pl/ftb/audio/player.swf"&gt;&lt;param name="FlashVars" value="playerID=audioplayer8&amp;soundFile=http://www.blues.org.pl/ftb/blog/crudup1.mp3"&gt;&lt;param name="quality" value="high"&gt;&lt;param name="menu" value="false"&gt;&lt;param name="wmode" value="transparent"&gt;&lt;/object&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;b&gt;Arthur Crupup – &lt;i&gt;Mean Old 'Frisco Blues&lt;/i&gt;  - 15 kwietnia 1942 roku, Chicago (Ransom Knowling - bas)&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Hm… Być może to jest gitara elektryczna, ale nagranie brzmi jak prosty country blues. Zważywszy jakość techniczną, trudno jednoznacznie wyrokować. Od biedy fragment 1:00 – 1:15 możemy uznać za partię solową. Mimo to chyba wyraźna jest różnica w stylistyce, roli gitary, jak również umiejętności samych muzyków. Crudup nagrywał dla Lestera Melrose’a, który w tym czasie trzymał w garści w zasadzie całą chicagowską scenę. Jego wytwórnia nazywała się &lt;b&gt;Bluebird&lt;/b&gt;. W ciągu kilku następnych lat styl Crudupa w zasadzie się nie zmienił, dlatego posłuchajmy wspomnianego wcześniej That’s All Right, a pominiemy nagrania z lat 44-45. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;script language="JavaScript" src="http://blues.org.pl/ftb/audio/audio-player.js"&gt;&lt;/script&gt;&lt;br /&gt;&lt;object type="application/x-shockwave-flash" data="http://blues.org.pl/ftb/audio/player.swf" id="audioplayer9" height="24" width="290"&gt; &lt;param name="movie" value="http://blues.org.pl/ftb/audio/player.swf"&gt;&lt;param name="FlashVars" value="playerID=audioplayer9&amp;soundFile=http://www.blues.org.pl/ftb/blog/crudup2.mp3"&gt;&lt;param name="quality" value="high"&gt;&lt;param name="menu" value="false"&gt;&lt;param name="wmode" value="transparent"&gt;&lt;/object&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;b&gt;Arthur Crudup – &lt;i&gt;That's All Right&lt;/i&gt;  - 6 września 1946 roku, Chicago&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Czy trzeba przypominać, że obydwa utwory stały się niezwykle popularne, gdy zabrał się za nie Elvis Presley?&lt;br /&gt;Słuchając tych nagrań, łatwo zrozumieć, dlaczego Arthur Crudup nie jest wymieniany jako pionier gitary elektrycznej. Po prostu elektryfikacja nie zrobiła na nim żadnego wrażenia, dokładnie tak samo grał na gitarze czysto akustycznej. Nie pokusił się o poszerzenie swoich możliwości wynikajacych z elektryfikacji. Zawsze był po prostu śpiewakiem z gitarą. Wielu z nich zresztą biło go na głowę, jeśli chodzi o umiejętności gitarowe.&lt;br /&gt;Zadaję sobie pytanie, czy to przypadek, że w Chicago nie mieliśmy do tej pory żadnego gitarzysty w stylu Walkera, Johnnego Moore’a czy kogokolwiek, kto próbowałby grać rhythm’n’bluesa, wychodząc choćby od dokonań Charliego Christiana. Być może wiązało się to z napływem ludności z okolic Mississippi, którzy chętnie słyszeli „swoją” muzykę. Być może była to decyzja producentów.&lt;br /&gt;Już za chwilę poznamy muzykę Muddy'ego Watersa. Ale - jeszcze chwilę poczekajmy. :)&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/4052272684150513541-7423243513455754424?l=feelin-the-blues.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://feelin-the-blues.blogspot.com/feeds/7423243513455754424/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://feelin-the-blues.blogspot.com/2010/02/bluesowa-gitara-elektryczna-lata-40-cz.html#comment-form' title='Komentarze (1)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/4052272684150513541/posts/default/7423243513455754424'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/4052272684150513541/posts/default/7423243513455754424'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://feelin-the-blues.blogspot.com/2010/02/bluesowa-gitara-elektryczna-lata-40-cz.html' title='Bluesowa gitara elektryczna - lata 40. - cz. 5'/><author><name>feelintheblues</name><uri>http://www.blogger.com/profile/07889035690671128074</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='30' height='32' src='http://2.bp.blogspot.com/_sXtXE3Y_vPM/Sydkxg0CzZI/AAAAAAAAASU/8PxgAmEFtrQ/S220/1579460641482be7a84b698.jpg'/></author><thr:total>1</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-4052272684150513541.post-9044780827290397049</id><published>2010-01-25T23:53:00.001+01:00</published><updated>2010-04-01T23:04:43.819+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='jump blues'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='historia bluesa'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='lata 40.'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='urban blues'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='gitara'/><title type='text'>Bluesowa gitara elektryczna - lata 40. - cz. 4</title><content type='html'>W latach 40. największą bluesową atrakcją był &lt;b&gt;Louis Jordan i jego Tympany Five&lt;/b&gt;. Jeszcze w styczniu ’45 roku w nagraniach brak gitary. To wtedy powstały standardy &lt;i&gt;Buzz Me&lt;/i&gt; czy &lt;i&gt;Caldonia&lt;/i&gt;. Ale już w kolejnej sesji – lipcowej – poznajemy gitarzystę &lt;b&gt;Carla Hogana&lt;/b&gt;. Czy obecność gitary elektrycznej to wpływ T-Bone’a Walkera? Pomimo mej wielkiej sympatii do T-Bone’a (za całokształt) nie napiszę mu laurki. Wątpię, by Jordan sugerował się Walkerem. To raczej symptom – gitara elektryczna stawała się nie tylko nowinką, ale (sądzę, że głównie za sprawą Christiana) popularnym, nowoczesnym instrumentem.&lt;br /&gt;Mało wiemy – niemal nic – na temat Carla Hogana. Nie odcisnął takiego piętna na muzyce jak Walker. Jego partia solowa wskazuje na inspirację Christianem, ewentualnie można ją posadzić między solem Charliego i T-Bone’a. &lt;br /&gt;Louis Jordan jakby nie dawał mu się wygrać. W pierwszym nagraniu z udziałem gitarzysty &lt;i&gt;How Long Must I Wait For You&lt;/i&gt; słyszymy zaledwie kilka dźwięków. Ale w &lt;b&gt;&lt;i&gt;Salt Pork, West Wirginia&lt;/i&gt;&lt;/b&gt; jest krótkie solo:&lt;br /&gt;&lt;script language="JavaScript" src="http://blues.org.pl/ftb/audio/audio-player.js"&gt;&lt;/script&gt;&lt;br /&gt;&lt;object type="application/x-shockwave-flash" data="http://blues.org.pl/ftb/audio/player.swf" id="audioplayer5" height="24" width="290"&gt; &lt;param name="movie" value="http://blues.org.pl/ftb/audio/player.swf"&gt;&lt;param name="FlashVars" value="playerID=audioplayer5&amp;soundFile=http://www.blues.org.pl/ftb/blog/hogan1.mp3"&gt;&lt;param name="quality" value="high"&gt;&lt;param name="menu" value="false"&gt;&lt;param name="wmode" value="transparent"&gt;&lt;/object&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;b&gt;Louis Jordan &amp; Tympany Five – &lt;i&gt;Salt Pork, West Wirginia&lt;/i&gt;  - 16 lipca 1945 roku, Los Angeles, Nowy Jork&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Potem 8 utworów (korzystam z pięciopłytowego zestawu JSP, ale nie mam pewności, czy to zestawienie kompletne), gdzie go niemal nie ma i nagle niespodzianka. Temat, który otwiera Hogan, można uznać za pierwowzór rock’n’rolla Chucka Berrego; z bardzo charakterystyczną zagrywką, podkładem rytmicznym i solówką.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;script language="JavaScript" src="http://blues.org.pl/ftb/audio/audio-player.js"&gt;&lt;/script&gt;&lt;br /&gt;&lt;object type="application/x-shockwave-flash" data="http://blues.org.pl/ftb/audio/player.swf" id="audioplayer27" height="24" width="290"&gt; &lt;param name="movie" value="http://blues.org.pl/ftb/audio/player.swf"&gt;&lt;param name="FlashVars" value="playerID=audioplayer27&amp;soundFile=http://www.blues.org.pl/ftb/blog/hogan2.mp3"&gt;&lt;param name="quality" value="high"&gt;&lt;param name="menu" value="false"&gt;&lt;param name="wmode" value="transparent"&gt;&lt;/object&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;b&gt;Louis Jordan &amp; Tympany Five – &lt;i&gt;Ain’t That Just Like a Woman&lt;/i&gt;  - 23 stycznia 1946 roku, Los Angeles&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;No i tyle Carl Hogan. Jak wspomniałem, Louis nie dopuszczał go niestety zbyt często do głosu, pojawia się jeszcze solo w nastepnym &lt;i&gt;That Chicks Too Young To Fry&lt;/i&gt;, gdzieś tam jeszcze slide, ale to właściwie wszystko. W 1949 roku Jordan rozwiązał dotychczasowy skład Tympany Five (a grał tam także Wild Bill Davis na pianinie). Być może pewna nieufność Jordana względem gitary zaważyła na dzisiejszym zapomnieniu Hogana, który przecież mógłby pewnie kontynuować karierę samodzielnie, gdyby miał silniej rozpoznawalne nazwisko. Trudno dziś spekulować, ale pewnym jest, że Carl Hogan należał do pionierów wielkiego kalibru. W naszej pamięci zostanie choćby za ową introdukcję w powyższym nagraniu.&lt;br /&gt;Zwróćmy uwagę na jeszcze jeden fakt, że większość prezentowanych nagrań zarejestrowano w Los Angeles – na początku historii elektrycznej gitary było to zatem centrum, wylęgarnia.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/4052272684150513541-9044780827290397049?l=feelin-the-blues.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://feelin-the-blues.blogspot.com/feeds/9044780827290397049/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://feelin-the-blues.blogspot.com/2010/01/bluesowa-gitara-elektryczna-lata-40-cz_25.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/4052272684150513541/posts/default/9044780827290397049'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/4052272684150513541/posts/default/9044780827290397049'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://feelin-the-blues.blogspot.com/2010/01/bluesowa-gitara-elektryczna-lata-40-cz_25.html' title='Bluesowa gitara elektryczna - lata 40. - cz. 4'/><author><name>feelintheblues</name><uri>http://www.blogger.com/profile/07889035690671128074</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='30' height='32' src='http://2.bp.blogspot.com/_sXtXE3Y_vPM/Sydkxg0CzZI/AAAAAAAAASU/8PxgAmEFtrQ/S220/1579460641482be7a84b698.jpg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-4052272684150513541.post-667299929301611410</id><published>2010-01-24T22:37:00.005+01:00</published><updated>2010-01-24T23:03:19.690+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='west coast blues'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='historia bluesa'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='lata 40.'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='urban blues'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='gitara'/><title type='text'>Bluesowa gitara elektryczna - lata 40. - cz. 3</title><content type='html'>Historia gitary cz. 3&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Na początku lat 40. gitara elektryczna coraz częściej pojawiała się w składach zespołów bluesowych czy rhythm’n’bluesowych (termin wprowadzono dopiero w 1949 roku). Nas jednak interesują nagrania, które wyznaczały kierunek rozwoju, i gitarzyści, którzy mieli coś swojego do powiedzenia. Przeglądając nagrania z tamtych czasów, można natknąć się na muzyków, którzy potem zniknęli w zakamarkach historii. Kiedy zajrzałem do kompilacji &lt;b&gt;Big Joe Turnera&lt;/b&gt;, dostrzegłem, że akompaniował mu &lt;b&gt;Lawrence Lucie&lt;/b&gt; (1939), &lt;b&gt;Freddie Green&lt;/b&gt;, gitarzysta Counta Basie’go, który głównie ograniczał się do funkcji rytmicznej (1940), &lt;b&gt;John Collins&lt;/b&gt; (1940) czy &lt;b&gt;Al Hendrickson&lt;/b&gt; (1942). Tych gitarzystów - z wyjątkiem ostatniego - niestety właściwie nie słychać,  być może grali na instrumentach akustycznych i wymieniono ich kurtuazyjnie.&lt;br /&gt;Wprawdzie trzymamy się bluesa, jednak nie oprę się chęci zamieszczenia fragmentu utworu, gdzie długie solo na gitarze gra &lt;b&gt;Les Paul&lt;/b&gt;. Mamy rok 1944, a całe nagranie trwa ponad 10 minut. Poniżej tylko solo gitarowe. Nagranie pt. &lt;i&gt;Blues&lt;/i&gt;.&lt;br /&gt;&lt;script language="JavaScript" src="http://blues.org.pl/ftb/audio/audio-player.js"&gt;&lt;/script&gt;&lt;br /&gt;&lt;object type="application/x-shockwave-flash" data="http://blues.org.pl/ftb/audio/player.swf" id="audioplayer1" height="24" width="290"&gt; &lt;param name="movie" value="http://blues.org.pl/ftb/audio/player.swf"&gt;&lt;param name="FlashVars" value="playerID=audioplayer1&amp;soundFile=http://www.blues.org.pl/ftb/blog/lespaul.mp3"&gt;&lt;param name="quality" value="high"&gt;&lt;param name="menu" value="false"&gt;&lt;param name="wmode" value="transparent"&gt;&lt;/object&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;b&gt;Illinois Jacquet i Jazz at The Philharmonic, Les Paul gitara – &lt;i&gt;Blues&lt;/i&gt;  - 2 lipca 1944 roku, Hollywood&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;No i? Oczywiście to szkoła Christiana, ale jakby bardziej bluesowo zagrana. Proszę zwrócić uwagę na intenstywne wibrato - ani Johnny Moore, ani T-Bone Walker nie używali wówczas tego środka wyrazu, dziś jednoznacznie  kojarzonego z bluesem. Dodam, że nie spotkałem się z nazwiskiem Lesa Paula wymienianym przez gitarzystów bluesowych jako inspiracja, choć może szkoda. Podobnie rzecz ma się z innym gigantem gitary jazzowej,  Django Reinhardtem, który miał wpływ na styl Lesa Paula i… B. B. Kinga. &lt;br /&gt;&lt;p&gt;&lt;img alt="" src="http://estrona.net/wgears//files/ftb/Image/johnnymoore.jpg" width="170" align="right" height="247"&gt;&lt;/p&gt;Teraz przejdźmy do pana, z którym los nie obszedł się zbyt łaskawie, być może za karę. Ten pan to &lt;b&gt;Johnny Moore&lt;/b&gt;. Dziś nawet w najpopularniejszej bazie muzycznej allmusic.com nie znajdziecie jego biografii. Jego nazwisko wiąże się ściśle z twórczością &lt;b&gt;Charlesa Browna&lt;/b&gt;, choć to Brown zaczynał pod jego skrzydłami. Bratem Johnnego był &lt;b&gt;Oscar Moore&lt;/b&gt;, gitarzysta Nat King Cole’a. Johnny wpadł na pomysł, by stworzyć zespół, który będzie bardziej czarnym (czyli bardziej bluesowym) odpowiednikiem tria Nat King Cole’a. Potrzebował wokalisty i znalazł – Charlesa Browna. Występowali jako &lt;b&gt;Johnny Moore’s Three Blazers&lt;/b&gt;. Zazwyczaj wokalistę traktujemy jako lidera, toteż Charlesa czasem nazywano Johnny’m, co nie było mu w smak. Johnny chciał Charlesa trochę trzymać w cieniu i nawet jego kompozycje podpisywał swoim nazwiskiem (m.in. &lt;i&gt;Merry Christmas Baby&lt;/i&gt;). To było przyczyną zerwania współpracy i pewnie nie przypadkiem pierwszy singiel Browna po „rozwodzie” nosił tytuł &lt;i&gt;Get Yourself Another Fool&lt;/i&gt; (Znajdź sobie innego głupka). Kara, o której wspomniałem, to zapomnienie i fakt, że jego pierwszych nagrań musimy szukać właśnie pod nazwiskiem Charlesa Browna. &lt;br /&gt;Muzyka Moore’a to jeden z pierwszych przykładów przechodzenia do grania coraz bardziej bluesowego, choć punktem odniesienia jest wciąż wyraźnie Christian. &lt;br /&gt;Poniżej fragment prawdopodobnie pierwszego nagrania Johnny Moore’s Three Blazers o dziwnym tytule.&lt;br /&gt;&lt;script language="JavaScript" src="http://blues.org.pl/ftb/audio/audio-player.js"&gt;&lt;/script&gt;&lt;br /&gt;&lt;object type="application/x-shockwave-flash" data="http://blues.org.pl/ftb/audio/player.swf" id="audioplayer2" height="24" width="290"&gt; &lt;param name="movie" value="http://blues.org.pl/ftb/audio/player.swf"&gt;&lt;param name="FlashVars" value="playerID=audioplayer2&amp;soundFile=http://www.blues.org.pl/ftb/blog/jmoore1.mp3"&gt;&lt;param name="quality" value="high"&gt;&lt;param name="menu" value="false"&gt;&lt;param name="wmode" value="transparent"&gt;&lt;/object&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;b&gt;Johnny Moore’s Three Blazers – &lt;i&gt;Fugue in C Major&lt;/i&gt;  - 1944 rok, Los Angeles&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Trudno te nagranie uznać za bluesowe. Co ważne, gra tu również Oscar Moore, więc mamy chyba jeden z pierwszych przykładów wykorzystania dwóch gitar w nagraniach. Niełatwo powiedzieć, który z panów gra w którym momencie. Johnny jest bardziej bluesowy i gra więcej niskich dźwięków, zaś Oscar preferuje wyższe rejestry. &lt;br /&gt;Możemy z dużą dozą pewności stwierdzić, że Johnny Moore i jego zespół stworzyli styl zwany czasem &lt;b&gt;cocktail blues&lt;/b&gt; – jazzująco-balladowy, doskonały jako tło do bardziej wykwintnych lokali, wciąż jednak dość czarny i bluesowy, byśmy nie mieli oporów z nazwaniem go bluesem, tym bardziej że kult szorstkiego bluesa z Chicago to wciąż przyszłość. Jesteśmy na zachodnim wybrzeżu, w Los Angeles, dziś zaliczamy muzykę Charlesa Browna po prostu do west coast bluesa (bluesa z zachodniego wybrzeża). Na przekór wizerunkowi chłodnego balladowego grania proponuję fragment zatytułowany celnie &lt;i&gt;Johnny’s Boogie&lt;/i&gt; (Charles Brown oczywiście gra na fortepianie). Proszę zwrócić też uwagę na grane unisono partie gitary i fortepianu – początek drugiej minuty.&lt;br /&gt;&lt;script language="JavaScript" src="http://blues.org.pl/ftb/audio/audio-player.js"&gt;&lt;/script&gt;&lt;br /&gt;&lt;object type="application/x-shockwave-flash" data="http://blues.org.pl/ftb/audio/player.swf" id="audioplayer3" height="24" width="290"&gt; &lt;param name="movie" value="http://blues.org.pl/ftb/audio/player.swf"&gt;&lt;param name="FlashVars" value="playerID=audioplayer3&amp;soundFile=http://www.blues.org.pl/ftb/blog/jmoore2.mp3"&gt;&lt;param name="quality" value="high"&gt;&lt;param name="menu" value="false"&gt;&lt;param name="wmode" value="transparent"&gt;&lt;/object&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;b&gt;Johnny Moore’s Three Blazers – &lt;i&gt;Johnny’s Boogie&lt;/i&gt;  - marzec 1945 rok, Los Angeles,&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Pierwszym wielkim hitem Johnnego i Charlesa był &lt;b&gt;&lt;i&gt;Driftin’ Blues&lt;/i&gt;&lt;/b&gt; nagrany wg danych bibliograficznych w 1945, choć hitem był w 1946 roku. To prawdziwy bluesior i dziś oczywiście standard.&lt;br /&gt;&lt;script language="JavaScript" src="http://blues.org.pl/ftb/audio/audio-player.js"&gt;&lt;/script&gt;&lt;br /&gt;&lt;object type="application/x-shockwave-flash" data="http://blues.org.pl/ftb/audio/player.swf" id="audioplayer4" height="24" width="290"&gt; &lt;param name="movie" value="http://blues.org.pl/ftb/audio/player.swf"&gt;&lt;param name="FlashVars" value="playerID=audioplayer4&amp;soundFile=http://www.blues.org.pl/ftb/blog/jmoore3.mp3"&gt;&lt;param name="quality" value="high"&gt;&lt;param name="menu" value="false"&gt;&lt;param name="wmode" value="transparent"&gt;&lt;/object&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;b&gt;Johnny Moore’s Three Blazers – &lt;i&gt;Driftin’ Blues&lt;/i&gt;  - 11 sierpnia 1945 rok, Los Angeles&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;W tym samym roku (nie znam precyzyjnej daty) zespół Johnnego wspierał Ivory Joe Huntera w nagraniu &lt;i&gt;Blues at Sunrise&lt;/i&gt;, który również okazał się hitem. &lt;br /&gt;Sądzę, że jeśli chodzi o nagrania, mamy już na razie całkiem dobry ogląd. Jedyną dziś dostępną kompilacją Johnnego jest zbiór nagrań z lat 1949-1950. Tam też krótki esej napisał Billy Vera, który porównuje ważność nagrań Johnnego i Oscara Moore’a do Christiana i Walkera. Jednak niełatwo wskazać gitarzystów z kręgu bluesa, którzy powoływaliby się na nazwisko Johnnego Moore’a jako tego najważniejszego, zaś ja więcej podobieństw do stylu Johnnego znajduję u gitarzystów w rodzaju Kennego Burrella czy Barney'a Kessela. Natomiast jeśli chodzi o tworzenie się komba bluesowego i jego popularność, rola Moore’a na pewno jest bardzo znacząca.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/4052272684150513541-667299929301611410?l=feelin-the-blues.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://feelin-the-blues.blogspot.com/feeds/667299929301611410/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://feelin-the-blues.blogspot.com/2010/01/bluesowa-gitara-elektryczna-lata-40-cz_24.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/4052272684150513541/posts/default/667299929301611410'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/4052272684150513541/posts/default/667299929301611410'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://feelin-the-blues.blogspot.com/2010/01/bluesowa-gitara-elektryczna-lata-40-cz_24.html' title='Bluesowa gitara elektryczna - lata 40. - cz. 3'/><author><name>feelintheblues</name><uri>http://www.blogger.com/profile/07889035690671128074</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='30' height='32' src='http://2.bp.blogspot.com/_sXtXE3Y_vPM/Sydkxg0CzZI/AAAAAAAAASU/8PxgAmEFtrQ/S220/1579460641482be7a84b698.jpg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-4052272684150513541.post-6626005630307888772</id><published>2010-01-20T23:23:00.005+01:00</published><updated>2010-01-21T13:42:45.563+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='video'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='texas blues'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='gitara'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='chicago blues'/><title type='text'>Style bluesowe - zamieszanie</title><content type='html'>Ten króciutki post piszę w nawiązaniu do uwagi eBluesa w komentarzu do poprzedniego wpisu. Chodzi o to, że muzyka T-Bone'a nie bardzo pasuje do dzisiejszego wyobrażenia bluesa z Teksasu. Jest w tym trochę racji, bo dziś stylistyka Walkera najbardziej przypomina west coast bluesa czy bluesa z Kalifornii (to tylko pewne uściślenie).&lt;br /&gt;Natomiast ja im bliżej przyglądam się procesom tworzenia się pewnych terminów, tym bardziej dostrzegam ich ułomność. Sami muzycy chyba też nie do końca sobie z tym radzili - zresztą akurat oni nie musieli. &lt;br /&gt;Jako komentarz proponuję materiał wideo (poniżej). Niezwykłe spotkanie dwóch mistrzów gitary - &lt;b&gt;Alberta Collinsa&lt;/b&gt; i &lt;b&gt;Buddy'ego Guy'a&lt;/b&gt;. Na samym początku mamy fragment konferencji prasowej, gdzie Albert lakonicznie odpowiada, na czym polegają różnice między bluesem chicagowskim a tym z Teksasu. Mniej więcej: &lt;i&gt;w Teksasie nie mamy harmonijki, gitary slide, ale mamy dęciaki... elektryczne gitary (?), T-Bone Walker, Guitar Slim...&lt;/i&gt; A potem ci dwaj muzycy grają!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;object width="425" height="344"&gt;&lt;param name="movie" value="http://www.youtube.com/v/jDg_unrz7rE&amp;hl=pl_PL&amp;fs=1&amp;"&gt;&lt;/param&gt;&lt;param name="allowFullScreen" value="true"&gt;&lt;/param&gt;&lt;param name="allowscriptaccess" value="always"&gt;&lt;/param&gt;&lt;embed src="http://www.youtube.com/v/jDg_unrz7rE&amp;hl=pl_PL&amp;fs=1&amp;" type="application/x-shockwave-flash" allowscriptaccess="always" allowfullscreen="true" width="425" height="344"&gt;&lt;/embed&gt;&lt;/object&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Gdybyśmy nie mieli uprzedniej wiedzy, czy słuchając ich gry, potrafilibyśmy zaklasyfikować ich style, znając teoretycznie podziały Teksas - Chicago? Wątpię. Poza tym w swoich solowych nagraniach Buddy nie miał harmonijki (nie mam na myśli współpracy z Juniorem Wellsem); nie gra też techniką slide. Dziś gdybym miał powiedzieć, jak nazywa się ich styl, użyłbym po prostu terminu urban blues. Jednak używam etykiet (tu, na blogu) jako formy drogowskazu. Podziały na style są tyleż potrzebne, co mylące.&lt;br /&gt;I jeszcze jedna refleksja. Taki regionalny podział pachnie mi etnomuzykologią, postawą folklorystów, którzy chcą dostrzegać pewne prawidłowości związane z pewnym obszarem, traktując go niczym afrykańskie plemię zaszyte w dżungli, pozbawione kontaktów ze światem zewnętrznym. &lt;br /&gt;Bzdura. :)&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/4052272684150513541-6626005630307888772?l=feelin-the-blues.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://feelin-the-blues.blogspot.com/feeds/6626005630307888772/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://feelin-the-blues.blogspot.com/2010/01/style-bluesowe-zamieszanie.html#comment-form' title='Komentarze (1)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/4052272684150513541/posts/default/6626005630307888772'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/4052272684150513541/posts/default/6626005630307888772'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://feelin-the-blues.blogspot.com/2010/01/style-bluesowe-zamieszanie.html' title='Style bluesowe - zamieszanie'/><author><name>feelintheblues</name><uri>http://www.blogger.com/profile/07889035690671128074</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='30' height='32' src='http://2.bp.blogspot.com/_sXtXE3Y_vPM/Sydkxg0CzZI/AAAAAAAAASU/8PxgAmEFtrQ/S220/1579460641482be7a84b698.jpg'/></author><thr:total>1</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-4052272684150513541.post-6926853881948683299</id><published>2010-01-13T23:54:00.002+01:00</published><updated>2010-01-20T10:59:48.770+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='texas blues'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='west coast blues'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='historia bluesa'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='lata 40.'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='lata 30.'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='urban blues'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='gitara'/><title type='text'>Bluesowa gitara elektryczna - lata 40. - cz. 2</title><content type='html'>Po pierwszym poście Paweł Szymański zapytał mnie, czy wiem coś o Chucku Richardsonie. Chuck dał kilka lekcji T-Bone’owi. Trudno jednak orzec, jaki miał rzeczywisty wpływ na naszego artystę, bowiem nie pozostawił po sobie żadnych nagrań i generalnie jest enigmatyczną figurą. Prawdopodobnie przyczynił się do rozwoju gry akordowej Walkera. Częstsze granie akordami, a nie tylko prowadzenie linii melodycznej, to jedna z cech, która odróżnia Walkera od Christiana. Choć na moje ucho najważniejsze jest po prostu inne tworzenie linii melodycznych, podciąganie strun, intensywniejszy groove, więcej bluesowego oddechu, przerwy między frazami, perfekcyjny timing. Co do owych „akordów” to zerknijcie na &lt;a target="_blank" href="http://www.youtube.com/watch?v=hhGl_znyfvQ&amp;feature=related"&gt;lekcję stylu&lt;/a&gt; T-Bone’a – opowiada Michael Williams.&lt;br /&gt;Trzeba dodać, że nagrania z 1942 roku nie odbiły się jeszcze szerokim echem w światku muzycznym. Dodatkowo „rewolucję” powstrzymywała II wojna św., związane z nią ograniczenia szelaku (wykorzystywanego do produkcji płyt) i tzw. ban &lt;a target="_blank" href="http://en.wikipedia.org/wiki/James_Petrillo"&gt;Petrillo&lt;/a&gt;, szefa Amerykańskiej Federacji Muzyków. &lt;br /&gt;Po raz kolejny Walker zarejestrował swą muzykę prawdopodobnie w grudniu 1944 roku. Powstał wtedy  &lt;i&gt;Low Down Dirty Shame&lt;/i&gt;. Ku memu zdziwieniu brawa na końcu sugerują, że to nagranie live. Do posłuchania poniżej.&lt;br /&gt;&lt;script language="JavaScript" src="http://blues.org.pl/ftb/audio/audio-player.js"&gt;&lt;/script&gt;&lt;br /&gt;&lt;object type="application/x-shockwave-flash" data="http://blues.org.pl/ftb/audio/player.swf" id="audioplayer1" height="24" width="290"&gt; &lt;param name="movie" value="http://blues.org.pl/ftb/audio/player.swf"&gt;&lt;param name="FlashVars" value="playerID=audioplayer1&amp;soundFile=http://www.blues.org.pl/ftb/blog/bone_lowdowndirtyshame.mp3"&gt;&lt;param name="quality" value="high"&gt;&lt;param name="menu" value="false"&gt;&lt;param name="wmode" value="transparent"&gt;&lt;/object&gt;&lt;br /&gt;&lt;b&gt;T-Bone Walker with Marl Young and His Orchestra - &lt;i&gt;Low Down Dirty Shame&lt;/i&gt; - prawdopodobnie grudzień 1944 roku&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;Jak słychać, brzmienie jest tu bardziej zelektryfikowane, no i gitarzysta gra akordami. Miał też za sobą duży skład, niestety nieznany. Znacząca sesja jednak miała miejsce kilka miesięcy później. Nie ma sensu, bym prezentował tu wszystkie utwory, posłuchajmy jednak fragmentów &lt;i&gt;Sail On Boogie&lt;/i&gt; i &lt;i&gt;T-Bone Boogie&lt;/i&gt; – to pierwsze „szybkie” bluesy Walkera.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;script language="JavaScript" src="http://blues.org.pl/ftb/audio/audio-player.js"&gt;&lt;/script&gt;&lt;br /&gt;&lt;object type="application/x-shockwave-flash" data="http://blues.org.pl/ftb/audio/player.swf" id="audioplayer2" height="24" width="290"&gt; &lt;param name="movie" value="http://blues.org.pl/ftb/audio/player.swf"&gt;&lt;param name="FlashVars" value="playerID=audioplayer2&amp;soundFile=http://www.blues.org.pl/ftb/blog/bone_sailonboogie.mp3"&gt;&lt;param name="quality" value="high"&gt;&lt;param name="menu" value="false"&gt;&lt;param name="wmode" value="transparent"&gt;&lt;/object&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;b&gt;T-Bone Walker with Marl Young and His Orchestra - &lt;i&gt;Sail On Boogie&lt;/i&gt; - 1945 rok (prawdopodobnie maj),Chicago,  &lt;/b&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;script language="JavaScript" src="http://blues.org.pl/ftb/audio/audio-player.js"&gt;&lt;/script&gt;&lt;br /&gt;&lt;object type="application/x-shockwave-flash" data="http://blues.org.pl/ftb/audio/player.swf" id="audioplayer3" height="24" width="290"&gt; &lt;param name="movie" value="http://blues.org.pl/ftb/audio/player.swf"&gt;&lt;param name="FlashVars" value="playerID=audioplayer3&amp;soundFile=http://www.blues.org.pl/ftb/blog/bone_tboneboogie.mp3"&gt;&lt;param name="quality" value="high"&gt;&lt;param name="menu" value="false"&gt;&lt;param name="wmode" value="transparent"&gt;&lt;/object&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;b&gt;T-Bone Walker with Marl Young and His Orchestra - &lt;i&gt;T-Bone Boogie&lt;/i&gt; - 1945 rok (prawdopodobnie maj),Chicago,  &lt;/b&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Jak to brzmi i „gada” – charakterystyczne pasaże triolowe, podciągi, czasem również dwóch strun, doskonałe porozumienie z sekcją dętą (czas 2:36-3:00). Wyjątkowo przytoczę fragment z książki Chrisa Gilla „Legendy gitary” (Atena 1997) dotyczący stylu Walkera: &lt;br /&gt;&lt;i&gt;W swojej grze z dobrym efektem wykorzystywał podciąganie strun i wybrzmienie pojedynczych dźwięków. Czasami w trakcie wykonywania partii solowych podciągał całe akordy zmniejszone. Styl gry partii rytmicznych Walkera zdecydowanie kontrastował z grą innych gitarzystów występujących w tym czasie [znaczy którym? – ST]. T-Bone odrzucił typową dla bluesa dwunastotaktową triadę I-IV-V. Preferował bardziej wyrafinowaną i różnorodną progresję akordów. Czasami grał akordy nonowe. Chromatyczne pochody i transponowane o pół tonu w dół akordy nonowe były charakterystycznymi elementami jego gry rytmicznej.&lt;/i&gt; &lt;br /&gt;Uff. Nieco to muzykologiczne. ;) Dodam jeszcze, że Walker używał wtedy gitary Gibson ES-250.&lt;br /&gt;&lt;p&gt;&lt;img alt="" src="http://www.wolfmarshall.com/expguitar/images/ES150_ad1.jpg" align="right"&gt;&lt;/p&gt;Walker związany generalnie z Teksasem i Zachodnim Wybrzeżem wówczas (1944-45) był gwiazdą Chicago i tam dla wytwórni Rhumboogie zarejestrował te nagrania. Zabawne?&lt;br /&gt;Cóż, wygląda na to, że ta część to historia T-Bone'a. Tak wyszło. Nie chciałbym pisać jej po raz drugi, zainteresowanych zapraszam do lektury magazynu "Twój Blues", gdzie swego czasu taką historię zamieściłem. &lt;br /&gt;Oprócz &lt;i&gt;Sail On Boogie&lt;/i&gt; jednym z pierwszych hitów Walkera była kompozycja D. Williamsa &lt;i&gt;Bobby Sox Baby&lt;/i&gt; - inny, nieco balladowy klimat i piękna gra T-Bone'a. Ten numer wspominał Lowell Fulson. Poniżej fragment.&lt;br /&gt;&lt;script language="JavaScript" src="http://blues.org.pl/ftb/audio/audio-player.js"&gt;&lt;/script&gt;&lt;br /&gt;&lt;object type="application/x-shockwave-flash" data="http://blues.org.pl/ftb/audio/player.swf" id="audioplayer4" height="24" width="290"&gt; &lt;param name="movie" value="http://blues.org.pl/ftb/audio/player.swf"&gt;&lt;param name="FlashVars" value="playerID=audioplayer4&amp;soundFile=http://www.blues.org.pl/ftb/blog/bone_bobbysoxbaby.mp3"&gt;&lt;param name="quality" value="high"&gt;&lt;param name="menu" value="false"&gt;&lt;param name="wmode" value="transparent"&gt;&lt;/object&gt;&lt;br /&gt;&lt;b&gt;T-Bone Walker with Jack McVea's All Stars - &lt;i&gt;Bobby Sox Baby&lt;/i&gt; - wrzesień 1946 rok, Los Angeles&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Sądzę, że w głowach czytelników rodzi się pytanie. Czy rzeczywiście T-Bone był aż takim pionierem, czy na początku nikogo nie było oprócz niego? Czy to nie bezkrytyczne uwielbienie autora każe mu tak widzieć historię bluesa?.. &lt;br /&gt;Postaram się rzucić nieco światła na te zasadne pytania w następnym wpisie.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/4052272684150513541-6926853881948683299?l=feelin-the-blues.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://feelin-the-blues.blogspot.com/feeds/6926853881948683299/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://feelin-the-blues.blogspot.com/2010/01/bluesowa-gitara-elektryczna-lata-40-cz.html#comment-form' title='Komentarze (5)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/4052272684150513541/posts/default/6926853881948683299'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/4052272684150513541/posts/default/6926853881948683299'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://feelin-the-blues.blogspot.com/2010/01/bluesowa-gitara-elektryczna-lata-40-cz.html' title='Bluesowa gitara elektryczna - lata 40. - cz. 2'/><author><name>feelintheblues</name><uri>http://www.blogger.com/profile/07889035690671128074</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='30' height='32' src='http://2.bp.blogspot.com/_sXtXE3Y_vPM/Sydkxg0CzZI/AAAAAAAAASU/8PxgAmEFtrQ/S220/1579460641482be7a84b698.jpg'/></author><thr:total>5</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-4052272684150513541.post-5524124812625971919</id><published>2010-01-07T23:50:00.003+01:00</published><updated>2010-02-06T22:15:23.946+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='texas blues'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='historia bluesa'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='lata 40.'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='lata 30.'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='urban blues'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='gitara'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='chicago blues'/><title type='text'>Bluesowa gitara elektryczna - lata 40. - cz. 1</title><content type='html'>W kilku ostatnich wpisach odnosiłem się do uproszczeń, jakie spotyka się w prezentowanych  historiach rozwoju bluesa. &amp;bdquo;Uproszczenie&amp;rdquo; to niewłaściwe określenie, lepsze byłoby może &amp;bdquo;mistyfikacja&amp;rdquo;, ale zanadto egzaltowane. Mniejsza o to. Wiadomo, że chodzi o wybi&amp;oacute;rcze podkreślanie pewnych wątk&amp;oacute;w. Przypomnijmy tę skr&amp;oacute;towość: początki bluesa &amp;ndash; delta Mississippi; elektryfikacja bluesa &amp;ndash; Chicago; najważniejsi przedstawiciele: &lt;b&gt;Muddy Waters&lt;/b&gt;, &lt;b&gt;Howlin&amp;rsquo; Wolf&lt;/b&gt;, &lt;b&gt;Sonny Boy Williamson II&lt;/b&gt; czy &lt;b&gt;Little Walter&lt;/b&gt; (na typowy przykład zerknijcie &lt;b&gt;&lt;a target="_blank" href="http://www.bluesforpeace.com/blues-guitar-history.htm"&gt;tu&lt;/a&gt; &lt;/b&gt;- zwr&amp;oacute;ćcie uwagę na zdanie &lt;i&gt;After World War II in the 1950's, blues guitar became electrified and amplified&lt;/i&gt;). Tym razem nie skupimy się jeszcze na Chicago, za to przybliżymy nieco pionierski okres gitary elektrycznej. W potocznym ujęciu historii bluesa przyjmuje się nierzadko, że to Muddy był tym, kt&amp;oacute;ry dokonał rewolucji i &amp;bdquo;przesiadł&amp;rdquo; się z akustyka na elektryka. Podkreślam, że za gitarę elektryczną uznaję nie tylko instrument typu Gibson Les Paul czy Fender Telecaster, ale każdą gitarę wzmocnioną elektrycznie, gdzie w efekcie mamy do czynienia ze zmienioną barwą dźwięku instrumentu. Wprawdzie w tytule tematu napisałem &amp;bdquo;lata 40.&amp;rdquo;, ale na chwilę cofniemy się do lat 30. Gitara elektryczna została ponoć skonstruowana w 1935. &lt;b&gt;Dziś przyjmuje się, że pierwsze nagranie z użyciem &amp;bdquo;elektryka&amp;rdquo; zarejestrowano 1 marca 1938 roku.&lt;/b&gt; Dodajmy dumnie &amp;ndash; było to nagranie bluesowe. Młodziutki gitarzysta jazzowy &lt;a target="_blank" href="http://en.wikipedia.org/wiki/George_Barnes_%28musician%29"&gt;George Barnes&lt;/a&gt; zagrał u boku Big Billa Broonzego. Posłuchajmy, jak to brzmi.&lt;/p&gt;&lt;br /&gt;&lt;script language="JavaScript" src="http://blues.org.pl/ftb/audio/audio-player.js"&gt;&lt;/script&gt;&lt;br /&gt;&lt;object type="application/x-shockwave-flash" data="http://blues.org.pl/ftb/audio/player.swf" id="audioplayer1" height="24" width="290"&gt; &lt;param name="movie" value="http://blues.org.pl/ftb/audio/player.swf"&gt;&lt;param name="FlashVars" value="playerID=audioplayer1&amp;soundFile=http://blues.org.pl/ftb/mp3/Broonzy%20It%20s%20A%20Low%20Down%20Dirty%20Shame.mp3"&gt;&lt;param name="quality" value="high"&gt;&lt;param name="menu" value="false"&gt;&lt;param name="wmode" value="transparent"&gt;&lt;/object&gt;&lt;br /&gt;&lt;p&gt;&lt;b&gt;Big Bill Broonzy &lt;i&gt;It's a Low Down Dirty Shame&lt;/i&gt;&lt;/b&gt;&lt;p&gt;Dwa tygodnie p&amp;oacute;źniej, sądząc pewnie, że jest tym pierwszym, wszedł do studia z gitarą elektryczną inny jazzman, Eddie Durham. Co do Barnesa, to jakoś tak dziwnie się złożyło, że od początku historii gitary elektrycznej mieliśmy do czynienia z przecinaniem się dr&amp;oacute;g białych i czarnych muzyk&amp;oacute;w. Biały Barnes grał u czarnego Broonzego. Kolejny pionier &amp;ndash; zdecydowanie najważniejszy &amp;ndash; &lt;b&gt;Charlie Christian&lt;/b&gt; &amp;ndash; związał się (ściślej: związał go producent i odkrywca talent&amp;oacute;w John Hammond) z białym liderem Bennym Goodmanem. Charlie Christian jest pierwszym wybitnym elektrycznym gitarzystą. Wcześniej wspomniani dwaj panowie (a można  by dodać jeszcze Floyda Smitha, kt&amp;oacute;ry w 1939 nagrał &lt;i&gt;Floyd&amp;rsquo;s Guitar Blues&lt;/i&gt;) wykorzystywali wprawdzie elektryczny instrument, ale jeszcze nie pr&amp;oacute;bowali poszerzyć możliwości ekspresji, kt&amp;oacute;re się rodziły. &lt;br /&gt;Wprawdzie ograniczamy się do bluesa, jednak dla lepszego oglądu sprawy posłuchajmy, jak grał Charlie Christian już w 1939 roku.&lt;br /&gt;&lt;script language="JavaScript" src="http://blues.org.pl/ftb/audio/audio-player.js"&gt;&lt;/script&gt;&lt;br /&gt;&lt;object type="application/x-shockwave-flash" data="http://blues.org.pl/ftb/audio/player.swf" id="audioplayer2" height="24" width="290"&gt; &lt;param name="movie" value="http://blues.org.pl/ftb/audio/player.swf"&gt;&lt;param name="FlashVars" value="playerID=audioplayer2&amp;soundFile=http://blues.org.pl/ftb/mp3/goodman%20christian%20flying%20home%201939.mp3"&gt;&lt;param name="quality" value="high"&gt;&lt;param name="menu" value="false"&gt;&lt;param name="wmode" value="transparent"&gt;&lt;/object&gt;&lt;br /&gt;&lt;p&gt;&lt;b&gt;Benny Goodman Sekstet - &lt;i&gt;Flying Home&lt;/i&gt; - 1939&lt;/b&gt;&lt;p&gt;W tym czasie nie zarejestrował jeszcze żadnych nagrań najważniejszy dla nas muzyk &amp;ndash; &lt;b&gt;T-Bone Walker&lt;/b&gt;. Jednak używał gitary elektrycznej już w połowie lat 30. Wspomniany już Eddie Durham przyznawał, że T-Bone był pierwszym artystą, kt&amp;oacute;rego widział z gitarą elektryczną. By nie było wątpliwości: na &lt;i&gt;T-Bone Blues&lt;/i&gt; zarejestrowanym z orkiestrą Lesa Hite&amp;rsquo;a w 1940 roku także słyszymy gitarę elektryczną (precyzyjnie: elektryczną gitarę hawajską), ale gra na niej Frank Pasley &amp;ndash; kolejny gitarzysta, kt&amp;oacute;ry nie miał tyle talentu co Christian czy Walker (zresztą swego czasu koledzy). Do tych ważnych historycznie nagrań doszło w 1942 roku, gdy Walker wsp&amp;oacute;łpracował z pianistą Freddiem Slackiem (kolejny biały muzyk w naszej historii). W każdej kompilacji wczesnych nagrań Walkera znajdziemy dwa utwory, bo tam pełnił funkcję lidera, ale jako gitarzysta był obecny w siedemnastu nagraniach Slacka. Posłuchajmy &lt;i&gt;&lt;b&gt;I Got The Break Baby&lt;/b&gt;&lt;/i&gt; - cóż, skoro numer jest na youtube, nie instalowałem go w innej formie.&lt;br /&gt;&lt;object width="425" height="344"&gt;&lt;param name="movie" value="http://www.youtube.com/v/2mxLFYpkMFo&amp;hl=pl_PL&amp;fs=1&amp;"&gt;&lt;/param&gt;&lt;param name="allowFullScreen" value="true"&gt;&lt;/param&gt;&lt;param name="allowscriptaccess" value="always"&gt;&lt;/param&gt;&lt;embed src="http://www.youtube.com/v/2mxLFYpkMFo&amp;hl=pl_PL&amp;fs=1&amp;" type="application/x-shockwave-flash" allowscriptaccess="always" allowfullscreen="true" width="425" height="344"&gt;&lt;/embed&gt;&lt;/object&gt;&lt;br /&gt;&lt;p&gt;i &lt;i&gt;&lt;b&gt;Mean Old World&lt;/b&gt;&lt;/i&gt; -&lt;/p&gt;&lt;object width="425" height="344"&gt;&lt;param name="movie" value="http://www.youtube.com/v/VSOYOFQgVMs&amp;hl=pl_PL&amp;fs=1&amp;"&gt;&lt;/param&gt;&lt;param name="allowFullScreen" value="true"&gt;&lt;/param&gt;&lt;param name="allowscriptaccess" value="always"&gt;&lt;/param&gt;&lt;embed src="http://www.youtube.com/v/VSOYOFQgVMs&amp;hl=pl_PL&amp;fs=1&amp;" type="application/x-shockwave-flash" allowscriptaccess="always" allowfullscreen="true" width="425" height="344"&gt;&lt;/embed&gt;&lt;/object&gt;&lt;br /&gt;&lt;p&gt;Język T-Bone&amp;rsquo;a jest tu w dużym stopniu ukształtowany. Dodajmy, język, kt&amp;oacute;ry stał się podstawą aktualnego do dziś słownictwa gitarowego. Nie jestem muzykiem, nie będę zatem wikłał się w opisy techniczne, muzykologiczne czy dotyczące budowy utwor&amp;oacute;w, tym bardziej że możemy posłuchać nagrań. T-Bone grał nowoczesnego czy wsp&amp;oacute;łczesnego bluesa tamtych czas&amp;oacute;w, gdzie typowym składem obok sekcji rytmicznej były instrumenty dęte. Tak grały zespoły Joe Turnera czy Louisa Jordana. W takim składzie gitara akustyczna była niemal niesłyszalna. Jego rola polegała na uczynieniu gitary instrumentem solowym, wiodącym. Walkerowi przypisuje się również stworzenie czy spopularyzowanie typowego komba bluesowego. &lt;br /&gt;Sądzę, że warto wspomnieć o jeszcze jednym gitarzyście, który co do nagrań czasowo trochę wyprzedził Walkera. Dziś niestety nie pamiętamy zupełnie artysty nazwiskiem &lt;b&gt;Saunders King&lt;/b&gt;. Jednak już w czerwcu 1942 roku (miesiąc przed prezentowanymi bluesami T-Bone’a) zarejestrował 8 kompozycji jako Sounders King Rhythm. Część z nich to numery ewidentnie swingowe, dwa tematy to z dzisiejszego punktu widzenia utwory popularne (&lt;i&gt;Summertime&lt;/i&gt; i &lt;i&gt;What’s Your Story Morning Glory&lt;/i&gt;), ale znalazł się tu też dwuczęściowy &lt;i&gt;&lt;b&gt;SK Blues&lt;/b&gt;&lt;/i&gt;. Okazał się naprawdę dużych hitem – nie było wtedy jeszcze listy Billboardu, co byłoby bardziej wymierne. Saunders był zdecydowanie uzależniony od linii rozwojowej Charliego Christiana, a po części również Lonniego Johnsona. No i on lub jego producent bagatelizował wagę gitary elektrycznej, bo jego sola, jeśli są, na ogół trwają kilkanaście sekund. Półminutowe solo w drugiej części &lt;i&gt;SK Blues&lt;/i&gt; to doprawdy wyjątek. Jeśli chcecie posłuchać, zajrzyjcie &lt;b&gt;&lt;a target="_blank" href="http://www.youtube.com/watch?v=ITyRJxizAsQ"&gt;tu&lt;/a&gt; &lt;/b&gt;. &lt;br /&gt;Niecały rok wcześniej powstały też pierwsze nagrania Muddego, jednak okoliczności były zupełnie inne. Na Watersa natknął się Alan Lomax, folklorysta, kt&amp;oacute;ry podobno szukał w tamtych okolicach Roberta Johnsona. Lomax zarejestrował w sierpniu 1941 zaledwie trzy tematy Watersa, a w lipcu 1942 roku  kilkanaście kompozycji, w tym kilka stricte country-bluesowych utwor&amp;oacute;w w stylu Sona House&amp;rsquo;a,  a także kilka z udziałem skrzypka. Poniżej prawdopodobnie pierwsze nagranie Muddego, oczywiście gra na gitarze akustycznej. &lt;script language="JavaScript" src="http://blues.org.pl/ftb/audio/audio-player.js"&gt;&lt;/script&gt;&lt;br /&gt;&lt;object type="application/x-shockwave-flash" data="http://blues.org.pl/ftb/audio/player.swf" id="audioplayer3" height="24" width="290"&gt; &lt;param name="movie" value="http://blues.org.pl/ftb/audio/player.swf"&gt;&lt;param name="FlashVars" value="playerID=audioplayer3&amp;soundFile=http://www.youmicro.com/music/ym_512.mp3"&gt;&lt;param name="quality" value="high"&gt;&lt;param name="menu" value="false"&gt;&lt;param name="wmode" value="transparent"&gt;&lt;/object&gt;&lt;br /&gt;&lt;p&gt;&lt;b&gt;Muddy Waters &lt;i&gt;Country Blues&lt;/i&gt; - 1941 &lt;/b&gt;&lt;/p&gt;&lt;p&gt;Prawda, że r&amp;oacute;żnica jest znacząca. &lt;br /&gt;Ciąg dalszy nastąpi (jak sądzę). Wszelkie uwagi, sugestie i komentarze mile widziane. :)&lt;/p&gt;ps. Proszę mi wybaczyć potencjalne potknięcia techniczne, związane z instalowaniem playerów. Na pewno będzie lepiej.&lt;br /&gt;Tekst dedykuję Single Maltowi - za wybór T-Bone'a w koncercie życzeń ;)&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/4052272684150513541-5524124812625971919?l=feelin-the-blues.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://feelin-the-blues.blogspot.com/feeds/5524124812625971919/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://feelin-the-blues.blogspot.com/2010/01/historia-bluesowej-gitary-elektrycznej.html#comment-form' title='Komentarze (1)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/4052272684150513541/posts/default/5524124812625971919'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/4052272684150513541/posts/default/5524124812625971919'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://feelin-the-blues.blogspot.com/2010/01/historia-bluesowej-gitary-elektrycznej.html' title='Bluesowa gitara elektryczna - lata 40. - cz. 1'/><author><name>feelintheblues</name><uri>http://www.blogger.com/profile/07889035690671128074</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='30' height='32' src='http://2.bp.blogspot.com/_sXtXE3Y_vPM/Sydkxg0CzZI/AAAAAAAAASU/8PxgAmEFtrQ/S220/1579460641482be7a84b698.jpg'/></author><thr:total>1</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-4052272684150513541.post-202001799498764760</id><published>2009-12-21T00:06:00.001+01:00</published><updated>2009-12-21T00:06:50.176+01:00</updated><title type='text'>Gwiazdka i blues</title><content type='html'>&lt;p&gt;Święta Bożego Narodzenia to okres szczeg&amp;oacute;lny. Rodzina, prezenty, kolędy, czas duchowej odnowy, bogaty symbolicznie, dziś coraz bardziej zohydzany nachalnością handlowc&amp;oacute;w, dla kt&amp;oacute;rych to finansowe żniwa. Ale korzystają z tego i muzycy &amp;ndash; co roku wydawane są nowe kompilacje, a niekiedy całe albumy poszczeg&amp;oacute;lnych artyst&amp;oacute;w. Blues nie jest tu wyjątkiem i też korzysta z koniunktury, a przynajmniej się stara.&lt;br&gt;&lt;br /&gt;W 1925 roku Bessie Smith wydała &lt;i&gt;At the Christmas Ball&lt;/i&gt;, w 1928 Blind Lemon Jefferson nagrał &lt;i&gt;Christmas Eve Blues&lt;/i&gt;, rok p&amp;oacute;źniej Blind Blake śpiewał &lt;i&gt;Lonesome Christmas Blues&lt;/i&gt;, a Leroy Carr wypuścił &lt;i&gt;Christmas in Jail&lt;/i&gt;. Bardzo znany był &lt;i&gt;Merry Chrismas Baby&lt;/i&gt; Charlesa Browna, Goree Carter śpiewał &lt;i&gt;Christmas Time&lt;/i&gt;. I tak dalej, i tak dalej. Tematyka świąteczna, ale blues bluesem. Co innego, gdy bluesmani biorą się za popularne tematy i &amp;bdquo;przerabiają&amp;rdquo; je na bluesy. Jak dla mnie zabieg to sztuczny. &lt;br&gt;&lt;br /&gt;&lt;i&gt;Roomful of &lt;/i&gt;&lt;i&gt;Christmas&lt;/i&gt; orkiestry Roomful of Blues jeszcze się broni. Jazzujące zabarwienie większości kompozycji, ciepły i krągły wokal Sugar Ray&amp;rsquo;a Norcii po prostu się sprawdza. Płyta jest lekka, radosna i nie męczy w połowie (fakt, jest kr&amp;oacute;tka). Lat temu osiem wytw&amp;oacute;rnia Evidence postanowiła zaprosić kilku zacnych muzyk&amp;oacute;w i powstał instrumentalny album &lt;i&gt;Blue Xmas&lt;/i&gt;. Kogoż tu nie ma! Michael Hill, Roy Gaines, Roy Rogers, Kim Wilson, Kirk Fletcher, Ernie Watts, Tommy Castro, Corey Harris, Charlie Musselwhite, Michael Burks, Walter Trout, Sugar Blue, Son Seals, Otis Rush&amp;hellip; Mniam. Co wyszło? Nudny muzak. Te oklepane, słodkie melodie grane często &amp;bdquo;po bożemu&amp;rdquo;, sol&amp;oacute;wki, kt&amp;oacute;re nijak mają się emocjonalnie do tematu &amp;ndash; nie, nie. Pomyłka. &lt;br&gt;&lt;br /&gt;Paradoksalni&lt;img alt="" src="http://estrona.net/wgears//files/ftb/Image/bluesowa_nowina.jpg" align="left" width="150" height="150"&gt;e moją ulubioną płytą okołogwiazdkową jest polska składanka &lt;i&gt;Bluesowa nowina&lt;/i&gt; &amp;ndash; dołączyła do jednego z pierwszych &amp;bdquo;Twoich Blues&amp;oacute;w&amp;rdquo;. Jest tu kilka perełek. Cudownie zagrana przez Grzegorza Kapołkę instrumentalny &lt;i&gt;Gdy śliczna panna&lt;/i&gt;, moje ulubione Cienkie Bolki i &lt;i&gt;Blues dla Jezusa&lt;/i&gt; z wstawką w sol&amp;oacute;wce z Nikodema Dyzmy, zaskakująco wypada &lt;i&gt;P&amp;oacute;jdźmy wszyscy do stajenki&lt;/i&gt; &amp;ndash; toż to klasyczne chicagowskie shuffle. Naprawdę przyjeman płyta i nawet rodzina podczas świąt słucha. Lepsze to niż Rybotycka czy Turnau. :) Jednakże to wyjątek. Og&amp;oacute;lnie &amp;ndash; niech blues się od gwiazdkowych melodii trzyma z daleka. Lepiej posłuchać solidnej muzy, a kolędy pośpiewać wraz z rodziną.&lt;br&gt;&lt;br /&gt;Wesołych Świąt!&lt;/p&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/4052272684150513541-202001799498764760?l=feelin-the-blues.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://feelin-the-blues.blogspot.com/feeds/202001799498764760/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://feelin-the-blues.blogspot.com/2009/12/gwiazdka-i-blues.html#comment-form' title='Komentarze (1)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/4052272684150513541/posts/default/202001799498764760'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/4052272684150513541/posts/default/202001799498764760'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://feelin-the-blues.blogspot.com/2009/12/gwiazdka-i-blues.html' title='Gwiazdka i blues'/><author><name>feelintheblues</name><uri>http://www.blogger.com/profile/07889035690671128074</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='30' height='32' src='http://2.bp.blogspot.com/_sXtXE3Y_vPM/Sydkxg0CzZI/AAAAAAAAASU/8PxgAmEFtrQ/S220/1579460641482be7a84b698.jpg'/></author><thr:total>1</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-4052272684150513541.post-4173337721443101881</id><published>2009-12-16T13:28:00.002+01:00</published><updated>2009-12-29T18:50:47.153+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='video'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='t-bone mania'/><title type='text'>Zuzu Bollin - jeden z uczniów T-Bone'a</title><content type='html'>Wzorem jednego z bloggerów, którego czasem "podglądam", proponuję posłuchanie kogoś, kogo nie znamy.&lt;br /&gt;Poniżej jeden z uczniów T-Bone'a, którego język jest niemal imitacją szkoły walkerowskiej. A takich gitarzystów było wielu...&lt;br /&gt;&lt;object width="425" height="344"&gt;&lt;param name="movie" value="http://www.youtube.com/v/GsSFSVjB1eI&amp;hl=pl_PL&amp;fs=1&amp;"&gt;&lt;/param&gt;&lt;param name="allowFullScreen" value="true"&gt;&lt;/param&gt;&lt;param name="allowscriptaccess" value="always"&gt;&lt;/param&gt;&lt;embed src="http://www.youtube.com/v/GsSFSVjB1eI&amp;hl=pl_PL&amp;fs=1&amp;" type="application/x-shockwave-flash" allowscriptaccess="always" allowfullscreen="true" width="425" height="344"&gt;&lt;/embed&gt;&lt;/object&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Pozdrawiam Sław&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/4052272684150513541-4173337721443101881?l=feelin-the-blues.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://feelin-the-blues.blogspot.com/feeds/4173337721443101881/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://feelin-the-blues.blogspot.com/2009/12/zuzu-bollin-jeden-z-uczniow-t-bonea.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/4052272684150513541/posts/default/4173337721443101881'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/4052272684150513541/posts/default/4173337721443101881'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://feelin-the-blues.blogspot.com/2009/12/zuzu-bollin-jeden-z-uczniow-t-bonea.html' title='Zuzu Bollin - jeden z uczniów T-Bone&apos;a'/><author><name>feelintheblues</name><uri>http://www.blogger.com/profile/07889035690671128074</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='30' height='32' src='http://2.bp.blogspot.com/_sXtXE3Y_vPM/Sydkxg0CzZI/AAAAAAAAASU/8PxgAmEFtrQ/S220/1579460641482be7a84b698.jpg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-4052272684150513541.post-3392478067136472113</id><published>2009-12-13T00:05:00.002+01:00</published><updated>2009-12-29T18:49:39.404+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='historia bluesa'/><title type='text'>Co z tą deltą</title><content type='html'>&lt;p&gt;Na początek jeszcze raz przypomnę, że to, co piszę, nie ma charakteru kategorycznych stwierdzeń, a jest raczej zapisem mych rozmyślań i spostrzeżeń bluesowych. Dziś myślę i widzę to tak, jutro być może spojrzę na dany fakt z drugiej strony, dowiem się czegoś innego i zmienię zdanie. Właściwie to nawet chciałbym, bo to zapewne byłby rozw&amp;oacute;j.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;No więc co z tą deltą. Powszechnie i w dużym skr&amp;oacute;cie przyjmuje się, że delta Mississippi jest kolebką bluesa. Do tego uog&amp;oacute;lnienia odnosi się Elijah Wald nawet tytułem ksiażki: &lt;i&gt;&lt;b&gt;Escaping the delta&lt;/b&gt;&lt;/i&gt;. &lt;i&gt;Escape&lt;/i&gt; to w najprostrzym tłumaczeniu ucieczka, ewentualnie porzucenie, odrzucenie. I takie użycie słowa tu chyba najlepiej pasuje. Porzucenie delty. &lt;i&gt;Czyli co?&lt;/i&gt; &amp;ndash; można zapytać &amp;ndash; &lt;i&gt;blues nie począł się w delcie?&lt;/i&gt; No a jak nie w delcie, to generalnie na południu. Czemu zatem tak czepiamy się tej delty? Ano dlatego, że znana nam historia bluesa kształtowana jest przez białych, dla kt&amp;oacute;rych te, a nie inne wątki są ważne. Poza tym łatwiej opowiedzieć historię bluesa, gdy mamy wyraźne tropy, a tak jest w przypadku delty. Zatem historia bluesa z delty zaczyna się gdzieś w połowie lat 60., jak się uprzeć 50. Dla białych, zar&amp;oacute;wno Brytyjczyk&amp;oacute;w, jak i Amerykan&amp;oacute;w (w rodzaju &lt;b&gt;Bloomfielda&lt;/b&gt;, &lt;b&gt;Butterfielda &lt;/b&gt;czy &lt;b&gt;Johna Hammonda&lt;/b&gt;), najważniejszą postacią bluesa był &lt;b&gt;Muddy Waters&lt;/b&gt;. Był kr&amp;oacute;lem elektrycznego bluesa i pochodził właśnie z delty. Dodajmy jeszcze &lt;b&gt;Sonnego Boya Williamsona II&lt;/b&gt; czy &lt;b&gt;Howlin&amp;rsquo; Wolfa&lt;/b&gt;. Ba! Dochodzi legendarny &lt;b&gt;Robert Johnson&lt;/b&gt;. To w zasadzie wystarcza, by początk&amp;oacute;w szukać w delcie. Ten link rzutuje także na pr&amp;oacute;by definiowania bluesa z delty. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Można spotkać się ze stwierdzeniem, że cechą charakterystyczną bluesa z delty (poza tym, że jest przodkiem bluesa chicagowskiego) jest perkusyjny charakter i niższy śpiew (patrz choćby głupawa definicja na polskiej wikipedii). To się zgadza, gdy zawężamy deltę do jednego wątku, kt&amp;oacute;ry od Watersa i Johnsona prowadzi do &lt;b&gt;Sona House&amp;rsquo;a&lt;/b&gt; i przede wszystkim &lt;b&gt;Charliego Pattona&lt;/b&gt;, kt&amp;oacute;rego wytw&amp;oacute;rnia &lt;b&gt;Yazoo &lt;/b&gt;okrzyknęła tw&amp;oacute;rcą bluesa z delty (tytuł płyty &lt;i&gt;Founder of the delta blues&lt;/i&gt;). Ale do bluesa z delty zalicza się r&amp;oacute;wnież &lt;b&gt;Skipa Jamesa&lt;/b&gt;. Nastrojem i klimatem, a po części także stylem, jest on bliższy &lt;b&gt;Blind Lemonowi Jeffersonowi&lt;/b&gt; niż Pattonowi. Jeszcze bardziej odległy od tego schematu jest mistrz fingerpickingu &lt;b&gt;Mississippi John Hurt&lt;/b&gt;. Dodajmy, że Hurt nagrywał po raz pierwszy w 1928 roku (według wytw&amp;oacute;rni Document nawet w 1927), gdy tymczasem Patton wystartował rok p&amp;oacute;źniej. Cała ta pr&amp;oacute;ba jednoznacznego definiowania delty musi być uproszczeniem.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;No i przypomnijmy rzecz niby znaną, a zapomnianą. Pierwsi popularni soliści nie pochodzili z delty. &lt;b&gt;Pete Welding&lt;/b&gt; we wkładce do płyty Blind Lemona m&amp;oacute;wi, że najpopularniejszymi i najbardziej wpływowymi muzykami lat 20. byli Blind Lemon Jefferson i &lt;b&gt;Lonnie Johnson&lt;/b&gt;, kt&amp;oacute;rzy przetarli ścieżkę p&amp;oacute;źniejszym gwiazdom w rodzaju &lt;b&gt;Broonzego &lt;/b&gt;czy &lt;b&gt;Leroy&amp;rsquo;a Carra&lt;/b&gt;. Ciekawe, że niewielu gitarzyst&amp;oacute;w drugiego pokolenia z delty powoływało się na Pattona, za to Waters i Johnson korzystali z dorobku Sona House&amp;rsquo;a, kt&amp;oacute;ry w latach 20. zarejestrował zaledwie sześć nagrań.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Historia bluesa doprawdy nie jest prosta, za to bardzo romantyczna. Właściwie są dwie historie bluesa. Ja zaś mam coraz większą ochotę napisać kilkustronnicową historię bluesa, tak jak ja ją widzę. Tylko czy warto&amp;hellip; :)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/p&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/4052272684150513541-3392478067136472113?l=feelin-the-blues.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://feelin-the-blues.blogspot.com/feeds/3392478067136472113/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://feelin-the-blues.blogspot.com/2009/12/co-z-ta-delta.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/4052272684150513541/posts/default/3392478067136472113'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/4052272684150513541/posts/default/3392478067136472113'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://feelin-the-blues.blogspot.com/2009/12/co-z-ta-delta.html' title='Co z tą deltą'/><author><name>feelintheblues</name><uri>http://www.blogger.com/profile/07889035690671128074</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='30' height='32' src='http://2.bp.blogspot.com/_sXtXE3Y_vPM/Sydkxg0CzZI/AAAAAAAAASU/8PxgAmEFtrQ/S220/1579460641482be7a84b698.jpg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-4052272684150513541.post-4771470242292958725</id><published>2009-12-06T10:31:00.001+01:00</published><updated>2009-12-06T10:31:38.091+01:00</updated><title type='text'>Kłopot z Robbenem Fordem</title><content type='html'>&lt;p&gt;&lt;b&gt;Robben Ford&lt;/b&gt; wielkim gitarzystą jest. Ależ tak! Nie ulega wątpliwości. Wielkim, i w opinii wielu niedocenianym. Pamiętam takie zdanie z &amp;bdquo;Encyklopedii bluesa&amp;rdquo; Guinnessa: &lt;i&gt;Jest świetnym gitarzystą, często niesłusznie pomijanym w rankingach genialnych wirtuoz&amp;oacute;w&lt;/i&gt;. Mocne! Genialny wirtuoz. R&amp;oacute;wnież należę do miłośnik&amp;oacute;w jego talentu. Partie solowe Robbena są jak ciekawe opowieści. R&amp;oacute;żnorodne, często zaskakujące, często wciągające. Ford znalazł kilka dźwięk&amp;oacute;w, kilka charakterystycznych &amp;bdquo;nagięć strun&amp;rdquo;, dzięki kt&amp;oacute;rym jest rozpoznawalny. Jest sobą, niełatwo pomylić go z innymi.&lt;/p&gt;&lt;p&gt;&lt;img alt="" src="http://www.allaboutjazz.com/coverart/2009/robbenford_soulonten_jk.jpg" align="left"&gt;Jest jednak pewien problem, nawet dwa, kt&amp;oacute;re &amp;ndash; kto wie &amp;ndash; mogą przyczyniać się do jego niedocenienia. Wyrażę to bez ogr&amp;oacute;dek. Ford jest bezbarwnym wokalistą i tworzy na og&amp;oacute;ł dość mizerne kompozycje. Na najnowszej płycie koncertowej &lt;b&gt;&lt;i&gt;Soul on Ten&lt;/i&gt;&lt;/b&gt; gra przeważnie własne kompozycje. Najczęściej są to lekko funkujące numery w średnich, podobnych tempach. Gdy śpiewa, zwyczajnie się nudzę. Jego piosenki zdają się być tworzone na siłę, pozbawione wyrazistej melodii (może niewielkim wyjątkiem jest tu &lt;b&gt;&lt;i&gt;There'll Never Be Another You&lt;/i&gt;&lt;/b&gt;), pasji, że o klimacie nie wspomnę. Ciekawie robi się dopiero, gdy przychodzi pora na partie solowe. W przypadku Forda trudno oczekiwać szaleństwa, ale też brak tu natchnionego liryzmu. Szukałem jakiegoś wolnego utworu (bardzo szybkiego też bym nie znalazł). Jedynym, kt&amp;oacute;ry się nada, jest &lt;b&gt;&lt;i&gt;Earthquake&lt;/i&gt;&lt;/b&gt;. Trzeba jednak przejść przez nieciekawą część wokalną. Jeśli chodzi o jego kompozycje, to najbardziej podoba mi się &lt;b&gt;&lt;i&gt;Indianola&lt;/i&gt;&lt;/b&gt;. Instrumentalna. Znakomicie wypadł też &lt;b&gt;&lt;i&gt;Spoonful&lt;/i&gt;&lt;/b&gt;, standard Williego Dixona. Skoro o tym mowa, to właśnie brakuje mi tak ładnie, od serca zagranych numer&amp;oacute;w, jak &lt;i&gt;Blue and Lonesome&lt;/i&gt; z płyty &lt;i&gt;Sunrise&lt;/i&gt; (1972). To chyba nadal moja ulubiona płyta, a z większością jego krążk&amp;oacute;w mam ten sam problem, co z &lt;b&gt;&lt;i&gt;Soul on Ten&lt;/i&gt;&lt;/b&gt;. Na &lt;i&gt;Sunrise&lt;/i&gt; Ford gra nawet na saksofonie. Robi to zresztą zawodowo!&lt;/p&gt;&lt;p&gt;Kr&amp;oacute;tka konkluzja. Wielu gitarzyst&amp;oacute;w znalazło uznanie, mimo że opierają się na cudzym repertuarze. Taką drogę wybrał np. Melvin Taylor, ale i sam Albert King. Moim zdaniem Ford nagrałby rewelacyjną, a nie tylko dobrą płytę, gdyby wziął na warsztat ciekawe, cudze kompozycje, koniecznie r&amp;oacute;żnorodne. Świetnie, gdyby to była instrumentalna produkcja, ewentualnie z udziałem gościnnych wokalist&amp;oacute;w, jak czyni Ronnie Earl.&lt;/p&gt;&lt;p&gt;&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/p&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/4052272684150513541-4771470242292958725?l=feelin-the-blues.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://feelin-the-blues.blogspot.com/feeds/4771470242292958725/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://feelin-the-blues.blogspot.com/2009/12/kopot-z-robbenem-fordem.html#comment-form' title='Komentarze (1)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/4052272684150513541/posts/default/4771470242292958725'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/4052272684150513541/posts/default/4771470242292958725'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://feelin-the-blues.blogspot.com/2009/12/kopot-z-robbenem-fordem.html' title='Kłopot z Robbenem Fordem'/><author><name>feelintheblues</name><uri>http://www.blogger.com/profile/07889035690671128074</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='30' height='32' src='http://2.bp.blogspot.com/_sXtXE3Y_vPM/Sydkxg0CzZI/AAAAAAAAASU/8PxgAmEFtrQ/S220/1579460641482be7a84b698.jpg'/></author><thr:total>1</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-4052272684150513541.post-4692215112300996345</id><published>2009-11-29T20:44:00.000+01:00</published><updated>2009-12-11T09:18:57.472+01:00</updated><title type='text'>T-Bone Sesje 1966, 1970</title><content type='html'>Sesja z 1966 roku jest nieco kłopotliwa do wytropienia na płytach CD. Dla wygody swojej i potencjalnych T-Bono-maniak&amp;oacute;w podam trochę więcej informacji, wszystkie wg dyskografii zamieszczonej w książce &lt;i&gt;&lt;b&gt;Stormy Monday&lt;/b&gt;&lt;/i&gt;&lt;b&gt; Helen Oakley Dance&lt;/b&gt;. Właściwie to opiszę szczątkowo moje dociekania. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Nagrania należą do najmniej znanych w dorobku T-Bone&amp;rsquo;a. Od udziału w płycie z Witherspoonem minęły trzy lata, w międzyczasie Bone zarejestrował w 1964 roku zaledwie trzy nagrania dla wytw&amp;oacute;rni Modern: &lt;i&gt;Hey Hey Baby&lt;/i&gt;, &lt;i&gt;Should I Let Her Go&lt;/i&gt; i &lt;i&gt;Jealous Woman&lt;/i&gt;. W 1966 roku wszedł do studia w Houston  najprawdopodobniej dwukrotnie. Przyjmijmy, że to dwie oddzielne sesje &amp;ndash; pewne zmiany składu to potwierdzają.&lt;/p&gt;&lt;p&gt;Sesja nr 1, skład: Willard &amp;bdquo;Piano Slim&amp;rdquo; Burton &amp;ndash; klawisze, gitara basowa, perkusja, organy (utw&amp;oacute;r nr 6) &amp;ndash; skład nieznany. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Zarejestrowano w&amp;oacute;wczas 6 kompozycji, wydane przez Brunswick lub Jet Stream.&lt;/p&gt;&lt;p&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;1. Treat You Daddy Well     - BOTS&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;2. Let Your Hair Down Baby (Natural Ball)    - BOTS&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;3. Old Time Used To Be&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;4. You Don&amp;rsquo;t Love Me And I Don&amp;rsquo;t Care &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;5. It Ain&amp;rsquo;t No Right In You (Afraid to Close My Eyes) - BOTS&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;6. Please Come Back To Me     - BOTS&lt;/p&gt;&lt;p&gt;&amp;nbsp;&lt;/p&gt;&lt;p&gt;Sesja nr 2 poszerzona o następujące osoby: Joey Long &amp;ndash; gitara, Harmonica Fats &amp;ndash; harmonijka, Arnett Cobb &amp;ndash; saksofon, Jimmy Ford &amp;ndash; trąbka, nieznany organista, nieznany puzon. Utwory:&lt;/p&gt;&lt;p&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;1. You Ought To Know Better (No Do Right)   - BOTS&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;2. I Ain&amp;rsquo;t Your Fool No More (I&amp;rsquo;m Not Your Fool No More) - TST&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;3. Don&amp;rsquo;t Let Your Heartache Catch You (Heartache)  - TST&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;4. Hate To See You Go (Reconsider Baby)   - TST&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;5. It Takes a Lot of Knowhow&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;6. Back On The Scene (T-Bone&amp;rsquo;s Back)   - BOTS, TST&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;7. Good Boy       - BOTS, TST&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;8. I Don&amp;rsquo;t Be Jiving      - TST (?)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;9. (Baby) She&amp;rsquo;s A Hit       - BOTS, TST&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;10. Farther Up On The Road     - BOTS&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;11. Why Won&amp;rsquo;t My Baby Treat Me Right   - BOTS, TST&lt;/p&gt;&lt;p&gt;&amp;nbsp;&lt;/p&gt;&lt;p&gt;Znaczną zawartość tej sesji zawiera płyta &lt;i&gt;&lt;b&gt;Back On The Scene&lt;/b&gt;&lt;/i&gt; (poz. 12 w dziale &lt;a target="_blank" href="http://ftb.blues.org.pl/?m=44"&gt;T-Bone mania&lt;/a&gt;).&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Oto dokładna lista utwor&amp;oacute;w:&lt;/p&gt;&lt;p&gt;&amp;nbsp;&lt;/p&gt;&lt;p&gt;1. Back on the Scene      &amp;ndash; 1966, s. 2  &lt;img alt="" src="http://estrona.net/wgears//files/ftb/Image/t-bone_backonthescene_160x160.jpg" align="right"&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;2. Spend One Night With Me     &amp;ndash; 1966, s. 1 (nr 3 &amp;ndash; Old Time...)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;3. Let Your Hair Down Baby Natural Ball    &amp;ndash; 1966, s. 1&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;4. Please Come Back to Me      &amp;ndash; 1966, s. 1&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;5. Good Boy        &amp;ndash; 1966, s. 2&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;6. Baby, She's a Hit!       &amp;ndash; 1966, s. 2&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;7. It Ain't Right in You (Afraid to Close My Eyes)   &amp;ndash; 1966, s. 1&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;8. Farther on up the Road      &amp;ndash; 1966, s. 2&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;9. Why Won't My Baby Treat Me Right   &amp;ndash; 1966, s. 2&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;10. You Ought to Know Better (No Do Right)   &amp;ndash; 1966, s. 2&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;11. Treat Your Daddy Well      &amp;ndash; 1966, s. 1&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;12. Midnight Bells Are Ringing     &amp;ndash; R. S. Rankin, 1962&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;13. Empty Feeling      &amp;ndash; R. S. Rankin, 1962&lt;/p&gt;&lt;p&gt;&amp;nbsp;&lt;/p&gt;&lt;p&gt;Utwory 12 i 13 należą do R. S. Rankina i pochodzą z 1962 roku. A zatem mamy 11 numer&amp;oacute;w Walkera z 17 zarejestrowanych, ale zauważcie, że pozycji nr 2 nie ma na liście sesji wcześniej przeze mnie podanych. Brak nam zatem pozycji 3 i 4 z  pierwszej sesji, 2, 3, 4, 5 i 8 z drugiej. Dla płyty &lt;i&gt;Back On The Scene&lt;/i&gt; używam skr&amp;oacute;tu &lt;b&gt;BOTS&lt;/b&gt;. Udało mi się dociec, że &lt;i&gt;Spend One Night With Me&lt;/i&gt; to &lt;i&gt;Old Time Used To Be&lt;/i&gt; (poz. 3 z sesji nr 1). Zatem brak nam 6 utwor&amp;oacute;w. W żadnym nagraniu nie słychać instrumentu saksofonu czy trąbki. Tylko w &lt;i&gt;Good Man&lt;/i&gt; jest harmonijka. Zobaczmy, co mamy na &lt;i&gt;&lt;b&gt;T-Bone Standard Time - The Crazy Cajun Recordings&lt;/b&gt;&lt;/i&gt;:&lt;/p&gt;&lt;p&gt;&amp;nbsp;&lt;/p&gt;&lt;p&gt;1. T-Bone Is Back      &amp;ndash; 1966, s. 2 (po raz drugi)&lt;img alt="" src="http://estrona.net/wgears//files/ftb/Image/t-bone_standarttimecrazycajun_160x160.jpg" align="right"&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;2. How Long &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;3. Reconsider Baby      &amp;ndash; 1966, s. 2&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;4. I Wonder Why &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;5. Sometimes I Wonder &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;6. Ain't Your Fool No More    &amp;ndash; 1966, s. 2&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;7. Every Time&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;8. Glamour Girl&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;9. Left Home When I Was a Kid&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;10. T-Bone's Way&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;11. All Night Long&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;12. My Patience Is Running Out&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;13. Heartache      &amp;ndash; 1966, s. 2&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;14. When We Were Schoolmates    &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;15. Good Boy      &amp;ndash; 1966, s. 2 (po raz drugi)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;16. Got to Cross the Deep Blue Sea   &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;17. She's a Hit       &amp;ndash; 1966, s. 2 (sekcja dęta)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;18. I Want a Little Girl &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;19. Louisiana Bayou Drive &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;20. Dirty Mistreater&lt;/p&gt;&lt;p&gt;&amp;nbsp;&lt;/p&gt;&lt;p&gt;Używam do niej skr&amp;oacute;tu &lt;b&gt;TST&lt;/b&gt;. Jak widać utwory 1, 3, 6, 13, 15, 17 pochodzą z 1966 roku. Znalazły się brakujące nam z sesji nr 2 pozycje 2, 3, 4, dublują się nr 6, 7 i 9, choć tu ciekawostka: wersja &lt;i&gt;She&amp;rsquo;s A Hit&lt;/i&gt; na TST zawiera dodaną sekcję dętą. W dalszym ciągu brakuje nam z sesji nr 1 utworu nr 4, a z sesji nr 2 utwor&amp;oacute;w 5 i 8. Jak wiadomo TST zawiera r&amp;oacute;wnież materiał z 1970 roku. Całość według listy zawartej w biografii Walkera zawiera pozycja nr 21 &lt;b&gt;Jazz &amp;amp; Blues Collection&lt;/b&gt; z T-Bone manii. Skr&amp;oacute;t: &lt;b&gt;J&amp;amp;B&lt;/b&gt;. A oto lista:&lt;/p&gt;&lt;p&gt;&amp;nbsp;&lt;/p&gt;&lt;p&gt;1. Stormy Monday Blues&lt;img alt="" src="http://estrona.net/wgears//files/ftb/Image/t-bone_jazz_blues_160x160.jpg" align="right"&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;2. All Night Long&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;3. My Patience Keeps Running Out&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;4. Glamour Girl&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;5. T-Bone's Way&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;6. That Evening Train&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;7. Lousiana Bayou Drive&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;8. When We Were Schoolmasters&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;9. Don't Go Back To New Orleans&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;10. Got To Cross The Deep Blue Sea&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;11. (You'll Never Find Anyone) To Be A Slave Like Me&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;12. Left Home When I Was A Kid&lt;/p&gt;&lt;p&gt;&amp;nbsp;&lt;/p&gt;&lt;p&gt;Po zapoznaniu się z nią nasza lista TST wygląda tak:&lt;/p&gt;&lt;p&gt;&amp;nbsp;&lt;/p&gt;&lt;p&gt;1. T-Bone Is Back      &amp;ndash; 1966, s. 2 (po raz drugi)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;2. How Long &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;3. Reconsider Baby      &amp;ndash; 1966, s. 2&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;4. I Wonder Why &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;5. Sometimes I Wonder &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;6. Ain't Your Fool No More    &amp;ndash; 1966, s. 2&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;7. Every Time&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;8. Glamour Girl     &amp;ndash; 1970&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;9. Left Home When I Was a Kid   &amp;ndash; 1970&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;10. T-Bone's Way     &amp;ndash; 1970&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;11. All Night Long     &amp;ndash; 1970&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;12. My Patience Is Running Out   &amp;ndash; 1970&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;13. Heartache      &amp;ndash; 1966, s. 2&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;14. When We Were Schoolmates   &amp;ndash; 1970&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;15. Good Boy      &amp;ndash; 1966, s. 2 (po raz drugi)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;16. Got to Cross the Deep Blue Sea   &amp;ndash; 1970&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;17. She's a Hit      &amp;ndash; 1966, s. 2 (sekcja dęta)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;18. I Want a Little Girl &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;19. Louisiana Bayou Drive     &amp;ndash; 1970&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;20. Dirty Mistreater&lt;/p&gt;&lt;p&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Jak widać z sesji zarejestrowanej w 1970 TST zawiera pozycje 8&amp;ndash;12, 14, 16, 19. Cały czas nie wiemy nic na temat: 2, 4, 5, 7, 18, 20. Wkładka niewiele nam pomoże. Znajdziemy tu informacje, że pozycje 5, 7, 18, 20 to materiał niepublikowany. Dowcip polega na tym, że brak jakichkolwiek danych, kiedy ten materiał nagrano. Zatem pozostało mi przysłuchać się bliżej.&lt;/p&gt;&lt;p&gt;Wyraźne r&amp;oacute;żnice brzmieniowe to monofoniczna jakość w sesjach 1966, a stereo 1970. Druga cecha to typowy, elektryczny, kr&amp;oacute;tki bas w nagraniach z lat 70. No i głos Walkera ciut bardziej pokryty patyną. &lt;i&gt;How Long Blues&lt;/i&gt; (nr 2 na TST) okazał się być &lt;i&gt;That Evening Train&lt;/i&gt; (1970). &lt;i&gt;I Wonder Why&lt;/i&gt; to &lt;i&gt;Why Won't My Baby Treat Me Right &lt;/i&gt;(1966). &lt;i&gt;Sometimes I Wonder&lt;/i&gt; to większa zagadka. Na pewno pochodzi z sesji nr 2 w 1966 roku i moim zdaniem odpowiada &lt;i&gt;I Won&amp;rsquo;t Be Jiving&lt;/i&gt;, dlatego że to jedyny utw&amp;oacute;r zawierający trąbkę i puzon opisany w dyskografii (opr&amp;oacute;cz &lt;i&gt;She&amp;rsquo;s a Hit&lt;/i&gt;).Odnalazłby się nam jeszcze jeden brakujący numer. Zostały pozycje 7, 18 i 20 &amp;ndash; te na pewno pochodzą z 1970 roku, zatem nie zostały uwzględnione na płycie J&amp;amp;B.&lt;/p&gt;&lt;p&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Według opisu zamieszczonego w książeczce płyty TST utwory z 1966 to pozycje:&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;2, 4, 5, 6, 13, 15, 17&lt;/p&gt;&lt;p&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Według mnie:&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;1, 3, 4, 5, 6, 13, 15, 17&lt;/p&gt;&lt;p&gt;&amp;nbsp;&lt;/p&gt;&lt;p&gt;Utwory z 1970 według opisu to:&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;1, 3, 8-12, 14, 16, 19&lt;/p&gt;&lt;p&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Według mnie:&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;2, 7&amp;ndash;12, 14, 16, 18&amp;ndash;20&lt;/p&gt;&lt;p&gt;Wkładka zawiera notkę nt. wytw&amp;oacute;rni (wątpliwą), życiorys i opis nagrań. John Nova Lomax kierował się jednak opisem a nie słuchem. Opisał przykładowo, jak świetnie zagrany został przez Walkera i Johnnego Copelanda (grał na płycie z 1970 roku) &lt;i&gt;Reconsider Baby,&lt;/i&gt; choć ten pochodzi z sesji kilka lat wcześniejszej. Nawet się nie zająknął na temat wcześniej niepublikowanych nagrań. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;No dobrze. Podsumujmy. Poniżej jeszcze raz lista nagrań na TST z datami i podkreśleniem nagrań, kt&amp;oacute;rych nie ma na pozostałych dw&amp;oacute;ch krążkach.&lt;/p&gt;&lt;p&gt;1. T-Bone Is Back      &amp;ndash; 1966, s. 2 (BOTS)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;2. How Long (That Evening Train)   &amp;ndash; 1970 (J&amp;amp;B)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;b&gt;3. Reconsider Baby      &amp;ndash; 1966, s. 2&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;4. I Wonder Why (Why Won't My Baby...)  &amp;ndash; 1966, s. 2 (BOTS)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;b&gt;5. Sometimes I Wonder     &amp;ndash; 1966, s. 2&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;b&gt;6. Ain't Your Fool No More   &amp;ndash; 1966, s. 2&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;b&gt;7. Every Time     &amp;ndash; 1970&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;8. Glamour Girl     &amp;ndash; 1970 (J&amp;amp;B)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;9. Left Home When I Was a Kid   &amp;ndash; 1970 (J&amp;amp;B)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;10. T-Bone's Way     &amp;ndash; 1970 (J&amp;amp;B)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;11. All Night Long     &amp;ndash; 1970 (J&amp;amp;B)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;12. My Patience Is Running Out   &amp;ndash; 1970 (J&amp;amp;B)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;b&gt;13. Heartache     &amp;ndash; 1966, s. 2&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;14. When We Were Schoolmates   &amp;ndash; 1970 (J&amp;amp;B)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;15. Good Boy      &amp;ndash; 1966, s. 2 (BOTS)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;16. Got to Cross the Deep Blue Sea   &amp;ndash; 1970 (J&amp;amp;B)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;b&gt;17. She's a Hit      &amp;ndash; 1966, s. 2 (sekcja dęta)&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;b&gt;18. I Want a Little Girl     &amp;ndash; 1970&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;19. Louisiana Bayou Drive     &amp;ndash; 1970 (J&amp;amp;B)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;b&gt;20. Dirty Mistreater      &amp;ndash; 1970&lt;/b&gt;&lt;/p&gt;&lt;p&gt;&lt;b&gt;&lt;/b&gt;&lt;/p&gt;&lt;p&gt;A zatem mamy 8 utwor&amp;oacute;w, kt&amp;oacute;rych nie ma na jednej bądź drugiej płycie. Cały czas niestety brakuje nam z sesji 1966 nr 1 &lt;i&gt;You Don&amp;rsquo;t Love Me And I Don&amp;rsquo;t Care&lt;/i&gt; i z sesji nr 2&lt;i&gt; It Takes a Lot of Knowhow&lt;/i&gt;.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Konkluzja dla T-Bono-maniak&amp;oacute;w, bo tylko oni dotarli aż tutaj: wkładkom wierzyć nie można. ;)&lt;/p&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/4052272684150513541-4692215112300996345?l=feelin-the-blues.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://feelin-the-blues.blogspot.com/feeds/4692215112300996345/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://feelin-the-blues.blogspot.com/2009/11/t-bone-sesje-1966-1970.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/4052272684150513541/posts/default/4692215112300996345'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/4052272684150513541/posts/default/4692215112300996345'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://feelin-the-blues.blogspot.com/2009/11/t-bone-sesje-1966-1970.html' title='T-Bone Sesje 1966, 1970'/><author><name>feelintheblues</name><uri>http://www.blogger.com/profile/07889035690671128074</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='30' height='32' src='http://2.bp.blogspot.com/_sXtXE3Y_vPM/Sydkxg0CzZI/AAAAAAAAASU/8PxgAmEFtrQ/S220/1579460641482be7a84b698.jpg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-4052272684150513541.post-6159343239696379576</id><published>2009-11-23T01:00:00.000+01:00</published><updated>2009-12-04T13:19:38.500+01:00</updated><title type='text'>Robert Johnson - nie tylko gitarzysta</title><content type='html'>&lt;p&gt;Czy kiedykolwiek słuchałem uważnie Roberta Johnsona? Jego kompozycje znam od dawna z r&amp;oacute;żnych interpretacji innych artyst&amp;oacute;w, czasem r&amp;oacute;wnież bardzo bliskie oryginałowi. Oczywiście kiedy dawno temu zdobyłem jego &lt;a target="_blank" href="http://ftb.blues.org.pl/?m=41"&gt;&lt;b&gt;&lt;i&gt;The Complete Recordings&lt;/i&gt;&lt;/b&gt;&lt;/a&gt;, słuchałem tych nagrań co najmniej kilkakrotnie. Zawsze jednak zwracałem baczniejszą uwagę na kompozycje i pracę gitary &amp;ndash; bardzo rockowe podejście. Przejście przez cały materiał na raz było sporym wyzwaniem, bo często zamieszczone są dwie wersje tego samego utworu. Ba, kilka kompozycji opartych jest na podobnym schemacie (o tym więcej p&amp;oacute;źniej). Dzięki lekturze książki &lt;b&gt;Elijah Walda&lt;/b&gt; (pisałem o tym co nieco poprzednio) wr&amp;oacute;ciłem do Johnsona. Wald poświęcił jego nagraniom 55 stron, omawiając każdy utw&amp;oacute;r z osobna. Czytałem i jednocześnie słuchałem muzyki, a Johnson stawał się mi coraz bliższy. To wszystko dlatego, że słucham uważnie, jak śpiewa. To przygoda.&lt;/p&gt;&lt;p&gt;&lt;img alt="" src="http://estrona.net/wgears/files/ftb/Image/Kanon/6.jpg" align="left"&gt;Pierwszym nagraniem jest &lt;b&gt;&lt;i&gt;Kindhearted Woman&lt;/i&gt;&lt;/b&gt; &amp;ndash; nagrane &lt;u&gt;23 listopada 1936 roku&lt;/u&gt;. Jutro mijają 73 lata od momentu, gdy mikrofon usłyszał Roberta. &lt;i&gt;Kindhearted Woman&lt;/i&gt; jest &amp;bdquo;odpowiedzią&amp;rdquo; na &lt;i&gt;Mean Mistreater Mama&lt;/i&gt; Leroya Carra. W pierwszej wersji słyszalna jest pewna sztywność śpiewu. Johnson wybrał utw&amp;oacute;r, kt&amp;oacute;ry był jednym z najlepszych jego numer&amp;oacute;w, dopracowany w szczeg&amp;oacute;łach aranżacyjnie i tekstowo (choć tekst niesp&amp;oacute;jny &amp;ndash; pochwała kobiety z początkowych wers&amp;oacute;w zamienia się raczej w narzekanie). Johnson&amp;nbsp; przygotował kilka zwrotek, ale nie był przyzwyczajony do presji czasowej. Musiał gwałtownie skończyć, dlatego w drugiej wersji zrezygnował z instrumentalnej wstawki i zagrał ciut szybciej. Słynne jest jego nagrywanie do ściany (grał ponoć ustawiony twarzą w kąt pokoju), kt&amp;oacute;re eksperci &amp;bdquo;johnsonowi&amp;rdquo; r&amp;oacute;żnie interpretują &amp;ndash; miał się zasłaniać, by ukryć sztuczki gitarowe, czy ustawić się tak, by wzmocnić dźwięk. Zdaniem Walda po prostu był speszony aparaturą nagraniową i kontekstem. Przecież zdawał sobie sprawę, że te nagrania mogą zmienić jego życie.&lt;/p&gt;&lt;p&gt;Poza tym &amp;ndash; no właśnie, śpiew był dla niego ważny. Wtedy szansę na sukces mieli fantastyczni śpiewacy, a nie efektowni instrumentaliści. Johnson śpiewał znakomicie. Nie był ludowym śpiewakiem, chciał śpiewać urban bluesa, wiedział, co to show, doceniał i stosował pewną teatralność, miał też &amp;ndash; niewątpliwie czarne &amp;ndash; poczucie humoru. Wszestronność wokalna wyr&amp;oacute;żniała go spośr&amp;oacute;d wielu innych. W jego śpiewie znajdziemy dużo subtelności, wszystkich nie wyliczę. Weźmy dwuznaczny (właściwie jednoznacznie erotyczny) &lt;b&gt;&lt;i&gt;Phonograph Blues&lt;/i&gt;&lt;/b&gt;, mamy tu dialog wokalny, gdzie Johnson śpiewa kobiecym głosem, nawiązując do wokalistek classic bluesa, by potem &amp;bdquo;pociagnąć&amp;rdquo; męską frazą. W formie przerysowanej stosuje ten chwyt właśnie w &lt;i&gt;Kind Hearted Woman&lt;/i&gt;. Uwielbiał Lonniego Johnsona, z kt&amp;oacute;rym nie m&amp;oacute;gł r&amp;oacute;wnać się pod względem umiejętności gitarowych. Za to Wald zwr&amp;oacute;cił uwagę, że w &lt;i&gt;&lt;b&gt;Malted Milk&lt;/b&gt;&lt;/i&gt; i &lt;i&gt;&lt;b&gt;Drunken Hearted Man&lt;/b&gt;&lt;/i&gt; składa mu hołd jako wokaliście. Jasne, to Robert, ale pewien kształt melodii, frazy i charakterystyczne wibrato &amp;ndash; u&amp;hellip; Toż to Lonnie Johnson jako żywy.&lt;/p&gt;&lt;div&gt;&amp;nbsp;&lt;/div&gt;&lt;div&gt;C&amp;oacute;ż, myśl to niedokończona, ale za chwilę WBN. ;-)&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/4052272684150513541-6159343239696379576?l=feelin-the-blues.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://feelin-the-blues.blogspot.com/feeds/6159343239696379576/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://feelin-the-blues.blogspot.com/2009/11/czy-kiedykolwiek-suchaem-uwaznie.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/4052272684150513541/posts/default/6159343239696379576'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/4052272684150513541/posts/default/6159343239696379576'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://feelin-the-blues.blogspot.com/2009/11/czy-kiedykolwiek-suchaem-uwaznie.html' title='Robert Johnson - nie tylko gitarzysta'/><author><name>feelintheblues</name><uri>http://www.blogger.com/profile/07889035690671128074</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='30' height='32' src='http://2.bp.blogspot.com/_sXtXE3Y_vPM/Sydkxg0CzZI/AAAAAAAAASU/8PxgAmEFtrQ/S220/1579460641482be7a84b698.jpg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-4052272684150513541.post-6270009457902398751</id><published>2009-11-13T07:44:00.000+01:00</published><updated>2009-12-15T11:47:36.843+01:00</updated><title type='text'>Historia bluesa na nowo?</title><content type='html'>&lt;![endif]--&gt; Taak! To jest to, na co czekałem (jeśli czekałem). Książka, kt&amp;oacute;rą czyta się jak sensację, kt&amp;oacute;ra zmusza do myślenia, zachęca do dyskusji, wgryza się w stereotypy. Zaczęło się od tego, że dostałem skrypt pt. &lt;i&gt;Historia bluesa&lt;/i&gt;, kt&amp;oacute;rego używa jeden z wykładowc&amp;oacute;w na wydziale dziennikarstwa wyższej uczelni. Na dwudziestu stronach maszynopisu trudno uniknąć uproszczeń, więc pomijając pewne błędy (kiedyś się do nich odniosę), tekst jest całkiem dobry. Natknąłem się w nim na taki fragment:&lt;/p&gt;&lt;div&gt;&amp;nbsp;&lt;/div&gt;&lt;p&gt;&lt;b&gt;Elijah Wald, autor książki &lt;a target="_blank" href="http://www.elijahwald.com/rjohnson.html"&gt;&lt;i&gt;Escaping the Delta: Robert Johnson and the Invention of the Blues&lt;/i&gt;&lt;/a&gt;, wysunął tezę, iż po pierwsze blues należy do obszaru muzyki popularnej a nie &amp;ndash; jak się to dotychczas szeregowało &amp;ndash; do folkloru, i że w związku z tym tylko klasyczny blues spod znaku Bessie Smith jest autentyczny, zaś blues wiejski to jego nieudolna kopia produkowana przez lokalnych amator&amp;oacute;w. Przede wszystkim zaś radykalnie zdegradował Roberta Johnsona, twierdząc, że był to pośledniej rangi wykonawca, kt&amp;oacute;rego wylansowało to samo pokolenie, kt&amp;oacute;re fascynowało się przedwcześnie zmarłymi idolami jak Janis Joplin czy Jimi Hendrix.&lt;/b&gt;&lt;/p&gt;&lt;div&gt;&lt;b&gt;&amp;nbsp;&lt;/b&gt;&lt;/div&gt;&lt;p&gt;&lt;img alt="" src="http://www.elijahwald.com/images/rjcover.jpg" align="right"&gt;Nie wiem, na jakiej podstawie autor twierdzi, że do tej pory uznawano bluesa za folklor, a nie muzykę popularną (podobnie jak jazz i rock), nieważne. Ja w każdym razie wiedziałem, że muszę tę książkę przeczytać. Jej teza bynajmniej nie jest dla mnie szokująca. Zgłębiając tw&amp;oacute;rczość bluesową, szczeg&amp;oacute;lnie sprzed ery białego bluesa, widać pewną rozbieżność fascynacji i inspiracji. Wskazywałem parokrotnie tę podw&amp;oacute;jność nurt&amp;oacute;w. Wygląda to jakbyśmy mieli dwie historie bluesa, dwa gł&amp;oacute;wne nurty. Pisałem o tym przy okazji T-Bone&amp;rsquo;a, zwracałem uwagę i tu (tekst &lt;a target="_blank" href="http://ftb.blues.org.pl/?&amp;amp;mpageid=57&amp;amp;page_150=28"&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;Dwutorowość &lt;/span&gt;&lt;i&gt;bluesa&lt;/i&gt;&lt;/a&gt; 22 października 2006 r.). Te niezbyt precyzyjne spostrzeżenia dzięki książce Walda nabierają wyrazistości, konkretnego sensu, wyjaśniają co nieco. Uwypuklając pewne aspekty, Wald przenosi akcenty. Nie jest tak, że podważa wartość artystyczną muzyki Johnsona. Nie sądzę, by gł&amp;oacute;wnie o to mu chodziło. Zresztą przeczytałem zaledwie kilkadziesiąt stron, więc wiele się może zmienić.&lt;/p&gt;&lt;p&gt;Punktem wyjścia Walda jest blues jako termin, kt&amp;oacute;rego używano na określenie danej muzyki u jej zarania. Punktem odniesienia z kolei są nagrania. Zresztą jego zdaniem termin i jego zakres jest bardziej efektem wymog&amp;oacute;w marketingowych niż naturalnego procesu.&amp;nbsp;&lt;/p&gt;&lt;p&gt;Na czym polega przeniesienie akcent&amp;oacute;w? Typowa historia bluesa wygląda tak: blues narodził się na głębokim południu Stan&amp;oacute;w, jego mekką była delta Mississippi. Gł&amp;oacute;wnym przedstawicielem, ba, kr&amp;oacute;lem, był Robert Johnson, ojcem ewentualnie Charley Patton (matką Son House?). Przy okazji wspomina się o classic bluesie jako wokalnej muzyce z akompaniamentem jazzowym. Potem punkt ciężkości przenosi się do Chicago &amp;ndash; Muddy, Howlin&amp;rsquo; Wolf itd., potem odkrycie starych mistrz&amp;oacute;w, a wreszcie adaptacja bluesa przez białych i rock. Czy tak nie jest? Takie akcenty są np. w rewelacyjnej książce &lt;i&gt;Deep Blues&lt;/i&gt; Roberta Palmera. Tak opowiadana była historia bluesa na &amp;bdquo;Akademii Bluesa&amp;rdquo;. Wald m&amp;oacute;wi: &amp;bdquo;Nie, tak nie było&amp;rdquo;. To romantyzm, mit i stereotyp. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Jak było? Blues &amp;ndash; najpierw classic blues (W.C. Handy, Ma Rainey, Bessie Smith), potem urban blues (Leroy Carr, Tampa Red, Broonzy), potem r&amp;rsquo;n&amp;rsquo;b, jump itd. Romantyzm kazał widzieć w bluesmanach biednych artyst&amp;oacute;w, kt&amp;oacute;rzy wypłakują swe cierpienia, kt&amp;oacute;rych muzyka jest jedyną pociechą. Romantyzm każe nam cenić tak bardzo &amp;bdquo;autentyczność&amp;rdquo;, &amp;bdquo;surowość&amp;rdquo; &amp;ndash; to odtrutka, alternatywa dla popowej, plastikowej papki. Tak chcieli tę muzykę widzieć Stonesi, Clapton. Ba, co tu ukrywać, tak samo widziałem i ja. Blues to naturalność. Stąd codzienne stroje, na kt&amp;oacute;re żaden bluesman sprzed &amp;bdquo;białej&amp;rdquo; ery (traktuję to dość umownie, ale wiadomo, o co chodzi) by sobie nie pozwolił. Stąd np. ogrodniczki Buddy&amp;rsquo;ego Guy&amp;rsquo;a &amp;ndash; ukłon w stronę romantyzmu. A Mayall występował w koszulce na ramiączka. B. B. King budzi niesmak swym eleganckim, świecącym strojem (fe &amp;ndash; cekiny), gdy tymczasem jest tu wierny tradycji.&lt;/p&gt;&lt;p&gt;Ok. Tyle gorącej refleksji na dziś. Mam nadzieję, że w niedługim czasie uda mi się wr&amp;oacute;cić do tematu.&lt;/p&gt;&lt;p&gt;&lt;span&gt;A! Jeszcze jeden znamienny cytat: &lt;b&gt;When the record companies called their music blues, it was a comercial choice designed to link them to the popular recordings of the blues queens.&lt;/b&gt;- s. 13 (Kiedy wytw&amp;oacute;rnie nazywały ich [tzn. wydawaną przez siebie] muzykę bluesem, był to komercyjny wyb&amp;oacute;r skrojony tak, by połaczyć je z popularnymi nagraniami kr&amp;oacute;lowych bluesa).&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;&lt;p&gt;&lt;span&gt;ps. Po przeczytaniu raz jeszcze tekstu ze skryptu muszę przynajmniej napisać, że fragment&lt;/span&gt; &lt;i&gt;&lt;b&gt;blues wiejski to jego nieudolna kopia produkowana przez lokalnych amator&amp;oacute;w&lt;/b&gt;&lt;/i&gt; jest &amp;bdquo;przegięciem&amp;rdquo;. Wygląda to tak, jakby Wald gardził tym bluesem. Absolutnie nie. Wald pokazuje proces, w kt&amp;oacute;rym muzycy z delty inspirowali się muzyką obecną na nagraniach, mieli szeroki repertuar, ale na og&amp;oacute;ł dostowowywali go do potrzeb poszukiwaczy talent&amp;oacute;w, kt&amp;oacute;rzy w&amp;oacute;wczas szukali bluesa, bo &amp;bdquo;blues&amp;rdquo; był na topie, więc sztucznie ograniczano repertuar pasujący do stereotyp&amp;oacute;w &amp;bdquo;race records&amp;rdquo;, tworząc przy tym wyobrażenie bluesa. Dwa, podreśla, że rola muzyk&amp;oacute;w z delty w popularyzacji i rozwoju bluesa jako popularnej muzyki czarnych była znikoma w por&amp;oacute;wnaniu z urban bluesem. W czasach Johnsona był on znany nielicznym i nie był żadnym kr&amp;oacute;lem.&lt;/p&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/4052272684150513541-6270009457902398751?l=feelin-the-blues.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://feelin-the-blues.blogspot.com/feeds/6270009457902398751/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://feelin-the-blues.blogspot.com/2009/11/taak-to-jest-to-na-co-czekaem-jesli.html#comment-form' title='Komentarze (2)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/4052272684150513541/posts/default/6270009457902398751'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/4052272684150513541/posts/default/6270009457902398751'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://feelin-the-blues.blogspot.com/2009/11/taak-to-jest-to-na-co-czekaem-jesli.html' title='Historia bluesa na nowo?'/><author><name>feelintheblues</name><uri>http://www.blogger.com/profile/07889035690671128074</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='30' height='32' src='http://2.bp.blogspot.com/_sXtXE3Y_vPM/Sydkxg0CzZI/AAAAAAAAASU/8PxgAmEFtrQ/S220/1579460641482be7a84b698.jpg'/></author><thr:total>2</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-4052272684150513541.post-3310863096336741399</id><published>2009-02-25T06:26:00.000+01:00</published><updated>2009-12-04T13:39:29.735+01:00</updated><title type='text'>Cortazar i blues</title><content type='html'>&lt;p&gt;Nie ukrywam, że ostatnimi czasy z tzw. przyczyn obiektywnych muzyki niemal nie słucham. Ba! Nawet gdy słucham, niezbyt często sięgam po bluesa. A jednak blues raz po raz wyskakuje mi tuż przed nosem niczym Filip z konopii. Całkiem na serio wpadłem na niego, czytając &lt;b&gt;&amp;bdquo;Grę w klasy&amp;rdquo; Cortazara&lt;/b&gt;. Bohaterem jest niejaki&lt;b&gt; Horacio Oliveira&lt;/b&gt;, &amp;bdquo;sfrancuziały Argentyńczyk&amp;rdquo;, jak został gdzieś określony. Rzeczywiście, choć książka jest nazywana perłą literatury iberoamerykańskiej, to do b&amp;oacute;lu przesycona jest francuskim duchem pisania. Rzecz dzieje się (zwłaszcza w pierwszej części) w środowisku paryskiej bohemy artystycznej, kt&amp;oacute;ra niby spędza czas na wiecznych g&amp;oacute;rnolotnych dyskusjach. Niech im będzie. &lt;br&gt;&lt;br /&gt;Jednakże podczas jednej z balang (może to słowo na wyrost &amp;ndash; przeciętny polski imprezowicz wynudziłby się tam jak student na sympozjum, bo obecność alkoholu jest ledwie zaznaczona) tasują się nie tylko błyskotliwe myśli, ale i niezłe płyty, znani (mi) artyści. Lećmy nazwiskami: &lt;b&gt;Bix Beiderbecke&lt;/b&gt;, &lt;b&gt;Eddie Lang&lt;/b&gt; (ten, kt&amp;oacute;ry grał gitarowe duety z Lonnie&amp;rsquo;m Johnsonem), &lt;b&gt;Stan Getz&lt;/b&gt;, &lt;b&gt;Lionel Hampton&lt;/b&gt;, &lt;b&gt;Lester Young&lt;/b&gt;, &lt;b&gt;Coleman Hawkins&lt;/b&gt;, &lt;b&gt;Gillespie&lt;/b&gt; &amp;ndash; wkurza Oliveirę &amp;bdquo;ten bebop&amp;rdquo;, więc malarz Etienne proponuje&amp;hellip; &lt;b&gt;Bessie Smith&lt;/b&gt;, jako drugi jej numer &lt;i&gt;&lt;b&gt;Empty Bed Blues&lt;/b&gt;&lt;/i&gt;, oto cytat:&lt;/p&gt;&lt;p&gt;&lt;span style="font-size: smaller;"&gt;Oliveira z trudem uświadomił sobie, że to wszystko rzeczywiście się dzieje. &amp;bdquo;Dlaczego tu, dlaczego klub, dlaczego te głupie ceremonie, dlaczego taki był ten blues, kiedy śpiewała go Bessie? &amp;ndash; Orędownicy &amp;ndash; pomyślał raz jeszcze, kołysząc się wraz z kompletnie pijaną Babs, kt&amp;oacute;ra słuchając Bessie, cicho płakała, wzdrygając się od czasu do czasu w takt lub kontrapunkt, szlochając do środka, ażeby za nic nie oddalić się od tego bluesa pustego ł&amp;oacute;żka, nazajutrz buty w błocie, niezapłacone komorne, lęk przed starością, lustro w nogach tapczanu odbijające ranek z popiołu, bluesy, niekończący się &lt;i&gt;cafard&lt;/i&gt;. - Gra w klasy, Kolekcja Gazety Wyborczej, s. 50&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;&lt;p&gt;&lt;br&gt;&lt;br /&gt;Nie wspomniałem jeszcze, że książka ma strukturę, kt&amp;oacute;ra wymaga niejako skakania w r&amp;oacute;żne miejsca, taki tryb &lt;i&gt;shuffle&lt;/i&gt; (nie rytm). I tak z rozdziału 12 skaczemy do 106 &amp;ndash; ot, mały przerywnik, gdzie natkniemy się na dwie strofy bluesa &lt;b&gt;Johnniego Temple&amp;rsquo;a&lt;/b&gt; &lt;b&gt;&lt;i&gt;Between Midnight and Dawn&lt;/i&gt;&lt;/b&gt; i dwie strofy bluesa wokalistki &lt;b&gt;Yas Yas Girl&lt;/b&gt;. Johnnie jest relatywnie znany, tworzył w latach 40., przenosił bluesa z delty do Chicago, w jego nagraniach pojawia się np. klarnet &amp;ndash; do dziś rzadkość w bluesie, coraz mniej popularny instrument w jazzie. Yas Yas Girl czyli Merline Johnson dzis jest kompletnie zapomnianą artystką. Na stronach &amp;bdquo;Gry w klasy&amp;rdquo; jest też &lt;b&gt;Armstrong&lt;/b&gt;, &lt;b&gt;Bechet&lt;/b&gt;, &lt;b&gt;Ma Rainey&lt;/b&gt; (bardziej lubiana niż &lt;b&gt;Fats Waller&lt;/b&gt;). Pozwolę sobie na jeszcze jeden cytat z udziałem &lt;b&gt;Big Billa Broonzego&lt;/b&gt;, bo nieźle oddaje klimat:&lt;/p&gt;&lt;p&gt;&lt;br&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size: smaller;"&gt;Pod tym czy też ponad tym Big Bill Broonzy zawodził &lt;i&gt;See, See Rider,&lt;/i&gt; jak zawsze rzeczy pochodzące z jakichś nie do pogardzenia wymiar&amp;oacute;w zbiegały się razem, groteskowy kolaż, kt&amp;oacute;ry należało dopasować do w&amp;oacute;dki, kategorii Kanta, tych odczynnik&amp;oacute;w przeciw wszystkim zbyt brutalnym zakrzepnięciem rzeczywistości. &lt;/span&gt;&amp;ndash; &lt;span style="font-size: smaller;"&gt;s. 56&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;&lt;p&gt;&lt;br&gt;&lt;br /&gt;Rzecz jasna padają też nazwiska klasyk&amp;oacute;w &amp;ndash; Brahmsa, Mozarta, Schoenberga, bodajże Weberna. To wszystko razem tworzy frapujący obraz bohemy tamtych czas&amp;oacute;w. Jakie miejsce zajmował tam blues? Co o nim myśleli bohaterowie, biorąc w tym samym momencie płytę Brahmsa, Broonzego i Ellingtona?&lt;/p&gt;&lt;p&gt;Pamiętajmy, że blues był w połowie lat 50. w Europie muzyczną nowinką. Można sobie wyobrazić, że każda banda snob&amp;oacute;w wrzucała płyty, by być &amp;bdquo;na topie&amp;rdquo;. Czy Johnnie Temple i Yas Yas Girl pojawili się tu przypadkowo, czy mieliśmy do czynienia z koneserami bluesa o jakich dziś trudno, czy też Cortazar dorwał jakąś przypadkową kompilację, o artystach nie miał pojęcia, ale bluesy przypadły mu do gustu, a dodatkowo dawały jeszcze jeden smaczek do iście wielosmakowej potrawy, kt&amp;oacute;rą przyrządził. Bardzo to prawdopodobne. (Pewien człowiek pokusił się o wyliczenie wszystkich wspomnianych w książce nawiązań do jazzu i nawet twierdzi, że zna kompilację, kt&amp;oacute;rej Cortazar słuchał &amp;ndash; &lt;a target="_blank" href="http://mysite.verizon.net/ckearin/cortazarjazz.html"&gt;http://mysite.verizon.net/ckearin/cortazarjazz.html&lt;/a&gt;) Jednak jeśli chodzi o Big Billa, trudno m&amp;oacute;wić o przypadku. Broonzy jako jeden z pierwszych bluesman&amp;oacute;w odwiedził Europę w 1951 roku. Oliveira i jego kumple mogli nawet teoretycznie widzieć go na żywo. W Paryżu jego gospodarzem był prawdopodobnie &lt;b&gt;Hughes Panassie&lt;/b&gt;, &amp;oacute;wcześnie jeden z najważniejszych krytyk&amp;oacute;w jazzowych. Jeden z najważniejszych blues&amp;oacute;w Broonzego został właśnie za namową Panassiego zarejestrowany w Paryżu w 1951 roku. W Stanach nikt nie chciał tego wydać, bo tekst dość lapidarnie ujmował problem rasizmu. Cortazar cytuje strofę tego utworu, więc słuchał tych samych nagrań, kt&amp;oacute;re mam na płycie &lt;i&gt;&lt;b&gt;Black, Brown and White&lt;/b&gt;&lt;/i&gt; (zobacz dział Kanon). Sądzę, że traktował je z taką samą estymą jak, dajmy na to Colemana Hawkinsa. Słuchał jazzu na przemian z bluesem i klasyką. Poznał bluesa na długo przed angielskim boomem, przed kluczowym dziś sprzężeniem bluesa i rocka, kt&amp;oacute;re w świadomości wielu słuchaczy oderwało bluesa od jazzu.&lt;/p&gt;&lt;p&gt;&lt;br&gt;&lt;br /&gt;Być może się mylę, ale mam wrażenie, że wczesne pojawienie się bluesa w Paryżu utrwaliło silniej niż gdzie indziej związki bluesa z jazzem &amp;ndash; mam na myśli postrzeganie, percepcję terminu &amp;bdquo;blues&amp;rdquo;. Przypomnę, że to w Paryżu osiedlił się m.in. Memphis Slim czy Luther Allison; w Paryżu najlepiej czuł się T-Bone Walker, Hal Singel, tam też przebywała masa jazzman&amp;oacute;w starszej daty.&lt;/p&gt;&lt;p&gt;&lt;br&gt;&lt;br /&gt;&lt;img alt="" src="http://estrona.net/wgears//files/ftb/Image/gregzlap.jpg" width="160" align="left" height="147"&gt;Niestety nie znam dzisiejszej sceny francuskiej, ale weźmy choćby &lt;a target="_blank" href="http://www.gregzlap.com/"&gt;&lt;b&gt;Grega Zlapa&lt;/b&gt;&lt;/a&gt;. Czy jego fascynacje i pomysły mogłyby przybrać taką a nie inną formę w Polsce lub Anglii? Zapewne nawet on nie m&amp;oacute;głby udzielić odpowiedzi, ale jego muzyka broni mojej tezy. ;) Jego tw&amp;oacute;rczość silnie orbituje wok&amp;oacute;ł jazzu i bluesa. Nie ma opor&amp;oacute;w, by sięgać po elektroniczne smaczki, a gdy chce zagra i tango. Jego ostatnia płyta kręci się wok&amp;oacute;ł temat&amp;oacute;w drogi inspirowanych filmem. &lt;i&gt;&lt;b&gt;Road Movie(s)&lt;/b&gt;&lt;/i&gt; proponuje nam czasem gwałtowne skoki między jazzującą, niepokojącą subtelnością a surową bluesową drapieżnością. Zaznaczam, że nie chcę pisać recenzji, ale muszę podkreślić, że Greg stworzył wręcz bezczelna miksurę, kt&amp;oacute;ra musi frapować. I doprawdy nie wiem, czy znalazłbym wiele przykład&amp;oacute;w płyt, kt&amp;oacute;re robią to tak przekonująco. I może właśnie to Paryż (i Teksas? &amp;ndash; jeden z temat&amp;oacute;w zagranych na płycie pochodzi z filmu Paris, Texas) jest odpowiedzią, dlaczego taki album m&amp;oacute;gł powstać i dlaczego jest tak dobry.&lt;/p&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/4052272684150513541-3310863096336741399?l=feelin-the-blues.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://feelin-the-blues.blogspot.com/feeds/3310863096336741399/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://feelin-the-blues.blogspot.com/2009/02/cortazar-i-blues.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/4052272684150513541/posts/default/3310863096336741399'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/4052272684150513541/posts/default/3310863096336741399'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://feelin-the-blues.blogspot.com/2009/02/cortazar-i-blues.html' title='Cortazar i blues'/><author><name>feelintheblues</name><uri>http://www.blogger.com/profile/07889035690671128074</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='30' height='32' src='http://2.bp.blogspot.com/_sXtXE3Y_vPM/Sydkxg0CzZI/AAAAAAAAASU/8PxgAmEFtrQ/S220/1579460641482be7a84b698.jpg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-4052272684150513541.post-5640148381949052831</id><published>2009-01-18T22:32:00.000+01:00</published><updated>2009-12-04T14:00:47.078+01:00</updated><title type='text'></title><content type='html'>&lt;p&gt;&lt;span style="color: rgb(128, 0, 0);"&gt;Na prośbę Antka Kurka zamieszczam w tym dziale rozmowę, kt&amp;oacute;rą przeprowadziłem na antenie Jazz Radia 13 września 2007 roku. Nie ingerowałem w treść merytoryczną rozmowy, stąd pewne twierdzenia na pewno są mocno dyskusyjne czy nieprecyzyjne. Aby zachować pewną wierność w stosunku do oryginału, nie ingerowałem zbyt mocno w stronę językową, choć tekst jest co nieco redagowany. Za przepisanie go dziękuję Antkowi Kurkowi. :)&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;&lt;p&gt;&lt;span style="color: rgb(128, 0, 0);"&gt;Pozdrawiam Sławek&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;&lt;p&gt;&lt;b&gt;Wojtek Apel &lt;/b&gt;- A więc kwadrans po godzinie dziewiątej i Sławek Turkowski w studiu Jazz Radia. Witam cię porannie i bluesowo.&lt;/p&gt;&lt;p&gt;&lt;b&gt;Sławek Turkowski&lt;/b&gt; - Witam wszystkich serdecznie. Dla mnie to bardzo niezwykła pora, no a domyślam się, że dla ciebie jak na razie to &amp;bdquo;ciężkie przeżycie&amp;rdquo; &amp;ndash; zaczynać o si&amp;oacute;dmej rano [Nieco wcześniej miała miejsce zmiana ram&amp;oacute;wiki - ST].&lt;/p&gt;&lt;p&gt;&lt;b&gt;WA&lt;/b&gt; - Adaptuję się, adaptuję (śmiech). W każdym razie r&amp;oacute;wnież rano można posłuchać bluesa. To jest muzyka, kt&amp;oacute;ra pewnie świetnie nadaje się na poranne godziny, jeżeli myślimy o tym bluesie ludzi pracy, kt&amp;oacute;rzy też musieli rano wstawać.&lt;/p&gt;&lt;p&gt;&lt;b&gt;ST&lt;/b&gt; - Oj, musieli i pracowali tak, jak się teraz pracuje, czyli na zmiany, od rana do wieczora i tak dalej. Dobrze, że tak zacząłeś &amp;ndash; to jest pewien żywy problem z rozumieniem bluesa. Blues jest muzyką względnie trudną, to znaczy względnie trudną dla polskiego czy europejskiego słuchacza, więc wymaga pewnego wyrobionego gustu muzycznego, a z drugiej strony kojarzy się z klasą robotniczą, więc to pewien dysonans.&lt;/p&gt;&lt;p&gt;&lt;b&gt;WA &lt;/b&gt;- No wiesz, to generalnie była opcja poprzedniego systemu, kt&amp;oacute;ry cenił bluesa jako muzykę ludzi pracy i nawet propagandowo-ideologicznie blues jako jedyny produkt ze Stan&amp;oacute;w Zjednoczonych był akceptowany i m&amp;oacute;gł być puszczany u nas, w naszej strefie. I to prawdopodobnie utrwaliło się ludziom &amp;ndash; że to muzyka ludzi pracy i dlatego trzeba tak ją postrzegać, jako pieśń smutnych, ciemiężonych przez białych osadnik&amp;oacute;w czarnych (śmiech). Prawdopodobnie stąd takie skojarzenia, a z drugiej strony możliwość obcowania z tą muzyką już wcześniej, w polskim radio, no i możliwość poznania też tych, kt&amp;oacute;rzy z ciężką pracą raczej nie mieli zbyt wiele wsp&amp;oacute;lnego (choćby &lt;b&gt;Clapton&lt;/b&gt;), kt&amp;oacute;rzy świetnie zaadoptowali tradycję bluesa amerykańskiego, chociaż z Ameryki nie byli. I to jest też ciekawy aspekt.&lt;/p&gt;&lt;p&gt;&lt;b&gt;ST&lt;/b&gt; &amp;ndash; Tak, ciekawy aspekt i kolejny problem z bluesem: w Polsce blues jest postrzegany przez pryzmat bluesa brytyjskiego, przez pryzmat blues-rocka i w związku z tym blues bardziej zakorzeniony w tradycji amerykańskiej, bliższy jazzowi, nie może się przebić. Proponuję byśmy rozpoczęli dzisiejsze spotkanie od nagrania, kt&amp;oacute;re jest arcystandardem i wykonuje go arcyważny dla bluesa gitarzysta &amp;ndash; &lt;b&gt;T-Bone Walker&lt;/b&gt;. W gitarowej sztuce, w gitarowym bluesie jego rolę można por&amp;oacute;wnać z rolą Charliego Parkera w jazzie. No i w Polsce temat &lt;i&gt;Stormy Monday Blues&lt;/i&gt; jest niemal zupełnie nieznany. On też zaprzecza kolejnemu stereotypowi &amp;ndash; w og&amp;oacute;le wok&amp;oacute;ł bluesa jest mn&amp;oacute;stwo stereotyp&amp;oacute;w. To jeden z ważnych element&amp;oacute;w Dnia Bluesa, Tygodnia Bluesa &amp;ndash; okazja by o tych stereotypach m&amp;oacute;wić.&lt;/p&gt;&lt;p&gt;&lt;b&gt;Nagranie: T-Bone Walker &lt;/b&gt;&lt;i&gt;&lt;b&gt;Stormy Monday Blues&lt;/b&gt;&lt;/i&gt;&lt;/p&gt;&lt;p&gt;&lt;b&gt;ST&lt;/b&gt; - To był T-Bone Walker, nagranie z lat 60., choć właściwie zagrał to tak jak za pierwszym razem, gdzieś w 1947 roku. Po nim grało to tysiące innych bluesman&amp;oacute;w. Ten utw&amp;oacute;r to poniekąd zaprzeczenie stereotypu bluesa opartego na trzech akordach. &lt;u&gt;T-Bone Walker jest też symbolem nurtu, kt&amp;oacute;ry przez to, że blues jest w tej chwili tak mocno &amp;bdquo;urockowiony&amp;rdquo;, tak mocno postrzegany przez pryzmat muzyki rockowej, ma problemy z przebiciem się. Ale walczymy z tym.&lt;/u&gt;&lt;/p&gt;&lt;p&gt;&lt;b&gt;WA&lt;/b&gt; - Wiesz Sławku, myślę, że tutaj ogromny wpływ miała też tak zwana śląska scena bluesowa, czyli bardzo silny ośrodek bluesowy, kt&amp;oacute;ry w naszym kraju dominował przez wiele lat. Żeby wspomnieć choćby &lt;b&gt;&amp;bdquo;Kyksa&amp;rdquo; Skrzeka&lt;/b&gt;, &lt;b&gt;Kasę Chorych&lt;/b&gt; [oczywiście Kasa nie pochodzi ze Śląska &amp;ndash; przyp. ST] i wiele, wiele innych grup, o kt&amp;oacute;rych nigdy szerzej nie słyszeliśmy, ale w tamtejszych domach kultury i na tamtejszych festiwalach ten blues śląski był bardzo popularny. Przecież &lt;b&gt;SBB&lt;/b&gt; też wychodziło z tego nurtu i przez to w Polsce utrwalił się taki stereotyp, że: &amp;bdquo;Blues? To tak jak na Śląsku grają&amp;rdquo; &amp;ndash; czyli takie trzy akordy, harmonijka i taki rockowy nerw. Natomiast pomija się ten aspekt improwizacyjny, kt&amp;oacute;ry ciąży w kierunku jazzu. Sol&amp;oacute;wki, kt&amp;oacute;re w zależności od nastroju rozwijały się indywidualnie &amp;ndash; ten aspekt jakby trochę uciekł w postrzeganiu bluesa.&lt;/p&gt;&lt;p&gt;&lt;b&gt;ST&lt;/b&gt; - No właśnie, chociaż tak naprawdę, w tym śląskim graniu&amp;hellip; To rzecz bardzo umowna, Jedni przyjmują, że jest coś takiego, jak śląski blues, drudzy m&amp;oacute;wią, że to przesada, że to jest kolejna odnoga czy kolejny wykwit tego, co działo się w Anglii. Zresztą jeśli Amerykaninowi dasz płytę większości artyst&amp;oacute;w tzw. śląskiego bluesa (pomijając &amp;bdquo;Kyksa&amp;rdquo;, kt&amp;oacute;ry jest wielkim autentykiem i prawdziwkiem), to on stwierdzi, że to jest jakaś pomyłka, że to muzyka ewidentnie rockowa. &lt;b&gt;Dżem&lt;/b&gt;? To jest muzyka rockowa. Oni &amp;ndash; sami muzycy grupy Dżem &amp;ndash; nie twierdzą, że grają bluesa, ale fani, większość fan&amp;oacute;w w moim wieku czy młodsi, zaczynają słuchać bluesa właśnie od muzyki typu Dżem. Dla nich to jest blues.&lt;/p&gt;&lt;p&gt;&lt;b&gt;WA&lt;/b&gt; - No tak, bo to jest taka polska wersja na przykład Lynyrd Skynyrd czy tego typu zespoł&amp;oacute;w amerykańskich.&lt;/p&gt;&lt;p&gt;&lt;b&gt;ST&lt;/b&gt; - No właśnie, a &lt;b&gt;Lynyrd Skynyrd&lt;/b&gt; czy &lt;b&gt;Allman Brothers Band&lt;/b&gt; to też nie jest blues..&lt;/p&gt;&lt;p&gt;&lt;b&gt;WA&lt;/b&gt; - Ale z kolei zesp&amp;oacute;ł &lt;b&gt;Easy Rider&lt;/b&gt;, był bardziej stylistycznie zdyscyplinowany. Nie stawiali na przeboje, na piosenki, tylko bardziej na instrumentalną stronę. No, ale tak czy inaczej...&lt;/p&gt;&lt;p&gt;&lt;b&gt;ST&lt;/b&gt; &amp;ndash; Wiesz, tu nie chodzi tylko o przebojowość i piosenki, bo utw&amp;oacute;r, kt&amp;oacute;ry za chwilę usłyszymy, też jest w jakiś spos&amp;oacute;b przebojowy, ale raczej o stawianie akcent&amp;oacute;w brzmieniowych, rytmicznych. O coś, co Amerykanie &amp;ndash; i Europejczycy też &amp;ndash; nazywają groovem. Ten następny utw&amp;oacute;r, kt&amp;oacute;ry wybraliśmy, poniekąd dotyczy tego stereotypu, o kt&amp;oacute;rym już wspomniałeś, czyli że blues jest postrzegany jako muzyka smutna (na polskim podw&amp;oacute;rku uzasadnieniem tego jest choćby popularność Nalepy). Pod względem emocjonalnym &amp;ndash; to jest dosyć ważne &amp;ndash; blues nie był muzyką, kt&amp;oacute;ra miała nas zasmucać, tylko muzyką, kt&amp;oacute;ra jest lekiem na smutek. I tą najważniejszą wartością emocjonalną jest zawsze obecna w bluesie nadzieja. I ta nadzieja przejawia się r&amp;oacute;wnież w swej rozpiętości, niezależnie, czy jest to wolny, czy szybki utw&amp;oacute;r, mamy do czynienia z takim właśnie elementem emocjonalnym. Ciekawe&amp;hellip; Jeżeli mamy podział na durową i molową skalę, to molowa to jest ta smutna. Ot&amp;oacute;ż większość wolnych blues&amp;oacute;w, tych autentycznych, pierwotnych, było grane w skali durowej albo w og&amp;oacute;le nie było czegoś takiego jak wyraźny podział na skalę durową i molową, ale to jest odrębny temat. Teraz posłuchajmy bardzo radosnego, moim zdaniem, bluesa. &lt;b&gt;Ronnie Earl&lt;/b&gt;.&lt;/p&gt;&lt;p&gt;&lt;b&gt;Nagranie: Ronnie Earl &lt;/b&gt;&lt;i&gt;&lt;b&gt;I Want To Shout About It &lt;/b&gt;&lt;/i&gt;&lt;/p&gt;&lt;p&gt;&lt;b&gt;WA&lt;/b&gt; - Przesłuchujemy r&amp;oacute;żne warianty grania bluesowego, r&amp;oacute;żne odmiany tego stylu i nadszedł czas na panie, kt&amp;oacute;re w bluesie są trochę [w cieniu], według tradycji blues jest postrzegany jako muzyka męska &amp;ndash; że tam panie generalnie, to może mniej, bo to jest zadanie dla takich mocnych facet&amp;oacute;w i takich troszeczkę niedomytych (śmiech), że tak powiem.&lt;/p&gt;&lt;p&gt;&lt;b&gt;ST&lt;/b&gt; - No tak, oczywiście, to jest kolejny paradoks. Też stereotyp w postrzeganiu, w tym, co sie dzieje wok&amp;oacute;ł bluesa. Zauważmy, że pierwszym nurtem ze słowem blues, był classic blues, gdzie dominowały panie. Ale to były lata 20., lata 30. &amp;ndash; ten blues był też mocno jazzowy.&lt;/p&gt;&lt;p&gt;&lt;b&gt;WA&lt;/b&gt; - Wspomnijmy o &lt;b&gt;Billie Holiday&lt;/b&gt;, kt&amp;oacute;ra jak nikt inny potrafiła frazę bluesową wyśpiewać.&lt;/p&gt;&lt;p&gt;&lt;b&gt;ST&lt;/b&gt; - Tak, chociaż najbardziej charakterystyczną osobą była &lt;b&gt;Bessie Smith&lt;/b&gt;, zwana też cesarzową bluesa. Tych pań było wtedy naprawdę krocie. Panowie, to paradoksalne, panowie wtedy częściej grali takiego bluesa bardzo... (bo ja wiem, jak to określić) rustykalnego, prymitywnego, można powiedzieć, o ile takie słowo ma jakiś pozytywny wydźwięk. Może nawiążemy jeszcze do tego wątku, ale wracając do owej nadziei. Wspomniałeś, że jest coś takiego jak melancholia bluesowa. I tak, i nie. Ot&amp;oacute;ż melancholia, nostalgia, to są takie uczucia, gdzie jak się przyjrzysz, jakoś upajamy się smutkiem, zadumą, zamyśleniem. Tymczasem w bluesie cały czas jest napięcie &amp;ndash; bardzo charakterystyczne. Jego nie spos&amp;oacute;b wyrazić, ale można zagrać i usłyszeć to napięcie. Przyniosłem płytę &lt;b&gt;Janivy Magness&lt;/b&gt;. To artystka, kt&amp;oacute;ra przez krytyk&amp;oacute;w bluesowych została wybrana w ubiegłym roku bluesową wokalistką wsp&amp;oacute;łczesnego bluesa; to nagroda Blues Music Award, najcenniejsza w środowisku bluesowym, wcześniej zwana nagrodą W.C. Handy'ego. Owa pani przyjedzie do Polski już w październiku, będzie gł&amp;oacute;wną gwiazdą Rawy Blues.&lt;/p&gt;&lt;p&gt;&lt;b&gt;WA &lt;/b&gt;- A czy dostrzegasz ten aspekt emancypacji r&amp;oacute;wnież poprzez sztukę, poprzez właśnie bluesa, emancypacji kobiet. Bo to był pierwszy autentyczny i niestylizowany głos kobiet w świecie, nie tylko muzyki, ale w og&amp;oacute;le w świecie, gdzie mogły wypowiedzieć się osobiście na r&amp;oacute;żne tematy, właśnie poprzez bluesa. W rock&amp;rsquo;n&amp;rsquo;rollu nigdy kobiety nie zaistniały tak autentycznie jak w bluesie, natomiast tutaj idealnie znalazły się, żeby m&amp;oacute;wić swoim głosem i żeby ta wokalistyka, sztuka wokalistyki kobiecej mogła się rozwijać, idąc w kierunku jazzu itd. Mogło to mieć też pewne znaczenie. Panowie grali jeszcze bluesa dla sztuki i dla grania, one przekazywały już te bardzo głębokie i osobiste treści.&lt;/p&gt;&lt;p&gt;&lt;b&gt;ST&lt;/b&gt; - Tak, jak najbardziej. I to nie tylko kobiety, mężczyźni też. To że artyści dziś starają się jakoś wyrazić siebie, zawdzięczamy spuściźnie bluesowej. To w bluesie po raz pierwszy artyści zaczęli m&amp;oacute;wić o swoich uczuciach w spos&amp;oacute;b bardzo realistyczny. Do tej pory mieliśmy coś, czego symbolem jest musical, tak zwany Tin Pan Alley, gdzie panowały słodkie, łzawe pioseneczki. Blues zawsze stał twardo na ziemi.&lt;/p&gt;&lt;p&gt;&lt;b&gt;WA&lt;/b&gt; - No nie było tam elementu tej muzyki rozrywkowej, kt&amp;oacute;ra p&amp;oacute;źniej zamieniła się w pop po prostu.&lt;/p&gt;&lt;p&gt;&lt;b&gt;ST&lt;/b&gt; - To zależy, jak rozumiemy rozrywkowość, bo rzeczywiście wielu słuchaczy, szczeg&amp;oacute;lnie w Europie (to też jest r&amp;oacute;żnica między Europą a Ameryką), kiedy słucha bluesa, to podobnie jak słuchając jazzu &amp;ndash; musimy doceniać owe wartości instrumentalne, finezję artyst&amp;oacute;w i ponieważ to nie jest muzyka tak niepoważna jak pop czy jakaś dyskoteka to panuje przekonanie, że nie wypada na przykład tańczyć. W Ameryce ewidentnie traktuje się bluesa jako muzykę rozrywkową, r&amp;oacute;wnież taneczną. &lt;b&gt;R. L. Burnside&lt;/b&gt;, kt&amp;oacute;rego może zagramy, bo to też bardzo specyficzny tw&amp;oacute;rca, twierdził, że blues to po prostu muzyka taneczna, nic więcej. Wtedy też nie było tego rozdźwięku. Artyści potrafili przekazywać, śpiewać o bardzo poważnych problemach, o problemach egzystencjalnych &amp;ndash; to bodajże &lt;b&gt;Jean Cocteau&lt;/b&gt; podkreślał ten egzystencjalny aspekt bluesa &amp;ndash; a jednocześnie ludzie po prostu się przy tej muzyce bawili.&lt;/p&gt;&lt;p&gt;&lt;b&gt;WA&lt;/b&gt; - Już za moment przedstawimy ten wątek muzyczny.&lt;/p&gt;&lt;p&gt;&lt;b&gt;ST&lt;/b&gt; - Chciałbym tylko zwr&amp;oacute;cić uwagę na jeszcze jeden fakt. Teraz np. pojawiają się jakieś wypowiedzi na temat bardzo popularnej artystki &lt;b&gt;Norah Jones&lt;/b&gt;. M&amp;oacute;wi się, że tam jest jakiś element bluesowy &amp;ndash; ot&amp;oacute;ż niespecjalnie. Nie docenia się faktu czy nie zauważa, celowo pomija, że ona właściwie wychodzi od muzyki country i ten cały klimat, spos&amp;oacute;b śpiewania, to jest trochę ujazzowione country. Bluesa jest tam naprawdę bardzo niewiele, a takiego prawdziwego, kobiecego bluesa posłuchamy tutaj. Zwr&amp;oacute;ćcie, moi drodzy, uwagę na to, jaki rodzaj napięcia wytwarza Janiva i jak potrafi zaśpiewać.&lt;/p&gt;&lt;p&gt;&lt;b&gt;Nagranie: Janiva Magness &lt;/b&gt;&lt;i&gt;&lt;b&gt;Do I Move You? &lt;/b&gt;&lt;/i&gt;&lt;/p&gt;&lt;p&gt;&lt;b&gt;WA&lt;/b&gt; - Sławek Turkowski gościem Jazz Radia, rozmawiamy o bluesie, rozmawiamy o tym, co z tą muzyką się kojarzy, jakie stereotypy, i o tym, co Sławek chciałby przekazać jako propagator i miłośnik tej muzyki. Walczy z tymi stereotypami i w tym naszym dzisiejszym spotkaniu jest mały wycinek, czym może być blues... Cieszy chyba przede wszystkim to, że ten gatunek [blues] jest wciąż żywy, że nie umarł, może dlatego że jest autentyczny i płynie prosto z serca. Nie skończył się tak jak muzyka rockowa na przykład, gdzie wyczerpano pewne patenty, najlepsze riffy już są za nami i gatunek jest jakby zamknięty. A tutaj, wciąż ten blues się rozwija i to jest niesamowite. Przez tyle lat... I r&amp;oacute;wnież inspiruje inne gatunki, co jest osobnym, bardzo szerokim tematem.&lt;/p&gt;&lt;p&gt;&lt;b&gt;ST&lt;/b&gt; - Właśnie, teraz zaprezentujemy artystę &amp;ndash; skoro już wspomniałeś o inspiracjach &amp;ndash; to będzie prawdziwek bluesowy. Przed chwilą rozmawiałem ze słuchaczem, kt&amp;oacute;ry cieszył się, że wspomniałem o Burnside&amp;rsquo;dzie, ale dziś Burnside będzie bardzo nietypowy, prowokujący. Natomiast teraz usłyszymy &lt;b&gt;CeDella Davisa&lt;/b&gt;. CeDell Davis, kt&amp;oacute;ry jest takim autentykiem bluesowym, gra na akustycznej gitarze techniką slide, ale nie używa owego profesjonalnego slide&amp;rsquo;u, czy to metalowego, czy szklanego, przesuwając go po strunach, tylko noża. I co jest u niego ważne: wymyka się takim typowym ustawieniom strun, dźwięk&amp;oacute;w, w związku z tym gra zupełnie swoje nuty, kt&amp;oacute;re oczywiście fachowcy mogą uznać nawet za fałszowanie, ale CeDell jest w tym bardzo autentyczny i jego koncerty przychodzą oglądać wielcy muzycy. To też jest problem, może w Europie, że jazzmani niechętnie odnoszą się do bluesa, natomiast w Stanach powiedzenie, że nie szanuje się bluesa albo kompletnie go nie zna, jest w jakiś spos&amp;oacute;b kompromitujące. Do CeDella Davisa, na jego koncerty chodzą tacy artyści jak np. &lt;b&gt;Bill Laswell&lt;/b&gt; albo &lt;b&gt;Diamanda Galas&lt;/b&gt;, czyli awangarda. Jamował z nim &lt;b&gt;Ornette Coleman&lt;/b&gt;! I generalnie jeżeli spojrzymy na tego autentycznego, prawdziwego bluesa, to jego związki z jazzem są silniejsze niż się wydaje: on jest spontaniczny, nie zna żadnych norm, nie musi ich znać &amp;ndash; nie musi się trzymać harmonii, nie musi się trzymać za każdym razem, kiedy mamy chorus, owych dwunastu, ośmiu czy iluś tam takt&amp;oacute;w. Raz sobie gra tak, raz tak, czasami potrafi sobie nie dograć taktu, więc jest swoboda, kt&amp;oacute;rą&amp;nbsp; &amp;ndash; paradoksalnie &amp;ndash; jazz osiągnął dopiero gdzieś w latach 60., za czas&amp;oacute;w free jazzu.&lt;/p&gt;&lt;p&gt;&lt;b&gt;WA&lt;/b&gt; - Ale z drugiej strony nas fascynują tacy artyści, prawda? Kt&amp;oacute;rzy nie bardzo wiedzą, co grają, nie potrafią tego opisać, spisać i nazwać, ale to fascynuje, jest tak autentyczne, wynika z wnętrza i to co m&amp;oacute;wiłeś, jakieś indywidualne strojenie gitary, indywidualna technika wydobywania dźwięk&amp;oacute;w. To fascynuje w dzisiejszych czasach, kiedy wszystko jest takie, wiesz, przez belfry (?) czy inne college, tak &amp;ndash; r&amp;oacute;wnież klasy bluesowe &amp;ndash; usystematyzowane i tak wszystko jest już nazwane, to tacy artyści jak z kosmosu gdzieś się uchowali.&lt;/p&gt;&lt;p&gt;&lt;b&gt;ST&lt;/b&gt; - Tak. Jakiś fachowiec stwierdził, że po prostu CeDell Davis, jak wielu tzw. wiejskich artyst&amp;oacute;w (po angielsku  country blues i czasami, śmieszna rzecz, niekt&amp;oacute;rzy tłumaczą to jako połączenie bluesa z muzyką country, co zupełnie mija się z prawdą), ma po prostu nienastrojoną gitarę, więc użył tunera i nastroił ją bardzo precyzyjnie. CeDell wziął tę gitarę, n&amp;oacute;ż i grał cały czas to samo, grał jakby nie było owego nastrojenia i miał swoje nuty. Nie ustawiał noża na wysokości progu, tylko przesuwał tam, gdzie miał ochotę, ustawiał n&amp;oacute;ż pod pewnym kątem, więc owe harmonie były już zupełnie &amp;bdquo;porąbane&amp;rdquo;. Posłuchajmy może.&lt;/p&gt;&lt;p&gt;&lt;b&gt;WA&lt;/b&gt; - Kt&amp;oacute;ry numer proponujesz?&lt;/p&gt;&lt;p&gt;&lt;b&gt;ST&lt;/b&gt; - Wiesz co, właściwie wszystko jedno, ale może żeby to było strawniejsze dla słuchaczy niewprawnych w takich dźwiękach, to drugi. Tam jeszcze jest perkusja, więc on jest lżejszy.&lt;/p&gt;&lt;p&gt;&lt;b&gt;WA&lt;/b&gt; - A wiec &lt;i&gt;Chicken Hawk&lt;/i&gt; z albumu CeDella Davisa.&lt;br&gt;&lt;br /&gt;&lt;br&gt;&lt;br /&gt;&lt;b&gt;Nagranie: CeDella Davis &lt;/b&gt;&lt;i&gt;&lt;b&gt;Chicken Hawk&lt;/b&gt;&lt;/i&gt;&lt;/p&gt;&lt;p&gt;&lt;b&gt;ST&lt;/b&gt; - Poprzednio słuchaliśmy CeDella Davisa, materiał z płyty &lt;i&gt;The Horror Of It All&lt;/i&gt; wydawnictwa Fat Possum, z kt&amp;oacute;rego to wydawnictwa posłuchamy następnego wykonawcy, ale ponieważ tak się rozgadaliśmy, to może zapomnimy o czymś ważnym. 16 września obchodzimy Dzień Bluesa i to nie będą tylko rzeczy, kt&amp;oacute;re dzieją się na antenie Jazz Radia i innych antenach, ale też koncerty. W Warszawie oczywiście zapraszamy do Tygmontu. [&amp;hellip;]&lt;/p&gt;&lt;p&gt;&lt;b&gt;WA&lt;/b&gt; - &lt;b&gt;B.B. King&lt;/b&gt; jako patron tej imprezy. Czy postrzegasz go jako największego przedstawiciela tego gatunku, czy może jednego z pięciu największych? Czy w og&amp;oacute;le można powiedzieć o największym bluesmanie naszych czas&amp;oacute;w?&lt;/p&gt;&lt;p&gt;&lt;b&gt;ST&lt;/b&gt; - To oczywiście jest szalenie trudne, bo ważnych artyst&amp;oacute;w jest wielu, tym bardziej że reprezentują troszeczkę odmienne style. Ciężko por&amp;oacute;wnywać, ciężko m&amp;oacute;wić, że na przykład CeDell Davis jest w jakiś spos&amp;oacute;b gorszy od B.B. Kinga &amp;ndash; to są kompletnie inne kategorie. Niewątpliwie jako popularyzator gatunku B.B. King jest ambasadorem bluesa, ale jest ważny r&amp;oacute;wnież jako artysta, kt&amp;oacute;ry rozwinął styl gitarowy. To człowiek, kt&amp;oacute;ry pochodzi z Mississippi, połączył tradycję T-Bone Walkera z tradycją bardziej szorstką, tą rdzenną, korzenną z Mississippi. No i wyszedł mu styl gitarowy, kt&amp;oacute;ry mn&amp;oacute;stwo innych artyst&amp;oacute;w p&amp;oacute;źniej kopiowało. &lt;br&gt;&lt;br /&gt;A teraz przejdziemy do następnego artysty. Ponieważ niedługo będziemy kończyć, to pora się zastanowić nad tym, jak wygląda wsp&amp;oacute;łczesny blues, albo jak może wyglądać za czas jakiś. Paradoksalnie to będzie materiał z 1998 roku, czyli jeszcze ubiegły wiek...&lt;/p&gt;&lt;p&gt;&lt;b&gt;WA&lt;/b&gt; - Prognozujesz w tym momencie stylistyczne [zmiany] na najbliższe lata, tak?&lt;/p&gt;&lt;p&gt;&lt;b&gt;ST&lt;/b&gt; - Bardziej zastanawiam się, czy to będzie... czy coś z tego wyniknie, bo jak sam wiesz wielu ceni w bluesie ową naturalność. Cały czas mamy, przy tym natłoku elektroniki, żywe instrumenty. Tu jest coś przeciwnego, to może być dla niekt&amp;oacute;rych szokujące. Temat &lt;i&gt;Rollin' and Tumblin'&lt;/i&gt; wykonywał &lt;b&gt;Muddy Waters&lt;/b&gt;, wykonywał &lt;b&gt;Elmore James&lt;/b&gt;, wielu, wielu klasyk&amp;oacute;w. To jest standard. Clapton oczywiście też. Tutaj jest on zremiksowany i do tego na początku wrzucono bardzo agresywny, elektroniczny beat. A mimo to uważam, że ten rdzeń bluesowy tutaj pozostaje. To znaczy, pozostaje &amp;oacute;w charakterystyczny groove, kiedy ten beat połączy się z pulsacją gitary Burnside&amp;rsquo;a.&lt;/p&gt;&lt;p&gt;&lt;b&gt;WA&lt;/b&gt; - A zatem posłuchajmy, jak Sławek Turkowski prognozuje rozw&amp;oacute;j bluesa na najbliższe lata (śmiech).&lt;/p&gt;&lt;p&gt;&lt;b&gt;Nagranie: R.L. Burnside &lt;/b&gt;&lt;i&gt;&lt;b&gt;Rollin' &amp;amp; Tumblin'&lt;/b&gt;&lt;/i&gt;&lt;/p&gt;&lt;p&gt;&lt;b&gt;WA&lt;/b&gt; - A więc powoli niestety kończymy spotkanie z bluesem. Zasłuchaliśmy się w tym nagraniu z beatem i z tymi brudnymi gitarami. No, bardzo wiele, bardzo wiele odmian. Naprawdę w kr&amp;oacute;tkim wejściu ciężko przedstawić. Ale w każdy poniedziałek o 20:00 Feelin' The Blues. Sławek Turkowski regularnie co tydzień przedstawia wam r&amp;oacute;żne odmiany bluesa. Przer&amp;oacute;żne, bo naprawdę Sławek stara się bardzo szeroko nieindywidualnie prezentować tę muzykę. Bo chyba nie masz jakiegoś ulubionego odłamu, kt&amp;oacute;remu jesteś wierny, a innych nie uznajesz. Starasz się zawsze coś odnaleźć, spojrzeć szerzej.&lt;/p&gt;&lt;p&gt;&lt;b&gt;ST&lt;/b&gt; - Wiesz co, i tak, i nie. Na pewno [nieco faworyzuję] taki nurt, kt&amp;oacute;rego tutaj troszeczkę słuchaliśmy &amp;ndash; doskonałym reprezentantem jest wytw&amp;oacute;rnia Fat Possum (a właściwie już była, bo teraz są mniej aktywni) tam są takie rdzenne klimaty. To lubię, to jest pociągające. Pociągająca jest też odmiana bluesa, kt&amp;oacute;ra jakoś tam miesza się z jazzową elegancją, finezją, rozbujaniem. Ale oczywiście staram się grać r&amp;oacute;żną muzykę. Moi słuchacze pewnie zauważyli, że unikam właściwie rockowych brzmień. Nie lubię rocka i trochę żartowałeś, że prorokuję przyszłość bluesa &amp;ndash; to [czego poprzednio słuchaliśmy] moim zdaniem zawsze będzie taką ciekawostką, eksperymentem, chociaż kto wie, może proporcje się zmienią. Niestety moja wizja jest pesymistyczna, obawiam się, że blues będzie coraz bardziej wciągany w ową rockową albo nawet hard-rockową stylistykę i zostanie tylko taką formułką techniczną. Będziemy słyszeć dużo ciężkich, ostrych gitar, dużo wirtuozerii, z kt&amp;oacute;rej, moim zdaniem, wiele nie wynika. Jakby dla przeciwwagi chciałbym wam zaprezentować nagranie mojego innego ulubieńca &amp;ndash; &lt;b&gt;Harrego Manxa&lt;/b&gt;. To też jest trochę &amp;bdquo;multi-kulti&amp;rdquo;, to też jest coś, w czym widzę otwartość bluesa, czyli sięganie do r&amp;oacute;żnych kultur muzycznych. Ot&amp;oacute;ż Harry Manx uczył się u mistrza hinduskiego instrumentu mohan veena i bardzo ciekawie łączy bluesa akustycznego (on sam gra na gitarze slide, lap steel czy na owej mohan veenie). Ciekawe jest, że to będzie standard bluesowy, kt&amp;oacute;ry pochodzi gdzieś z lat 20.-30., potem zelektryfikowany, grany przez &lt;b&gt;Howlin' Wolfa&lt;/b&gt; i wielu, wielu innych.&lt;/p&gt;&lt;p&gt;&lt;b&gt;WA&lt;/b&gt; - Przypomnijmy jeszcze, że pojawisz sie jeszcze w studiu Jazz Radia o godzinie 10:00 rano.&lt;/p&gt;&lt;p&gt;&lt;b&gt;ST&lt;/b&gt; - Będę grał dużo znanych rzeczy, to też jest inna godzina, będą ciekawostki. Mam nadzieję, że uda mi się zaciągnąć do studia &lt;b&gt;Piotrka Łukasiewicza&lt;/b&gt;, kt&amp;oacute;ry r&amp;oacute;wnież ma wiele do powiedzenia na temat bluesa.&lt;/p&gt;&lt;p&gt;&lt;b&gt;WA&lt;/b&gt; - A zatem zapraszamy w najbliższą niedzielę. Sławek Turkowski pojawi się w studiu o godzinie 10:00.&lt;/p&gt;&lt;p&gt;&lt;b&gt;ST&lt;/b&gt; - Dziękuję serdecznie za uwagę i skoro o audycjach jeszcze mowa, to bardzo polecam audycje pana &lt;b&gt;Wojtka Karolaka&lt;/b&gt;, bo w nich jest r&amp;oacute;wnież olbrzymia dawka bluesa, nawet jeśli jest jazzowa.&lt;/p&gt;&lt;p&gt;&lt;b&gt;WA&lt;/b&gt; - Dziękuję bardzo i na zakończenie jeszcze jedna propozycja z płytoteki Sławka Turkowskiego.&lt;/p&gt;&lt;p&gt;&lt;b&gt;Nagranie: Harry Manx &lt;/b&gt;&lt;i&gt;&lt;b&gt;I'm Sitting On Top Of The World&lt;/b&gt;&lt;/i&gt;&lt;/p&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/4052272684150513541-5640148381949052831?l=feelin-the-blues.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://feelin-the-blues.blogspot.com/feeds/5640148381949052831/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://feelin-the-blues.blogspot.com/2009/01/na-prosbe-antka-kurka-zamieszczam-w-tym.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/4052272684150513541/posts/default/5640148381949052831'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/4052272684150513541/posts/default/5640148381949052831'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://feelin-the-blues.blogspot.com/2009/01/na-prosbe-antka-kurka-zamieszczam-w-tym.html' title=''/><author><name>feelintheblues</name><uri>http://www.blogger.com/profile/07889035690671128074</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='30' height='32' src='http://2.bp.blogspot.com/_sXtXE3Y_vPM/Sydkxg0CzZI/AAAAAAAAASU/8PxgAmEFtrQ/S220/1579460641482be7a84b698.jpg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-4052272684150513541.post-3434057630555910270</id><published>2008-06-29T07:46:00.000+02:00</published><updated>2009-12-04T14:01:55.729+01:00</updated><title type='text'>Bez tytułu - fragmenty 2</title><content type='html'>&lt;p style="text-align: left;"&gt;Przyjście na świat dziecka dość gruntownie zmienia perspektywę życiową. Zmienia też nawyki, a nawet potrzeby. Muszę kontrolować poziom głośności muzyki, a jednocześnie nie chcę izolować Stasia od dźwięk&amp;oacute;w, kt&amp;oacute;re nas otaczają na co dzień. Nie zmienię nagle swych upodobań.&lt;/p&gt;&lt;center&gt;*&lt;/center&gt;&lt;br /&gt;&lt;img alt="" src="http://www.bbc.co.uk/music/jazz/release/images/jp_cassandra_loverly_140.jpg" align="left"&gt;&lt;b&gt; Cassandra Wilson&lt;/b&gt; &amp;ndash; fascynujący, przesycony erotyzmem i pełen zadumy głos. Jest niesamowita! A poza tym &amp;ndash; sięga na każdej płycie po bluesa. Tu pojawia się doskonale przearanżowany &lt;b&gt;&lt;i&gt;Dust My Broom&lt;/i&gt;&lt;/b&gt;, obrany nawet z tego osławionego riffu slidem na dwunastym progu, trudno go rozpoznać. Jest też oryginalnie-nie-blues &lt;b&gt;&lt;i&gt;St. James Infirmary &lt;/i&gt;&lt;/b&gt;w wersji&amp;hellip; funky. Rarytas! Gdybym miał więcej czasu&amp;hellip; Trudno teraz wgryźć mi się na spokojnie w płyty. Nie lubię słuchawek.&lt;/p&gt;&lt;center&gt;*&lt;/center&gt;&lt;br /&gt;&lt;b&gt; Kelly Joe Phelps&lt;/b&gt; i &lt;b&gt;Harry Manx&lt;/b&gt;, wesp&amp;oacute;ł z &lt;b&gt;Cassandrą&lt;/b&gt; jako kołysanki dla noworodka? Dlaczego nie. Błoga, kojąca muzyka, dojrzała, uduchowiona, często aksamitna brzmieniowo. Mająca coś z medytacyjności, ale i transowości. Niebiańsko intymna.&lt;/p&gt;&lt;br /&gt;&lt;p&gt;Fora internetowe to czysta rozrywka. Przestałem wierzyć, że można i warto cokolwiek przekazywać z ich pomocą (poza czystą informacją). Ludzie tego nie oczekują. Chcą pogadać, a jeśli rozmowa nie wydaje im się interesująca, nie włączą się. Jedyna forma intensywniejszej dyskusji to kontrowersja i swoisty radykalizm. Nie mam na to ochoty. Nie warto. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;img alt="" src="http://ecx.images-amazon.com/images/I/51Gr%2BTBhmKL._SL500_SS130_.jpg" align="right"&gt; Wiedzy szuka się z pomocą Google, a nie zadaje pytania na forum. O muzyce się nie rozmawia, bo &amp;bdquo;to jak tańczyć architekturę&amp;rdquo;. Rozmawia się o sobie. Można też ponarzekać, zresztą można wszystko. :)&lt;/p&gt;&lt;center&gt;*&lt;/center&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;b&gt;&amp;nbsp;Anthony Gomes&lt;/b&gt; &amp;ndash; &lt;i&gt;&lt;b&gt;Live&lt;/b&gt;&lt;/i&gt;. Masakra! Przy nim Bonamassa jest subtelny jak Charles Brown i bluesowy jak Muddy Waters. Gomes jęczy, onanizuje się gitarowym szaleństwem, pastwi się nad gitarą, gra ciężko, hałaśliwie, z metalową wirtuozerią, traktuje bluesa jako formalny punkt odniesienia. Nie da się tego słuchać w dłuższych fragmentach. Rzeźnia. Uprzedzam!&lt;/p&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/4052272684150513541-3434057630555910270?l=feelin-the-blues.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://feelin-the-blues.blogspot.com/feeds/3434057630555910270/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://feelin-the-blues.blogspot.com/2009/11/bez-tytuu-fragmenty-2.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/4052272684150513541/posts/default/3434057630555910270'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/4052272684150513541/posts/default/3434057630555910270'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://feelin-the-blues.blogspot.com/2009/11/bez-tytuu-fragmenty-2.html' title='Bez tytułu - fragmenty 2'/><author><name>feelintheblues</name><uri>http://www.blogger.com/profile/07889035690671128074</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='30' height='32' src='http://2.bp.blogspot.com/_sXtXE3Y_vPM/Sydkxg0CzZI/AAAAAAAAASU/8PxgAmEFtrQ/S220/1579460641482be7a84b698.jpg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-4052272684150513541.post-8555058584350797129</id><published>2008-06-15T22:51:00.000+02:00</published><updated>2009-12-04T14:03:09.834+01:00</updated><title type='text'>Moreland &amp; Abruckle - korzennie i pieprznie</title><content type='html'>&lt;p&gt;No, no, no&amp;hellip; Nie spodziewałem się, że ten album tak często będzie w moich uszach. Ta tr&amp;oacute;jka chłopak&amp;oacute;w naprawdę jest niesamowita.&lt;/p&gt;&lt;p class="MsoNormal"&gt;&lt;img alt="" src="http://estrona.net/wgears//files/ftb/Image/images_Moreland&amp;amp;ArbuckleCol02%28PC-GavinPeters%29.jpg" width="300" align="right" height="450"&gt;Ale może najpierw nawiążę do tytułu płyty. &lt;b&gt;&lt;i&gt;1861&lt;/i&gt;&lt;/b&gt; &amp;ndash; rok powstania stanu Kansas, rodzinnego stanu &lt;b&gt;Morelanda&lt;/b&gt; i &lt;b&gt;Arbuckle&amp;rsquo;a&lt;/b&gt;. Temuż Kansas dedykowany jest album. Dziwny przedmiot adoracji. Kansas leży w sercu Ameryki, jest symbolem przeciętności, miejscem, w kt&amp;oacute;rym nic się nie dzieje, nie ma co oglądać, kompletnie nieatrakcyjnym turystycznie. Pełni też rolę barometru nastroj&amp;oacute;w w USA, dlatego to tu wyniki prawybor&amp;oacute;w są tak znaczące. Kansas to r&amp;oacute;wnież miejsce spektakularnych sukces&amp;oacute;w i skandali gospodarczej ery neoliberalnej lat 90. &amp;ndash; to tu zdarzały się niesamowite fuzje windujące średniej wielkości firmy na szczyt, by z hukiem ogłosić ich bankructwo. Tu r&amp;oacute;wnież rozwarstwienie społeczne daje mocno o sobie znać, tu najczęściej do głosu dochodzą politycy o radykalnych poglądach, dziwacy, populiści, tu właśnie wbrew pozorom może kwitnąć blues. Jeżeli zatem jakiś stan zasługuje na to, by dedykować mu album, to jest nim Kansas.&lt;/p&gt;&lt;p class="MsoNormal"&gt;Wr&amp;oacute;ćmy do muzyki. Zesp&amp;oacute;ł tworzą: &lt;b&gt;Aaron Moreland&lt;/b&gt; &amp;ndash; gitary, &lt;b&gt;Dustin Arbuckle&lt;/b&gt; &amp;ndash; śpiew, harmonijka, i &lt;b&gt;Brad Horner&lt;/b&gt; &amp;ndash; perkusja. Aj, nie mogę się powstrzymać. Chłopaki jadą! Jadą! Płyta przyrządzona jak lubię &amp;ndash; dość ostro, ale też soczyście i diablo korzennie. Aaron zaczynał od kapel typu Led Zep, ale potem przyszło oświecenie &amp;ndash; Son House. Od tego momentu docenił surową moc bluesa. Tw&amp;oacute;rczość tych pan&amp;oacute;w r&amp;oacute;wnież tchnie autentyzmem, szczerością i radością grania &amp;ndash; weźmy na przykład &lt;i&gt;&lt;b&gt;Gonna Send You Back to Georgia&lt;/b&gt;&lt;/i&gt; autorstwa mistrza radosnego grania Hound Dog Taylora. A propos &amp;ndash; oni także nie używają basu (na og&amp;oacute;ł), choć Aaron korzysta z czterostrunowej gitary zrobionej z pudła po cygarach, jak za dawnych lat&amp;nbsp;&lt;img alt="" src="/wgears//lib/FCKEditor/editor/images/smiley/msn/wink_smile.gif"&gt; . Muza jest tym bardziej siarczysta. Dustin na harmonijce też gra fantastycznie, nie posuwa się do udawanej rootsowej koślawości, ale i nie ma pretensji do wirtuozerii, za to fenomenalnie wpisuje się w groove elektrycznych numer&amp;oacute;w. Ach, ten pierwszy blues &amp;ndash; ściana kontrolowanego brudu. Myślę sobie, że to jest płyta na miarę Watermelona Slima. No i co &amp;ndash; też wydawnictwo &lt;b&gt;Northern Blues&lt;/b&gt;. Skurczybyk &amp;ndash; &lt;b&gt;Fred Litwin&lt;/b&gt;.&lt;/p&gt;&lt;p class="MsoNormal"&gt;&lt;img alt="" src="http://estrona.net/wgears//files/ftb/Image/moreland_arbuckle_1861.jpg" width="160" align="left" height="147"&gt;Dustin r&amp;oacute;wnież rasowo śpiewa, co ważne &amp;ndash; nie udaje czarnego, więc jego głos ma coś z folku, nieco przypomina Davisa Coena, lecz czasem jest tu nutka rozpaczy jak u&amp;hellip; Curta Cobaina. &lt;b&gt;&lt;i&gt;Fishing Hole&lt;/i&gt;&lt;/b&gt; &amp;ndash; pierwsze nutki i wiem &amp;ndash; niemal Junior Kimbrough jako żywy. Żeby mnie rozłożyć na łopatki chłopaki grają r&amp;oacute;wnie perfekcyjnie numer Burnside&amp;rsquo;a &lt;b&gt;&lt;i&gt;See My Jumper Hangin&amp;rsquo; Out On The Line&lt;/i&gt;&lt;/b&gt;. Zważywszy, że nie mieli nic wsp&amp;oacute;lnego z Mississippi Hill Country &amp;ndash; podziwiam. Na tej pulsacji łatwo się wyłożyć &amp;ndash; posłuchajcie choćby Elama McKnighta (i nie szukajcie na polskim podw&amp;oacute;rku), ale M &amp;amp; A czują ten trans doskonale. Piątka.&lt;/p&gt;&lt;p class="MsoNormal"&gt;Są tu r&amp;oacute;wnież tematy grane akustycznie, jak &lt;b&gt;&lt;i&gt;Tell Me Why&lt;/i&gt;&lt;/b&gt;, zadumany &lt;i&gt;&lt;b&gt;Teasin&amp;rsquo; Doney&lt;/b&gt;&lt;/i&gt;, czy nieco mroczny &lt;b&gt;&lt;i&gt;Wrong I Do&lt;/i&gt;&lt;/b&gt; &amp;ndash; natchnione nuty. Jest też granie niemal jambandowe &amp;ndash; na przykład taki &lt;b&gt;&lt;i&gt;Diamond Ring&lt;/i&gt;&lt;/b&gt; ze skwierczącym hammondem. Grający gościnnie &lt;b&gt;Chris Wiser&lt;/b&gt; ma tu swoje 6 minut &amp;ndash; &lt;i&gt;&lt;b&gt;Wiser Jam&lt;/b&gt;&lt;/i&gt; &amp;ndash; og&amp;oacute;lnie najsłabszy moment płyty, trochę wypełniacz. Jest też oryginalna perełka. Właściwie to country, ale podane w taki zakręcony spos&amp;oacute;b, jak potrafi podać Preacher Boy, Frank Morey i Tom Waits &amp;ndash; ja zaś uwielbiam takie klimaty &amp;ndash; &lt;b&gt;&lt;i&gt;The Legend &lt;/i&gt;&lt;/b&gt;&amp;ndash; opowieść o samym sobie... Jeszcze raz poproszę.&lt;/p&gt;&lt;p class="MsoNormal"&gt;Czy to będzie płyta roku? Nieważne, ale wątpię, bym do końca grudnia posłuchał pięciu lepszych bluesowych album&amp;oacute;w.&lt;/p&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/4052272684150513541-8555058584350797129?l=feelin-the-blues.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://feelin-the-blues.blogspot.com/feeds/8555058584350797129/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://feelin-the-blues.blogspot.com/2008/06/no-no-no-nie-spodziewaem-sie-ze-ten.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/4052272684150513541/posts/default/8555058584350797129'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/4052272684150513541/posts/default/8555058584350797129'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://feelin-the-blues.blogspot.com/2008/06/no-no-no-nie-spodziewaem-sie-ze-ten.html' title='Moreland &amp; Abruckle - korzennie i pieprznie'/><author><name>feelintheblues</name><uri>http://www.blogger.com/profile/07889035690671128074</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='30' height='32' src='http://2.bp.blogspot.com/_sXtXE3Y_vPM/Sydkxg0CzZI/AAAAAAAAASU/8PxgAmEFtrQ/S220/1579460641482be7a84b698.jpg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-4052272684150513541.post-5505608517424091401</id><published>2008-06-10T05:00:00.000+02:00</published><updated>2009-12-04T14:08:24.526+01:00</updated><title type='text'>Bez tytułu - fragmenty</title><content type='html'>&lt;p&gt;Prowadzę samoch&amp;oacute;d, nagle ktoś trąbi, potem następny &amp;ndash; nie wiem, co się dzieje &amp;ndash; to kibice tak manifestują swą radość, bo za kilka minut rozpocznie się mecz. Oszołomstwo. A jednak można pomarzyć. To samo przyszło do głowy Mariuszowi Bogdanowiczowi: czemu nie ma zwyczaju tak intensywnego kibicowania muzyce! Czemu tak niemrawo zagrzewamy naszych artyst&amp;oacute;w do&amp;hellip; no właśnie, do czego? Bo w muzyce nie ma rywalizacji...&lt;br&gt;&lt;br /&gt;A ja żałuję jeszcze jednego. Kibice znają składy swych ulubionych drużyn na pamięć, zapamiętują, nawet najtrudniej wymawialne nazwy, dyskutują gorąco na temat klasy tego, nijakości tamtego, strategii, taktyki. Czemu nie ma tak gorących rozm&amp;oacute;w na temat muzyki, czemu bluesowi kibice mają tak mało pasji wnikania w muzykę, czemu nie interesują ich składy obcych drużyn, nawet swoich?&lt;/p&gt;&lt;p&gt;&amp;nbsp;&lt;/p&gt;&lt;p style="text-align: center;"&gt;&lt;span style="font-size: larger;"&gt;&lt;b&gt;* &amp;nbsp; &amp;nbsp; &amp;nbsp;&amp;nbsp; *&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp; *&lt;/b&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;&lt;p&gt;&amp;nbsp;&lt;/p&gt;&lt;p style="text-align: left;"&gt;&lt;b&gt;&lt;/b&gt;&lt;br&gt;&lt;br /&gt;Piłka nożna. Na czas turnieju kultura zdycha: odwołuje się koncerty, muzycy są bezrobotni (zawsze mogą sprzedawać chorągiewki), w pubach wystarczy telewizor i szalik. Potem kibole rozłażą się po osiedlach i drą do rana: &lt;i&gt;Nic się nie stało&amp;hellip;&lt;/i&gt; Browary wydają na to miliony. Nie mają kilkuset złotych na sponsoring koncertu. Gdzie tu jest kultura? Czysty biznes.&lt;/p&gt;&lt;p style="text-align: left;"&gt;&amp;nbsp;&lt;/p&gt;&lt;p style="text-align: center;"&gt;&lt;span style="font-size: larger;"&gt;&lt;b&gt;* &amp;nbsp; &amp;nbsp; &amp;nbsp;&amp;nbsp; *&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp; *&lt;/b&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;&lt;p style="text-align: center;"&gt;&lt;span style="font-size: larger;"&gt;&lt;b&gt;&lt;/b&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;&lt;p style="text-align: center;"&gt;&lt;span style="font-size: larger;"&gt;&lt;b&gt;&lt;/b&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;&lt;p&gt;&amp;nbsp;&lt;/p&gt;&lt;p style="text-align: left;"&gt;W Polsce brakuje debaty na temat bluesa. kiedyś pr&amp;oacute;bował rozkręcić ją Marek Jakubowski, acz wyszło jak wyszło. Nie ma ludzi, kt&amp;oacute;rym by się chciało, a nawet gdyby byli, &amp;bdquo;mądrzejsi&amp;rdquo; zaraz ich zakrzyczą.&lt;/p&gt;&lt;p style="text-align: left;"&gt;&amp;nbsp;&lt;/p&gt;&lt;p style="text-align: center;"&gt;&lt;span style="font-size: larger;"&gt;&lt;b&gt;* &amp;nbsp; &amp;nbsp; &amp;nbsp;&amp;nbsp; *&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp; *&lt;/b&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;&lt;p&gt;&amp;nbsp;&lt;/p&gt;&lt;p style="text-align: center;"&gt;&lt;span style="font-size: larger;"&gt;&lt;b&gt;&lt;/b&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;&lt;p&gt;&amp;nbsp;&lt;/p&gt;&lt;p style="text-align: left;"&gt;Scrapper Blackwell &amp;ndash; nagrania z początku lat 60. Jego głos zadziwiająco przypomina mi śpiew Sonny Boy'a Williamsona II. Niezwykłe.&lt;/p&gt;&lt;p style="text-align: left;"&gt;&amp;nbsp;&lt;/p&gt;&lt;p style="text-align: center;"&gt;&lt;span style="font-size: larger;"&gt;&lt;b&gt;* &amp;nbsp; &amp;nbsp; &amp;nbsp;&amp;nbsp; *&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp; *&lt;/b&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;&lt;p&gt;&amp;nbsp;&lt;/p&gt;&lt;p&gt;Niekt&amp;oacute;re pojęcia z zakresu politologii mają inne znaczenia w USA i Europie. Nikt nie powiedział, że muszą mieć te same. &amp;bdquo;Blues&amp;rdquo; znaczy coś innego w USA i Europie. Popełniam zatem błąd merytoryczny, usiłując stosować amerykańskie znaczenie do polskich reali&amp;oacute;w. Co zmienia się bardziej &amp;ndash; muzyka czy zakres znaczeniowy terminu?&lt;/p&gt;&lt;p&gt;&amp;nbsp;&lt;/p&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/4052272684150513541-5505608517424091401?l=feelin-the-blues.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://feelin-the-blues.blogspot.com/feeds/5505608517424091401/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://feelin-the-blues.blogspot.com/2008/06/bez-tytuu-fragmenty.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/4052272684150513541/posts/default/5505608517424091401'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/4052272684150513541/posts/default/5505608517424091401'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://feelin-the-blues.blogspot.com/2008/06/bez-tytuu-fragmenty.html' title='Bez tytułu - fragmenty'/><author><name>feelintheblues</name><uri>http://www.blogger.com/profile/07889035690671128074</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='30' height='32' src='http://2.bp.blogspot.com/_sXtXE3Y_vPM/Sydkxg0CzZI/AAAAAAAAASU/8PxgAmEFtrQ/S220/1579460641482be7a84b698.jpg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-4052272684150513541.post-3003072298815043989</id><published>2008-05-21T07:55:00.000+02:00</published><updated>2009-12-04T21:27:01.332+01:00</updated><title type='text'>Godzina z bluesem - pierwsza audycja</title><content type='html'>&lt;p&gt;Ostatnio postanowiłem zrobić nieco porządku w kasetach (MC, takie coś przedpotopowe), właściwie wyrzucić śmieci, lepsze przeznaczyć do recyklingu &amp;ndash; czyli nagrać coś nowego. Jednak nie mogę przecież wywalić pierwszej audycji, dlatego zrzuciłem ją na twardy dysk, a przy okazji posłuchałem&amp;hellip; Błe&amp;hellip; głosowo &amp;ndash; słabizna. Ale muza&amp;hellip;. Hm&amp;hellip; Zamieszczam poniżej playlistę:&lt;/p&gt;&lt;b&gt;Godzina z bluesem - 10 lipca 2000 roku&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;- Ronnie Earl &lt;i&gt;I Want To Shout About It&lt;/i&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;- Magic Slim &lt;i&gt;Down The Road I Go&lt;/i&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;- Albert Collins &lt;i&gt;Tired Man&lt;/i&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;- Guitar Shorty &lt;i&gt;Hard Life&lt;/i&gt; (Topsy Turvy)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;- Magic Sam &lt;i&gt;I Feel So Good&lt;/i&gt; (West Side Soul)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;- Muddy Waters &lt;i&gt;I&amp;rsquo;m You Hoochie Coochie Man&lt;/i&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;- Muddy Waters &lt;i&gt;I&amp;rsquo;m Ready&lt;/i&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;- Lightin&amp;rsquo; Hopkins &lt;i&gt;Mama&amp;rsquo;s Baby Child&lt;/i&gt; (Morning Blues)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;- Lightnin&amp;rsquo; Hopkins &lt;i&gt;Honey Baby &lt;/i&gt;(Morning Blues)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;- Big Joe Williams &lt;i&gt;Down In The Bottom&lt;/i&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;- Big Joe Williams &lt;i&gt;Boogie Woogie All Day Long&lt;/i&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;- R. L. Burnside &lt;i&gt;Shake&amp;rsquo;em On Down&lt;/i&gt; (Too Bad Jim)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;- Rod Piazza &lt;i&gt;No Pretty Presents&lt;/i&gt; (Alphabet Blues)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;- Jesse Fortune &lt;i&gt;Dark Is The Night&lt;/i&gt; (Fortune Tellin&amp;rsquo; Man)&lt;/p&gt;&lt;p&gt;Audycja powstała prawie 8 lat temu. Miała być skr&amp;oacute;tową prezentacją tego, co zamierzałem grać. Ho, ho! Dziś bym się chyba nie odważył dać tyle korzeni w jednej audycji. Obawiałbym się, że dla wielu będzie to niestrawne. W&amp;oacute;wczas miałem okres fascynacji rootsowymi rzeczami. Słuchałem dużo fat possumowego brudu, odkrywałem go. Ale też byłem zakochany w &lt;b&gt;McDowellu &lt;/b&gt;czy &lt;b&gt;Hopkinsie&lt;/b&gt;. &lt;b&gt;Collins&lt;/b&gt;, &lt;b&gt;Earl&lt;/b&gt; i &lt;b&gt;Specter&lt;/b&gt; &amp;ndash; to zawsze! I dziś pewnie takich klimat&amp;oacute;w dałbym więcej. Może jakiś &amp;bdquo;futurystyczny&amp;rdquo; smaczek bym dorzucił. Generalnie jednak aż tak znacząco m&amp;oacute;j gust się nie zmienł. A! Jakiś saksofon musiałby być! &lt;b&gt;Jay McNeely&lt;/b&gt;.&lt;/p&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/4052272684150513541-3003072298815043989?l=feelin-the-blues.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://feelin-the-blues.blogspot.com/feeds/3003072298815043989/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://feelin-the-blues.blogspot.com/2009/05/ostatnio-postanowiem-zrobic-nieco.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/4052272684150513541/posts/default/3003072298815043989'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/4052272684150513541/posts/default/3003072298815043989'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://feelin-the-blues.blogspot.com/2009/05/ostatnio-postanowiem-zrobic-nieco.html' title='Godzina z bluesem - pierwsza audycja'/><author><name>feelintheblues</name><uri>http://www.blogger.com/profile/07889035690671128074</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='30' height='32' src='http://2.bp.blogspot.com/_sXtXE3Y_vPM/Sydkxg0CzZI/AAAAAAAAASU/8PxgAmEFtrQ/S220/1579460641482be7a84b698.jpg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-4052272684150513541.post-2136419196278304148</id><published>2008-05-11T23:00:00.000+02:00</published><updated>2009-12-04T21:35:31.826+01:00</updated><title type='text'>Moja percepcja, moje wspomnienia</title><content type='html'>&lt;p&gt;Zupełnie przypadkiem, po przeczytaniu w Blues Revue notki czytelnika dotyczącej &lt;b&gt;Johna Mayalla&lt;/b&gt;, odpłynąłem myślami w kierunku moich wspomnień. &lt;b&gt;John Mayall&lt;/b&gt;, &lt;b&gt;Eric Clapton&lt;/b&gt;, &lt;b&gt;Peter Green&lt;/b&gt;, &lt;b&gt;ABB&lt;/b&gt;, &lt;b&gt;Canned Heat&lt;/b&gt;, &lt;b&gt;Eric Burdon&lt;/b&gt; to dla pewnego pokolenia &amp;ndash; powiedzmy, pokolenia moich rodzic&amp;oacute;w &amp;ndash; herosi, &lt;i&gt;Clapton is God&lt;/i&gt;, głosił jakiś słynny napis na murze. Mnie oni zupełnie nie elektryzują, niemal ich nie znam. Owszem, słuchałem dawno temu Claptona, ale nie wpadłem na to, by traktować go jako bluesmana. Ze słowem blues kojarzyli mi się, ci, kt&amp;oacute;rych słuchałem w radiu, w audycjach bluesowych - &lt;b&gt;Robert Cray&lt;/b&gt;, &lt;b&gt;Ronnie Earl&lt;/b&gt;, &lt;b&gt;William Clarke&lt;/b&gt;, &lt;b&gt;Duke Robillard&lt;/b&gt;, &lt;b&gt;Stevie Ray Vaughan&lt;/b&gt;, &lt;b&gt;Charlie Musselwhite&lt;/b&gt;, &lt;b&gt;Albert Collins&lt;/b&gt;. &lt;img alt="" src="http://estrona.net/wgears//files/ftb/Image/rearl_160x160.jpg" align="left"&gt;Oni byli grani, bo akurat wydawali płyty dostępne w Polsce (lub ich płyty właśnie zaczęły być dystrybuowane - &lt;b&gt;Alligator&lt;/b&gt;, &lt;b&gt;Black Top&lt;/b&gt;, &lt;b&gt;Blind Pig&lt;/b&gt;).&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Moment, w kt&amp;oacute;rym rozpocząłem przygodę z muzyką, był punktem, gdy to co ważne było już historią, klasyką. Miało też swe wyznaczone miejsce, stanowiło część siatki kulturowej. Zapewne &lt;b&gt;&lt;i&gt;Mały leksykon bluesa&lt;/i&gt;&lt;/b&gt; Marka Jakubowskiego uporządkował mi nieco wiadomości i wzbogacił chaotycznie zdobytą wiedzę. Z mojego punktu widzenia ta sieć była rzucona na mapę Stan&amp;oacute;w Zjednoczonych. Jej charakter był przede wszystkim czasowy, ale też ma pewne gniazda geograficzne &amp;ndash; gniazda wpływ&amp;oacute;w i inspiracji. Jeśli uchwycimy kt&amp;oacute;rąś z nici, umiejętnie lawirując, dotrzemy do innego punktu.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;img alt="" src="http://image.allmusic.com/00/amg/cov200/drd100/d146/d14696d3lh6.jpg" align="right"&gt; Po tej sieci lub drodze pr&amp;oacute;bowałem się poruszać, żeby nie błądzić, starałem się znaleźć punkty węzłowe. Jednym z takich punków był &lt;b&gt;T-Bone Walker&lt;/b&gt;. To nie przypadek, że jego płytę CD kupiłem jako pierwszą. (Kaset w tym czasie miałem już dużo, ale poza &lt;b&gt;Hookerem&lt;/b&gt;, &lt;b&gt;B. B. Kingiem&lt;/b&gt; czy &lt;b&gt;NZB&lt;/b&gt; nagrywałem co się dało z audycji radiowych. Miałem składanki, gdzie był &lt;b&gt;Rod Piazza&lt;/b&gt; a za nim &lt;b&gt;Otis Spann&lt;/b&gt;, &lt;b&gt;Rory Block&lt;/b&gt; i &lt;b&gt;Albert Collins&lt;/b&gt;, &lt;b&gt;Ronnie Earl&lt;/b&gt; i &lt;b&gt;Sonny Terry&lt;/b&gt;, &lt;b&gt;Memphis Slim&lt;/b&gt; z lat 40. i &lt;b&gt;Byther Smith&lt;/b&gt; z lat 90.). To była długo analizowana decyzja. I teraz dajmy na to &amp;ndash; jak się ma Clapton do Walkera z punktu widzenia młodego fana bluesa: obydwaj należą do historii. Jak dla mnie Clapton nie jest bardziej wsp&amp;oacute;łczesny niż Walker czy powiedzmy &lt;b&gt;Buddy Guy&lt;/b&gt;. Jednak ilość nici, kt&amp;oacute;ra odchodzi od Walkera jest niemal nieskończona, a tymczasem Clapton to odprysk, pomyłka ewolucyjna, ewentualnie punkt docelowy. Sp&amp;oacute;jrzmy jeszcze inaczej. &lt;b&gt;Waters&lt;/b&gt; czy Spann, &lt;b&gt;Howlin&amp;rsquo; Wolf &lt;/b&gt;czy Walker tworzyli w latach 40. czy 50., a nawet p&amp;oacute;źniej. Mayall czy Canned Heat to p&amp;oacute;źne lata 60. R&amp;oacute;żnica wynosi zatem 10&amp;ndash;20 lat. 1993 czy 95 od 1968 dzieli 25&amp;ndash;28 lat, czyli więcej niż największa zakreślona r&amp;oacute;żnica między owymi klasykami. Do głowy zatem by mi nie przyszło, by traktować okres Chess Watersa jako staromodny blues, a granie Claptona jako wciąż świeże. Nie miałem i nadal nie mam podstaw, by stawiać Claptona na piedestale.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;W tym samym czasie dogrzebywałem się do nagrań &lt;b&gt;Magic Sama&lt;/b&gt; i słyszałem w radiu Claptona. Czyż muszę tłumaczyć, kto robił na mnie większe wrażenie?..&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;b&gt;Andrzej Jerzyk&lt;/b&gt; słyszy wysoki głos &lt;b&gt;Skipa Jamesa&lt;/b&gt; i m&amp;oacute;wi: &lt;i&gt;Ale najpiękniejszy głos miał &lt;/i&gt;&lt;b&gt;&lt;i&gt;Al Wilson&lt;/i&gt;&lt;/b&gt;. No c&amp;oacute;ż &amp;ndash; te nagrania powstały w odstępie kilku lat. Andrzej słyszał wielokrotnie &amp;oacute;w bielszy odcień bluesa &amp;ndash; Canned Heat &amp;ndash; to część jego skarbca pamięciowego, część jego wrażliwości muzycznej, część młodości. Moja? Skip James, nim go usłyszałem, kojarzył mi się z &lt;b&gt;Kelly Joe Phelpsem&lt;/b&gt;, kt&amp;oacute;ry grał jego numer. Kiedy Skip śpiewa i gra na gitarze akustycznej &amp;ndash; to jest sp&amp;oacute;jne, integralne, harmonijne i przejmujące. Kiedy Wilson przejmuje tę manierę do motorycznego, gęstego, ciężkawego boogie (&lt;b&gt;&lt;i&gt;On the Road Again&lt;/i&gt;&lt;/b&gt;), to to „nie gra”, tam jest zgrzyt percepcyjny.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Kr&amp;oacute;tko m&amp;oacute;wiąc &amp;ndash; nie mam żadnego bagażu wspomnień aktualnych,osobistych, kt&amp;oacute;re wiązałyby się z rockiem, blues-rockiem przełomu lat 60. i 70. M&amp;oacute;j bagaż to lata 90. i revival gitarowych brzmień nawiązujących do zachodniego wybrzeża i Teksasu. Zaś Clapton, Mayall czy Green to historia, na og&amp;oacute;ł niestrawna ze względu na koślawą pracę sekcji, co dobitnie wyraził Otis Grand. Chwała mu za to!&lt;/p&gt;ps. wypowiedź Granda: &lt;br /&gt;&lt;i&gt;&amp;quot;Pomimo tego, że może się to wydawać proste, granie bluesa jest konkretnie ukształtowane, z odpowiednimi miejscami w kt&amp;oacute;rych możesz grać, jak r&amp;oacute;wnież z takimi, w kt&amp;oacute;rych nie można grać. To dlatego kiedy słuchasz czarnego bluesbandu, wszystko brzmi świetnie, bo każdy zna i odwala swoją działkę. Największym problemem angielskich zespoł&amp;oacute;w jest to, że &lt;b&gt;przeciążają beat&lt;/b&gt;. Przeciążają go i &lt;b&gt;nie ma w nim otwartej przestrzeni&lt;/b&gt;. Jakbyś posłuchał Muddy&amp;rsquo;ego Watersa, to wszyscy grają odmienne partie &amp;ndash; oczywiście dopasowane &amp;ndash; każdy uzupełnia każdego.&amp;quot;&lt;/i&gt; - Otis Grand w rozmowie z Jackiem Zaitzem, Twój Blues nr13 (lato 2003), s. 10, podkreślenia moje.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/4052272684150513541-2136419196278304148?l=feelin-the-blues.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://feelin-the-blues.blogspot.com/feeds/2136419196278304148/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://feelin-the-blues.blogspot.com/2009/05/zupenie-przypadkiem-po-przeczytaniu-w.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/4052272684150513541/posts/default/2136419196278304148'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/4052272684150513541/posts/default/2136419196278304148'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://feelin-the-blues.blogspot.com/2009/05/zupenie-przypadkiem-po-przeczytaniu-w.html' title='Moja percepcja, moje wspomnienia'/><author><name>feelintheblues</name><uri>http://www.blogger.com/profile/07889035690671128074</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='30' height='32' src='http://2.bp.blogspot.com/_sXtXE3Y_vPM/Sydkxg0CzZI/AAAAAAAAASU/8PxgAmEFtrQ/S220/1579460641482be7a84b698.jpg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-4052272684150513541.post-5224992289243366781</id><published>2008-04-27T23:03:00.000+02:00</published><updated>2009-12-04T21:45:47.459+01:00</updated><title type='text'>Steve Guyger - Radio blues</title><content type='html'>&lt;p&gt;&lt;i&gt;&lt;b&gt;Steve Guyger&lt;/b&gt; jest prawdziwym mistrzem harmonijki bluesowej. Jednak jego wirtuozeria ma drugorzędne znaczenie wobec jego intencji: przekazać bluesa w niewygładzonej formie &amp;ndash; prosto do Twojego serca.&lt;/i&gt; &amp;ndash; &lt;b&gt;Rick Estrin&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;img alt="" src="http://www.severnrecords.com/images/covers/lg/44%20L.jpg" align="left"&gt; Sądzę, że nie można by tego trafniej wyrazić. Steve Guyger jest niezwykle dojrzałym artystą, jego muzyka pozbawiona jest choćby cienia pirotechniki. Oczywiście odebrał świetną lekcję u mistrz&amp;oacute;w &amp;ndash; Hortona, Little Waltera czy Williamsona II. To czego najlepiej się od nich nauczył to naturalność i stuprocentowo bluesowy feeling. Guyger to kolejny doskonały przykład, że podział na czarnego i białego bluesa jest przestarzały, że to tylko kwestia osobowości, muzykalności, wrażliwości, a nie koloru sk&amp;oacute;ry.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Cool &amp;ndash; świetne słowo, pasujące idealnie do Steve&amp;rsquo;a. &lt;i&gt;Cool in the Evening&lt;/i&gt;, rasowy chicagowski blues, niespiesznie podany, można się nim delektować niczym klasycznym daniem w zaufanej restauracyjce. Głos Steve&amp;rsquo;a to r&amp;oacute;wnież perła. Dość niski, nieco przypominający Charliego Musselwhite&amp;rsquo;a, a czasem bardziej luizjański, zamszony jak głos Kennego Neala czy Taba Benoit.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Może tak dobrze odbieram dziś &lt;b&gt;&lt;i&gt;Radio Blues&lt;/i&gt;&lt;/b&gt;, bo pogoda iście sielankowa, więc i serce na wskroś otwarte na muzykę? Nie, raczej nie, bo podobne wrażenia miałem słuchając płyty &lt;i&gt;Last Train to Dover&lt;/i&gt;. Zresztą nastawcie ucho na sekcję, solist&amp;oacute;w czujnych jak łasica i dyskretnych jak starsza siostra. &lt;b&gt;Bill Heid&lt;/b&gt; z choinki się też nie urwał, to wytrawny sideman, r&amp;oacute;wnież solista jazzowy. &lt;b&gt;Steve Gomes&lt;/b&gt; i &lt;b&gt;Bobb Stupka&lt;/b&gt; rozumieją się bez sł&amp;oacute;w. Grali razem na setkach płyt. To giganci! Jest jeszcze wyjątkowo powściągliwy &lt;b&gt;Johnny Moeller&lt;/b&gt;, zdecydowanie niedoceniony gitarzysta.&lt;/p&gt;&lt;p&gt;Nie będę się rozpisywał, bo kto by to czytał&amp;hellip; Zatem w kilku słowach. Guyger gra często w chicagowskiej tradycji, jak &lt;i&gt;Lookie Here&lt;/i&gt; czy &lt;i&gt;Blues Won&amp;rsquo;t Let Me Be&lt;/i&gt;, ale chętnie korzysta z harmonijki chromatycznej. Opr&amp;oacute;cz głębokich spokojnych blues&amp;oacute;w są tu przyjemne melodyjne miniaturki &amp;ndash; &lt;i&gt;Little Rita&lt;/i&gt; czy skoczna wersja &lt;i&gt;Honeydripper&lt;/i&gt; Joe Ligginsa. Nie można pominąć milczeniem &lt;i&gt;Oh Red&lt;/i&gt;, kt&amp;oacute;ry buja jak mamba, i melodyjnego &lt;i&gt;I Can See by Yours Eyes&lt;/i&gt;. Bardzo lubię r&amp;oacute;wnież korzenne instrumentale, zagrane tylko z perkusją &amp;ndash; &lt;i&gt;Afghan Rumble&lt;/i&gt; i &lt;i&gt;Hey Little Baby&lt;/i&gt;.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Jeszcze jedna rzecz. Płyta jest moim ideałem, jeśli chodzi o brzmienie, produkcję &amp;ndash; &lt;b&gt;David Earl&lt;/b&gt;. Jest dość miękko, ale nie słodko, naturalnie i gdy trzeba szorstko. Scena umiarkowana, nic się nie dusi, gitara jest tylko ciut wycofana, ale to może celowy zabieg. Idealnie zachowany jest balans brzmieniowy. Tylko produkcje Robillarda i Audioquest mogą się z tym r&amp;oacute;wnać.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Powiem tak: to nie jest rzecz, kt&amp;oacute;rą chcecie puścić komuś, kto nie słucha bluesa, by pokazać mu: &lt;span style="font-style: italic;"&gt;S&lt;/span&gt;&lt;i&gt;łuchaj, ale czad! &lt;/i&gt;Nie skuma. Puszczałem to Mieszkowi i powiedział: &lt;i&gt;To już było, tu się nic specjalnego nie dzieje, te sol&amp;oacute;wki jakieś takie&amp;hellip;&lt;/i&gt; Kurcze! A ja m&amp;oacute;wię: &lt;i&gt;Stary, Steve Guyger jest niepowtarzalny. Steve Guyger to jest GOŚĆ! Guyger to jest BLUES.&lt;/i&gt;&lt;/p&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/4052272684150513541-5224992289243366781?l=feelin-the-blues.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://feelin-the-blues.blogspot.com/feeds/5224992289243366781/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://feelin-the-blues.blogspot.com/2008/04/steve-guyger-radio-blues.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/4052272684150513541/posts/default/5224992289243366781'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/4052272684150513541/posts/default/5224992289243366781'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://feelin-the-blues.blogspot.com/2008/04/steve-guyger-radio-blues.html' title='Steve Guyger - Radio blues'/><author><name>feelintheblues</name><uri>http://www.blogger.com/profile/07889035690671128074</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='30' height='32' src='http://2.bp.blogspot.com/_sXtXE3Y_vPM/Sydkxg0CzZI/AAAAAAAAASU/8PxgAmEFtrQ/S220/1579460641482be7a84b698.jpg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-4052272684150513541.post-5472182386968830479</id><published>2008-04-25T23:06:00.000+02:00</published><updated>2009-12-04T21:52:55.547+01:00</updated><title type='text'>Jazz me, blues - ale nie za bardzo</title><content type='html'>&lt;p&gt;Dawno temu na moją p&amp;oacute;łkę trafiła książka &lt;b&gt;Bruce&amp;rsquo;a Cooka&lt;/b&gt; &lt;i&gt;Listen To The Blues&lt;/i&gt;. Autor jest amerykańskim pisarzem,&amp;nbsp; &lt;i&gt;Listen to... &lt;/i&gt;wydał w 1975 roku w Wielkiej Brytanii (w każdym razie ja mam taką wersję). Kolejne rozdziały dotyczą r&amp;oacute;żnych odcieni bluesa lub r&amp;oacute;żnych aspekt&amp;oacute;w bluesa. Rys historyczny łączy się z egzemplifikacją &amp;ndash; opisem kr&amp;oacute;tkiego spotkania z jakimś bluesmanem. Z racji mojego rosnącego zainteresowania rozwojem bluesa z zachodniego wybrzeża, liczyłem na to, że znajdę tu coś ciekawego. Niestety ten temat dla Cooka nie istnieje. W swej książce nie aspiruje do napisania sp&amp;oacute;jnej historii zjawiska blues. I nie musi, ale pewne uog&amp;oacute;lnienia sugerują, że zwyczajnie on tego obszaru nie zna. Jest typowym przykładem spojrzenia na bluesa: początek na głębokim południu USA, a potem elektryfikacja w Chicago i odkrycie bluesa przez białych. W tych czasach zresztą nikt nie nazywał Hendriksa czy Claptona bluesmanami &amp;ndash; to byli (i są przecież) muzycy rockowi. Ale o tym może następnym razem.&lt;br&gt;&lt;br /&gt;&lt;img alt="" src="http://estrona.net/wgears//files/ftb/Image/bruce_cook_listen_to.jpg" width="142" align="left" height="213"&gt;Cook pisze np.: &lt;i&gt;The whole idea of rock guitar came out of Chicago, where the blues went electric&lt;/i&gt;. &amp;ndash; s. 177. Pomija milczeniem oczywistego reformatora &amp;ndash; T-Bone'a Walkera. Chyba że uznaje go za tw&amp;oacute;rcę chicagowskiego bluesa (nie gdzie indziej jak w klubie Rhumboogie Walker był największą sensacją). Nawet jednak pomijając T-Bone&amp;rsquo;a, byli B. B. King, Crayton i Brown, kt&amp;oacute;rych styl odcisnął silniejsze piętno na Claptonie niż Waters. Zresztą Cook chyba nie zna w og&amp;oacute;le Walkera, skoro pisze o Rosetcie Tharpe, że jest: &lt;i&gt;a good, primitive electric guitar player, somewhat in the style of T-Bone Walker&lt;/i&gt;. Ha ha. Przecież Walker był nie mniej wyrafinowany niż np. Buddy Guy. &lt;br&gt;&lt;br /&gt;Najciekawszy powinien być rozdział &lt;i&gt;&lt;b&gt;Jazz me, blues&lt;/b&gt;&lt;/i&gt; &amp;ndash; na skrzyżowaniu jazzu i bluesa. Rozpoczynamy od najwcześniejszych przedstawicielek &lt;i&gt;classic bluesa&lt;/i&gt; &amp;ndash; Mamie Smith, Ma Rainey, Bessie Smith, Ida Cox. Potem autor wspomina trudne czasy wielkiego kryzysu, a następnie przechodzi do&amp;hellip; Billie Holiday. Przy czym zaznacza, że nie była wokalistką bluesową: &lt;i&gt;Although she had a couple of blues in her repertoire, she was never a blues singer&lt;/i&gt;. &amp;ndash;  s. 193. Kolejna znakomita wymieniona postać to Jimmy Rushing, wokalista Counta Basiego. A potem? Bebop. Muzyka intelektualna, coraz mniej zrozumiała dla mas, coraz bardziej odległa od bluesa. Jedyna wokalistka, kt&amp;oacute;rą wspomina Cook to Dinah Washington.&lt;/p&gt;&lt;p&gt;Następnie kolejne kuriozalne uproszczenie: &lt;i&gt;Rock jest najlepszą rzeczą, jaka wydarzyła się jazzowi&lt;/i&gt; &amp;ndash; pisze autor. Rock jego zdaniem przywr&amp;oacute;cił muzyce jazzowej &amp;bdquo;czarne&amp;rdquo; elementy &amp;ndash; bluesa. Dzięki temu jazz dziś (pierwsza połowa lat 70.) &lt;i&gt;is more funkier and more melodic &amp;ndash; in short, bluesier than it was even five years ago&lt;/i&gt;. A zatem orkiesty St. Louis czy Kansas City nie miały znaczenia. Darujmy sobie już Walkera, może był zbyt hermetyczny, ale co z Luisem Jordanem? Jego jazzowo-bluesowy kontekst był ewidentny. Co wreszcie z fascynującym okresem honkers&amp;oacute;w, shouter&amp;oacute;w, tzw. bar walker&amp;oacute;w od Illinoisa Jacqueta przez Willisa Jacksona, Jaya McNeelego na Lockjaw Davisie kończąc. Gdzie znakomici tw&amp;oacute;rcy rhythm&amp;rsquo;n&amp;rsquo;bluesowi &amp;ndash; Joe Liggins, Roy Milion, Wynonie Harris. &lt;br&gt;&lt;br /&gt;Dotykamy tu wbrew pozorom dużego problemu o charakterze socjo-kulturowym. Bo to że Bruce Cook nie znał tej muzyki jest oczywiste. Ale dlaczego? Ot&amp;oacute;ż dla czarnej publiczności &amp;ndash; od kiedy zaakceptowali jazz (a zaakceptowali, gdy biali nim się zafascynowali) &amp;ndash; blues był wstydliwy. Nie tylko dlatego, że był przypomnieniem niewolnictwa. To mogło mieć niewielkie znaczenie. Ale był muzyką biedoty, slums&amp;oacute;w, klasy robotniczej, stąd słuchanie bluesa to jak przyznawanie się do drobnomieszczaństwa na salonach, do słomy w butach, blues to dla czarnych obciach. To jeden z powod&amp;oacute;w, dla kt&amp;oacute;rych revival przyszedł z nieświadomej tej subtelności Anglii. Sami krytycy uważali wspomniane soul jazzowe, rhythm&amp;rsquo;n&amp;rsquo;bluesowe produkcje za muzykę gorszego sortu. Takiego muzycznego bękarta, jak to wyraził głupio m&amp;oacute;j kolega. Niestety. Z kolei teoretycy nie bardzo jeszcze wiedzieli, jak ugryźć taką muzykę, więc łatwiej było ją pominąć. Pewnie to też z mojej strony uproszczenie, ale właściwie piszę to, by temat w og&amp;oacute;le ruszyć. To tyle na razie. Ja tu jeszcze wr&amp;oacute;cę ;)&lt;/p&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/4052272684150513541-5472182386968830479?l=feelin-the-blues.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://feelin-the-blues.blogspot.com/feeds/5472182386968830479/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://feelin-the-blues.blogspot.com/2008/04/jazz-me-blues-ale-nie-za-bardzo.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/4052272684150513541/posts/default/5472182386968830479'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/4052272684150513541/posts/default/5472182386968830479'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://feelin-the-blues.blogspot.com/2008/04/jazz-me-blues-ale-nie-za-bardzo.html' title='Jazz me, blues - ale nie za bardzo'/><author><name>feelintheblues</name><uri>http://www.blogger.com/profile/07889035690671128074</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='30' height='32' src='http://2.bp.blogspot.com/_sXtXE3Y_vPM/Sydkxg0CzZI/AAAAAAAAASU/8PxgAmEFtrQ/S220/1579460641482be7a84b698.jpg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-4052272684150513541.post-5213283501184049117</id><published>2008-04-16T23:06:00.001+02:00</published><updated>2010-01-20T11:15:43.034+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='historia bluesa'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='gitara'/><title type='text'>Sean Costello - nadzieja zgasła</title><content type='html'>&lt;p&gt;Szokująca wiadomość. Wczoraj zmarł &lt;b&gt;Sean Costello&lt;/b&gt;. Miał 29 lat. Dziś obchodziłby urodziny. Niezwykle go szanowałem. Wspominałem zresztą jego osobę, przy r&amp;oacute;żnych okazjach jako&amp;nbsp; przykład &amp;bdquo;młodzieży&amp;rdquo;, kt&amp;oacute;ra jest zafascynowana szerokim spektrum bluesa. Niestety nigdy nie dane mi było zobaczyć go na żywo, podobnie jak wielu innych moich ulubieńc&amp;oacute;w (zobacz dział M&amp;oacute;j typ &lt;span style="color: rgb(0, 0, 128);"&gt;&amp;ndash; &lt;/span&gt;Sean tam jest).&lt;/p&gt;&lt;p&gt;&lt;img alt="" src="http://estrona.net/wgears//files/ftb/Image/sean4.jpg" width="195" align="left" height="244"&gt;Ale tak naprawdę znałem go zbyt słabo. Jeden z moich amerykańskich znajomych &lt;b&gt;Vince&lt;/b&gt; miał to szczęście, że widział go na żywo, zna doskonale jego tw&amp;oacute;rczość.&lt;/p&gt;&lt;p&gt;Poniżej na szybko tłumaczony jego tekst dotyczący Seana:&lt;/p&gt;&lt;p&gt;&amp;nbsp;&lt;/p&gt;&lt;p&gt;&lt;span style="color: rgb(0, 0, 128);"&gt;Nie mogę tego pojąć. To wszystko jest takie bezsensowne. Chyba najbardziej szokująca śmierć w świecie bluesa po śmierci Steviego Raya Vaughana. Byłem fanem gry Seana, od kiedy usłyszałem go jako nastolatka w audycji &lt;b&gt;Beale Street Caravan&lt;/b&gt;. Nie miałem pojęcia, jak dobrym wokalistą, kompozytorem i showmanem był, dop&amp;oacute;ki nie zobaczyłem go w klubie Cozy, w Los Angeles kilka tygodni temu. Pomijając już talent, był najsympatyczniejszym wykonawcą, jakiego dane mi było spotkać. Podczas pierwszego setu siedziałem tuż pod sceną i wykrzykiwałem prośby o moje ulubione standardy &amp;ndash; &lt;b&gt;&lt;i&gt;Double Trouble&lt;/i&gt;&lt;/b&gt; &lt;b&gt;Otisa Rusha&lt;/b&gt;  czy &lt;i&gt;&lt;b&gt;Moanin&amp;rsquo; For Molasses&lt;/b&gt;&lt;/i&gt; &lt;b&gt;Jody'ego Williamsa&lt;/b&gt; po &lt;b&gt;&lt;i&gt;The Hucklebuck&lt;/i&gt;&lt;/b&gt; &amp;ndash; grał wszystko bez zająknięcia, płynnie i z niebywałą energią. Gdy jakiś wcięty gość krzyczał &amp;quot;Stevie Ray!&amp;quot;, byłem pewien, że Sean wie, że ma tu prawdziwych fan&amp;oacute;w, kt&amp;oacute;rzy proszą o jego kawałki. W przerwie rozmawiał ze mną (i z moimi uczniami) niemal cały czas, rozmawiał o swoich wczesnych wpływach i nauczycielach &amp;ndash; &lt;b&gt;Ronnie Earl&lt;/b&gt; i &lt;b&gt;Otis Rush&lt;/b&gt; oczywiście. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;img alt="" src="http://estrona.net/wgears//files/ftb/Image/sean3.jpg" width="195" align="right" height="244"&gt;Kiedy rozmawiałeś z Seanem, miałeś wrażenie, że wszystko, co m&amp;oacute;wisz, jest dla niego tak samo ważne, jak to, co on m&amp;oacute;wił. M&amp;oacute;wił prosto w oczy, r&amp;oacute;wnież o artystach, kt&amp;oacute;rych nie lubił, wydawał się zdrowy i pełen życia. To byłby jeszcze większy szok, gdyby okazało się, że zmarł z przedawkowania.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Zawsze byłem zadziwiony, słuchając tak młodego muzyka, grającego bluesa tak czysto, tak prawdziwie, nawet robota dla &lt;b&gt;Susan Tedeschi&lt;/b&gt; na &lt;b&gt;&lt;i&gt;Just Won&amp;rsquo;t Burn&lt;/i&gt;&lt;/b&gt; jest godna podziwu. Nie mogę uwierzyć, że to się stało, to bezsensowne i tragiczne, powaliło mnie. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;&lt;p&gt;Słuchałem jego ostatniego albumu wielokrotnie i będę jeszcze słuchał. Pamiętam, że przyjaciel na koncercie powiedział, że Sean m&amp;oacute;głby być tym jedynym, kt&amp;oacute;ry podtrzymuje bluesa przy życiu, ale nie myślałem, że miałby być tylko jeden. Jednak jeśli ktoś m&amp;oacute;gł to robić dobrze, to na pewno on.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;p&gt;&lt;b&gt;&lt;span style="color: rgb(0, 0, 128);"&gt;Vince White&lt;/span&gt;&lt;/b&gt;&lt;/p&gt;&lt;p&gt;fot. 1 Mike Lovato&lt;/p&gt;&lt;p&gt;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&lt;/p&gt;&lt;p&gt;&lt;a target="_blank" href="http://www.seancostellofund.org/"&gt;&lt;span style="color: rgb(0, 0, 0);"&gt;&lt;span style="font-size: larger;"&gt;Sean Costello - website&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/a&gt;&lt;/p&gt;&lt;p&gt;&amp;nbsp;&lt;/p&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/4052272684150513541-5213283501184049117?l=feelin-the-blues.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://feelin-the-blues.blogspot.com/feeds/5213283501184049117/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://feelin-the-blues.blogspot.com/2008/04/sean-costello-nadzieja-zgasa.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/4052272684150513541/posts/default/5213283501184049117'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/4052272684150513541/posts/default/5213283501184049117'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://feelin-the-blues.blogspot.com/2008/04/sean-costello-nadzieja-zgasa.html' title='Sean Costello - nadzieja zgasła'/><author><name>feelintheblues</name><uri>http://www.blogger.com/profile/07889035690671128074</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='30' height='32' src='http://2.bp.blogspot.com/_sXtXE3Y_vPM/Sydkxg0CzZI/AAAAAAAAASU/8PxgAmEFtrQ/S220/1579460641482be7a84b698.jpg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-4052272684150513541.post-1681922014414610647</id><published>2008-04-12T23:09:00.000+02:00</published><updated>2009-12-04T22:06:55.325+01:00</updated><title type='text'>Honeyboy Edwards - żywa legenda</title><content type='html'>&lt;p&gt;Gdybym miał Honeyboya pod ręką, posadziłbym go na krześle i poprosił o opowieści na temat każdego bluesmana, jaki przyszedłby mi do głowy &amp;ndash; Sonny Boy Williamson II, Robert Johnson (Edwards miał ponad 20 lat, gdy Johnson zmarł, miał też okazję z nim grać), Charley Patton, Johnny Shines, Tommy Johnson. Pewnie część tych odpowiedzi byłaby mało wiarygodna. Artyści są często nonszalanccy lub zazdrośni wobec&amp;nbsp; muzycznych koleg&amp;oacute;w &amp;ndash; patrz Williamson II o Johnsonie, Lockwood o T-Bone&amp;rsquo;ie.&lt;/p&gt;&lt;p&gt;&amp;nbsp;&lt;/p&gt;&lt;p&gt;&lt;img alt="" src="http://www.blindraccoon.com/images%5CHoneyboy-Edwards-b.jpg" align="left"&gt;Edwards ma oryginalną opinię co do sztuki gitarowej. &lt;i&gt;Prawdziwi faceci nie grają w otwartych strojach&lt;/i&gt; &amp;ndash; m&amp;oacute;wi. Dodajmy, że w otwartych strojach grał Muddy Waters, Patton czy Johnson. Son House? &lt;i&gt;Nie był zbyt dobry w akordach, nie umiał grać akord&amp;oacute;w. Wiesz, kto był dobry&lt;/i&gt; &amp;ndash; m&amp;oacute;wi w rozmowie z Danem Wilcocksem (Blues Revue kwiecień/maj 2008) &amp;ndash; &lt;i&gt;Big Bill Broonzy był najlepszy&lt;/i&gt; (&lt;i&gt;the best chord man you ever wanted to hear about&lt;/i&gt; &amp;ndash; s. 15). Pierwsze nagrania Edwardsa powstały w 1942 roku, wtedy co Muddego, a potem miał szansę nagrywać dla wytw&amp;oacute;rni Chess &amp;ndash; nie chcieli drugiego Watersa. Mogłoby to osłabić jego start, siłę jego muzyki.&lt;/p&gt;&lt;p&gt;&amp;nbsp;&lt;/p&gt;&lt;p&gt;No dobrze, to historia. Ale Honeyboy wydał niedawno kolejną płytę. Materiał pochodzi z lat 1942&amp;ndash;2007. Czujecie to? 65 lat historii muzyki. A tu jakby czas stanął w miejscu! I co najważniejsze kompozycje z ubiegłego roku brzmią r&amp;oacute;wnie dobrze, r&amp;oacute;wnie legendarnie jak te starsze, nieco kostycznie, ale korzennie. Ale to już nieważne, że Edwards nagrywał z &lt;b&gt;Walterem Hortonem&lt;/b&gt; (są tu dwa kawałki z nim), znał Little Waltera itd. Ważniejsze, że jego styl, jego ekspresja kształtowała się w innych czasach i to się czuje. Biali niemal się nie interesowali tą muzyką. Jeszcze na dobre nie zwietrzyli tu interesu. Muzycy wł&amp;oacute;czyli się od klubu do klubu, od ulicy do ulicy, grali na potańc&amp;oacute;wkach, piknikach, nie znali słowa &amp;quot;telewizja&amp;quot;, &amp;quot;promocja&amp;quot;, &amp;quot;sztuka ludowa&amp;quot;&amp;hellip; Nawet to że grają bluesa, nie było dla nich oczywiste. No i bluesem nie trzeba było się popisywać. Gitara Honeyboya jest szorstka, w pewnym sensie toporna, ale ta toporność dodaje jej blasku. Jak to rozumieć? Mistrzostwo tych instynktownych muzyk&amp;oacute;w, klasyk&amp;oacute;w bluesa jak Edwards, House czy Lightnin&amp;rsquo; Hopkins polega na tym, że mimo znacznych ograniczeń technicznych, potrafili okiełznać instrument tak, by przemawiał ich indywidualnym językiem, tworzyli własne słownictwo, własne środki ekspresji.&lt;/p&gt;&lt;p&gt;&amp;nbsp;&lt;/p&gt;&lt;p&gt;&lt;img alt="" src="http://estrona.net/wgears//files/ftb/Image/dhe_r%27a%27r_160x160.jpg" width="160" align="right" height="160"&gt;Edwards na płycie &lt;i&gt;&lt;b&gt;Roamin&amp;rsquo; And Ramblin&amp;rsquo;&lt;/b&gt;&lt;/i&gt; gra z wieloma harmonijkarzami, ale żaden nie zmusi go do zmiany stylu. To oni muszą się dostosować.&lt;/p&gt;&lt;p&gt;&amp;nbsp;&lt;/p&gt;&lt;p&gt;Jest tu &lt;b&gt;Bobby Rush&lt;/b&gt;, &lt;b&gt;Sugar Ray&lt;/b&gt;, &lt;b&gt;Billy Branch&lt;/b&gt;, &lt;b&gt;Jimmy &amp;quot;Yard Dog&amp;quot; Jones&lt;/b&gt; czy &lt;b&gt;Michael Frank&lt;/b&gt; (r&amp;oacute;wnież menedżer i wydawca płyty). &lt;b&gt;&lt;i&gt;Crawling Kingsnake&lt;/i&gt;&lt;/b&gt; &amp;ndash; potrafię sobie ten numer wyobrazić r&amp;oacute;wnie dobrze bez harmonijki, choć Billy Branch jest znakomity. Zupełnie celowo stawia się w roli tego, kt&amp;oacute;ry grając, słucha &amp;ndash; nie muzyki, ale opowieści, kt&amp;oacute;re snuje Honeyboy, Billy wycofuje się, gdy trzeba, zaznacza silniej obecność, gdy to konieczne.&lt;/p&gt;&lt;p&gt;&amp;nbsp;&lt;/p&gt;Zachwyca mnie jeden z niewielu solowych utwor&amp;oacute;w &amp;ndash; &lt;i&gt;&lt;b&gt;Trouble Everywhere I Go&lt;/b&gt;&lt;/i&gt;. Nagrany 32 lata temu, niedawno zatem, niemal nowość, temat dor&amp;oacute;wnuje finezją bluesom Lockwooda, a przy tym Honeboy poraża siłą głęboko bluesowego śpiewu!&lt;/p&gt;Nie, pisanie o każdym nagraniu nie ma sensu.&lt;/p&gt;&lt;&lt;b&gt;&lt;i&gt;Roamin&amp;rsquo; and Ramblin&amp;rsquo;&lt;/i&gt;&lt;/b&gt; to spotkanie z muzyką surową, klasyczną, w gruncie rzeczy prowokującą i wymagającą. Wymagającą? Czego? Tego, by słuchać jej głośno, poświęcić maksimum uwagi, minimum wysiłku. Wtedy zaczyna kopać pod sufit. C&amp;oacute;ż, to wytrawne wino, ma cierpki smak, nie każdemu pasuje, ale tym, kt&amp;oacute;rzy chcą popracować nad własnym podniebieniem, polecam.&lt;/p&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/4052272684150513541-1681922014414610647?l=feelin-the-blues.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://feelin-the-blues.blogspot.com/feeds/1681922014414610647/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://feelin-the-blues.blogspot.com/2008/04/honeyboy-edwards-zywa-legenda.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/4052272684150513541/posts/default/1681922014414610647'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/4052272684150513541/posts/default/1681922014414610647'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://feelin-the-blues.blogspot.com/2008/04/honeyboy-edwards-zywa-legenda.html' title='Honeyboy Edwards - żywa legenda'/><author><name>feelintheblues</name><uri>http://www.blogger.com/profile/07889035690671128074</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='30' height='32' src='http://2.bp.blogspot.com/_sXtXE3Y_vPM/Sydkxg0CzZI/AAAAAAAAASU/8PxgAmEFtrQ/S220/1579460641482be7a84b698.jpg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-4052272684150513541.post-5045856908673048906</id><published>2008-04-01T22:11:00.000+02:00</published><updated>2009-12-04T22:12:01.814+01:00</updated><title type='text'>Historia bluesa w pigułce</title><content type='html'>&lt;p&gt;Ponieważ Mieszko na razie zrezygnował ze swego kącika na FTB, przeniosłem jego tekst (pod kt&amp;oacute;rym absolutnie się nie podpisuję, uważam, że jest stekiem absurdalnych stereotyp&amp;oacute;w i basta!) tutaj.&lt;/p&gt;&lt;p&gt;&lt;i&gt;Witam!&lt;br&gt;&lt;br /&gt;Na początek mojej przygody z działem Strefa Słowa postanowiłem pokr&amp;oacute;tce opisać historię bluesa bez zbędnego akademizmu&amp;nbsp; i przekłamań.&lt;/i&gt;&lt;/p&gt;&lt;p&gt;&lt;i&gt;Blues składa się z dwunastu takt&amp;oacute;w i trzech akord&amp;oacute;w. Wykroczenie poza ten schemat uważane jest przez wielu znawc&amp;oacute;w tematu za niedopuszczalne i r&amp;oacute;wnoznaczne z zaprzestaniem grania bluesa. Inną nazwą bluesa używaną do dziś jest dwunastotaktowiec. Typowym metrum, w kt&amp;oacute;rym grany jest blues, jest metrum cztery czwarte, stąd nazwa czterometrowiec. Całkiem zasadne będzie też nazywać bluesa trzyakordowcem.&lt;br&gt;&lt;br /&gt;Według wielu źr&amp;oacute;deł korzenie bluesa sięgają połowy XIX wieku. W tamtych czasach na południu Stan&amp;oacute;w Zjednoczonych dominowały olbrzymie plantacje, w kt&amp;oacute;rych gł&amp;oacute;wną siłą roboczą byli Murzyni z Afryki, popularnie zwani niewolnikami. Nie mieli powod&amp;oacute;w do radości, więc śpiewali smutne, nieszczęśliwe piosenki, kt&amp;oacute;re wkr&amp;oacute;tce zaczęto nazywać bluesem. Religijna odmiana bluesa śpiewana w ch&amp;oacute;rze nazywana bywa gospel. Blues, kt&amp;oacute;ry powstał z muzyki country, nazywa się country bluesem. Dziś jednak grany jest jedynie przez garstkę puryst&amp;oacute;w, wykorzystujących prymitywne instrumenty, takie jak gitara akustyczna. Charakterystyczną cechą country bluesa była archaiczna technika gry, często bez wykorzystywania kostki. Ponieważ nikt już w latach 60. nie chciał takiej muzyki słuchać, grali ją tylko starzy Murzyni na wiejskich podw&amp;oacute;rkach. Śpiewali niestety niewyraźnie, bo nie mieli wielu zęb&amp;oacute;w. Nie mogli grać szybko, więc grali wolno i żałośnie.&lt;br&gt;&lt;br /&gt;Blues powstał w Mississippi (Stany Zjednoczone), ale po wojnie &lt;b&gt;Muddy Waters&lt;/b&gt; przeprowadził się do Chicago i stworzył chicagowskiego bluesa. Grał z nim r&amp;oacute;wnież &lt;b&gt;Little Walter&lt;/b&gt;, kt&amp;oacute;ry był harmonijkarzem. Od tego czasu harmonijka stała się jednym z najpopularniejszych instrument&amp;oacute;w bluesowych. R&amp;oacute;wnież dlatego, że ma tylko 10 otwork&amp;oacute;w, stąd tak łatwo na nim grać, a przecież niestety prymitywnie bluesmani byli analfabetami muzycznymi. Ostatnim chicagowskim bluesmanem był &lt;b&gt;Luther Allison&lt;/b&gt;, ale zmarł.&lt;br&gt;&lt;br /&gt;Era nowoczesnego bluesa rozpoczyna się w latach 60. w&amp;oacute;wczas zaczęli go wykonywać Anglicy, lepiej wykształceni muzycznie i technicznie, wiedzieli, jak go grać, by przem&amp;oacute;wić do młodego pokolenia słuchaczy. Pierwszymi znaczącymi przedstawicielami wsp&amp;oacute;łczesnego bluesa są &lt;b&gt;John Mayall&lt;/b&gt; i &lt;b&gt;Eric Clapton&lt;/b&gt; (zwany popularnie Bogiem Gitary), natomiast najważniejsze zespoły (a blues to wyłącznie muzyka zespołowa) to &lt;b&gt;Led Zeppelin&lt;/b&gt;, &lt;b&gt;Ten Years After&lt;/b&gt;, &lt;b&gt;Deep Purple&lt;/b&gt;, &lt;b&gt;Free&lt;/b&gt; i &lt;b&gt;Cream&lt;/b&gt;. Bluesowy boom w Anglii odbił się szeroką czkawką w Stanach, szczeg&amp;oacute;lnie na Południu, miejscu idealnym dla bluesa. To tam działali tacy pionierzy elektrycznych brzmień jak &lt;b&gt;The Allman Brothers Band&lt;/b&gt;, &lt;b&gt;Lynyrd Skynyrd&lt;/b&gt; i &lt;b&gt;Molly Hatchet&lt;/b&gt;. Niedługo potem wynaleziono boogie. Tu chciałbym wspomnieć tylko dw&amp;oacute;ch gigant&amp;oacute;w &amp;ndash; &lt;b&gt;ZZ Top&lt;/b&gt; i &lt;b&gt;Canned Heat&lt;/b&gt;. O mały włos zapomniałbym o najważniejszym bluesmanie, ale to dlatego że jedną nogą stał w USA, drugą w GB (złośliwi m&amp;oacute;wią, że dzięki temu m&amp;oacute;gł bezkarnie sikać do Atlantyku) &amp;ndash; jego imię i nazwisko to: &lt;b&gt;Jimi Hendrix&lt;/b&gt;, rewolucjonista, wizjoner, cudotw&amp;oacute;rca i geniusz w jednej osobie. Sądzę, że poświęcę mu oddzielny wpis, bo osobiście uważam, że prawdziwy poważny blues zaczyna się od niego.&lt;br&gt;&lt;br /&gt;Od przełomu lat 60. i 70. &amp;ndash; złotego okresu bluesa &amp;ndash; muzyka ta uległa niewielkiej przemianie. Niestety nie pojawiło się zbyt wielu innowator&amp;oacute;w, ale w latach 80. objawiła się na firmamencie jedna supernowa &amp;ndash; &lt;b&gt;Stevie Ray Vaughan&lt;/b&gt;. Jego genialność przypomina Jimiego Hendriksa &amp;ndash; podobnie jak on nosił kapelusz, dzięki kt&amp;oacute;remu miał same fantastyczne pomyły (żartuję nieco, jasne). Niestety zdarzył mu się jeden niewypał &amp;ndash; wsiadł nie do tego samolotu i rozbił się o skały.&lt;br&gt;&lt;br /&gt;A jak wygląda blues w XXI wieku? Sądzę, że ma się dobrze. Grany jest coraz lepiej i dynamiczniej, co przypomina, jak daleką drogę przeszedł &amp;ndash; metamorfoza z pieśni niewolnik&amp;oacute;w do pieśni prawdziwych mężczyzn.&lt;br&gt;&lt;br /&gt;Blues jest moją ukochaną muzyką, więc w mojej zakładce będę ją wam przybliżał. Będę też walczył z ciasnym pojmowaniem bluesa. &lt;br&gt;&lt;br /&gt;&lt;b&gt;Dam czadu!!!!.... &lt;/b&gt;&lt;/i&gt;&lt;i&gt;&amp;ndash; &lt;/i&gt;&lt;i&gt;&lt;b&gt; Mieszko Pol&lt;/b&gt;&lt;/i&gt;&lt;b&gt;&lt;br&gt;&lt;br /&gt;&lt;/b&gt;&lt;/p&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/4052272684150513541-5045856908673048906?l=feelin-the-blues.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://feelin-the-blues.blogspot.com/feeds/5045856908673048906/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://feelin-the-blues.blogspot.com/2008/04/historia-bluesa-w-piguce.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/4052272684150513541/posts/default/5045856908673048906'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/4052272684150513541/posts/default/5045856908673048906'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://feelin-the-blues.blogspot.com/2008/04/historia-bluesa-w-piguce.html' title='Historia bluesa w pigułce'/><author><name>feelintheblues</name><uri>http://www.blogger.com/profile/07889035690671128074</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='30' height='32' src='http://2.bp.blogspot.com/_sXtXE3Y_vPM/Sydkxg0CzZI/AAAAAAAAASU/8PxgAmEFtrQ/S220/1579460641482be7a84b698.jpg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-4052272684150513541.post-5562529196735991192</id><published>2008-03-26T21:18:00.000+01:00</published><updated>2009-12-04T22:18:48.838+01:00</updated><title type='text'>Robert Pete Williams</title><content type='html'>&lt;p&gt;Nazywam się Robert Pete Williams. Urodziłem się w 1914 roku w Zachary, to w Luizjanie. Moi rodzice byli rolnikami &amp;ndash; nazywali to &lt;i&gt;sharecropping&lt;/i&gt;. Nie lubiłem tego. Boss zawsze zabierał połowę tego, co zebraliśmy. Nas, dzieciak&amp;oacute;w było piętnaścioro, ale wcześnie musiałem zająć się matką, bo rodzice się rozeszli. Robiłem wszystko &amp;ndash; gotowałem, doiłem krowy. Musiałem wydoić 75 kr&amp;oacute;w, wyobrażasz to sobie!&lt;br&gt;&lt;br /&gt;Kiedy zacząłem grać? Miałem jakieś 20 lat. Przyglądałem się r&amp;oacute;żnym muzykantom, pamiętam, był taki &lt;b&gt;Walter Green&lt;/b&gt;, &lt;b&gt;Bill Chaney&lt;/b&gt;&amp;hellip; Słuchałem i wybijałem rytm na kuble. Potem zrobiłem gitarę z pudełka po cygarach. Co? Nie możesz sobie wyobrazić. Zobacz, jak &lt;b&gt;Mac Arnold&lt;/b&gt; na tym gra. A ten wariat &lt;b&gt;Super Chican&lt;/b&gt; potrafi chyba zrobić gitarę ze wszystkiego, nawet z miotły. Diddley bow? Te jednostrunowe badziewie? Nie, ja na tym chyba nie grałem, nie pamiętam.&lt;/p&gt;&lt;p&gt;&lt;img alt="" src="http://estrona.net/wgears//files/ftb/Image/pete_fp.jpg" width="180" align="right" height="180"&gt;Człowieku, a jak zdobyłem pierwszą gitarę dla ludzi?! Jedna kolorowa powiedziała mi, że jakaś biała ma gitarę do sprzedania. Tam, gdzie mieszkałem, było sporo białych. Poszedłem. Stanąłem pod drzwiami. Puk, puk, puk. Otworzyła mi: &amp;bdquo;Pani, słyszałem, że ma Pani gitarę na sprzedaż&amp;rdquo;. Ona na mnie patrzy i m&amp;oacute;wi: &amp;bdquo;Mam naprawdę dobrą, prawdziwe pudło za 85 dolar&amp;oacute;w. Czy ty masz w og&amp;oacute;le jakieś pieniądze?&amp;rdquo; &amp;ndash; zapytała. A ja na to: &amp;bdquo;Tak, Pani, ale mam tylko 4 dolary&amp;rdquo;. A ona: &amp;bdquo;Kupiłam tę gitarę dla syna, ale nie interesuje go to. Dam mu nauczkę i sprzedam ci ją za 4 dolary&amp;rdquo; &amp;ndash; no i sprzedała. Stary, gitara kosztuje dwa tysiące, a ona sprzedaje ci za pięć dych.&lt;br&gt;&lt;br /&gt;Potem grałem coraz lepiej, na potańc&amp;oacute;wkach dla kolorowych, nawet dla białych, ale na og&amp;oacute;ł ich znałem. Nigdy nie występowałem przed dużą publicznością, więc jak potem mnie wrzucili na te festiwale&amp;hellip; Nie lubię tego.&lt;br&gt;&lt;br /&gt;Lubiłem numery &lt;b&gt;Blind Lemona&lt;/b&gt; i znałem chyba wszystko &lt;b&gt;Peetie Wheatstrawa&lt;/b&gt;. Nawet tak mnie czasem nazywali. M&amp;oacute;wią, że gram jak nikt inny. Taa&amp;hellip; Mam sw&amp;oacute;j styl!&lt;br&gt;&lt;br /&gt;W og&amp;oacute;le jestem dobrym, pokornym człowiekiem, zapytaj kogokolwiek stąd, z Rosedale. Ale Pan B&amp;oacute;g mnie nie oszczędzał, tak musiało być. Gdybym wiedział, że to się tak skończy&amp;hellip; Przecież znasz moją historię. To było w Scotlandville. Nosiłem wtedy spluwę, każdy nosił. Miałem dużą rodzinę i w wolnych chwilach woziłem ją do kina. Chodziłem w tym czasie na piwo, a potem zabierałem ich do domu. Siedziałem raz, jak zawsze pijąc piwko, no i weszło dw&amp;oacute;ch gości. Jeden obcy, wielki facet, drugiego znałem. Powiedziałem: &amp;bdquo;Cześć Lee&amp;rdquo;. &amp;ndash; &amp;bdquo;Cześć Pete&amp;rdquo; &amp;ndash; on na to, a ten drugi: &amp;bdquo;Skąd jesteś?&amp;rdquo;. &amp;ndash; &amp;bdquo;Z Zachary&amp;rdquo;. &amp;ndash; &amp;bdquo;Kłamiesz, sukinsynu!&amp;rdquo;. Spojrzałem na niego i powiedziałem: &amp;bdquo;Nie nazywałbym cię tak&amp;rdquo;. A on: &amp;bdquo;Lepiej się zabieraj z powrotem do Zachary zbierać bawełnę!&amp;rdquo;. &amp;ndash; &amp;bdquo;Nie muszę tego robić&amp;rdquo; &amp;ndash; ja na to. A on wyciąga n&amp;oacute;ż i syczy: &amp;bdquo;Widzisz to, skurwysynu?&amp;rdquo;. Zacząłem się wycofywać, bo ten gość walił na mnie z tym wielkim nożem, i nagle okazało się, że jestem zablokowany &amp;ndash; ten drugi zaszedł mnie od tyłu. Ale miałem pistolet w kieszeni, to co miałem robić! Wyciągnąłem go, a on wciąż napierał. Pomyślałem: &amp;bdquo;Strzel mu w brzuch&amp;rdquo;. Wypaliłem, ale on ciągle na mnie szedł, więc wystrzeliłem w serce.&lt;br&gt;&lt;br /&gt;Kiedy przyszli policjanci, posłusznie poszedłem z nimi, a oni potem zeznali, że się stawiałem. No i ten drugi facet wyrzucił n&amp;oacute;ż, więc nie chcieli mi uwierzyć, że się broniłem. Taki los&amp;hellip; Wyrok śmierci, elektryczne krzesło, &amp;rsquo;56 rok. Angola. &lt;img alt="" src="http://estrona.net/wgears//files/ftb/Image/pete_apb.jpg" width="200" align="left" height="200"&gt;Ale wiesz, wiedziałem, że Pan B&amp;oacute;g mnie obroni. Wiesz, jak trzymałem tych ludzi przed wykonaniem wyroku? Musisz chronić swoje nazwisko. Ja znałem nazwiska sędzi&amp;oacute;w, spisałem je na kawałku papieru, a potem zapisałem całą kartkę moim nazwiskiem, złożyłem mocno i chuchnąłem, złożyłem sw&amp;oacute;j oddech. Powiedziałem im: &amp;bdquo;Możecie mnie posłać do więzienia, ale nie zostanę tam na długo&amp;rdquo;. Zgłupieli. M&amp;oacute;wiłem: &amp;bdquo;Nie możecie mnie zabić, bo otrzymuję pomoc od Boga!&amp;rdquo;.&lt;br&gt;&lt;br /&gt;&amp;nbsp; Dwa lata p&amp;oacute;źniej w więzieniu pojawił się ten człowiek, doktor &lt;b&gt;Harry Oster&lt;/b&gt;. Strażnik wiedział, że grałem na gitarze. Zagrałem dla doktora parę kawałk&amp;oacute;w, a potem zapytał, czy znam jakieś więzienne bluesy. Znałem &amp;ndash; te, kt&amp;oacute;re sam napisałem. Chyba zrobiło to na nim wrażenie. To on był pomocą od Boga, to on dał mi wolność, choć musiałem na pełną jeszcze długo czekać. Harry Oster.&lt;br&gt;&lt;br /&gt;Pytasz, co to blues. To jest w powietrzu. Jadę samochodem czy pracuję w polu i słyszę jakby echo, echo śpiewu. Zapamiętuję to, wracam do domu, łapię gitarę i gram bluesa...&lt;/p&gt;&lt;p&gt;&amp;nbsp;&lt;/p&gt;&lt;center&gt;&lt;object width="425" height="355"&gt;&lt;param name="movie" value="http://www.youtube.com/v/thOH7ebGkhQ&amp;hl=pl"&gt;&lt;/param&gt;&lt;param name="wmode" value="transparent"&gt;&lt;/param&gt;&lt;embed src="http://www.youtube.com/v/thOH7ebGkhQ&amp;hl=pl" type="application/x-shockwave-flash" wmode="transparent" width="425" height="355"&gt;&lt;/embed&gt;&lt;/object&gt;&lt;/center&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/4052272684150513541-5562529196735991192?l=feelin-the-blues.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://feelin-the-blues.blogspot.com/feeds/5562529196735991192/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://feelin-the-blues.blogspot.com/2008/03/robert-pete-williams.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/4052272684150513541/posts/default/5562529196735991192'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/4052272684150513541/posts/default/5562529196735991192'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://feelin-the-blues.blogspot.com/2008/03/robert-pete-williams.html' title='Robert Pete Williams'/><author><name>feelintheblues</name><uri>http://www.blogger.com/profile/07889035690671128074</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='30' height='32' src='http://2.bp.blogspot.com/_sXtXE3Y_vPM/Sydkxg0CzZI/AAAAAAAAASU/8PxgAmEFtrQ/S220/1579460641482be7a84b698.jpg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-4052272684150513541.post-927616757807606841</id><published>2008-03-09T21:29:00.000+01:00</published><updated>2009-12-04T22:30:24.558+01:00</updated><title type='text'>Moja droga do bluesa</title><content type='html'>&lt;p&gt;Sądzę, że nowa strona to dobra okazja, by zamieścić stary jak świat tekst, kt&amp;oacute;ry napisałem jako odpowiedź na apel redakcji &lt;b&gt;&amp;bdquo;Twojego Bluesa&amp;rdquo;&lt;/b&gt;. Taka prywatna historia odkrywania/poznawania bluesa. Oto poniższy tekst, kt&amp;oacute;ry ujrzał światło dzienne w numerze 2&lt;u&gt; (5) czerwiec 2001&lt;/u&gt; pt. &lt;em&gt;Muddy to był gość&lt;/em&gt;. Oj, jak dawno to było...&lt;br&gt;&lt;br /&gt;&lt;br&gt;&lt;br /&gt;&lt;br&gt;&lt;br /&gt;Wszystko zaczęło się w mało określonym czasie na początku lat 90. Muzyka w szkole była częstym tematem dyskusji. Olbrzymia popularność filmu &lt;b&gt;&lt;em&gt;The Doors&lt;/em&gt;&lt;/b&gt; wywołała modę na muzykę &lt;b&gt;Jima Morrisona&lt;/b&gt;. A przecież w tej muzyce było dużo element&amp;oacute;w bluesa. Drugi trop zaczynał się od &lt;b&gt;Nirvany&lt;/b&gt;. Nawiedzony wokalista, punkowa energia i stylistyczne nawiązania do lat 70., jednym słowem czad taki, że skakało się po całym pokoju i zdzierało gardło. Za Nirvaną szedł Soundgarden, Pearl Jam, czy Stone Temple Pilots. &lt;img alt="" src="http://estrona.net/wgears/files/ftb/Image/ec_unplugged.JPG" width="160" align="left" height="155"&gt;Ci muzycy w wywiadach deklarowali inspirację muzyką lat 70, gł&amp;oacute;wnie Black Sabbath i Led Zeppelin, a ci z kolei zaczynali od bluesa. Kolejny element układanki to przepiękna płyta &lt;strong&gt;Erica Claptona&lt;/strong&gt; &lt;b&gt;&lt;em&gt;Unplugged&lt;/em&gt;&lt;/b&gt;, dzięki kt&amp;oacute;rej wielu chwyciło za gitarę. Tu bluesa było już pod dostatkiem, tylko że płyta wydawała się klasą samą w sobie i nie dawała szans znalezienia czegoś podobnego a innego jednocześnie. &lt;br&gt;&lt;br /&gt;Wymienione czynniki występowały r&amp;oacute;wnolegle w r&amp;oacute;żnorodnych kombinacjach. Kasety wędrowały często przez kilka os&amp;oacute;b, a dostęp był łatwy. Bazar pod Pałacem Kultury, pełen stragan&amp;oacute;w z pirackimi kasetami, był często odwiedzanym miejscem. Dla mnie osobiście jedna kapela miała znaczenie zasadnicze: &lt;strong&gt;AC/DC&lt;/strong&gt;. &lt;strong&gt;Angus Young&lt;/strong&gt; to znakomity gitarzysta, kt&amp;oacute;rego ogniste sola są mocno unurzane w bluesie. W ich graniu było wspaniałe boogie, a głos wokalisty, przede wszystkim &lt;strong&gt;Bona Scotta&lt;/strong&gt;, był pełen luzackiego feelingu. &lt;img alt="" src="http://estrona.net/wgears//files/ftb/Image/acdc_highwaytohell%281%29.jpg" width="160" align="right" height="140"&gt;Potrzebowałem wtedy poczucia luzu i beztroskiej zabawy, tak samo jak buntu i ekstrawagancji Cobaina. Toteż &amp;bdquo;blues&amp;rdquo; ur&amp;oacute;sł w moich oczach. No i ta moc muzyki, kt&amp;oacute;ra dawała energię nawet w najgorsze dni. W jednym z artykuł&amp;oacute;w Angus powiedział, że &lt;strong&gt;Muddy Waters to był gość&lt;/strong&gt; i że bez niego i Chucka Berrego wszystkie legendarne kapele jak Led Zep itp. by nie istniały. &lt;img alt="" src="http://estrona.net/wgears/files/ftb/Image/muddy_mc.jpg" width="130" align="left" height="170"&gt;Pytałem więc, kogo się dało, lecz nikt Watersa nie miał. Wiele czasu minęło, zanim go znalazłem. W międzyczasie był &lt;strong&gt;Dżem&lt;/strong&gt;. Głos &lt;strong&gt;Ryśka &lt;/strong&gt;przyprawiał o zawr&amp;oacute;t głowy, poruszał jakieś nieznane uczucia, kt&amp;oacute;rych obecności wcześniej nie byłem świadomy. Po raz pierwszy zwr&amp;oacute;ciłem uwagę na słowa. Samotność, niezrozumienie, ulotność chwili, śmierć, alkohol, kac (a dobry kac to czysta poezja) i owe &amp;bdquo;jam session do rana, tam kr&amp;oacute;lował blues&amp;rdquo;.&lt;br&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;Nalepę &lt;/strong&gt;odkryłem dla siebie już na własną rękę. Moi r&amp;oacute;wieśnicy zachwycali się U2 i Stingiem, a mnie irytowała jakaś nostalgiczna, sentymentalna słodycz tej muzyki. Od typowych problem&amp;oacute;w osobistych uciekałem w dość dziwne klimaty: Anathema, Dead Can Dance, baśniowy Yes, nawet &lt;em&gt;Kind of Blue&lt;/em&gt; Davisa i Nalepa właśnie. Przy pełnym emocji i namiętności głosie Riedla Nalepa był spokojny i, rzekłbym, zimny. Ale teksty i muzyka &lt;b&gt;Breakout &lt;/b&gt;z przewagą tonacji molowych doskonale harmonizowały ze stanem ducha, pocieszały w swej kolorystycznej czerni. Pojawił się &lt;strong&gt;Hooker &lt;/strong&gt;i &lt;strong&gt;B. B. King&lt;/strong&gt;. W muzyce Hookera obok rytm&amp;oacute;w boogie frapujący był ciemny i w pewnym sensie archaiczny głos Johna Lee i jego mruczące zaśpiewy. Niesamowite. O czym bym nie myślał, gdy puszczałem Hookera miałem wrażenie, że on wie, o co mi chodzi. Jeśli chodzi o BiBiego, to miałem szczęście spotkać kasetę Blues Summit, gdzie zagrało wielu nieznanych mi w&amp;oacute;wczas artyst&amp;oacute;w. I dobrze, bo przy okazji poznałem m.in. &lt;strong&gt;Roberta Cray&lt;/strong&gt;a i &lt;strong&gt;Alberta Collinsa&lt;/strong&gt;. Każdy z muzyk&amp;oacute;w grających na płycie Kinga operował specyficznymi środkami wyrazu, każdy miał sw&amp;oacute;j indywidualny styl. Katowałem tę kasetę na okrągło, a jednorodny diament o nazwie &amp;bdquo;blues&amp;rdquo; zaczynał mienić się wieloma nowymi barwami. Rozpoznałem partie solowe poszczeg&amp;oacute;lnych muzyk&amp;oacute;w. To było coś zupełnie innego niż sol&amp;oacute;wki Hammeta czy Satrianiego, gdzie doszukiwaliśmy się karkołomnych palc&amp;oacute;wek, lub w kawałkach typu &lt;em&gt;Hotel California,&lt;/em&gt; gdzie solo jest piękną melodią w melodii. Czuło się, że w bluesie solo pełni inną rolę, jest bardziej integralną częścią utworu. Jednocześnie wyraźna była swoboda muzyk&amp;oacute;w i swoista niemelodyczność. W tym czasie poznałem też &lt;strong&gt;S. R. Vaughana&lt;/strong&gt; i &lt;strong&gt;Nocną Zmianę Bluesa&lt;/strong&gt;. Mocna muzyka Vaughana była czymś pośrednim między Satrianim (mam na myśli wirtuozerię techniczną, a nie stylistykę) a B. B. Kingiem. Nocna Zmiana znakomicie sprawdzała się w podr&amp;oacute;ży, a niecodzienna gra &lt;strong&gt;Sławka Wierzcholskiego&lt;/strong&gt; na harmonijce obudziła mą sympatię do tego pozornie niepozornego instrumentu.&lt;br&gt;&lt;br /&gt;Rozpoczął się okres słuchania radia. Najpierw &lt;b&gt;&lt;em&gt;Bielszy odcień bluesa&lt;/em&gt;&lt;/b&gt;, gdzie po raz pierwszy usłyszałem powalający &lt;b&gt;&lt;em&gt;Work Song&lt;/em&gt;&lt;/b&gt;&lt;em&gt; &lt;/em&gt;w wykonaniu &lt;strong&gt;Paula Butterfielda&lt;/strong&gt;. Większym szokiem był prezentowany przez Sławka Wierzcholskiego w &lt;b&gt;&lt;em&gt;Bluesełkach &lt;/em&gt;&lt;/b&gt;&lt;strong&gt;William Clarke&lt;/strong&gt;. Dzięki &lt;b&gt;&lt;em&gt;Kleszczowisku&lt;/em&gt;&lt;/b&gt;&lt;em&gt; &lt;/em&gt;poznałem &lt;strong&gt;Roberta Johnsona&lt;/strong&gt;. &lt;br&gt;&lt;br /&gt;Olbrzymią rolę w uporządkowaniu przypadkowych wiadomości miał zdobyty przypadkiem &lt;em&gt;Mały Leksykon Bluesa&lt;/em&gt; &lt;strong&gt;Marka Jakubowskiego&lt;/strong&gt;, kt&amp;oacute;ry przez długi czas był moim jedynym przewodnikiem po bluesie. To dzięki niemu sięgałem po prawdziwych klasyk&amp;oacute;w, dzięki niemu też nie powstała w moim umyśle bariera czasowo-estetyczna, czyli muzyka do lat 60. i p&amp;oacute;źniej. Bariera, kt&amp;oacute;rą zauważam nawet u wielce zaawansowanych fan&amp;oacute;w bluesa. Pozytywną rolę odegrała też audycja &lt;strong&gt;Andrzeja Jakubowicza&lt;/strong&gt; &lt;em&gt;Złota Seria Bluesa&lt;/em&gt; w PR Bis. Tam słyszałem nagrania &lt;strong&gt;Memphisa Slima&lt;/strong&gt; z lat 40.&lt;br&gt;&lt;br /&gt;To raczej przypadek, że poznałem najpierw klasyk&amp;oacute;w zza oceanu, a nie z Wysp. Potem, gdy pr&amp;oacute;bowałem przeniknąć i ten bluesowy świat, byłem raczej rozczarowany. To, co nazywa się angielskim bluesem, jest często tylko (lub aż) muzyką opartą na bluesie. Muzycy angielscy nie mieli jeszcze w sobie tego specyficznego pulsu. Rytm, kt&amp;oacute;ry tworzyli, był w pewnym sensie odwrotnością swingu. O ile słuchając swingu, mamy wrażenie przyspieszenia, o tyle angielski blues z lat 60. zwalnia. Poza tym Mayall lub Clapton są słabymi wokalistami. &lt;br&gt;&lt;br /&gt;&lt;img alt="" src="http://estrona.net/wgears//files/ftb/Image/walker_tbs.jpg" width="160" align="left" height="158"&gt; Dużo bardziej interesujące są nagrania muzyk&amp;oacute;w z Chicago, Teksasu czy Kalifornii. Pierwszą płytą kompaktową, jaką zdobyłem, były stare nagrania &lt;strong&gt;T-Bone&amp;rsquo;a Walkera&lt;/strong&gt;. Swingujące &amp;ndash; mocno kojarzyły się z jazzem, ale co ciekawe, trudno wskazać moment, gdzie zaczyna się jeden, gdzie drugi. Niesamowite są sola Walkera, do b&amp;oacute;lu bluesowe. Jego muzyka otworzyła mi w naturalny spos&amp;oacute;b drogę do jazzu. Dziś z taką samą łatwością odbieram grę &lt;strong&gt;Buddy'ego Guya &lt;/strong&gt;i &lt;strong&gt;Kennego Burrella&lt;/strong&gt; i chyba sympatia do stylistyki T-Bona wzmocniła we mnie przekonanie, że blues jest bliżej jazzu niż rocka. Dziwi mnie zatem częsta niechęć sympatyk&amp;oacute;w bluesa do jazzu. Być może źr&amp;oacute;dłem tej postawy jest znajomość bluesa poprzez muzykę angielską. &lt;br&gt;&lt;br /&gt;Dziś trzeba mieć trochę szczęścia, by się zakochać w bluesie. Wśr&amp;oacute;d moich r&amp;oacute;wieśnik&amp;oacute;w kr&amp;oacute;lują nowe brzmienia, rock środka (Santana, U2 itp.) lub jazz (avant-jazz spod znaku Billa Laswella i Johna Zorna). Dlaczego? Po pierwsze: media. W radiu i &amp;ndash; przede wszystkim &amp;ndash; w telewizji bluesa jest niesłychanie mało. Dwa: klub&amp;oacute;w, kt&amp;oacute;re chcą systematycznie prezentować bluesa, bodajże w tej chwili w stolicy nie ma. Trzy: pewna absurdalna filozofia postępu zalatująca czasem snobizmem. M&amp;oacute;wi ona, że są rzeczy nowe, kt&amp;oacute;re trzeba znać, żeby &amp;bdquo;być na czasie&amp;rdquo;, że muzyka musi być nowoczesna i nowatorska, tak jakby była czymś na kształt technologii, że muzyk musi epatować wynalazkami w dziedzinie formy. A przecież bluesowa forma jest stara jak świat... A zatem czytelnikom &amp;bdquo;Twojego Bluesa&amp;rdquo; gratuluję szczęścia!&lt;/p&gt;&lt;p&gt;ps. Przyznam, że dziś m&amp;oacute;j punkt widzenia niewiele się zmienił...&lt;/p&gt;&lt;p&gt;&amp;nbsp;&lt;/p&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/4052272684150513541-927616757807606841?l=feelin-the-blues.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://feelin-the-blues.blogspot.com/feeds/927616757807606841/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://feelin-the-blues.blogspot.com/2008/03/moja-droga-do-bluesa.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/4052272684150513541/posts/default/927616757807606841'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/4052272684150513541/posts/default/927616757807606841'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://feelin-the-blues.blogspot.com/2008/03/moja-droga-do-bluesa.html' title='Moja droga do bluesa'/><author><name>feelintheblues</name><uri>http://www.blogger.com/profile/07889035690671128074</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='30' height='32' src='http://2.bp.blogspot.com/_sXtXE3Y_vPM/Sydkxg0CzZI/AAAAAAAAASU/8PxgAmEFtrQ/S220/1579460641482be7a84b698.jpg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-4052272684150513541.post-3679189867039998327</id><published>2008-02-17T22:32:00.000+01:00</published><updated>2009-12-04T22:41:46.272+01:00</updated><title type='text'>Buddy Guy - Sweet Tea - rekonstrukcja</title><content type='html'>&lt;p&gt;Pamiętam zachwyty nad płytą &lt;strong&gt;Buddy&amp;rsquo;ego Guya&lt;/strong&gt; &lt;em&gt;Sweet Tea&lt;/em&gt;. Że taka świeża, oryginalna, mocna, brudna, korzenna.&lt;/p&gt;&lt;p&gt;&amp;nbsp;&lt;/p&gt;&lt;p&gt;&lt;img src="http://estrona.net/wgears/files/ftb/Image/bg_st_s.JPG" alt="bg_st_s.JPG" title="bg_st_s.JPG" align="right"&gt;To, że polscy recenzenci niebluesowi nie znali inspiracji tej płyty, mogę zrozumieć. Hasło &lt;strong&gt;Fat Possum&lt;/strong&gt; nie musi im nic m&amp;oacute;wić, to wiedza hermetyczna. Ale to, że sam Michael Erlewine na AMG nie wspomina tej wytw&amp;oacute;rni, wydaje mi się dziwne. Płyta mogłaby się nazywać np. &lt;i&gt;Tribute to Fat Possum Artists&lt;/i&gt;. Zresztą autor tekstu we wkładce do płyty to potwierdza.&lt;/p&gt;&lt;p&gt;&amp;nbsp;&lt;/p&gt;&lt;p&gt;Album nie brzmi tak rootsowo i tak brudno jak rzeczywiste fat-possumowe produkcje, niemniej jednak pozostaje niesamowitą jakością. Pomyślałem sobie, że może ktoś sięgnie po płyty &lt;strong&gt;Juniora Kimbrough&lt;/strong&gt; czy &lt;strong&gt;T-Model Forda&lt;/strong&gt;, gdy wskażę mu, gdzie szukać.&lt;/p&gt;&lt;br /&gt;&lt;p&gt;Poniżej zamieszczam listę utwor&amp;oacute;w i źr&amp;oacute;dła oryginalnych wersji. Dodam jeszcze, że &lt;strong&gt;Spam&lt;/strong&gt;, perkusista grający na płycie &lt;em&gt;Sweet Tea&lt;/em&gt;, towarzyszy na płytach m. in. T-Model Fordowi.&lt;/p&gt;&lt;p&gt;&amp;nbsp;&lt;/p&gt;&lt;p&gt;&lt;img alt="" src="http://estrona.net/wgears/files/ftb/Image/jk_anl_small.JPG" vspace="0" align="left" hspace="5"&gt;&lt;/p&gt;&lt;p&gt;1. DONE GOT OLD (JUNIOR KIMBROUGH)&lt;/p&gt;&lt;p&gt;Pierwotnie: &lt;strong&gt;Junior Kimbrough&lt;/strong&gt; &lt;em&gt;All Night Long &lt;/em&gt;&amp;ndash; Fat Possum 1992&lt;/p&gt;&lt;p&gt;&amp;nbsp;&lt;/p&gt;&lt;p&gt;&amp;nbsp;&lt;/p&gt;&lt;p&gt;&lt;img src="http://estrona.net/wgears/files/ftb/Image/jk_dtr.jpg" alt="jk_dtr.jpg" title="jk_dtr.jpg" vspace="0" align="left" hspace="5"&gt;&lt;/p&gt;&lt;p&gt;2. BABY PLEASE DON'T LIVE ME (JUNIOR KIMBROUGH)&lt;/p&gt;&lt;p&gt;Pierwotnie: &lt;strong&gt;Junior Kimbrough&lt;/strong&gt; &lt;em&gt;Do The Rump&lt;/em&gt; &amp;ndash; HMG 1997&lt;/p&gt;&lt;p&gt;&amp;nbsp;&lt;/p&gt;&lt;p&gt;&lt;img title="tmf_ybks.jpg" alt="tmf_ybks.jpg" src="http://estrona.net/wgears/files/ftb/Image/tmf_ybks.jpg" vspace="0" align="left" hspace="5"&gt;&lt;/p&gt;&lt;p&gt;3. LOOK WHAT ALL YOU GOT (T-MODEL FORD)&lt;/p&gt;&lt;p&gt;Pierwotnie: &lt;strong&gt;T-Model Ford &lt;/strong&gt;&lt;em&gt;You Better Keep Still &lt;/em&gt;&amp;ndash; Fat Possum 1998&lt;/p&gt;&lt;p&gt;&amp;nbsp;&lt;/p&gt;&lt;p&gt;&amp;nbsp;&lt;/p&gt;&lt;p&gt;&lt;img title="jk_anl_small.JPG" alt="jk_anl_small.JPG" src="http://estrona.net/wgears/files/ftb/Image/jk_anl_small.JPG" vspace="0" align="left" hspace="5"&gt;&lt;/p&gt;&lt;p&gt;4. STAY ALL NIGHT (JUNIOR KIMBROUGH)&lt;/p&gt;&lt;p&gt;Pierwotnie: &lt;strong&gt;Junior Kimbrough&lt;/strong&gt; All Night Long &amp;ndash; Fat Possum 1992&lt;/p&gt;&lt;p&gt;&amp;nbsp;&lt;/p&gt;&lt;p&gt;&amp;nbsp;&lt;/p&gt;&lt;p&gt;&amp;nbsp;&lt;/p&gt;&lt;img title="jk_gkit.jpg" alt="jk_gkit.jpg" src="http://estrona.net/wgears/files/ftb/Image/jk_gkit.jpg" vspace="0" align="left" hspace="5"&gt;&lt;/p&gt;&lt;p&gt;&lt;br /&gt;5. TRAMP (LOWELL FULSON)&lt;/p&gt;&lt;p&gt;Pierwotnie: Lowell Fulson, za nim &lt;strong&gt;Junior Kimbrough&lt;/strong&gt; &lt;em&gt;God Knows I Tried&lt;/em&gt; &amp;ndash; Fat Possum 1998&lt;/p&gt;&lt;br /&gt;&lt;p&gt;&amp;nbsp;&lt;/p&gt;&lt;p&gt;&lt;img title="cd_fldsw.jpg" alt="cd_fldsw.jpg" src="http://estrona.net/wgears/files/ftb/Image/cd_fldsw.jpg" vspace="0" align="left" hspace="5"&gt;&lt;/p&gt;&lt;p&gt;6. SHE'S GOT THE DEVIL IN HER (CEDELL DAVIS)&lt;/p&gt;&lt;p&gt;Pierwotnie &lt;strong&gt;CeDell Davis&lt;/strong&gt; &lt;em&gt;Feel Like Doin&amp;rsquo; Something Wrong &lt;/em&gt;&amp;ndash; Fat Possum 1995&lt;/p&gt;&lt;p&gt;&amp;nbsp;&lt;/p&gt;&lt;p&gt;&lt;img title="jk_gkit.jpg" alt="jk_gkit.jpg" src="http://estrona.net/wgears/files/ftb/Image/jk_gkit.jpg" vspace="0" align="left" hspace="5"&gt;&lt;/p&gt;&lt;p&gt;7. I GOTTA TRY YOU GIRL (JUNIOR KIMBROUGH)&lt;/p&gt;&lt;p&gt;Pierwotnie: &lt;strong&gt;Junior Kimbrough&lt;/strong&gt; &lt;em&gt;God Knows I Tried&lt;/em&gt; &amp;ndash; Fat Possum 1998&lt;/p&gt;&lt;br /&gt;&lt;p&gt;&amp;nbsp;&lt;/p&gt;&lt;p&gt;&lt;img title="rc_cswyd.jpg" alt="rc_cswyd.jpg" src="http://estrona.net/wgears/files/ftb/Image/rc_cswyd.jpg" vspace="0" align="left" hspace="5"&gt;&lt;/p&gt;&lt;p&gt;8. WHO'S BEEN FOOLIN' YOU (ROBERT CAGE)&lt;/p&gt;&lt;p&gt;Pierwotnie: &lt;strong&gt;Robert Cage&lt;/strong&gt; &lt;em&gt;Can See What You&amp;rsquo;re Doing&lt;/em&gt; &amp;ndash; Fat Possum 1998&lt;/p&gt;&lt;p&gt;&amp;nbsp;&lt;/p&gt;&lt;br /&gt;&lt;blockquote&gt;&lt;blockquote&gt;&lt;blockquote&gt;&lt;p&gt;9. IT'S A JUNGLE OUT THERE (BUDDY GUY)&lt;/p&gt;&lt;p&gt;Jedyny oryginalny utw&amp;oacute;r na płycie&lt;/p&gt;&lt;/blockquote&gt;&lt;/blockquote&gt;&lt;/blockquote&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/4052272684150513541-3679189867039998327?l=feelin-the-blues.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://feelin-the-blues.blogspot.com/feeds/3679189867039998327/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://feelin-the-blues.blogspot.com/2008/02/buddy-guy-sweet-tea-rekonstrukcja.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/4052272684150513541/posts/default/3679189867039998327'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/4052272684150513541/posts/default/3679189867039998327'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://feelin-the-blues.blogspot.com/2008/02/buddy-guy-sweet-tea-rekonstrukcja.html' title='Buddy Guy - Sweet Tea - rekonstrukcja'/><author><name>feelintheblues</name><uri>http://www.blogger.com/profile/07889035690671128074</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='30' height='32' src='http://2.bp.blogspot.com/_sXtXE3Y_vPM/Sydkxg0CzZI/AAAAAAAAASU/8PxgAmEFtrQ/S220/1579460641482be7a84b698.jpg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-4052272684150513541.post-8967821891722101291</id><published>2008-02-15T22:44:00.000+01:00</published><updated>2009-12-04T22:44:58.361+01:00</updated><title type='text'>Darrell Nulisch - bezpretensjonalność</title><content type='html'>&lt;p class="MsoNormal"&gt;&lt;strong&gt;Darrell Nulisch&lt;/strong&gt; napisał: &lt;em&gt;Od dawna&lt;/em&gt;&lt;em&gt; chciałem zrobić prawdziwie bluesowy album . Po ostatniej wiosennej europejskiej trasie w kwartecie stwierdziliśmy, że już czas. Jeśli był jakiś koncept co do tej płyty, to założenie, by nagrać materiał jakby to był koncert, 100% live. Starać się grać prostolinijnie, szczerze, tworzyć odpowiednie wibracje i przede wszystkim mieć zabawę.&lt;/em&gt; No i muszę przyznać, że im się udało. Przede wszystkim album jest bezpretensjonalny. Og&amp;oacute;lnie w muzyce, a nawet w bluesie, &lt;strong&gt;bezpretensjonalność&lt;/strong&gt; jest grubo niedocenioną wartością. C&amp;oacute;ż, jest to coś, czego się nie zauważa, bo w pewnym sensie album jest taki a nie inny, gdy czegoś brak &amp;ndash; bufonady, pustej wirtuozerii, przekombinowania aranżacyjnego, silenia się na oryginalność, ale też nachalnego imitatorstwa, nieporadności, kiepskiego brzmienia. U Nulischa wszystko jest rzetelne, zawodowe, zwarte, ale też pełne radości, obecnego w powietrzu natchnienia, dogłębnej znajomości rzeczy, dojrzałości muzycznej.&lt;/p&gt;&lt;p class="MsoNormal"&gt;&lt;img src="http://estrona.net/wgears/files/ftb/Image/dn_gbtd.jpg" alt="dn_gbtd.jpg" title="dn_gbtd.jpg" align="right"&gt;Kiedy szukam na szybko jakiegoś kawałka do audycji, nic mi nie pasuje, bo nic nie zaczepia ucha. Kiedy słucham spokojnie, zdecydować się r&amp;oacute;wnież trudno, bo wszystko smakuje doskonale.&lt;/p&gt;&lt;p class="MsoNormal"&gt;Akurat jestem przy ostatnim numerze &lt;em&gt;Goin&amp;rsquo; Back To Dallas&lt;/em&gt; &amp;ndash; muzycznie jesteśmy w najlepszym okresie Chicago. Dużo tu pianina, więc jakbym słuchał nagrań Spanna.&lt;/p&gt;&lt;p class="MsoNormal"&gt;No, ale wybiorę pewnie &lt;em&gt;Straight&amp;rsquo;n Up&lt;/em&gt; &amp;ndash; kompozycję Darrella. Właśnie serduszko mi pyka w rytm perfekcyjnie pracującej perkusji. Troszkę czuję tu ducha Howlin&amp;rsquo; Wolfa, czasem wokalista charakterystycznie zabarwia sw&amp;oacute;j głos. Właściwie po raz pierwszy słyszę go tak często w roli harmonijkarza. Ma korzenny sound! Kiedy się pomyśli, że często grał z rozbudowaną sekcją dętą, soulowo-bluesowe klimaty, ta korzenność jest tym bardziej zadziwiająca.&lt;/p&gt;&lt;p class="MsoNormal"&gt;Muszę też wyrazić podziw dla stylowej gry gitarzysty &lt;strong&gt;Jona Muellera&lt;/strong&gt; &amp;ndash; co za zwięzłość, oszczędność, co za fraza, co za brzmienie. Hm&amp;hellip; klasa!&lt;/p&gt;&lt;p class="MsoNormal"&gt;Bardzo dobry album, kt&amp;oacute;ry wsiąka w człowieka jak w gąbkę, ale tylko wtedy, gdy naprawdę się go słucha.&lt;/p&gt;&lt;p class="MsoNormal"&gt;No i &lt;strong&gt;luz&lt;/strong&gt;, luz, luz &amp;ndash; kolejna wartość, kt&amp;oacute;ra dla niekt&amp;oacute;rych jest nieistotna lub wręcz niezauważalna.&lt;/p&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/4052272684150513541-8967821891722101291?l=feelin-the-blues.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://feelin-the-blues.blogspot.com/feeds/8967821891722101291/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://feelin-the-blues.blogspot.com/2008/02/darrell-nulisch-bezpretensjonalnosc.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/4052272684150513541/posts/default/8967821891722101291'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/4052272684150513541/posts/default/8967821891722101291'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://feelin-the-blues.blogspot.com/2008/02/darrell-nulisch-bezpretensjonalnosc.html' title='Darrell Nulisch - bezpretensjonalność'/><author><name>feelintheblues</name><uri>http://www.blogger.com/profile/07889035690671128074</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='30' height='32' src='http://2.bp.blogspot.com/_sXtXE3Y_vPM/Sydkxg0CzZI/AAAAAAAAASU/8PxgAmEFtrQ/S220/1579460641482be7a84b698.jpg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-4052272684150513541.post-2957386878068178076</id><published>2008-02-07T22:52:00.000+01:00</published><updated>2009-12-04T22:53:57.180+01:00</updated><title type='text'>Duke Robillard and Friends - dvd</title><content type='html'>Nie jestem fanem koncert&amp;oacute;w DVD. Płyta audio to wielka rzecz. Obraz wydaje mi się gadżetem. Uwagę przykuwają w&amp;oacute;wczas rzeczy nieistotne. Ale czasem boli mnie głowa (jak dziś) i wtedy koncert to dobry pomysł.&lt;/p&gt;&lt;strong&gt;&lt;img src="http://estrona.net/wgears/files/ftb/Image/dr_wf.jpg" alt="dr_wf.jpg" title="dr_wf.jpg" align="left"&gt;Duke Robillard&lt;/strong&gt; zaczął dźwiękami z Delty. Samotny gitarzysta z gitarą rezofoniczną. Stronę wokalną traktuje z nadmiernym pietyzmem, ale przynajmniej można go zrozumieć. Siedzi sobie, nie spieszy się, gawędzi co nieco z publicznością, kt&amp;oacute;ra po prostu go lubi. W drugim numerze zmienia gitarę na akustyczną, w trzecim elektryczno-akustyczną i gra &lt;em&gt;Cow Cow Blues&lt;/em&gt;. Bardzo radośnie &amp;ndash; z całym zespołem.&lt;/p&gt;Och, piękny swingujący duecik z gitarzystą &lt;strong&gt;Paulem Kolesnikowem&lt;/strong&gt;, kt&amp;oacute;ry pojawia się r&amp;oacute;wnież na ostatniej płycie. Oglądam ten koncert i myślę o tym, co będzie się działo w &lt;strong&gt;Hybrydach,&lt;/strong&gt; co Duke zagra, jak, czy &lt;strong&gt;Doug James&lt;/strong&gt; będzie miał okazję błysnąć. Tu jest np. klarnecista, w Wawie będzie tylko kwintet, może go zabraknąć, ale to i tak fantastyczny skład. Według mnie nikt z takich obszar&amp;oacute;w muzycznych u nas nie grał. Bo przecież Paul Lamb, Little Charlie czy Otis Grand, choć o podobnej filozofii, grają jednak inaczej. Nie spodziewam się szaleństwa, huraganu dźwięk&amp;oacute;w. Spodziewam się perełek, cudownego feelingu, ducha T-Bone&amp;rsquo;a Walkera, czasem mięsa, czasem niezr&amp;oacute;wnanej delikatności.&lt;/p&gt;&lt;p class="MsoNormal"&gt;Doug gra jakże rasowe solo w &lt;em&gt;Lonesome Woman Blues&lt;/em&gt;. A orkiestra swinguje, że skry lecą.&lt;/p&gt;&lt;p class="MsoNormal"&gt;Rany, w &lt;em&gt;Blue Harlem&lt;/em&gt; &lt;strong&gt;Al Basile&lt;/strong&gt; zagrał takie solo na kornecie, że zapomniałem, gdzie jestem. Dobrze, że teraz Doug James troszkę uspokoił atmosferę. Ha. Doug James, saksofonista, wygląda dość statycznie, grając solo, ale kamera akurat łapała Ala Basile&amp;rsquo;a, kt&amp;oacute;ry stał obok i to Al przeżywał za Jamesa. Co za facet!&lt;/p&gt;&lt;p class="MsoNormal"&gt;Drugi set zaczyna się bardzo bluesowo &amp;ndash; &lt;em&gt;Buy Me A Dog&lt;/em&gt; z płyty &lt;em&gt;Living With The Blues&lt;/em&gt;. Gościem jest &lt;strong&gt;Jerry Portnoy&lt;/strong&gt; &amp;ndash; na mnie robi wrażenie. Portnoy jest super zawodowcem, ale niezmanierowanym. Czuję w tym konkret. O kurcze, jest tu numer z płyty Douga Jamesa. Muszę tego poszukać. Tym bardziej że Doug przepięknie gra na barytonie. Kocham ten instrument. Co prawda Sax Gordon jest dzikszy, ale Doug jest bardziej romantyczny. Kurcze, jednak ci goście to jazzmani pełną gębą. Wystarczy posłuchać sola &lt;strong&gt;Martego Ballou&lt;/strong&gt; na kontrabasie. A&lt;strong&gt; &lt;/strong&gt;perkusista &lt;strong&gt;Mark Teixera&lt;/strong&gt; przecież nagrał soul-jazzową płytę.&lt;/p&gt;&lt;p class="MsoNormal"&gt;&lt;o:p&gt; &lt;/o:p&gt;&lt;/p&gt;&lt;p class="MsoNormal"&gt;No i tak się to moje pisanie skończyło, że wymiękłem i wtopiłem się w koncert. Og&amp;oacute;lnie bardzo swingujący i zabrakło mi trochę elektrycznego, mięsistego bluesa. Mam nadzieję, że u nas będzie go więcej.&lt;/p&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/4052272684150513541-2957386878068178076?l=feelin-the-blues.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://feelin-the-blues.blogspot.com/feeds/2957386878068178076/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://feelin-the-blues.blogspot.com/2008/02/duke-robillard-and-friends-dvd.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/4052272684150513541/posts/default/2957386878068178076'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/4052272684150513541/posts/default/2957386878068178076'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://feelin-the-blues.blogspot.com/2008/02/duke-robillard-and-friends-dvd.html' title='Duke Robillard and Friends - dvd'/><author><name>feelintheblues</name><uri>http://www.blogger.com/profile/07889035690671128074</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='30' height='32' src='http://2.bp.blogspot.com/_sXtXE3Y_vPM/Sydkxg0CzZI/AAAAAAAAASU/8PxgAmEFtrQ/S220/1579460641482be7a84b698.jpg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-4052272684150513541.post-7041812798565680106</id><published>2008-02-01T22:56:00.000+01:00</published><updated>2009-12-04T22:56:43.929+01:00</updated><title type='text'>Gospel? hm... musi być chór?</title><content type='html'>&lt;p style="text-align: justify;" class="MsoNormal"&gt;Dwa tygodnie temu byłem na występie ch&amp;oacute;ru gospel, gdzie występowała nasza przyjaci&amp;oacute;łka. Byli tam też nasi bliscy znajomi, i o dziwo, r&amp;oacute;wnież im się podobało. Wobec tego przy pierwszej lepszej okazji wpadłem na pomysł pokazania im koncertu &lt;strong&gt;Blind Boys of Alabama&lt;/strong&gt;, koncert galowy z pompą, gośćmi (między innymi &lt;strong&gt;Robert Randolph&lt;/strong&gt;), no cudo. Ogromnie się wzruszałem, gdy oglądałem go po raz pierwszy.&lt;/p&gt;&lt;p style="text-align: justify;" class="MsoNormal"&gt;No dobrze, odpalamy. Siedzi pięciu starszych pan&amp;oacute;w, ubranych na czarno. Za ich plecami zawodowa maszyna &amp;ndash; sekcja rytmiczna, gitary, hammond (&lt;strong&gt;John Medeski&lt;/strong&gt;). &lt;em&gt;Jak to, to jest gospel?! A gdzie ch&amp;oacute;r?&lt;/em&gt; &amp;ndash; to było pierwsze pytanie. &lt;em&gt;Nie ma ch&amp;oacute;ru, oni tak grają&lt;/em&gt; &amp;ndash; wyjaśniłem lekko zbity z tropu. &lt;em&gt;E&amp;hellip;. bez ch&amp;oacute;ru, to co to za gospel. A po co ten zesp&amp;oacute;ł gra, on wszystko psuje.&lt;/em&gt; &amp;ndash; &lt;em&gt;Tak się gra wsp&amp;oacute;łczesny gospel, nie musi być ch&amp;oacute;ru, by był gospel&lt;/em&gt; &amp;ndash; pr&amp;oacute;bowałem tłumaczyć, dziwiąc się sam sobie, że stoję w obliczu jakiś dziwnych wyobrażeń. Są w ludzkiej głowie pewne schematy, kt&amp;oacute;rych łamanie wywołuje konsternację. &lt;em&gt;Kurcze, to jakieś dziadki śpiewają r&amp;oacute;żne popularne kawałki i to ma być gospel!&lt;/em&gt; (W repertuarze była między innymi pieśń &lt;em&gt;People Get Ready&lt;/em&gt; Curtisa Mayfielda). Uśmieszki wywołał r&amp;oacute;wnież jeden z wokalist&amp;oacute;w śpiewający falsetem. Po winie wiele rzeczy jest śmiesznych. &lt;em&gt;No, nie powiesz mi, że TO jest gospel&lt;/em&gt; &amp;ndash; triumfująco powiedziała Ania, słysząc motyw, kt&amp;oacute;ry zazwyczaj kojarzy się z &lt;em&gt;Domem Wschodzącego Słońca&lt;/em&gt; albo opowieścią więzienną o Funflu (Kult). Nie może przecież mieć nic wsp&amp;oacute;lnego z gospel taaaki temat, choć szybko podważyłem tę pewność. Tłumaczyłem, że to &lt;em&gt;Amazing Grace&lt;/em&gt;, stary hymn chwalebny, tu nawiązujący melodycznie do &lt;em&gt;House of The Rising Sun&lt;/em&gt; - starej pieśni angielskiej (kto zresztą wie, co było pierwsze i co na czym oparte). &lt;em&gt;No dobrze, to dlaczego to jest gospel? &lt;/em&gt;&amp;ndash; padło pytanie. Zmęczony, skonsternowany i niepewny, jak mogę wytłumaczyć oczywistość, odparłem, że pewnych rzeczy nie da się odciąć jak nożem, tym bardziej że na gospel i bluesie opiera się cała muzyka rozrywkowa. Zniechęcony przerzucałem utw&amp;oacute;r po utworze, widząc, że naszych gości jedynie męczę, a może i obrażam poczucie wszechwiedzy. Trochę dłużej zatrzymałem się w żywiołowym finale, kt&amp;oacute;ry wydawał mi się już esencją gospelowej motoryki, i usłyszałem, że trochę to przypomina&amp;hellip; country, dodatkowo: &lt;em&gt;Nie lubię, jak oni ciągle grają to samo&lt;/em&gt;. Kompozycja rozwijała się w typowo transowy spos&amp;oacute;b.&lt;/p&gt;&lt;p style="text-align: justify;" class="MsoNormal"&gt;Niezły kubeł zimnej wody. Wszędzie można usłyszeć wszystko. Podobno nasz umysł dopasowuje smaki i lepiej wyczuwa te, kt&amp;oacute;re już zna. Im więcej potraw kosztujesz, tym bogatszy bank danych ma tw&amp;oacute;j m&amp;oacute;zg. Tak samo musi być z muzyką. To, co dla mnie jasno wyczuwalne, dla innych jest jedynie mglistym galimatiasem dźwięk&amp;oacute;w. To tak jakby ktoś pił ledwie parę razy w życiu białe wino, ale i czerwony likier. Gdy potem dostanie czerwone wino, obrazi to jego &amp;bdquo;wyrafinowane&amp;rdquo; poczucie smaku. &lt;i&gt;Jak to, wino? Przecież to jest czerwone!&lt;/i&gt;&lt;/p&gt;&lt;p style="text-align: justify;" class="MsoNormal"&gt;A gospel? No c&amp;oacute;ż. &lt;strong&gt;Blind Willie Johnson&lt;/strong&gt; grał gospel tylko z gitarą, czasem z żoną. Do dziś czasem jest traktowany jako bluesman, bo środki jego ekspresji były wykorzystywane przez gitarzyst&amp;oacute;w bluesowych. W latach 40. było mn&amp;oacute;stwo zespoł&amp;oacute;w gospel, np. kwartet&amp;oacute;w jak &lt;strong&gt;Golden Gate Quartet&lt;/strong&gt;. Koleżanka poczuła się niemal obrażona, gdy powiedziałem: Jak myślisz, że gospel to tylko ch&amp;oacute;r a cappella, to tak jakbyś o bluesie myślała tylko w kategoriach: siedzi starszy czarny gość i gra na gitarze. To stereotyp. No c&amp;oacute;ż. Tyle na dziś.&lt;/p&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/4052272684150513541-7041812798565680106?l=feelin-the-blues.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://feelin-the-blues.blogspot.com/feeds/7041812798565680106/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://feelin-the-blues.blogspot.com/2008/02/gospel-hm-musi-byc-chor.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/4052272684150513541/posts/default/7041812798565680106'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/4052272684150513541/posts/default/7041812798565680106'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://feelin-the-blues.blogspot.com/2008/02/gospel-hm-musi-byc-chor.html' title='Gospel? hm... musi być chór?'/><author><name>feelintheblues</name><uri>http://www.blogger.com/profile/07889035690671128074</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='30' height='32' src='http://2.bp.blogspot.com/_sXtXE3Y_vPM/Sydkxg0CzZI/AAAAAAAAASU/8PxgAmEFtrQ/S220/1579460641482be7a84b698.jpg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-4052272684150513541.post-17476516427644632</id><published>2008-01-31T23:24:00.000+01:00</published><updated>2009-12-04T23:25:26.582+01:00</updated><title type='text'>Junior Kimbrough - klasyka lat 90.</title><content type='html'>&lt;p&gt;Kora przypomniała &lt;strong&gt;Juniora Kimbrough'a&lt;/strong&gt; na forum blues.com.pl, więc czas najwyższy przymomnieć recenzję. Napisałem ją dla magazynu &lt;b&gt;&amp;bdquo;Tw&amp;oacute;j Blues&amp;rdquo;&lt;/b&gt;, gdzie ukazała się w czerwcu 2001 roku (nr 5).&lt;/p&gt;&lt;p style="margin-right: 0.95pt; text-align: justify;" class="Styl"&gt;&lt;img title="jk_anl.jpg" alt="jk_anl.jpg" src="http://estrona.net/wgears/files/ftb/Image/jk_anl.jpg" align="left"&gt;&lt;strong&gt;&lt;em&gt;All Night Long&lt;/em&gt;&lt;/strong&gt;. Z ciszy wyłania się dźwięk samotnej gitary elektrycznej, jakby ktoś włączył zapis w dowolnym momencie utworu. Frazy rytmiczne prowadzone r&amp;oacute;wnolegle z chaotyczną linią melodyczną zdradzają starą szkołę mistrz&amp;oacute;w akustycznych np. Freda McDowella. Junior Kimbrough zaczyna śpiewać. Jego szorstki, ciemny głos jest pełen siły, pasji i niewypowiedzianej bluesowej tęsknoty. Już tu słyszymy transowy, nisko osadzony rytm. Następny utw&amp;oacute;r jest trochę szybszy: gęsty rytm, sola prowadzone mimochodem, spontaniczne, rwane i zagadkowe. W trzecim utworze ruszamy pełną parą, dochodzi gitara basowa i perkusja. Hipnotyczna, mroczna pulsacja jednocześnie zmuszająca do tańca, niewyraźny śpiew Juniora z papierosem w ustach. &lt;em&gt;Meet Me In The City &lt;/em&gt;jest jakby weselszy, ocierający się o bagniste, ciepłe klimaty z Luizjany, partie solowe jakby ich nie było, zupełnie nieeksponowane, integralnie włączone w motorykę utwor&amp;oacute;w, jednocześnie proste i oryginalne. Dalej mocna praca perkusji. Tytuł jest ikoną utworu. To nie jest radosna muzyka. Junior po swojemu monodeklamuje. Umiejętnie budowane napięcie, choć nie czuje się żadnego wysiłku aranżacyjnego. Ta muzyka gra się sama. Kolejne kompozycje oparte są na tym samym hipnotycznym, kołyszącym pulsie, &amp;bdquo;przypadkowo&amp;rdquo; szarpanych strunach, pełnych przestrzeni fraz, pozbawionych wyszukanych ozdobnik&amp;oacute;w. No i głos Juniora pełen osobistej medytacyjności, szamański, na granicy utraty nadziei, sięgający korzeniami archaicznych pieśni pracy . &amp;bdquo;I need you baby, nobody but You&amp;rdquo; &amp;ndash; Junior śpiewa do kobiety, kt&amp;oacute;ra albo jest daleko, albo stoi odwr&amp;oacute;cona plecami. Album kończy się r&amp;oacute;wnież utworem solowym w byle jakim momencie, sugerującym, że artysta wcale nie przestał grać, że trans trwa ... Aż trudno uwierzyć, że ten album powstał dopiero w 1992 roku, kiedy muzyk, grający już kilkadziesiąt lat, miał po sześćdziesiątce. Zrealizował go wielki admirator bluesa &lt;strong&gt;Robert Palmer&lt;/strong&gt; w domu Juniora. Na perkusji grał syn gitarzysty &lt;strong&gt;Kenny Malone&lt;/strong&gt;, a na basie syn L. R. Burnside'a &amp;ndash; &lt;strong&gt;Garry&lt;/strong&gt;. Palmer nie ingerował w kształt granych utwor&amp;oacute;w, toteż otrzymaliśmy piękną porcję ekstremal&amp;shy;nie surowego bluesa z głębokiego Południa.&lt;/p&gt;&lt;p style="margin-right: 0.95pt; text-align: justify;" class="Styl"&gt;&lt;br&gt;&lt;br /&gt;Podobny charakter ma drugi krążek &lt;em&gt;&lt;strong&gt;Sad Days Lonely Nights&lt;/strong&gt;&lt;/em&gt;.&lt;br&gt;&lt;br /&gt;&lt;img title="jk_sdln.jpg" alt="jk_sdln.jpg" src="http://estrona.net/wgears/files/ftb/Image/jk_sdln.jpg" align="right"&gt;Zarejestrowany podczas jednego z licznych koncert&amp;oacute;w w knajpie Juniora, tzw. juke joint. Dodatkowo gra tu drugi gitarzysta &amp;ndash; &lt;strong&gt;Cedrick Jackson&lt;/strong&gt;. Panuje gorąca atmosfera (choć nie słychać zajętej tańczeniem publiczności). Opr&amp;oacute;cz kompozycji własnych Kimbrough gra przypisywaną Hookerowi &lt;em&gt;Crawling King Snake &lt;/em&gt;i tradycyjny temat &lt;em&gt;Old Black Mattie. &lt;/em&gt;Trochę tu więcej solowych partii gitarowych z użyciem glissanda, jeszcze surowsze, brudne brzmienie. Zbliżony materiał muzyczny m&amp;oacute;głby być nieco nużący, gdyby nie &amp;oacute;w niemożliwy do opisania wibrujący puls. Dźwięki wywołują obraz nocnej podr&amp;oacute;ży autem samotną zalesioną trasą. Dodać należy, że ta muzyka jest na wskroś wsp&amp;oacute;łczesna, harmonizuje z obecnym w kulturze uczuciem niepokoju, osamotnienia i potrzebą narkotycznego upojenia, oczyszczenia.&lt;/p&gt;&lt;p style="margin-right: 0.95pt; text-align: justify;" class="Styl"&gt;Junior Kimbrough zmarł w 1998 r. Została ponad&amp;shy;czasowa gra zapisana na krążkach. Absolutna klasyka lat 90.&lt;/p&gt;&lt;p style="margin-right: 0.95pt; text-align: justify;" class="Styl"&gt;&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/p&gt;&lt;p style="margin-left: 11.75pt; line-height: 150%;" class="Styl"&gt;&lt;br&gt;&lt;br /&gt;&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/p&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/4052272684150513541-17476516427644632?l=feelin-the-blues.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://feelin-the-blues.blogspot.com/feeds/17476516427644632/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://feelin-the-blues.blogspot.com/2008/01/junior-kimbrough-klasyka-lat-90.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/4052272684150513541/posts/default/17476516427644632'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/4052272684150513541/posts/default/17476516427644632'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://feelin-the-blues.blogspot.com/2008/01/junior-kimbrough-klasyka-lat-90.html' title='Junior Kimbrough - klasyka lat 90.'/><author><name>feelintheblues</name><uri>http://www.blogger.com/profile/07889035690671128074</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='30' height='32' src='http://2.bp.blogspot.com/_sXtXE3Y_vPM/Sydkxg0CzZI/AAAAAAAAASU/8PxgAmEFtrQ/S220/1579460641482be7a84b698.jpg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-4052272684150513541.post-3249973698154153976</id><published>2008-01-25T23:28:00.001+01:00</published><updated>2010-01-26T14:53:54.755+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='t-bone mania'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='urban blues'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='gitara'/><title type='text'>Walker brzęczy koło ucha...</title><content type='html'>&lt;p style="text-align: justify;" class="MsoNormal"&gt;Nawet tego nie rozumiem. Przykleił mi się kawałek &lt;b&gt;T-Bone&amp;rsquo;a&lt;/b&gt; &lt;i&gt;Don&amp;rsquo;t Give Me The Runaround&lt;/i&gt;. Gdybym jeszcze słuchał wczoraj czy tydzień temu Bone&amp;rsquo;a &amp;ndash; rozumiałbym. Jednym przykleja się &lt;i&gt;Jozin z Bazin&lt;/i&gt;, a mi &lt;i&gt;Don&amp;rsquo;t Give Me&lt;/i&gt;&amp;hellip; I czemu ten kawałek? Czy jest niezwykły? Jest! Jak dla mnie otwierający utw&amp;oacute;r pojedynczy akord wystarcza za niejedno solo. Wcale to jednak nie wyjaśnia, czemu &amp;oacute;w temat nagle wypłynął z zatęchłych zakamark&amp;oacute;w pamięci i brzęczał tuż przy uchu. Wiadomo, jedynym lekarstwem na brzęczenie jest posłuchanie tegoż brzęczenia kilka razy naprawdę. Jak już włączyłem, to&amp;hellip; zaczęło się.&lt;img src="http://estrona.net/wgears/files/ftb/Image/walker_tbs.jpg" alt="walker_tbs.jpg" title="walker_tbs.jpg" align="right"&gt;&lt;/p&gt;&lt;p style="text-align: justify;" class="MsoNormal"&gt;Przypomniałem sobie zaniedbane założenie, by prezentować w co drugiej audycji nagrania Walkera. Są kr&amp;oacute;tkie, więc niezbyt się powinny naprzykrzać tym, kt&amp;oacute;rzy ich nie lubią. (Są tacy???) Gdzie skończyliśmy? Nagrania z &lt;b&gt;Imperiala&lt;/b&gt;, lata 50. Czas na &lt;i&gt;Glamour Girl&lt;/i&gt; i &lt;i&gt;Strollin&amp;rsquo; With Bone&lt;/i&gt;. A potem dla por&amp;oacute;wnania te swingowo-sinatrowe nagrania z &lt;b&gt;Marlem Youngiem&lt;/b&gt;.&lt;/p&gt;&lt;p style="text-align: justify;" class="MsoNormal"&gt;&lt;o:p&gt; &lt;/o:p&gt;&lt;/p&gt;&lt;p style="text-align: justify;" class="MsoNormal"&gt;Może zacytuję fragment z mojego tekstu o Walterze dla &lt;b&gt;&amp;bdquo;Twojego Bluesa&amp;rdquo;&lt;/b&gt;:&lt;/p&gt;&lt;p style="text-align: justify; text-indent: 35.4pt;" class="MsoNormal"&gt;&amp;quot;Walker był bacznym obserwatorem sceny muzycznej. Wydany w 1949 roku &lt;i&gt;Blues&lt;/i&gt; &lt;i&gt;After Hours &lt;/i&gt;Craytona okazał się wielkim hitem. Odpowiedzią kr&amp;oacute;la gitary był r&amp;oacute;wnież instrumentalny&lt;i&gt; Strollin&amp;rsquo; With Bone,&lt;/i&gt; podczas kt&amp;oacute;rego artysta zwykł był grać z gitarą za głową, robiąc przy tym niemal szpagat (co widać na okładce wspomnianego albumu). W&amp;oacute;wczas powstał także znany &lt;b&gt;&lt;i&gt;Glamour Girl&lt;/i&gt;&lt;/b&gt;, bigbandowo brzmiący (mimo niewielkiego składu) &lt;i&gt;Travellin&amp;rsquo; Blues&lt;/i&gt; i standard &lt;i&gt;The Hustle Is On&lt;/i&gt;. We wszystkich wspomnianych nagraniach wykorzystano stały road band m.in. &lt;b&gt;Jimmy Wynn&lt;/b&gt; i &lt;b&gt;Eddie Davis&lt;/b&gt;. W czterech nagraniach Walker ponownie łączy swe siły z &lt;b&gt;Marlem Youngiem&lt;/b&gt;. Przez chwilę czujemy zbytkowy blichtr świateł Broadwayu. Na szczęście gitara, pełna łatwo rozpoznawalnego nerwu, nie daje zapomnieć, po co słuchamy bluesmana. Z drugiej strony rzadko Bone gra tak jazzowo, płynnie jak w &lt;b&gt;&lt;i&gt;Too Lazy&lt;/i&gt;&lt;/b&gt;. W &lt;b&gt;&lt;i&gt;Look Me In The Eye&lt;/i&gt;&lt;/b&gt; udowadnia, że jest nie gorszym śpiewakiem niż Joe Williams, partner Counta Basiego&amp;quot;. &amp;ndash; &lt;b&gt;&amp;bdquo;Tw&amp;oacute;j Blues&amp;rdquo;&lt;/b&gt; nr 28/2007, s. 20&lt;/p&gt;&lt;p style="text-align: justify;" class="MsoNormal"&gt;&lt;o:p&gt; &lt;/o:p&gt;&lt;/p&gt;&lt;p style="text-align: justify;" class="MsoNormal"&gt;&lt;img src="http://estrona.net/wgears/files/ftb/Image/walker_cir.jpg" alt="walker_cir.jpg" title="walker_cir.jpg" align="left"&gt;Właśnie słucham &lt;i&gt;Strollin&amp;rsquo; With Bone&lt;/i&gt;, co to za numer! A te breaki na dęciakach mają takiego kopa, takie jajo, he. Wyobrażam sobie, jak to musiało w 1950 roku bujać! Ba, buja i teraz. &lt;i&gt;Glamour Girl&lt;/i&gt; jest z kolei takie jak wiele numer&amp;oacute;w z mojej ulubionej &amp;bdquo;czarnej&amp;rdquo; płyty.&lt;/p&gt;&lt;p style="text-align: justify;" class="MsoNormal"&gt;Ale trzeba by puścić kilka numer&amp;oacute;w młodszych gitarzyst&amp;oacute;w &amp;ndash; &lt;b&gt;Craytona&lt;/b&gt;, &lt;b&gt;B. B. Kinga&lt;/b&gt;, &lt;b&gt;Clarence&amp;rsquo;a Browna&lt;/b&gt;, &lt;b&gt;Fulsona&lt;/b&gt;. Kurcze, to zmieni dość zasadniczo kształt audycji. Tyle starego grania, hm, kto to wytrzyma&amp;hellip; Hm, ale przecież to piękne, wzruszające nagrania!&lt;/p&gt;&lt;p style="text-align: justify;" class="MsoNormal"&gt;Takich magik&amp;oacute;w, grających jak Walker, było już w&amp;oacute;wczas mn&amp;oacute;stwo, nawet w drugiej połowie lat 40. się ich od razu namnożyło, tylko kto ich pamięta&amp;hellip; weźmy &lt;b&gt;Carla Hogana&lt;/b&gt;, gitarzystę Louisa Jordana, i ten słynny numer &lt;i&gt;Ain&amp;rsquo;t That Just Like A Woman&lt;/i&gt;, kt&amp;oacute;ry wyprzedza patenty Chucka Berry&amp;rsquo;ego o dekadę. Albo gitarzysta Charlesa Browna &amp;ndash; &lt;b&gt;Johnny Moore&lt;/b&gt;, albo kompletnie nieznany gitarzysta Roya Miltona &amp;ndash; &lt;b&gt;Johnny Rogers&lt;/b&gt;, kt&amp;oacute;ry nagrał &lt;i&gt;Junior Jumps&lt;/i&gt; w 1947 roku (zgrabny rock&amp;rsquo;n&amp;rsquo;rollowy kawałek). A ilu w og&amp;oacute;le nie nagrywało lub nigdy ich nie słyszałem?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ej, czasy magii nie zginęły ze Śr&amp;oacute;dziemiem. Magicy tylko czekają, by mi się pokazać. No a kto gra w The &lt;i&gt;Hustle Is On&lt;/i&gt; solo na saksie, Wynn czy Davis? Ci, kt&amp;oacute;rzy znali odpowiedź, zmarli&amp;hellip;&lt;/p&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/4052272684150513541-3249973698154153976?l=feelin-the-blues.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://feelin-the-blues.blogspot.com/feeds/3249973698154153976/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://feelin-the-blues.blogspot.com/2008/01/walker-brzeczy-koo-ucha.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/4052272684150513541/posts/default/3249973698154153976'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/4052272684150513541/posts/default/3249973698154153976'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://feelin-the-blues.blogspot.com/2008/01/walker-brzeczy-koo-ucha.html' title='Walker brzęczy koło ucha...'/><author><name>feelintheblues</name><uri>http://www.blogger.com/profile/07889035690671128074</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='30' height='32' src='http://2.bp.blogspot.com/_sXtXE3Y_vPM/Sydkxg0CzZI/AAAAAAAAASU/8PxgAmEFtrQ/S220/1579460641482be7a84b698.jpg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-4052272684150513541.post-182013171051071887</id><published>2008-01-24T23:30:00.000+01:00</published><updated>2009-12-04T23:30:56.377+01:00</updated><title type='text'>Lightnin' - dobry na wszystko</title><content type='html'>&lt;p class="MsoNormal"&gt;Co na skołatane nerwy? Co na rozstr&amp;oacute;j umysłu, na szum w głowie, na chaos? Co na ostatnie dwie godziny przed p&amp;oacute;łnocą w czasie pełni księżyca? Co na nadmiar liter na białym tle monitora LCD, co? Kto powie ci przekonująco: &lt;i&gt;Uspok&amp;oacute;j się, wyluzuj!&lt;/i&gt; Kto, do cholery, zrobi to lepiej niż &lt;b&gt;Lightnin&amp;rsquo; Hopkins&lt;/b&gt;?!&lt;/p&gt;&lt;p class="MsoNormal"&gt;&lt;img src="http://estrona.net/wgears/files/ftb/Image/lh_sl_1.jpg" alt="lh_sl_1.jpg" title="lh_sl_1.jpg" align="right"&gt;Sam &amp;bdquo;Lightnin&amp;rsquo;&amp;rdquo; Hopkins wie o mnie wszystko. Ja z kolei znam go od setek lat. Jest zawsze nieco sterany życiem, zawsze ciut obojętny wobec gorączki wielkiego miasta, zawsze po rozmowie z Bogiem, kt&amp;oacute;ry nie miał dla niego czasu i powiedział, by poszedł do diabła. Hopkins gra bluesa na falach oceanu. Siedzi w rozlatującej się łupinie, na spokojnej fali, bez potrzeby powrotu na ląd. Buja mnie niemal niedostrzegalnie, ale czuję nadchodzącą błogość jak dziecko w kołysce.&lt;/p&gt;&lt;p class="MsoNormal"&gt;Lightnin&amp;rsquo; m&amp;oacute;głby grać jednego bluesa całą wieczność. Jak Son House, tyle że Son jest delficką Pytią wijącą się w transie, Lightnin&amp;rsquo; zaś jest wszechwiedzącym mędrcem, kt&amp;oacute;ry przeszedł przez stan nirwany i wr&amp;oacute;cił na ziemię. Teraz wie, że struny służą do wyrażania doskonałości, a doskonałość jest prostotą.&lt;/p&gt;&lt;p class="MsoNormal"&gt;Ten kto znalazł, nie szuka.&lt;/p&gt;&lt;p class="MsoNormal"&gt;Fenomen bluesa polega na duchowości przejawiającej się w emocjach. Niestety najgłębszy aspekt tej duchowości jest tak ulotny, że nie spos&amp;oacute;b go przenieść na język sł&amp;oacute;w. Wyrazić słowami możemy tylko emocje i ekspresję dostępną, wykształconą w naszej kulturze. Dlatego blues, ta esencja bluesa obecna u Lightnin&amp;rsquo;a, wręcz namacalna, nijak nie daje się precyzyjnie uchwycić. Tak naprawdę mieści się gdzieś między sensem ukrytym w słowach &amp;bdquo;czucie&amp;rdquo; i &amp;bdquo;objawienie&amp;rdquo;.&lt;/p&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/4052272684150513541-182013171051071887?l=feelin-the-blues.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://feelin-the-blues.blogspot.com/feeds/182013171051071887/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://feelin-the-blues.blogspot.com/2008/01/lightnin-dobry-na-wszystko.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/4052272684150513541/posts/default/182013171051071887'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/4052272684150513541/posts/default/182013171051071887'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://feelin-the-blues.blogspot.com/2008/01/lightnin-dobry-na-wszystko.html' title='Lightnin&apos; - dobry na wszystko'/><author><name>feelintheblues</name><uri>http://www.blogger.com/profile/07889035690671128074</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='30' height='32' src='http://2.bp.blogspot.com/_sXtXE3Y_vPM/Sydkxg0CzZI/AAAAAAAAASU/8PxgAmEFtrQ/S220/1579460641482be7a84b698.jpg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-4052272684150513541.post-8443406366288747402</id><published>2008-01-17T23:32:00.000+01:00</published><updated>2009-12-04T23:32:58.602+01:00</updated><title type='text'>Burnside - moja muza</title><content type='html'>&lt;p class="MsoNormal"&gt;To jednak jest moja muza! Dzieje się sama! Słucham i wymiękam, i taki &amp;bdquo;wymięk&amp;rdquo; już mi zostaje. Nagrania pochodzą sprzed 40 lat. Gitara brzmi bardzo rootsowo, ale nie dziadowsko. &lt;img title="rlb_mbnr.jpg" alt="rlb_mbnr.jpg" src="http://estrona.net/wgears/files/ftb/Image/rlb_mbnr.jpg" align="left"&gt;Najbardziej narkotyczny jest rytm, nie wiem, czy widzieliście kiedyś chorego gołębia, kt&amp;oacute;ry miał tak zwanego kręćka &amp;ndash; kręcił się w k&amp;oacute;łko, kolebiąc, przestępując z łapki na łapkę, aż w końcu zdychał. Słuchając &lt;b&gt;R. L.&lt;/b&gt; &lt;b&gt;Burnside&amp;rsquo;a&lt;/b&gt;, też dostaję kręćka, ale jaki jestem przy tym szczęśliwy! A do tego dochodzi fantastyczny głos, pełen wzruszającego smutku, oczekiwania, hm, tęsknoty, czasem rozdrażnienia, czasem ciepła, nigdy ckliwości, nigdy wściekłości. Blues to czasem taki czarny stoicyzm, czasem mantra.&lt;/p&gt;&lt;p class="MsoNormal"&gt;Właśnie leci &lt;i&gt;See My Jumper&lt;/i&gt;, pierwotna wersja &lt;i&gt;Jumper On The Line&lt;/i&gt;. Są tu dwie gitary czy jedna?&lt;/p&gt;&lt;p class="MsoNormal"&gt;Tak, Burnside był niepowtarzalny. Gdy zmarł Hooker, głośno m&amp;oacute;wiłem, że teraz ostał nam się ino Burnside. Owszem, są goście typu T-Model Ford, Willie King, Big Jack Johnson, ale to jednak nie to. Jak wiadomo w latach 90. Burnside grał już swego transowego elektrycznego bluesa z p&amp;oacute;łnocnego Mississippi, wsp&amp;oacute;łtworząc tak zwane fat-possumowe brzmienie, ale twierdził, że to akustyczny blues jest hm&amp;hellip; realniejszy, może prawdziwszy: &lt;i&gt;It sounds realer&amp;hellip; I hope to do more recordings on the acoustic&lt;/i&gt;. Mogę to zrozumieć, gdy słyszę tę płytę.&lt;/p&gt;&lt;p class="MsoNormal"&gt;Ha! A teraz w Radiu Derf słyszę Rev. Garego Davisa &amp;ndash; też gigant!!! - &lt;a title="Radio Derf" target="_blank" href="http://radioderf.info/"&gt;www.radioderf.info&lt;/a&gt;&lt;/p&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/4052272684150513541-8443406366288747402?l=feelin-the-blues.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://feelin-the-blues.blogspot.com/feeds/8443406366288747402/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://feelin-the-blues.blogspot.com/2008/01/burnside-moja-muza.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/4052272684150513541/posts/default/8443406366288747402'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/4052272684150513541/posts/default/8443406366288747402'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://feelin-the-blues.blogspot.com/2008/01/burnside-moja-muza.html' title='Burnside - moja muza'/><author><name>feelintheblues</name><uri>http://www.blogger.com/profile/07889035690671128074</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='30' height='32' src='http://2.bp.blogspot.com/_sXtXE3Y_vPM/Sydkxg0CzZI/AAAAAAAAASU/8PxgAmEFtrQ/S220/1579460641482be7a84b698.jpg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-4052272684150513541.post-1143882290341708304</id><published>2008-01-16T23:35:00.000+01:00</published><updated>2009-12-04T23:36:15.457+01:00</updated><title type='text'>Bluesowe inspiracje, bluesowe początki</title><content type='html'>&lt;p class="MsoNormal"&gt;&lt;b&gt;Malcolm &amp;bdquo;Papa Mali&amp;rdquo; Welbourn&lt;/b&gt; &amp;ndash; przez dwie dekady był członkiem zespołu reggae &amp;ndash; &lt;b&gt;Killer Bees&lt;/b&gt;. Powoli jednak wraca do luizjańskich korzeni, w tym do bluesa. Ogromny wpływ wywarł na niego &lt;b&gt;John Campbell&lt;/b&gt;. W kr&amp;oacute;tkiej rozmowie dla &lt;b&gt;&amp;bdquo;Blues Revue&amp;rdquo;&lt;/b&gt; nr 10 czerwiec/lipiec 2007 trafiłem na znamienny akapit. John Campbell &amp;bdquo;pokazał mi, jak używać otwartych stroj&amp;oacute;w, grać slide&amp;rsquo;em. Był przyjacielem mojego starszego brata i usłyszał, kiedy ćwiczę utw&amp;oacute;r Allman Brothers Band. Pokiwał głową i powiedział: &amp;raquo;Człowieku, powinieneś posłuchać gości, kt&amp;oacute;rych oni słuchali&amp;laquo;. Zapytałem: &amp;raquo;Tak, kogo?&amp;laquo;. Więc pożyczył mi nagrania T-Bone&amp;rsquo;a, Elmore&amp;rsquo;a Jamesa, Charleya Pattona i Roberta Johnsona. Wszyscy moi przyjaciele słuchali Led Zep. Też w tym siedziałem, ale powiedziałem: &amp;raquo;Wiesz, oni rzeczywiście tego nie napisali&amp;laquo;&amp;rdquo;. Ten charakterystyczny fragment nie należy do wyjątkowych. W co drugim wywiadzie można natknąć się na tego typu passus. Młodziutki pasjonat ma starszego kolegę, kt&amp;oacute;ry odkrywa przed nim talenty mistrz&amp;oacute;w. To część edukacji. Nie ma w muzyce, szczeg&amp;oacute;lnie w bluesie, jakiegoś radykalnego konfliktu pokoleń. Jeśli uznamy, że np. SRV rozwinął styl Buddego Guya, nie znaczy to, że nie ma sensu słuchać Buddego. Jeżeli nawet nie ma starszego kolegi pod ręką i tak jest wewnętrzna ciekawość, po przeczytaniu np. tekstu o swoim ulubieńcu, by posłuchać muzyki, kt&amp;oacute;ra inspirowała jego.&lt;/p&gt;&lt;p class="MsoNormal"&gt;Trzydziestoletni &lt;b&gt;Matt Schofield&lt;/b&gt; miesza ciekawie bluesa, jazz, rock, funky. Jego pierwsi herosi to Albert Collins i Albert King (grali jeszcze na początku lat 90.), ale sypie jak z rękawa nazwiskami typu Lonnie Johnson, B. B. King, T-Bone Walker, Django Reinhardt, Freddie King. Nie chcę po raz kolejny powtarzać listy nazwisk, kt&amp;oacute;re wymienia Dave Gross, Nick Curran czy Sean Costello &amp;ndash;&lt;b&gt; bluesowe młodziaki.&lt;br&gt;&lt;br /&gt;&lt;/b&gt;&lt;/p&gt;&lt;p class="MsoNormal"&gt;Uświadomiłem sobie, że to jest coś, czego szalenie brakuje w Polsce. Dla Nalepy czy muzyk&amp;oacute;w Dżemu muzyka zaczyna się w latach 60. Wcześniej był jedynie Elvis i Chuck Berry. I do dziś w wielu przypadkach tak jest. Rzadko też muzyka czyichś mistrz&amp;oacute;w zachęca adept&amp;oacute;w do odkrywania ich mistrz&amp;oacute;w &amp;ndash; mistrz&amp;oacute;w mistrz&amp;oacute;w. Z ciekawości biorę garść &lt;b&gt;&amp;bdquo;Twoich Blues&amp;oacute;w&amp;rdquo;&lt;/b&gt;. Zobaczmy, jak to wygląda. Wybrałem zaledwie kilku wykonawc&amp;oacute;w, właściwie losowo, może w wolnej chwili pokuszę się o ciąg dalszy:&lt;/p&gt;&lt;p class="MsoNormal"&gt;&amp;ndash; &lt;b&gt;Devil Blues&lt;/b&gt; (TB 26/2006): pierwszy kontakt  &amp;ndash; Nalepa, Kasa Chorych, Clapton, B. B. King, Mayall, potem &amp;ndash; Ronnie Earl, Freddie King, Albert King, Otis Rush, Albert Collins, Stevie Ray Vaughan, Doyle Bramhall II, Philip Sayce, Scott Henderson, Bernard Allison, Steve Gadd, band Hendriksa, Riedel, Keb&amp;rsquo; Mo, Kawalec, Deep Purple, Pastorius;&lt;/p&gt;&lt;p class="MsoNormal"&gt;&amp;ndash; &lt;b&gt;Si&amp;oacute;dma w Nocy&lt;/b&gt; (TB 26/2006): początki Dżem, Muddy Waters, aktualnie Buddy Guy, B. B. King, S. R. Vaughan, A. King, A. Collins, Clapton, John Coltrane, Charles Mingus, Victor Wooten;&lt;/p&gt;&lt;p class="MsoNormal"&gt;&amp;ndash; &lt;b&gt;Rockomotive&lt;/b&gt; (TB 26/2006):: od Roberta Johnsona do B. B. Kinga, ale przede wszystkim SRV, Deep Purple, Lynyrd Skynyrd, ABB, SRV, Jimmy Page;&lt;/p&gt;&lt;p class="MsoNormal"&gt;&amp;ndash; &lt;b&gt;Blues Doctors&lt;/b&gt; (TB 26/2006):  Otis Redding, Tower of Power, Robben Ford, Five Blind Boys of Alabama, Ray Charles, Little Milion, Buddy Guy;&lt;/p&gt;&lt;p class="MsoNormal"&gt;&amp;ndash; &lt;b&gt;Bartek Łęczycki&lt;/b&gt; (TB 25/2006):  William Clarke, Alex Schultz, Little Charlie, J. J. Milteau, Robben Ford, Keb&amp;rsquo; Mo;&lt;/p&gt;&lt;p class="MsoNormal"&gt;&amp;ndash; &lt;b&gt;Obstawa Prezydenta&lt;/b&gt; (TB 25/2006): Muddy Waters, Willie Dixon, J. L. Hooker, Albert Collins; Miles Davis, Pat Metheny;&lt;/p&gt;&lt;p class="MsoNormal"&gt;&amp;ndash; &lt;b&gt;Roman Puchowski&lt;/b&gt; (TB 24/2006): Robert Johnson, Sonic Youth, Blind Willie Johnson, The Residents, Wim Wertens, Molvaer;&lt;/p&gt;&lt;p class="MsoNormal"&gt;&amp;ndash; &lt;b&gt;Greg Szlapczynski&lt;/b&gt; (TB 24/2006): Sonny Boy Williamson II, Little Walter, Miles Davis, John Coltrane;&lt;/p&gt;&lt;p class="MsoNormal"&gt;&amp;ndash; &lt;b&gt;Outsider Blues&lt;/b&gt; (TB 22/2005): Muddy Waters, SRV, Kim Wilson, James Cotton, NZB, Nalepa;&lt;/p&gt;&lt;p class="MsoNormal"&gt;&amp;ndash; &lt;b&gt;Ścigani &lt;/b&gt;(TB 22/2005): Dżem, Scott Henderson, Robben Ford, Larry Carlton, B. B. King, SRV, Albert King (rzadka wypowiedź Jarka Dobrzyńskiego: &lt;i&gt;Rozpoczynałem od SRV-a, ale szybko odkryłem, że trzeba wr&amp;oacute;cić się do Alberta Kinga&lt;/i&gt;), Keb&amp;rsquo; Mo, Allman Brothers Band;&lt;/p&gt;&lt;p class="MsoNormal"&gt;&amp;ndash; &lt;b&gt;Fine Kattle of Fish&lt;/b&gt; (TB 22/2005): Billy Boy Arnold, Mayall;&lt;/p&gt;&lt;p class="MsoNormal"&gt;&amp;ndash; &lt;b&gt;Kłusem z Bluesem&lt;/b&gt; (Tomek Kiersnowski) (TB 20/2005): Little Walter, Sonny Boy Williamson II, Walter Hormon, Georgie Smith, Kim Wilson, Rod Piazza, Sugar Ray Norcia, William Clarke, Paul Butterfield, Sonny Terry;&lt;/p&gt;&lt;p class="MsoNormal"&gt;&amp;ndash; &lt;b&gt;Paweł Szamański&lt;/b&gt; (TB 20/2005): Mississippi John Hurt, Johnny Shines, Junior Wells, Buddy Guy, Skip James, Gary Davis, Blind Boy Fuller, Big Bill Broonzy, Etta Baker, Taj Mahal, Roy Bookbinder, Johnny Winter;&lt;/p&gt;&lt;p class="MsoNormal"&gt;&amp;ndash; &lt;b&gt;Lester Kidson&lt;/b&gt; (TB 20/2005): Albert Collins, T-Bone Walker, Dave Gilmour, Hendrix, Johnny Vee, Robbie Laws, Tommy Castro, Robert Scott;&lt;/p&gt;&lt;p class="MsoNormal"&gt;&amp;ndash; &lt;b&gt;Marcin Szulkowski&lt;/b&gt; (TB 20/2005): John Lee Hooker, Fleetwood Mac, Kim Wilson, Duke Robillard, Preston Hubbard, Christian McBride, Steve Mugalian, Fred Below, B. B. King, Buddy Guy, T-Bone Walker, Albert Collins, Ronnie Earl, Dave Specter;&lt;/p&gt;&lt;p class="MsoNormal"&gt;&amp;ndash; &lt;b&gt;Blue Sounds&lt;/b&gt; (TB 20/2005): Waters, King, Clapton, Jakubowicz, Mielczanek, Riedel;&lt;/p&gt;&lt;p&gt;P&amp;oacute;ki co muszę się powstrzymać od opinii, ale jakiś tam, całkiem ciekawy, obrazek zaczyna się wyłaniać...&lt;/p&gt;&lt;p class="MsoNormal"&gt;&lt;o:p&gt;&lt;b&gt; &lt;/b&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/p&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/4052272684150513541-1143882290341708304?l=feelin-the-blues.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://feelin-the-blues.blogspot.com/feeds/1143882290341708304/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://feelin-the-blues.blogspot.com/2008/01/bluesowe-inspiracje-bluesowe-poczatki.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/4052272684150513541/posts/default/1143882290341708304'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/4052272684150513541/posts/default/1143882290341708304'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://feelin-the-blues.blogspot.com/2008/01/bluesowe-inspiracje-bluesowe-poczatki.html' title='Bluesowe inspiracje, bluesowe początki'/><author><name>feelintheblues</name><uri>http://www.blogger.com/profile/07889035690671128074</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='30' height='32' src='http://2.bp.blogspot.com/_sXtXE3Y_vPM/Sydkxg0CzZI/AAAAAAAAASU/8PxgAmEFtrQ/S220/1579460641482be7a84b698.jpg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-4052272684150513541.post-757374375152466945</id><published>2008-01-15T23:39:00.000+01:00</published><updated>2009-12-04T23:40:14.791+01:00</updated><title type='text'>Blues - hermetyczny język potrzebny...</title><content type='html'>&lt;p class="MsoNormal"&gt;Zostałem poproszony o napisanie recenzji albumu bluesowego do pisma, nazwijmy to, og&amp;oacute;lnokulturowego. &lt;i&gt;Tylko nie pisz tego językiem hermetycznym&lt;/i&gt; &amp;ndash; to było jedyne zastrzeżenie. &lt;i&gt;Ok&lt;/i&gt; &amp;ndash; powiedziałem &amp;ndash; &lt;i&gt;nigdy nie piszę językiem hermetycznym.&lt;/i&gt;&lt;/p&gt;&lt;p class="MsoNormal"&gt;Jednak kiedy już wziąłem byka za rogi&amp;hellip; Tia&amp;hellip; To nie takie proste. Właśnie że piszę językiem hermetycznym nawet tu, piszę językiem hermetycznym w &lt;b&gt;&amp;bdquo;Twoim Bluesie&amp;rdquo;&lt;/b&gt;, na forach, ba, nawet w radiu wyrażam się hermetycznie. Bo przecież posługuję się ewidentnymi dla mnie nazwiskami &amp;ndash; Muddy Waters, T-Bone Walker, James Cotton, Williamson (nawet m&amp;oacute;j słownik w wordzie je zna). Używam termin&amp;oacute;w typu jump, shuffle, groove, feeling, chicagowski blues, kalifornijski blues, fat-possumowe brzmienie (no, tu może posuwam się za daleko). Nawet jeśli dopuszczam myśl, że ktoś czegoś nie rozumie, zakładam, że należy do mniejszości; jak nie, to niech się uczy, rozwija słownictwo, poszerza horyzonty. A tu? Siłą rzeczy musiałem czasem szukać innych środk&amp;oacute;w wyrazu lub unikać raf, pomijając pewne frazy milczeniem.&lt;/p&gt;&lt;p class="MsoNormal"&gt;Tak czy siak moje spojrzenie na bluesa wypłynęło na wierzch. He, oliwa zawsze sprawiedliwa.&lt;/p&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/4052272684150513541-757374375152466945?l=feelin-the-blues.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://feelin-the-blues.blogspot.com/feeds/757374375152466945/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://feelin-the-blues.blogspot.com/2008/01/blues-hermetyczny-jezyk-potrzebny.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/4052272684150513541/posts/default/757374375152466945'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/4052272684150513541/posts/default/757374375152466945'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://feelin-the-blues.blogspot.com/2008/01/blues-hermetyczny-jezyk-potrzebny.html' title='Blues - hermetyczny język potrzebny...'/><author><name>feelintheblues</name><uri>http://www.blogger.com/profile/07889035690671128074</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='30' height='32' src='http://2.bp.blogspot.com/_sXtXE3Y_vPM/Sydkxg0CzZI/AAAAAAAAASU/8PxgAmEFtrQ/S220/1579460641482be7a84b698.jpg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-4052272684150513541.post-8595326064867076112</id><published>2008-01-13T23:43:00.000+01:00</published><updated>2009-12-04T23:44:32.955+01:00</updated><title type='text'>Ronnie - Hope Radio</title><content type='html'>&lt;p class="MsoNormal"&gt;Nowa płyta &lt;b&gt;Ronniego Earla&lt;/b&gt; to zawsze wydarzenie. Tytuł i okładka daje dość jasną wskaz&amp;oacute;wkę. W środku widzę zabawną reprodukcję malowidła &lt;b&gt;Lamara Sorrento&lt;/b&gt;. Ronnie słucha starego radia z gitarą podpiętą pod wzmacniacz, a w oknie widać antenę nadawczą. Tak, radio w tamtych czasach, pewnie wczesne lata 60., posiadało magiczną moc. Dziś też ma, tylko siła oddziaływania, zakres jest zgoła undergroundowy. Wątpię, by dziś ktoś słuchał Ronniego z gitarą podpiętą pod cokolwiek, pr&amp;oacute;bując grać wraz z nim. Nie ma co ukrywać, że miałby trudniej niż Earl.&lt;/p&gt;&lt;p class="MsoNormal"&gt;&lt;img title="re_picture.jpg" alt="re_picture.jpg" src="http://estrona.net/wgears/files/ftb/Image/re_picture.jpg" align="right"&gt;Materiał na płytę został zarejestrowany na żywo w studiu, stąd pod koniec pobrzmiewają szczere choć skromne brawa (trudno m&amp;oacute;wić o owacji w przypadku kilku czy kilkunastu os&amp;oacute;b). Będzie też dvd z tym materiałem.&lt;/p&gt;&lt;p class="MsoNormal"&gt;No to jedziemy. &lt;b&gt;&lt;i&gt;Eddie&amp;rsquo;s Gospel Groove&lt;/i&gt;&lt;/b&gt; jest doskonały na początek: dynamiczny, gęsty riff, perfekcyjna pulsacja rytmiczna, nieco funkowa zadziorność. W muzycznej przestrzeni &lt;b&gt;Dave Limina&lt;/b&gt; rozlewa mn&amp;oacute;stwo hammonda, więcej go tu niż na oryginale (pierwotnie ten temat otwierał doskonałą płytę &lt;i&gt;Language of Soul&lt;/i&gt;). Ymm&amp;hellip; jak cudnie śpiewa tu gitara Earla!&lt;/p&gt;&lt;p class="MsoNormal"&gt;Następny &lt;b&gt;&lt;i&gt;Bobby&amp;rsquo;s Bop&lt;/i&gt;&lt;/b&gt; to typowe shuffle &lt;i&gt;&amp;agrave; la&lt;/i&gt; Ronnie &amp;ndash; on jest mistrzem oddechu. Zostawia dużo czasu na wybrzmienie szarpniętych strun, tak by dźwięki na dobre zadomowiły się w uchu. To ewidentnie szkoła Granta Greena czy Burrella. Numery takie jak ten to mi&amp;oacute;d na moje uszy. Pięknie obnażył swą wrażliwość jeszcze niezbyt znany mi Dave Limina. Może się mylę, ale ten utw&amp;oacute;r m&amp;oacute;głby być hołdem dla Roberta Lockwooda, kt&amp;oacute;remu Earl dedykuje album.&lt;/p&gt;&lt;p class="MsoNormal"&gt;&lt;b&gt;&lt;i&gt;Blues For The West Side&lt;/i&gt;&lt;/b&gt; &amp;ndash; tytuł w połączeniu z pierwszymi nutami wszystko wyjaśnia. To dla odmiany &amp;bdquo;tribute&amp;rdquo; dla gitarzyst&amp;oacute;w z zachodniej strony Chicago &amp;ndash; Magic Sama i Otisa Rusha przede wszystkim. Wolny, instrumentalny blues (jak cała płyta) pełen dosadnej emocjonalności, chicagowskiego żaru. Uuu&amp;hellip; Ronnie skończył jedno solo! Chwila wyciszenia i zmienił brzmienie na perliste, diamentowe, oj&amp;hellip; kocham te subtelne nutki, wymiękam&amp;hellip; pieścimy, pieścimy, aż nagle czuje się, że za chwilę zn&amp;oacute;w wybuchniemy, dynamika rośnie, zn&amp;oacute;w wulkan wyrzuca lawę żaru!&lt;/p&gt;&lt;p class="MsoNormal"&gt;Czas na &lt;b&gt;&lt;i&gt;I Am With You&lt;/i&gt;&lt;/b&gt;. Początek majestatyczny, charakterystyczny, pełen napięcia, oczekiwania &amp;ndash; powr&amp;oacute;t Tytan&amp;oacute;w. Jest coś niezwykle wzruszającego w tym temacie: nikt nie śpiewa, a jakby łkał Sam McClaim, Bobby Bland czy Otis Redding! Hej! Nie mogę tak pisać o każdym numerze&amp;hellip; O, zn&amp;oacute;w słodkie solo na hammondzie?... Nie, tylko kilka dźwięk&amp;oacute;w. Ejże, panie Virtuoso, daj pan pograć innym. Wiem, że to tw&amp;oacute;j album, ale czuję, że pan Limina to niezły aparat! Oj, jak ten gitarzysta pięknie podciąga struny (5:25). Jest tu taki cichutki moment, gdy niemal wszyscy przestają grać, to jest doskonałość&amp;hellip; zasłużone brawa&amp;hellip;&lt;/p&gt;&lt;p class="MsoNormal"&gt;&lt;img title="re_hr.jpg" alt="re_hr.jpg" src="http://estrona.net/wgears/files/ftb/Image/re_hr.jpg" align="left"&gt;A teraz dość zaskakujący numer &lt;b&gt;&lt;i&gt;Katrina Blues&lt;/i&gt;&lt;/b&gt; &amp;ndash; grany solo na gitarze akustycznej, w duchu Lightnin&amp;rsquo; Hopkinsa, podobne zamyślenie. Jak to się ładnie układa w portret wrażliwości naszego artysty. Ten kr&amp;oacute;tki, trzy i p&amp;oacute;łminutowy bluesik to perełka.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;b&gt;&lt;i&gt;&lt;/i&gt;&lt;/b&gt;&lt;/p&gt;&lt;p class="MsoNormal"&gt;&lt;b&gt;&lt;i&gt;Wolf Dance&lt;/i&gt;&lt;/b&gt;&lt;i&gt; &lt;/i&gt;&amp;ndash; tu interpretacja tytułu r&amp;oacute;wnież jest jasna. Temat jest wyraźnie inspirowany kompozycjami Howlin&amp;rsquo; Wolfa, np. &lt;i&gt;Smokestack Lightnin&amp;rsquo;&lt;/i&gt;. Gitara też sążnista, skwiercząca, siarczysta. Wreszcie przyszła pora na klawisze. Za czas&amp;oacute;w Bruce&amp;rsquo;a Katza było tego więcej. Teraz ku memu zaskoczeniu w jego rolę świetnie wcielił się &lt;b&gt;&amp;bdquo;Madcat&amp;rdquo;&lt;/b&gt;&lt;b&gt; Ward&lt;/b&gt; &amp;ndash; na og&amp;oacute;ł basista. Ronnie &amp;ndash; jak wielu jest gitarzyst&amp;oacute;w, u kt&amp;oacute;rych miłość do muzyki słychać tym mocniej, im subtelniej grają???&lt;/p&gt;&lt;p class="MsoNormal"&gt;&lt;b&gt;&lt;i&gt;Kay My Dear&lt;/i&gt;&lt;/b&gt; &amp;ndash; czy ja nie znam tego utworu? Bardzo liryczny, poetycki nastr&amp;oacute;j od samego początku. Poezja pisana kostką. Czy to tu jest lekko obecny duch Santany? Może Petera Greena? Lubię takie pastelowe pejzaże, impresyjne, przeradzające się stopniowo w wyznanie wiary, szukanie Boga, ekstazę.&lt;/p&gt;&lt;p class="MsoNormal"&gt;Następny &lt;b&gt;&lt;i&gt;Blues For The Homeless&lt;/i&gt;&lt;/b&gt; jest nieco podobny stylistycznie. Powiedziałbym, że to pewne potknięcie w doborze repertuaru, choć utw&amp;oacute;r znakomity.&lt;/p&gt;&lt;p class="MsoNormal"&gt;O! Po raz pierwszy Ronnie coś powiedział przed utworem &amp;ndash; &lt;b&gt;&lt;i&gt;Beautiful Child&lt;/i&gt;&lt;/b&gt;. Napisał go po wyjściu z nałogu alkoholowego, kiedy wreszcie ujrzał rzeczywistość na trzeźwo i był zauroczony. Kompozycja jest zatem afirmacją świata, wyrazem upojenia. A jaka jest &amp;ndash; delikatna, wyrażająca jakby onieśmielenie bogactwem, cudownie spokojna, ciepła, przytulna jak puchowa kołderka. Jeszcze sympatyczniejsza okazuje się, gdy czule gra na nam Dave Limina. Będę puszczał ten temat dziecku do kołyski. Nie ma tu żadnego ostrego dźwięku, a jednocześnie muzycy grają z tak niesłychanym namaszczeniem, zaangażowaniem, że jest to wciągające i otumaniające. Zresztą cudnie brzmi r&amp;oacute;wnież delikatna perkusja (&lt;b&gt;Lorne Entress&lt;/b&gt;) czy zmysłowy bas (&lt;b&gt;Jim Mouradian&lt;/b&gt;).&lt;/p&gt;&lt;p class="MsoNormal"&gt;&lt;b&gt;&lt;i&gt;Blues For Otis Rush&lt;/i&gt;&lt;/b&gt; to mocna rzecz, może najmocniejsza. Rozsadza uszy energią, gitara i hammond przeplatają się w orgiastycznym tańcu, z umęczonych strun Książe wyciska si&amp;oacute;dme poty, uch&amp;hellip; niemal po czterech minutach daje odetchnąć. Tu dopiero słychać gościa &amp;ndash; &lt;b&gt;Nicka Adamsa&lt;/b&gt; &amp;ndash; wspomagającego dyskretnie lidera swymi gitarowymi akordami. Ciekaw jestem, co czuje Otis Rush, słuchając tegoż utworu. Musi być wniebowzięty, musi być dumny. Momenty liryczne przeplatają się z dynamicznymi &amp;ndash; zresztą jest to klasyczna metoda Earla &amp;ndash; przyrąbać, a potem wyluzować lub odwrotnie.&lt;/p&gt;&lt;p class="MsoNormal"&gt;No i mamy ostatni temat &lt;b&gt;&lt;i&gt;New Gospel Tune&lt;/i&gt;&lt;/b&gt; rozpoczynający się piękną fortepianową introdukcją. Lekki, radosny temacik z frywolną gitarką, bezpretensjonalny, pełen gracji. Oj, bardzo pogodnie kończy się to spotkanie z czarodziejem.&lt;/p&gt;&lt;p class="MsoNormal"&gt;Na koniec jeszcze drobna uwaga. Album jest znakomity, a jednak miałem pewne uczucie deja vu. Nic dziwnego. Dla os&amp;oacute;b znających płyty pana E. nie będzie tu wielu niespodzianek: tematy 1, 4, 9 &amp;ndash; album &lt;i&gt;Language of Soul&lt;/i&gt;,  3 &amp;ndash; &lt;i&gt;Still River&lt;/i&gt;, 6 &amp;ndash; &lt;i&gt;I Feel Like Goin&amp;rsquo; On&lt;/i&gt;, 7 &amp;ndash; &lt;i&gt;Now My Soul&lt;/i&gt;. Mamy zatem tylko pięć nowych utwor&amp;oacute;w, zał&amp;oacute;żmy, że nowych. Ale i tak warto .&amp;nbsp; :)&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/p&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/4052272684150513541-8595326064867076112?l=feelin-the-blues.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://feelin-the-blues.blogspot.com/feeds/8595326064867076112/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://feelin-the-blues.blogspot.com/2008/01/ronnie-hope-radio.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/4052272684150513541/posts/default/8595326064867076112'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/4052272684150513541/posts/default/8595326064867076112'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://feelin-the-blues.blogspot.com/2008/01/ronnie-hope-radio.html' title='Ronnie - Hope Radio'/><author><name>feelintheblues</name><uri>http://www.blogger.com/profile/07889035690671128074</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='30' height='32' src='http://2.bp.blogspot.com/_sXtXE3Y_vPM/Sydkxg0CzZI/AAAAAAAAASU/8PxgAmEFtrQ/S220/1579460641482be7a84b698.jpg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-4052272684150513541.post-1395326516555438788</id><published>2008-01-10T23:47:00.000+01:00</published><updated>2009-12-04T23:48:42.171+01:00</updated><title type='text'>Willie Cobbs - czemuż by nie!</title><content type='html'>&lt;p class="MsoNormal"&gt;O, jak to dobrze mieć chwilę na zrobienie tego, na co ma się ochotę! A ja właśnie wymyśliłem sobie, że napiszę coś o pierwszej lepszej płycie, kt&amp;oacute;ra mi się nawinie. Bach, bach, strzał i padło na &lt;b&gt;Willie&amp;rsquo;ego Cobbsa&lt;/b&gt;. Jestem właśnie w połowie. Nie wiem, czemu Willie tak się męczy, śpiewając czasem, jakby łamał mu się głos, czasem ocierając się o fałsz. A najgorzej jest, gdy śpiewa falsetem. Coś mu spadło na ciało w nieodpowiednim miejscu?.. I do tego w najsłynniejszym numerze &amp;ndash; &lt;b&gt;&lt;i&gt;You Don&amp;rsquo;t Love Me&lt;/i&gt;&lt;/b&gt;? Tak, tak, przecież to Willie skomponował ten temat, bodajże w 1960 lub 1961 roku. O, a jak chłopak chce, to potrafi całkiem mocno szarpnąć gardłem. W sumie śpiewa trochę soulowo. Gra na harmonijce wg szkoły Jimmiego Reeda. Długawy ten numer, pianino mi się podoba. Ciekawe, że na og&amp;oacute;ł gitarzystą solowym jest znany w Polsce &lt;b&gt;Johnny Rawls&lt;/b&gt;.&lt;/p&gt;&lt;p class="MsoNormal"&gt;&lt;img src="http://estrona.net/wgears/files/ftb/Image/wc_dte.jpg" alt="wc_dte.jpg" title="wc_dte.jpg" align="left"&gt;Może przy okazji uściślijmy: m&amp;oacute;wimy o płycie &lt;b&gt;&lt;i&gt;Down To Earth&lt;/i&gt;&lt;/b&gt;, wydanej dla znakomitej (kultowej?) wytw&amp;oacute;rni &lt;b&gt;Rooster Blues&lt;/b&gt; (spośr&amp;oacute;d kilkunastu płyt, kt&amp;oacute;re przeszły przez moje palce, tylko jedną sobie odpuściłem). Materiał wydano w 1994 roku i był to drugi album artysty z prawdziwego zdarzenia. Nasz artysta &amp;ndash; wokalista i harmonijkarz &amp;ndash; urodził się w 1932 roku w Arkansas. W 1947 wyjechał do Chicago, gdzie jamował na Maxwell Street np. z Little Walterem czy Eddie&amp;rsquo;m Boydem.&lt;/p&gt;&lt;p class="MsoNormal"&gt;Muszę przerwać tę gawędę, bo właśnie leci fajny rozbujany temacik &lt;b&gt;&lt;i&gt;New Slow Down Baby&lt;/i&gt;&lt;/b&gt; &amp;ndash; pulsacja trochę jak Magic Slim, takie bardziej południowe Chicago. :) W og&amp;oacute;le to Willie nieźle kombinował &amp;ndash; nakładają się tu dwie harmonijki &amp;ndash; jedna przesterowana, druga czysta jak moje konto przed pierwszym. A jako wokalista też tu się mniej wygłupia. Co by nie powiedzieć, śpiewa z sercem. Ma bardzo charakterystyczne wibrato. Jego harmonijka też ma jakieś specyficzne drżenie, nie wiem dlaczego &amp;ndash;  sprzęt czy gardło?&lt;/p&gt;&lt;p class="MsoNormal"&gt;Ot, i kończę, tak niby w środku płyty. Niechże się czytelnicy przyzwyczają&amp;hellip;&lt;/p&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/4052272684150513541-1395326516555438788?l=feelin-the-blues.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://feelin-the-blues.blogspot.com/feeds/1395326516555438788/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://feelin-the-blues.blogspot.com/2008/01/willie-cobbs-czemuz-by-nie.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/4052272684150513541/posts/default/1395326516555438788'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/4052272684150513541/posts/default/1395326516555438788'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://feelin-the-blues.blogspot.com/2008/01/willie-cobbs-czemuz-by-nie.html' title='Willie Cobbs - czemuż by nie!'/><author><name>feelintheblues</name><uri>http://www.blogger.com/profile/07889035690671128074</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='30' height='32' src='http://2.bp.blogspot.com/_sXtXE3Y_vPM/Sydkxg0CzZI/AAAAAAAAASU/8PxgAmEFtrQ/S220/1579460641482be7a84b698.jpg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-4052272684150513541.post-4300829796843469872</id><published>2007-11-18T00:15:00.001+01:00</published><updated>2010-01-20T11:16:16.658+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='west coast blues'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='gitara'/><title type='text'>Rick Holmstrom Late in The Night</title><content type='html'>&lt;p class="MsoNormal" style="text-align: justify; line-height: 150%;"&gt;Ten instrumentalny numer jest jak film sensacyjny, nie &amp;ndash;  jak dobrze skrojona sztuka lub opowieść: &lt;b&gt;&lt;i&gt;Peculiar Hop&lt;/i&gt;&lt;/b&gt;. Rozpoczynamy od prologu &amp;ndash; r&amp;oacute;wne uderzenia puszystej perkusji, pierwsze, do końca wybrzmiewające akordy gitary &amp;ndash; niczym prezentacja bohater&amp;oacute;w. Przy każdym akordzie dźwięczne dzwonki. Chwilę p&amp;oacute;źniej słyszymy motyw przewodni, w kt&amp;oacute;rym wyraźnie wyczuwalna jest nuta oczekiwania na prawdziwy początek. Wreszcie gong i ruszamy pełną parą. Opowieść płynie wartko, czasem zwalnia, to zn&amp;oacute;w przyspiesza, po momentach uniesienia pojawiają się chwile uspokojenia, gdy można nieco odetchnąć, by zn&amp;oacute;w dać się porwać. A wszystko grane jest tą fenomenalnie brzmiącą gitarą, kt&amp;oacute;ra czasem pełna jest bogatego pogłosu, czasem znacznie bardziej oszczędna. Na koniec zaś dochodzimy do kr&amp;oacute;tkiego, nawet nieco podniosłego, finału.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/p&gt;&lt;p&gt;&lt;u1:p&gt;  &lt;/u1:p&gt;&lt;/p&gt;&lt;p class="MsoNormal" style="text-align: justify; line-height: 150%;"&gt;&lt;img src="http://estrona.net/wgears/files/ftb/Image/rh_litn.jpg" alt="rh_litn.jpg" title="rh_litn.jpg" align="left"&gt;Potem wskakujemy do wygodnego thunderbirda, by odejść, odjechać, odpłynąć. Drugi numer ma beztroskę, kt&amp;oacute;rą tylko Amerykanie mogą mieć. W każdym razie tak go odbieram. Odchodzę (&lt;b&gt;&lt;i&gt;I&amp;rsquo;m Leaving&lt;/i&gt;&lt;/b&gt;), jest mi z tym dobrze. Ten pierwszy dźwięk gitary jest jak odpalenie silnika, potem czujemy parę pod pedałem, wciskamy sprzęgło, puszczamy je (moment wejścia sekcji rytmicznej), gaz&amp;hellip; wyrywamy gorący piasek spod k&amp;oacute;ł i prujemy. Kalifornijskie słońce przyjemnie przypieka, a przy tej prędkości niezbyt daje się we znaki. I tak sobie jedziemy, zn&amp;oacute;w mamy wszystko gdzieś, stary świat pozostaje za nami, bak pełny, cała reszta przestaje się liczyć, w uszach dźwięczy nam &lt;b&gt;&lt;i&gt;I&amp;rsquo;m Leaving&lt;/i&gt;&lt;/b&gt;&amp;hellip; Oj, to m&amp;oacute;j murowany hit! Niech nikt mi nie m&amp;oacute;wi, że to taki niepoważny kawałek, bo i tak go kocham.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/p&gt;&lt;p&gt;&lt;u1:p&gt;  &lt;/u1:p&gt;&lt;/p&gt;&lt;p class="MsoNormal" style="text-align: justify; line-height: 150%;"&gt;Uwielbiam grę tego faceta. Do tłustego feelingu zachodniego wybrzeża dodaje szczyptę zwariowanej surfującej gitarki Dicka Dale&amp;rsquo;a i dzięki temu jego brzmienie nabiera niesamowitej spoistości, jest ciut drapieżne, niepoprawne a przy tym lekkie i swingujące zarazem. Rick nie jest też co prawda wybitnym wokalistą, ale ponieważ zna swe ograniczenia, zręcznie wykorzystuje atuty &amp;ndash; melodyjność, przyjemną barwę i czasem lekką chrypkę. &lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/p&gt;&lt;p class="MsoNormal" style="text-align: justify; line-height: 150%;"&gt;Fantastyczny jest r&amp;oacute;wnież ascetyczny rytmicznie &lt;b&gt;&lt;i&gt;77 Red V8&lt;/i&gt;&lt;/b&gt;, taki &lt;i&gt;downhome&lt;/i&gt; blues &lt;i&gt;&amp;agrave;&lt;/i&gt; &lt;i&gt;la&lt;/i&gt; Holmstrom, z dwoma gadającymi gitarami &amp;ndash; na drugiej inny magik z tamtych stron, &lt;b&gt;Jeff Turmes&lt;/b&gt;.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/p&gt;&lt;p&gt;&lt;u1:p&gt;  &lt;/u1:p&gt;&lt;/p&gt;&lt;p class="MsoNormal" style="text-align: justify; line-height: 150%;"&gt;Po głębszym zastanowieniu dochodzę do wniosku, że &amp;oacute;w album nie ma słabych punkt&amp;oacute;w. Jednak są jeszcze co najmniej dwie perełki, o kt&amp;oacute;rych chcę wspomnieć. &lt;b&gt;&lt;i&gt;Descanso&lt;/i&gt;&lt;/b&gt; &amp;ndash; p&amp;oacute;źno nocny wczesnoporanny barowy jazzik. Zakochane pary, śpiąc, wciąż tańczą na opustoszałym parkiecie, pechowi hazardziści zgrani do cna pr&amp;oacute;bują szczęścia po raz ostatni, barman po raz setny przeciera kontuar, kelnerka przeciera oczy, samotni pijacy świadomi głupiego farta, zastanawiają się, jakim cudem jeszcze nie wyrzucono ich na zbity pysk, Turmes na saksie i Holmstrom grają unisono modlitwę do upadłych anioł&amp;oacute;w w ciałach ciut mniej ponętnych niż Salma Hayek; niepoprawna romantyczka wypala po raz kolejny ostatniego papierosa w życiu. Puuuchchch&amp;hellip; skończyło się. Światło zgasło, pusta szklanka.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/p&gt;&lt;p&gt;&lt;u1:p&gt;  &lt;/u1:p&gt;&lt;/p&gt;&lt;p class="MsoNormal" style="text-align: justify; line-height: 150%;"&gt;Hm&amp;hellip; ktoś pomylił się z kolejnością utwor&amp;oacute;w na płycie, bo kilka godzin wcześniej ci sami goście wypruwali flaki ze wzmacniaczy przy dzikim &lt;b&gt;&lt;i&gt;Rainy Day Women #12 &amp;amp; 35&lt;/i&gt;&lt;/b&gt;. A na życzenie pięknej Meksykanki przycięli fikuśnego rock&amp;rsquo;n&amp;rsquo;rolla &lt;b&gt;&lt;i&gt;Hey Johnny&lt;/i&gt;&lt;/b&gt;. &lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/p&gt;&lt;p&gt;&lt;u1:p&gt;  &lt;/u1:p&gt;&lt;/p&gt;&lt;p class="MsoNormal" style="text-align: justify; line-height: 150%;"&gt;Rick kończy album kompozycją &lt;b&gt;&lt;i&gt;In The Night&lt;/i&gt;&lt;/b&gt;. Kawałek ma taki timing, taki feeling, skręca tak, że niemal wiję się po podłodze. Tempo średnie, takie &amp;bdquo;w środku nocy&amp;rdquo;, wyluzowany śpiew, ilość tlenu jak w butli tlenowej (może dlatego tak odpływam). O! A solo jakie wysmakowane, oszczędne, proste, bez jednej zbędnej nutki!..&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/p&gt;&lt;p&gt;&lt;u1:p&gt;  &lt;/u1:p&gt;&lt;/p&gt;&lt;p class="MsoNormal" style="text-align: justify; line-height: 150%;"&gt;Rozpisałem się jak wariat, jednak tak chciałem o mojej płytce napisać. Rick! &lt;i&gt;Hats off!&lt;/i&gt;&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/p&gt;&lt;p style="text-align: justify; line-height: 150%;" class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: verdana;"&gt;&lt;i&gt;&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/i&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/4052272684150513541-4300829796843469872?l=feelin-the-blues.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://feelin-the-blues.blogspot.com/feeds/4300829796843469872/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://feelin-the-blues.blogspot.com/2007/11/rick-holmstrom-late-in-night.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/4052272684150513541/posts/default/4300829796843469872'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/4052272684150513541/posts/default/4300829796843469872'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://feelin-the-blues.blogspot.com/2007/11/rick-holmstrom-late-in-night.html' title='Rick Holmstrom Late in The Night'/><author><name>feelintheblues</name><uri>http://www.blogger.com/profile/07889035690671128074</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='30' height='32' src='http://2.bp.blogspot.com/_sXtXE3Y_vPM/Sydkxg0CzZI/AAAAAAAAASU/8PxgAmEFtrQ/S220/1579460641482be7a84b698.jpg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-4052272684150513541.post-613342073850133737</id><published>2007-11-05T00:17:00.000+01:00</published><updated>2009-12-06T00:18:35.687+01:00</updated><title type='text'>Frank Morey i... W drodze...</title><content type='html'>&lt;p style="margin-right: 0.05pt; text-align: justify;" class="Styl"&gt;29 listopada w naszym pięknym mieście zagra &lt;strong&gt;Frank Morey&lt;/strong&gt;. Jego muzyka mieści się w andrzejowo-jerzykowym terminie &amp;bdquo;Okolice Bluesa&amp;rdquo;, tyle że nie z jego strony. Jeśli jednak ktoś lubi odjechane amerykańskie klimaty, to szybko da się kupić.&lt;/p&gt;&lt;p style="margin-right: 0.05pt; text-align: justify;" class="Styl"&gt;&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/p&gt;&lt;p style="margin-right: 0.05pt; text-align: justify;" class="Styl"&gt;&lt;img src="http://estrona.net/wgears/files/ftb/Image/kerouac_w_drodze.jpg" alt="kerouac_w_drodze.jpg" title="kerouac_w_drodze.jpg" align="left"&gt;&lt;/p&gt;&lt;p style="margin-right: 0.05pt; text-align: justify;" class="Styl"&gt;Podobnie i ja &amp;ndash; ani się obejrzałem, gdy coraz łapczywiej zacząłem chłonąć te dźwięki, ten feeling. Tu nieważne są poszczeg&amp;oacute;lne nuty, ta muzyka jest jak gorący strumień emocji, płynie, a ty zanurzasz się, nogi robią się miękkie, wzrok nieprzytomny i nagle znajdujesz się gdzieś na zachodnim wybrzeżu Stan&amp;oacute;w, siedzisz w zadymionej knajpie, nie pamiętasz, co wczoraj robiłeś i masz gdzieś to, co będzie jutro.&lt;/p&gt;&lt;p style="margin-right: 0.05pt; text-align: justify;" class="Styl"&gt;&amp;nbsp;&lt;/p&gt;&lt;p style="margin-right: 0.05pt; text-align: justify;" class="Styl"&gt;A kiedy sięgnąłem po książkę &lt;strong&gt;Jacka Kerouaca&lt;/strong&gt;, po &lt;b&gt;&lt;i&gt;W drodze&lt;/i&gt;&lt;/b&gt;, już było po mnie. Kerouac to przepis na złapanie smaku Moreya. Choć on sam się do tego nie przyznaje, ale to COŚ jest w powietrzu, kt&amp;oacute;rym obaj oddychają. Złapcie &lt;a title="let it roll" target="_blank" href="http://www.blues.org.pl/ftb/mp3/fm_let_it_roll.mp3"&gt;ten motyw&lt;/a&gt;&amp;hellip;&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/p&gt;&lt;p style="margin-right: 0.05pt; text-align: justify;" class="Styl"&gt;&lt;o:p&gt; &lt;/o:p&gt;&lt;/p&gt;&lt;p style="margin-left: 0.2pt; text-align: justify;" class="Styl"&gt;&amp;nbsp;&lt;/p&gt;&lt;p style="margin-left: 0.2pt; text-align: justify;" class="Styl"&gt;&amp;nbsp;&lt;/p&gt;&lt;p style="margin-left: 0.2pt; text-align: justify;" class="Styl"&gt;&lt;em&gt;Ale wtedy jeszcze tańczyli na ulicach, jakby mieli kuku na muniu, a ja kusztykałem za nimi, tak jak przez całe życie kusztykam za fascynującymi mnie ludźmi, bo dla mnie prawdziwymi ludźmi są szaleńcy ogarnięci szałem życia, szałem rozmowy, chęcią zbawienia, pragnący wszystkiego naraz, ci, co nigdy nie ziewają, nie plotą banał&amp;oacute;w, ale płoną, płoną, płoną, jak bajeczne race eksplodujące niczym pająki na tle gwiazd, aż nagle strzela niebieskie jądro i o tłum krzyczy &amp;bdquo;Oooo!&amp;rdquo;.&lt;/em&gt; &lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/p&gt;&lt;p style="text-align: right;" class="Styl" align="right"&gt;Jack Kerouac, W drodze, PIW Warszawa 1993, s. 11.&lt;/p&gt;&lt;p style="text-align: right;" class="Styl" align="right"&gt;&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/p&gt;&lt;p style="margin-right: 0.05pt; text-align: justify;" class="Styl"&gt;&amp;nbsp;&lt;/p&gt;&lt;p style="margin-right: 0.05pt; text-align: justify;" class="Styl"&gt;&amp;nbsp;&lt;/p&gt;&lt;p style="margin-right: 0.05pt; text-align: justify;" class="Styl"&gt;&lt;strong&gt;&lt;span lang="EN-US"&gt;I let it roll. Take the good times when it come&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/strong&gt;&lt;/p&gt;&lt;p style="margin-right: 0.05pt; text-align: justify;" class="Styl"&gt;&lt;strong&gt;&lt;span lang="EN-US"&gt;Put down the whiskey cocaine and guns&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/strong&gt;&lt;/p&gt;&lt;p style="margin-right: 0.05pt; text-align: justify;" class="Styl"&gt;&lt;strong&gt;&lt;span lang="EN-US"&gt;Let the good times roll&amp;hellip;&lt;/span&gt;&lt;/strong&gt;&lt;span lang="EN-US"&gt;&lt;em&gt;&amp;ndash;&lt;/em&gt;&lt;/span&gt;&lt;span lang="EN-US"&gt; Frank Morey, &lt;em&gt;Let It Roll&lt;/em&gt;&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;&lt;p style="margin-right: 0.05pt; text-align: justify;" class="Styl"&gt;&lt;o:p&gt; &lt;/o:p&gt;&lt;/p&gt;&lt;p style="margin-top: 1.9pt; text-align: justify;" class="Styl"&gt;&amp;nbsp;&lt;/p&gt;&lt;p style="margin-top: 1.9pt; text-align: justify;" class="Styl"&gt;&lt;em&gt;Jeszcze nie zdążyłem się wgramolić na platformę, a już ciężar&amp;oacute;wka ruszyła z łoskotem; zatoczyłem się, jeden z pasażer&amp;oacute;w mnie złapał, usiadłem. Ktoś mi podsunął flaszkę hary, w kt&amp;oacute;rej zostało coś na dnie. Pociągnąłem, zachłysnąłem się obłędnym, lirycznym, dżdżystym powietrzem Nebraski. &lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/em&gt;&lt;/p&gt;&lt;p style="text-align: justify;" class="Styl"&gt;&amp;nbsp;&lt;/p&gt;&lt;p style="text-align: justify;" class="Styl"&gt;&lt;em&gt;&amp;ndash; Fruuu, jedziemy! &amp;ndash; rozdarł się szczeniak w baseballowej czapce, chłopaki wrzuciły sto dziesięć i wyprzedzały wszystkich na szosie. &amp;ndash; Jedziemy już tym draństwem od Des Moines. Ci faceci w og&amp;oacute;le nie stają. Co jakiś czas trzeba wrzeszczeć, żeby się dali odlać, bo inaczej człowiek musiałby chyba lać w powietrze, no i trzymać się, brachu, dobrze się trzymać.&lt;/em&gt;  &lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/p&gt;&lt;p style="text-align: right;" class="Styl" align="right"&gt;s. 30&amp;ndash;31.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/p&gt;&lt;p class="Styl"&gt;&lt;strong&gt;&lt;span lang="EN-US"&gt;&lt;img src="http://estrona.net/wgears/files/ftb/Image/fm_ds.jpg" alt="fm_ds.jpg" title="fm_ds.jpg" align="right"&gt;&lt;/span&gt;&lt;/strong&gt;&lt;/p&gt;&lt;p class="Styl"&gt;&amp;nbsp;&lt;/p&gt;&lt;p class="Styl"&gt;&lt;strong&gt;&lt;span lang="EN-US"&gt;My pocket are empty&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/strong&gt;&lt;/p&gt;&lt;p class="Styl"&gt;&lt;strong&gt;&lt;span lang="EN-US"&gt;My throat is dry&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/strong&gt;&lt;/p&gt;&lt;p class="Styl"&gt;&lt;strong&gt;&lt;span lang="EN-US"&gt;My Hades in my hands&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/strong&gt;&lt;/p&gt;&lt;p class="Styl"&gt;&lt;strong&gt;&lt;span lang="EN-US"&gt;I&amp;rsquo;m asking, &amp;bdquo;Why me lord why&amp;rdquo;&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/strong&gt;&lt;/p&gt;&lt;p class="Styl"&gt;&lt;strong&gt;&lt;span lang="EN-US"&gt;If the whiskey do my talking &amp;ndash; I&amp;rsquo;m in for a quiet night&amp;hellip; &lt;/span&gt;&lt;/strong&gt;&lt;em&gt;&amp;ndash;&lt;/em&gt;&lt;span lang="EN-US"&gt; Frank Morey, &lt;em&gt;Dry Up&lt;/em&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;&lt;p class="Styl"&gt;&lt;span lang="EN-US"&gt;&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;&lt;p style="margin-right: 0.05pt; text-align: justify;" class="Styl"&gt;&lt;o:p&gt; &lt;/o:p&gt;&lt;/p&gt;&lt;p style="margin-right: 0.05pt; text-align: justify;" class="Styl"&gt;&amp;nbsp;&lt;/p&gt;&lt;p style="margin-right: 0.05pt; text-align: justify;" class="Styl"&gt;&lt;em&gt;Meksykaneczka spała u mnie na kolanach. Wyglądałem pożądliwie przez okno &amp;ndash; domy zdobione sztukaterią, palmy, zajazdy, całe to szaleństwo, łachmaniarska ziemia obiecana, niezwykły kraniec Ameryki. Wysiedliśmy z autobusu przy Ulicy Gł&amp;oacute;wnej, kt&amp;oacute;ra nie r&amp;oacute;żniła się od gł&amp;oacute;wnej ulicy, kiedy wysiada się z autobusu w Kansas City, Chicago czy Bostonie &amp;ndash; kamieniczki, brud, wok&amp;oacute;ł snują się rozmaite indywidua, tramwaje suną ze zgrzytem przez ten beznadziejny świt, kurewski smr&amp;oacute;d wielkiego miasta.&lt;/em&gt; &lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/p&gt;&lt;p style="text-align: right;" class="Styl" align="right"&gt;s. 101&amp;ndash;102.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/p&gt;&lt;p style="text-align: right;" class="Styl" align="right"&gt;&lt;span lang="EN-US"&gt;&lt;o:p&gt; &lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;&lt;p class="MsoNormal"&gt;&lt;strong&gt;&lt;span lang="EN-US"&gt;This town never stopping&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/strong&gt;&lt;/p&gt;&lt;p class="MsoNormal"&gt;&lt;strong&gt;&lt;span lang="EN-US"&gt;Barhoppin people walk in circles&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/strong&gt;&lt;/p&gt;&lt;p class="MsoNormal"&gt;&lt;strong&gt;&lt;span lang="EN-US"&gt;Theirs is music down on middle street&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/strong&gt;&lt;/p&gt;&lt;p class="MsoNormal"&gt;&lt;strong&gt;&lt;span lang="EN-US"&gt;Dancing down in market square&amp;hellip;&lt;/span&gt;&lt;/strong&gt;&lt;span lang="EN-US"&gt; &lt;/span&gt;&lt;em&gt;&amp;ndash; &lt;/em&gt;&lt;span lang="EN-US"&gt;Frank Morey, &lt;em&gt;Moonlight&lt;/em&gt;&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;&lt;p class="MsoNormal"&gt;&amp;nbsp;&lt;/p&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/4052272684150513541-613342073850133737?l=feelin-the-blues.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://feelin-the-blues.blogspot.com/feeds/613342073850133737/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://feelin-the-blues.blogspot.com/2007/11/frank-morey-i-w-drodze.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/4052272684150513541/posts/default/613342073850133737'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/4052272684150513541/posts/default/613342073850133737'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://feelin-the-blues.blogspot.com/2007/11/frank-morey-i-w-drodze.html' title='Frank Morey i... W drodze...'/><author><name>feelintheblues</name><uri>http://www.blogger.com/profile/07889035690671128074</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='30' height='32' src='http://2.bp.blogspot.com/_sXtXE3Y_vPM/Sydkxg0CzZI/AAAAAAAAASU/8PxgAmEFtrQ/S220/1579460641482be7a84b698.jpg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-4052272684150513541.post-1491160903085973442</id><published>2007-10-17T00:21:00.000+02:00</published><updated>2009-12-06T00:24:10.068+01:00</updated><title type='text'>Rawa Blues 2007</title><content type='html'>&lt;p style="text-align: justify;" class="MsoNormal"&gt;Jak na jeden dzień wyjątkowo dużo wrażeń. Gdybym chciał i m&amp;oacute;gł być świadkiem wszystkiego, byłby to pewnie nadmiar. Ale tu chodzi też o to, by dla każdego znalazło się coś ciekawego. Założenie, że festiwal jest udany, gdy podoba mi się wszystko, jest absurdalne. &lt;/p&gt;&lt;p style="text-align: justify;" class="MsoNormal"&gt;&lt;img src="http://estrona.net/wgears/files/ftb/Image/puste_biuro2.jpg" alt="puste_biuro2.jpg" title="puste_biuro2.jpg" align="left"&gt;Wszystkiego też nie mam ochoty opisywać. Udało mi się usłyszeć kilka zespoł&amp;oacute;w bocznej sceny. Pierwszym, kt&amp;oacute;ry zapamiętałem, był &lt;b&gt;Mizia &amp;amp; Mizia&lt;/b&gt;. Na Rawie występowali wielokrotnie i mam wrażenie, że do tego się ograniczają. Kochają chicagowskiego bluesa. Grają standardy, ale na szczęście nie tylko te najbardziej ograne. Wizualnie rzuca się w oczy niesp&amp;oacute;jność albo niechlujność wyglądu. Jeden gitarzysta w marynarce, harmonijkarz w czerwonej bluzie polarowej (br&amp;hellip;), drugi gitarzysta w koszuli. Trzeba się na coś zdecydować.&amp;nbsp; Podobała mi się gra gitarzysty slide, jego głos, choć niewybitny, dobrze się wpasował. Tylko niestety ciągle nie mogli się rozpędzić, trochę to rozlazłe było, bez pary.&lt;br /&gt;Bardzo przypadł mi do gustu kompletnie nieznany zesp&amp;oacute;ł &lt;b&gt;Puste Biuro&lt;/b&gt;. Duży skład: gitara, bas, perkusja, saksofon, śpiew i dwuosobowy ch&amp;oacute;rek. Tu był żywioł, radość grania, zapewne w dużym stopniu zasługa wokalistki &lt;b&gt;Karoliny Kidoń&lt;/b&gt;. Muzycznie &amp;ndash; trochę w duchu Arethy Franklin, soul bluesa, bluesa, funku. Gdy Karolina śpiewała po polsku, słychać było troszkę Ewę Bem. Była zachwycona występem Janivy Magness. Wyraziła się po jej koncercie, że chciałaby &amp;bdquo;iść w tę stronę&amp;rdquo;. Trzymam kciuki.&lt;/p&gt;&lt;br /&gt;&lt;img title="Clezmer's" alt="Clezmer's" src="http://estrona.net/wgears/files/ftb/Image/clezmers2.jpg" align="right"&gt;Skoro o wokalistkach mowa, to zupełnie inne klimaty preferowała pani ze &lt;b&gt;Zbig Bandu&lt;/b&gt; (ależ dancingowa nazwa). Tu dominował blues rock nawiązujący do polskich klimat&amp;oacute;w &lt;i&gt;a la&lt;/i&gt; Dżem, Nalepa, feeling Janis Joplin. Silny głos, pewność siebie na scenie, zaangażowanie. Też chciałbym, by trochę zamieszali na polskiej scenie.&lt;b&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/b&gt;&lt;/p&gt;&lt;br /&gt;&lt;b&gt;Marek Motyka&lt;/b&gt; m&amp;oacute;głby co do otyłości konkurować z Johnny Winterem. Taki bluesowy prawdziwek ze Śląska. Ukochał Freda McDowella. Jego gitara najpierw wydawała nieprzyjemne zgrzyty, ale potem zaczęła gadać z sensem. Brzmienie było ciekawe, ale takie też miał na niekt&amp;oacute;rych płytach McDowell. Szkoda, że całkiem w porządku harmonijkarz, kt&amp;oacute;ry mu towarzyszył, grał przesterowanym, elektrycznym brzmieniem.&lt;/p&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Zupełnie nieznana grupa &lt;b&gt;Clezmer&amp;rsquo;s&lt;/b&gt; okazała się kolejnym wcieleniem Blues Brothers, tym razem w jasnych garniturach. Jedynie wokalista, jako żywo John Goodman, paradował w czarnym. No i było wesoło, żwawo, radośnie. Poznawczo, jak zazwyczaj, boczna scena wypadła ciekawiej niż duża.&lt;/p&gt;&lt;p&gt;&lt;img src="http://estrona.net/wgears/files/ftb/Image/janiva_magness_cd.jpg" alt="janiva_magness_cd.jpg" title="janiva_magness_cd.jpg" align="left"&gt;Miałem szczęście być świadkiem czegoś, co nie każdemu dane było słyszeć i oglądać. Udało mi się zakraść na dużą scenę Spodka, gdy jednym uchem złapałem znajome dźwięki &amp;ndash; soundcheck &lt;b&gt;Janivy Magness&lt;/b&gt;! Na płytach jej głos robi wrażenie, ale to tylko płyta. Technika robi cuda. Można poza tym robić kilka wejść, wybrać najlepszą wersję. Ale tu słyszałem to na żywo, bez zciemy, głos Janivy brzmiał jeszcze piękniej. Ciary przeszły mi po plecach. Wiedziałem, że to będzie jeden z tych koncert&amp;oacute;w, kt&amp;oacute;rych się nie zapomina. Dzięki pomocy Vicki znałem już skład i byłem nieco rozczarowany. Miałem cichą nadzieję, że usłyszę i zobaczę np. Zacha Zunisa albo i ho, ho! Ricka Holmstroma. &lt;b&gt;Sam Meek&lt;/b&gt; &amp;ndash; nic mi to nie m&amp;oacute;wiło. Ale warto zerknąć na jego stronę, przejrzeć listę artyst&amp;oacute;w, kt&amp;oacute;rych wymienia jako inspiracje. Budujące!&lt;/p&gt;&lt;p style="text-align: justify;" class="MsoNormal"&gt;Duża scena bez zaskoczeń. &lt;b&gt;Limbo&lt;/b&gt; z basistą zaprezentowali się jeszcze lepiej niż w Olsztynie. &lt;b&gt;Big Fat Mama&lt;/b&gt; &amp;ndash; poszli o krok dalej w nawiązaniach do funku lat 70. Nie dość, że grają groove Funkadelic czy Sly and Family Stone, to jeszcze wyglądają r&amp;oacute;wnie odlotowo. &lt;img src="http://estrona.net/wgears/files/ftb/Image/janiva_slawek.jpg" alt="janiva_slawek.jpg" title="janiva_slawek.jpg" align="right"&gt;Wiem, że niekt&amp;oacute;rzy krzywili się na tę szopkę. Mi to pasowało. Ale tu jedno &amp;bdquo;ale&amp;rdquo;. Ich występ trwał ponad 20 minut, może 30. W stosunku do całego koncertu to jak maxisingiel do album. Nie wiadomo, czy bym się nie zmęczył przy dłuższej dawce. Jak zawsze świetnie wypadło &lt;b&gt;Terraplane&lt;/b&gt; (zapowiadane przez Janusza Konińskiego Ter-r-raplane). Grają, stojąc, przez co muza sprawia wrażenie bardziej dynamicznej. Nie wiem, może to tylko złudzenie, może jednak coś więcej. No i mają nowy materiał. Nie wiem, o co chodzi &lt;b&gt;Wojtkowi Klichowi&lt;/b&gt;. &lt;b&gt;Irek Dudek&lt;/b&gt; solo budzi większy podziw i szacunek niż ze stuosobowym big bandem.&lt;/p&gt;&lt;p style="text-align: justify;" class="MsoNormal"&gt;Ok. Przyszedł czas na &lt;b&gt;Storm Warning&lt;/b&gt;. Posłuchałem chwilę i stwierdziłem, że wolę nieco odpocząć przed koncertem Janivy. Dobrze wykorzystałem ten czas, bo udało mi się z nią chwilę porozmawiać, zrobić zdjęcie i jingiel dla radia. Czarująca kobieta!&lt;/p&gt;&lt;p style="text-align: justify;" class="MsoNormal"&gt;&lt;img title="bennie_slawek.jpg" alt="bennie_slawek.jpg" src="http://estrona.net/wgears/files/ftb/Image/bennie_slawek.jpg" align="left"&gt;No i przyszedł czas na koncert. Ile mogę się zachwycać nad jej śpiewem, głosem? Bez sensu. Nie ma co prawda tej siły, co Shemekia czy Nora Jean Bruso, ale więcej finezji, subtelności, erotyzmu. Czuje się większą lekkość stylu, bliższą klimatom Zachodniego Wybrzeża. Ważne też, że nie śpiewa ogranych standard&amp;oacute;w &amp;ndash; żadnych &lt;i&gt;Hoochie Coochie&lt;/i&gt; i &lt;i&gt;Sweet Home C&lt;/i&gt;. A tematy &lt;b&gt;Jeffa Turmesa&lt;/b&gt; są fantastyczne. &lt;b&gt;&lt;i&gt;You Were Never Mine&lt;/i&gt;&lt;/b&gt; &amp;ndash; jedna z pieśni roku. Cały zesp&amp;oacute;ł był ekstra klasa co do groove&amp;rsquo;u, natomiast soliści nie rzucali na kolana. Może zresztą byli w cieniu Janivy. Zresztą, nie, nie, Sam Meek i &lt;span class="postbody"&gt;Benny Yee (hammond, klawisze) są zawodowcami pełną gębą.&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;&lt;p style="text-align: justify;" class="MsoNormal"&gt;Wydawało się, że kończący festiwal &lt;b&gt;Asylum Street Spankers&lt;/b&gt; skazani są na porażkę po rewelacyjnym koncercie Janivy. Pokaźny tłumek wyległ po autografy i płytę wokalistki roku. Podobno sprzedała płyty za 4000 $. Niezła sumka. A jednak ci, kt&amp;oacute;rzy zostali na Asylum wygrali. Pani i panowie dali czadu, aż dymiło. Postawili na show, humor, pastisz, kontakt z publicznością i jak na Rawę zupełnie nietypowy repertuar. Czy polska publiczność mogła nie pokochać &lt;b&gt;Whammo&lt;/b&gt;, kt&amp;oacute;ry krzyczał: &amp;bdquo;Cheese&amp;hellip; bananas&amp;hellip; piwo&amp;rdquo;? I z tymże piwem paradował po wybiegu, popijał, poił basistę, rzucał w publiczność. No, nie, to nie tylko to. Przede wszystkim zasługa luzu i dobrej muzyki, temat&amp;oacute;w bluesowych, country, nawet niby-hip-hopu, niby-jazzu, cytat&amp;oacute;w z hardrocka, folkowe pieśni irlandzkie, właściwie wszystko. Instrumentarium też niecodzienne: opr&amp;oacute;cz gitar akustycznych wszelkiego rodzaju, kontrabasu i zestawu perkusyjnego była mandolina, banjo, harmonijki i&amp;hellip; piła. Aj, to była Rawa! Niełatwy będzie wyb&amp;oacute;r następnej edycji.&lt;/p&gt;&lt;p style="text-align: justify;" class="MsoNormal"&gt;&lt;img src="http://estrona.net/wgears/files/ftb/Image/asylum.jpg" alt="asylum.jpg" title="asylum.jpg" align="bottom"&gt;&lt;/p&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/4052272684150513541-1491160903085973442?l=feelin-the-blues.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://feelin-the-blues.blogspot.com/feeds/1491160903085973442/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://feelin-the-blues.blogspot.com/2007/10/rawa-blues-2007.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/4052272684150513541/posts/default/1491160903085973442'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/4052272684150513541/posts/default/1491160903085973442'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://feelin-the-blues.blogspot.com/2007/10/rawa-blues-2007.html' title='Rawa Blues 2007'/><author><name>feelintheblues</name><uri>http://www.blogger.com/profile/07889035690671128074</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='30' height='32' src='http://2.bp.blogspot.com/_sXtXE3Y_vPM/Sydkxg0CzZI/AAAAAAAAASU/8PxgAmEFtrQ/S220/1579460641482be7a84b698.jpg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-4052272684150513541.post-2449032344351440088</id><published>2007-10-16T00:24:00.000+02:00</published><updated>2009-12-06T00:26:13.618+01:00</updated><title type='text'>David Jacobs-Strain - w duchu Otisa Taylora</title><content type='html'>&lt;p class="MsoNormal" style="line-height: 150%;"&gt;Robiąc porządki w bluesowych notatkach, trafiłem na info o płycie &lt;b&gt;Davida Jacobsa-Straina&lt;/b&gt;. Pamiętałem tylko tyle, że album wzbudził mą ciekawość, ale p&amp;oacute;źniej o nim zapomniałem. Stwierdziłem, że nim wyrzucę notkę, trzeba to jeszcze raz sprawdzić. No tak, gość nagrywa temat &lt;b&gt;Otisa Taylora&lt;/b&gt;, &lt;b&gt;R. L. Burnside&amp;rsquo;a&lt;/b&gt; i gra akustycznie.&lt;img src="http://estrona.net/wgears/files/ftb/Image/djs_sotwb.jpg" alt="djs_sotwb.jpg" title="djs_sotwb.jpg" align="right"&gt; A ja ostatnio zn&amp;oacute;w mam niejaki gł&amp;oacute;d akustycznego brzmienia. Te fragmenty, kt&amp;oacute;re przesłuchałem, zapowiadały całkiem niezły materiał. Poprosiłem Piotrka, by Jacobsa dla mnie kupił. Po kilku dniach płyta była w moich rękach. Zapytałem Piotrka: &amp;bdquo;No i jak? Słuchałeś?&amp;rdquo;. Uśmiechnął się: &amp;bdquo;Tak, podoba mi się. Tylko, wiesz, to jest Otis Taylor&amp;rdquo;. &amp;bdquo;No tak, ale DJS jest akustyczny&amp;rdquo; &amp;ndash; żachnąłem się. Jednak gdy potem słuchałem, długo nie mogłem oprzeć się sugestywnej opinii kumpla. Tak, duch Otisa jest tu wyraźnie obecny i to celowo: ten sam producent &amp;ndash; &lt;b&gt;Kenny Passarelli&lt;/b&gt;, ta sama wytw&amp;oacute;rnia, wreszcie tematy Taylora i jego osoba wymieniona wśr&amp;oacute;d mentor&amp;oacute;w.&lt;/p&gt;&lt;p class="MsoNormal" style="line-height: 150%;"&gt;Jednak David na szczęście nie jest tylko wiernym imitatorem. Przede wszystkim znakomicie opanował instrument, gitarę akustyczną, technikę slide, fingerpicking. Jego utwory nawiedza często duch Blind Williego Johnsona, szczeg&amp;oacute;lnie oczywiste jest to w pięknej etiudzie &lt;i&gt;Poor Boy/Nobody&amp;rsquo;s Fault&lt;/i&gt;, ale i w &lt;i&gt;Dark Horse Blues&lt;/i&gt; czy &lt;i&gt;Wild Bill Jones&lt;/i&gt;. Mroczna i nieco frenetyczna atmosfera działa r&amp;oacute;wnie wciągająco, co tw&amp;oacute;rczość Taylora. Musiałem się nieco przyzwyczaić do śpiewu Davida &amp;ndash; to jeszcze młody chłopak i to trochę słychać, ale głos ma znakomity, przy odrobinie wyobraźni można go uznać za opętany. Atmosferę pomagają tworzyć &lt;b&gt;Peter Joseph Burtt&lt;/b&gt;, kt&amp;oacute;ry gra na niecodziennych etnicznych instrumentach: kora, elektryczna tamboura, mbira, cajon, djembe. Żałuję, że tak długo pomijałem ten album, ale cieszę się, że jednak go nie zlekceważyłem. Nowe muzyczne doznanie.&lt;/p&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/4052272684150513541-2449032344351440088?l=feelin-the-blues.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://feelin-the-blues.blogspot.com/feeds/2449032344351440088/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://feelin-the-blues.blogspot.com/2007/10/david-jacobs-strain-w-duchu-otisa.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/4052272684150513541/posts/default/2449032344351440088'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/4052272684150513541/posts/default/2449032344351440088'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://feelin-the-blues.blogspot.com/2007/10/david-jacobs-strain-w-duchu-otisa.html' title='David Jacobs-Strain - w duchu Otisa Taylora'/><author><name>feelintheblues</name><uri>http://www.blogger.com/profile/07889035690671128074</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='30' height='32' src='http://2.bp.blogspot.com/_sXtXE3Y_vPM/Sydkxg0CzZI/AAAAAAAAASU/8PxgAmEFtrQ/S220/1579460641482be7a84b698.jpg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-4052272684150513541.post-7075442925863342658</id><published>2007-09-29T00:29:00.000+02:00</published><updated>2009-12-06T00:32:28.735+01:00</updated><title type='text'>Gary Primich - był i go nie ma</title><content type='html'>&lt;p class="MsoNormal" style="text-align: justify; line-height: 150%;"&gt;Jego śmierć mnie niebywale rozdrażniła. Dlaczego? Co się stało? Przecież był młodym facetem.&lt;/p&gt;&lt;p class="MsoNormal" style="text-align: justify; line-height: 150%;"&gt;&lt;img title="gp_mf.jpg" alt="gp_mf.jpg" src="http://estrona.net/wgears/files/ftb/Image/gp_mf.jpg" align="left"&gt;Akurat do &lt;b&gt;Garego Primicha&lt;/b&gt; podchodzę z sentymentem. Pamiętam, z jakim uczuciem odkrywcy słuchałem jego płyty &lt;b&gt;&lt;i&gt;Mr. Freeze&lt;/i&gt;&lt;/b&gt;. To były czasy, gdy z gorliwością nowicjusza słuchałem i nagrywałem audycje Sławka Wierzcholskiego i Jana Chojnackiego. Znałem już Williama Clarke&amp;rsquo;a, Butterfielda i Piazzę. Ale Gary Primich? W &amp;bdquo;Leksykonie&amp;rdquo; nie było o nim ani słowa, internet był niemal &lt;i&gt;science-fiction&lt;/i&gt;, a ja trafiłem na jakąś hurtową wyprzedaż w Empiku. Brałem więc sterty płyt i z wypiekami na twarzy słuchałem, wiedząc, że 80% muszę odłożyć na p&amp;oacute;łkę. Ale zdobyłem między innymi Rona Levego, J. B. Hutto, Roda Piazzę, Ronniego Earla i właśnie &lt;b&gt;Garego Primicha&lt;/b&gt;. I to jego płyty słuchałem w&amp;oacute;wczas najczęściej. Z zachwytem i zadziwieniem. Znacie to uczucie odkrywcy, kt&amp;oacute;ry dociera na nieznany bajeczny ląd?! Tym była dla mnie muzyka &lt;b&gt;Primicha&lt;/b&gt;. A zaraz za zachwytem czaił się niepok&amp;oacute;j z nutą ekscytacji: &lt;i&gt;Boże, przecież takich cud&amp;oacute;w, o kt&amp;oacute;rych nie mam pojęcia, mogą być tysiące&lt;/i&gt;. Może się zakręcić w głowie. Tak właśnie rodził się we mnie pęd do poszukiwań &amp;ndash; głębiej i głębiej, ciekawe, co jest za następnym zakrętem. A najlepiej smakują zdobycze samodzielne.&lt;/p&gt;&lt;p class="MsoNormal" style="text-align: justify; line-height: 150%;"&gt;&lt;img title="gp_cm.jpg" alt="gp_cm.jpg" src="http://estrona.net/wgears/files/ftb/Image/gp_cm.jpg" align="right"&gt;Nie spotkałem wcześniej jednocześnie takiej dawki energii i radości. &lt;b&gt;Primich&lt;/b&gt; miał dar grania chwytliwego, zar&amp;oacute;wno jeśli chodzi o og&amp;oacute;lną melodykę utworu, jak i jego sola. Pozytywne nastawienie do życia po prostu słyszy się w jego grze. Zresztą wystarczy zerknąć na okładkę płyty &lt;b&gt;&lt;i&gt;Company Man&lt;/i&gt;&lt;/b&gt; czy &lt;b&gt;&lt;i&gt;Ridin&amp;rsquo; The Darkhorse&lt;/i&gt;&lt;/b&gt;, by przekonać się, że Gary był sw&amp;oacute;j człowiek.&lt;/p&gt;&lt;p class="MsoNormal" style="text-align: justify; line-height: 150%;"&gt;Stylistycznie oscyluje gdzieś wok&amp;oacute;ł Zachodniego Wybrzeża, często wykorzystuje tematy Jeffa Turmesa, ale w większości jednak gra własne kompozycje. W jego numerach znajdziemy dużo rock&amp;rsquo;n&amp;rsquo;rollowo-jumpowej radosności, może nawet trochę hillbilly. A przy tym jego głos, też ciepły, pozbawiony jakiejkolwiek manieryczności, &lt;i&gt;straight-ahead&lt;/i&gt; jak mawiają Amerykanie, był idealny do tych skocznych numer&amp;oacute;w. Prywatnie sądzę, że &lt;b&gt;&lt;i&gt;Mr. Freeze&lt;/i&gt;&lt;/b&gt; bije na głowę każdy album Roda Piazzy. Temat tytułowy wykorzystałem w poprzedniej zajawce audycji.&lt;/p&gt;&lt;p class="MsoNormal" style="text-align: justify; line-height: 150%;"&gt;&lt;img title="gp_rth.jpg" alt="gp_rth.jpg" src="http://estrona.net/wgears/files/ftb/Image/gp_rth.jpg" align="left"&gt;No i muszę przyznać, że żałuję, że tak rzadko prezentowałem jego muzykę. Na owe starsze albumy rzadko jest czas, a ostatni, r&amp;oacute;wnież dobry, jakoś prześliznął się po mojej świadomości. Może zbyt silne piętno wywarły na mnie dwa klasyczne albumy, by ten m&amp;oacute;gł mnie powalić.&lt;/p&gt;&lt;p class="MsoNormal" style="text-align: justify; line-height: 150%;"&gt;Artyści tacy jak &lt;b&gt;Primich&lt;/b&gt; coraz bardziej otwierali mi oczy na głęboko ukryte wartości bluesa. Coraz bardziej ceniłem gości, kt&amp;oacute;rzy nie grali w stylu &amp;bdquo;Look at ME, man&amp;rdquo;; coraz jaśniej widziałem banalność popularnego blues-rockowego wirtuozerstwa, SRV bladł&amp;hellip;&lt;/p&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/4052272684150513541-7075442925863342658?l=feelin-the-blues.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://feelin-the-blues.blogspot.com/feeds/7075442925863342658/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://feelin-the-blues.blogspot.com/2007/08/gary-primich-by-i-go-nie-ma.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/4052272684150513541/posts/default/7075442925863342658'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/4052272684150513541/posts/default/7075442925863342658'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://feelin-the-blues.blogspot.com/2007/08/gary-primich-by-i-go-nie-ma.html' title='Gary Primich - był i go nie ma'/><author><name>feelintheblues</name><uri>http://www.blogger.com/profile/07889035690671128074</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='30' height='32' src='http://2.bp.blogspot.com/_sXtXE3Y_vPM/Sydkxg0CzZI/AAAAAAAAASU/8PxgAmEFtrQ/S220/1579460641482be7a84b698.jpg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-4052272684150513541.post-4924039385128687335</id><published>2007-09-23T00:31:00.000+02:00</published><updated>2009-12-06T00:31:41.228+01:00</updated><title type='text'>Bob Stroger - Bob Is Back In Town - oczarowanie</title><content type='html'>&lt;p class="MsoNormal" style="text-align: justify; line-height: 150%;"&gt;Tak, właśnie oczarowanie! A może ogłupienie, a może starość i stetryczenie?! Dać dziadkowi byle jaką zabawkę, a posika się z radości. Ech, już nie wiem. Na zdrowy rozum płyta jak tysiące: doświadczeni faceci grają bluesa jak B&amp;oacute;g przykazał, nie szarżują, nie wysadzają sprzętu w cholerę, nie wchodzą w transowe nieziemskie rejony jak goście typu Kimbrough, groove często leniwy&amp;hellip;&lt;/p&gt;&lt;p class="MsoNormal" style="text-align: justify; line-height: 150%;"&gt;&lt;img title="bs_bibit.jpg" alt="bs_bibit.jpg" src="http://estrona.net/wgears/files/ftb/Image/bs_bibit.jpg" align="left"&gt;No i czemu mi tak dobrze, kiedy tego słucham? Kto tu jest czarodziejem? &lt;b&gt;Bob Stroger&lt;/b&gt; (ha, widziałem go w tamtym roku na Rawie!), kt&amp;oacute;ry śpiewa spokojnie, od niechcenia, bez żadnego soulowego zacięcia, ot tak jakby śpiewał dla wnuka w kołysce czy przy goleniu lub w klubie dla pięćdziesięciu os&amp;oacute;b. Na basie po prostu rzetelnie robi swoje. A może &lt;b&gt;Sam Burckhardt&lt;/b&gt;, kt&amp;oacute;ry przysiadł z saksofonem na barowym stołku i wypuszcza zalotne frazy do rozmarzonej kelnerki, wspartej na łokciach o blat, wpatrującej się w niego sennymi oczyma. Sam wie, że jest łatwo ją spłoszyć, więc jest dość delikatny, powściągliwy, a przy tym romantyczny, czuły i wygrywa tak cudne nuty, jakby schwycił nimfę za stopy. A może czarodziejem jest &lt;b&gt;Steve Freund&lt;/b&gt;, kt&amp;oacute;ry gitarą może stworzyć własny kosmos. Na poz&amp;oacute;r bliźniaczo podobny do wielu innych, ale gdy przyjrzeć mu się bliżej &amp;ndash; niepowtarzalny, samoistny, z dopieszczonym krajobrazem, pełen kwiecistych szczeg&amp;oacute;ł&amp;oacute;w, przemyślanych barw, harmonii, pejzaży, a przy tym idylliczny. W jego świecie świetnie odnajduje się pianista &lt;b&gt;Kenny Barker&lt;/b&gt;, kt&amp;oacute;ry nie waży się budzić zbędnych huragan&amp;oacute;w.&lt;/p&gt;&lt;p class="MsoNormal" style="text-align: justify; line-height: 150%;"&gt;Ha! Nie wiem, być może klucz leży w jakiejś perfekcyjnej interakcji, porozumieniu dusz, wsp&amp;oacute;lnych doświadczeniach. W końcu Bob, Sam i Steve tworzyli świetny &lt;i&gt;team&lt;/i&gt; w zespole niezapomnianego &lt;b&gt;Sunnylanda Slima&lt;/b&gt;. To pewnie ON ich nauczył, wyjawił zaklęcia.&lt;/p&gt;&lt;p class="MsoNormal" style="text-align: justify; line-height: 150%;"&gt;Jaka muzycznie jest ta płyta? Diablo stylowa! Przeważają leniwe tematy, jak &lt;i&gt;I&amp;rsquo;m Busy Man&lt;/i&gt; czy &lt;i&gt;Stranged In St. Louis&lt;/i&gt;. Jazzujący &lt;i&gt;Jazz Man Blues&lt;/i&gt; należy do wyjątk&amp;oacute;w, ale i tempo jest szybsze niż zwykle. W og&amp;oacute;le to jest chicagowski blues, tak m&amp;oacute;wią, ale nie z szorstkiej szkoły Watersa, lecz raczej bardziej &amp;bdquo;sophisticated&amp;rdquo; &amp;ndash; Slima czy Boya. W sumie bliższe to wrażliwości Percy&amp;rsquo;ego Mayfielda, Charlesa Browna, Mercy Dee Waltona.&lt;/p&gt;&lt;p class="MsoNormal" style="text-align: justify; line-height: 150%;"&gt;O! jakie fantastyczne solo Barkera. Wyobraźcie sobie płytę nagraną przez facet&amp;oacute;w dla czystej przyjemności, muzyk&amp;oacute;w o wyrobionym smaku, kt&amp;oacute;rych tylko kawał szczerego grania, a nie jakieś sztuczki-magiczki, są w stanie uszczęśliwić. Są maksymalnie wyluzowani, nie muszą podlizywać się żadnej publice, przypodobywać komukolwiek, myśleć o następnym koncercie, satysfakcji menadżera&amp;hellip; wtedy ci goście nagrywają taką płytę.&lt;/p&gt;&lt;p class="MsoNormal" style="text-align: justify; line-height: 150%;"&gt;Jeszcze raz podkreślę. &lt;u&gt;To jest najzwyklejszy album na świecie&lt;/u&gt;. To tylko ja zgłupiałem. I dla mnie jest PERFEKCYJNY.&lt;/p&gt;&lt;p class="MsoNormal" style="text-align: justify; line-height: 150%;"&gt;PS. no cholera posłuchajcie tego sola Burckhardta w &lt;i&gt;Blind Man Blues&lt;/i&gt;! A potem taki hammond, tak, TAKI, T-A-K-I  &lt;img title="cool_9.gif" alt="cool_9.gif" src="http://estrona.net/wgears/files/ftb/Image/cool_9.gif"&gt;&lt;/p&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/4052272684150513541-4924039385128687335?l=feelin-the-blues.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://feelin-the-blues.blogspot.com/feeds/4924039385128687335/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://feelin-the-blues.blogspot.com/2007/09/bob-stroger-bob-is-back-in-town.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/4052272684150513541/posts/default/4924039385128687335'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/4052272684150513541/posts/default/4924039385128687335'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://feelin-the-blues.blogspot.com/2007/09/bob-stroger-bob-is-back-in-town.html' title='Bob Stroger - Bob Is Back In Town - oczarowanie'/><author><name>feelintheblues</name><uri>http://www.blogger.com/profile/07889035690671128074</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='30' height='32' src='http://2.bp.blogspot.com/_sXtXE3Y_vPM/Sydkxg0CzZI/AAAAAAAAASU/8PxgAmEFtrQ/S220/1579460641482be7a84b698.jpg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-4052272684150513541.post-1309841538619200406</id><published>2007-09-08T00:35:00.000+02:00</published><updated>2009-12-06T00:36:06.796+01:00</updated><title type='text'>Duke Robillard - World Full of Blues - przegląd stylów</title><content type='html'>&lt;div class="MsoNormal" style="line-height: 150%; text-align: justify;"&gt;Niewielu jest gitarzyst&amp;oacute;w, kt&amp;oacute;rzy opanowali r&amp;oacute;żne odcienie bluesa w takim stopniu jak &lt;b&gt;Duke Robillard&lt;/b&gt;. Tym bardziej że artysta z premedytacją sięga do obszar&amp;oacute;w rzadko odwiedzanych, zapoznanych lub dla innych niebezpiecznych. Ledwie kilku instrumentalist&amp;oacute;w odnajduje się zar&amp;oacute;wno w specyficznym groovie T-Bone&amp;rsquo;a Walkera (&lt;b&gt;&lt;i&gt;Treat Me So Lowdown&lt;/i&gt;&lt;/b&gt;), bombastycznym funku (&lt;b&gt;&lt;i&gt;Six Inch Heels&lt;/i&gt;&lt;/b&gt;), jak i onirycznych kompozycjach Toma Waitsa (&lt;b&gt;&lt;i&gt;Low Side Of The Road&lt;/i&gt;&lt;/b&gt;). Ale punktem odniesienia przez cały czas jest głęboki blues. Na&amp;nbsp;dw&amp;oacute;ch&amp;nbsp;krążkach gitarzysta zebrał własne kompozycje i garść pomysł&amp;oacute;w jego muzycznych braci.&lt;/div&gt;&lt;p&gt;&amp;nbsp;&lt;/p&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="line-height: 150%; text-align: justify;"&gt;&lt;img title="drwfob.jpg" alt="drwfob.jpg" src="http://estrona.net/wgears/files/ftb/Image/drwfob.jpg" align="right"&gt;Jest więc wzorcowy jump blues z precyzyjnie punktującą sekcją rytmiczną &amp;ndash; &lt;b&gt;&lt;i&gt;Jump The Blues For You&lt;/i&gt;&lt;/b&gt;, taneczny soul blues &lt;b&gt;&lt;i&gt;Sweet Thing&lt;/i&gt;&lt;/b&gt;, gdzie Duke używa efektu &lt;i&gt;wah wah&lt;/i&gt;, ciekawie rozwijający się &lt;b&gt;&lt;i&gt;Slim Jenkin&amp;rsquo;s Joint&lt;/i&gt;&lt;/b&gt;&lt;i&gt; &lt;/i&gt;Bookera T. Jonesa. Miłośnicy klasycznego bluesa docenią chicagowski &lt;i&gt;Everything Is Broken&lt;/i&gt; lub harmonijkowy &lt;b&gt;&lt;i&gt;Slam Hammer&lt;/i&gt;&lt;/b&gt; &amp;ndash; na harmonijce &lt;b&gt;Sugar Ray Norcia&lt;/b&gt;. Zapewniam, że łezka zakręci się co niekt&amp;oacute;rym w oku, gdy wsłuchają się w przepiękny instrumentalny &lt;b&gt;&lt;i&gt;Blues Nightmare&lt;/i&gt;&lt;/b&gt;. Ach, nie spos&amp;oacute;b opisać tu wszystkiego, ale żałowałbym, gdybym pominął fantastyczną wersję &lt;b&gt;&lt;i&gt;Who Do You Love&lt;/i&gt;&lt;/b&gt;. Z ogranego na rock&amp;rsquo;n&amp;rsquo;rollową modłę hitu Duke wyłuskuje całkiem nowe barwy, standard Bo Diddley&amp;rsquo;a brzmi nieco jak country and western, zaś Duke śpiewa dziwnym, niskim głosem. Nie omieszkam dodać, że koneserzy jazzowego oddechu też znajdą kilka perełek, jak choćby &lt;b&gt;&lt;i&gt;Bounce For Billy&lt;/i&gt;&lt;/b&gt; (hołd dla Billy&amp;rsquo;ego Butlera), &lt;i&gt;Bright Lights Big City&lt;/i&gt; w aranżacji Eddiego Vinsona i Cannonballa Adderley&amp;rsquo;a, a i to nie wszystko.&lt;/div&gt;&lt;p&gt;&amp;nbsp;&lt;/p&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="line-height: 150%; text-align: justify;"&gt;Robillard jest otwartym, serdecznym człowiekiem, kt&amp;oacute;ry dzieli się pasją nie tylko jako muzyk, ale r&amp;oacute;wnież gawędziarz. Toteż każdy utw&amp;oacute;r opatrzył komentarzem. I zn&amp;oacute;w &amp;ndash; zadziwiająca jest ilość gitar, kt&amp;oacute;rych używa: Telecaster, Galanti, Epiphone, Gibson 335, Gibson Les Paul 58, Grestch, Airline&amp;hellip; Na szczęście muzyka nie jest zdominowana brzmieniem gitary. Dzięki temu otrzymujemy wysmakowane, więcej niż solidne (115 minut), spektrum bluesowych klimat&amp;oacute;w z najwyższej p&amp;oacute;łki. Tym bardziej cieszyć się można, że pod koniec marca mistrz wystąpi w Polsce na dw&amp;oacute;ch koncertach.&lt;/div&gt;&lt;p&gt;&amp;nbsp;&lt;/p&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/4052272684150513541-1309841538619200406?l=feelin-the-blues.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://feelin-the-blues.blogspot.com/feeds/1309841538619200406/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://feelin-the-blues.blogspot.com/2007/09/duke-robillard-world-full-of-blues.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/4052272684150513541/posts/default/1309841538619200406'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/4052272684150513541/posts/default/1309841538619200406'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://feelin-the-blues.blogspot.com/2007/09/duke-robillard-world-full-of-blues.html' title='Duke Robillard - World Full of Blues - przegląd stylów'/><author><name>feelintheblues</name><uri>http://www.blogger.com/profile/07889035690671128074</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='30' height='32' src='http://2.bp.blogspot.com/_sXtXE3Y_vPM/Sydkxg0CzZI/AAAAAAAAASU/8PxgAmEFtrQ/S220/1579460641482be7a84b698.jpg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-4052272684150513541.post-7819091209763631883</id><published>2007-09-02T00:41:00.000+02:00</published><updated>2009-12-06T00:42:38.560+01:00</updated><title type='text'>James Hinkle - stylowy miszmasz</title><content type='html'>&lt;div class="MsoNormal"&gt;Weźmy &lt;b&gt;&lt;i&gt;Love From a Fool&lt;/i&gt;&lt;/b&gt;! Czyż ten numer nie jest rewelacyjny?! Otwiera go gitarowy riff zdeptany szorstkim wrzaskiem saksofonu i mocna maszyna w sosie &lt;i&gt;a la&lt;/i&gt; Blues Brothers rzuca pod nogi pełne garście radości. Aż chce się skakać &amp;ndash; nie ma że inaczej. A jak solo na klawiszach gra &lt;b&gt;Robert Cadwallader,&lt;/b&gt; to jakże jest słonecznie. A po palcach depcze mu &lt;b&gt;Johnny Reno&lt;/b&gt; ze swoim seksownym rhythm&amp;rsquo;n&amp;rsquo;bluesowym solem saksofonowym. Nie wiem, czemu recenzent &amp;bdquo;&lt;b&gt;Blues Revue&lt;/b&gt;&amp;rdquo; tak narzeka na głos Jamesa. Mi on pasuje. Może nie jest Bobbym Blandem czy Delbertem McClintonem, ale dobrze się go słucha. Por&amp;oacute;wnałbym jego przyjemny śpiew do aksamitu Kena Saydaka. Owszem, James ma ograniczoną skalę, ale nigdy nie popełnia &lt;i&gt;faux pas&lt;/i&gt;. Mam włączony w odtwarzaczu tryb &lt;i&gt;shuffle&lt;/i&gt;, więc utwory lecą w innym porządku. Teraz słyszę funkowy &lt;b&gt;&lt;i&gt;Ain&amp;rsquo;t Gonna Make That Call&lt;/i&gt;&lt;/b&gt;. Szlachetne jazzujące gitarowe solo &amp;ndash; nie powstydziłby się go Duke Robillard &amp;ndash; zapewniam. Do tego kolorowy hammond i intensywny groove na pięć&amp;hellip;&lt;/div&gt;&lt;p&gt;&amp;nbsp;&lt;/p&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;img title="James Hinkle Blues Now Jazz Later" alt="James Hinkle Blues Now Jazz Later" src="http://estrona.net/wgears/files/ftb/Image/jh_bnjl.jpg" align="left"&gt;Ostatnio niewiele rzeczy podoba mi się od deski do deski, ale to, co zrobił Hinkle, podchodzi mi w stu procentach. &lt;b&gt;&lt;i&gt;East Dallas Dagger&lt;/i&gt;&lt;/b&gt; &amp;ndash; taki akustyczny kawałek. Gitarzyści, kt&amp;oacute;rzy siedzą w elektrycznym graniu, na og&amp;oacute;ł nie robią perełek akustycznych &amp;ndash; tak jest i tym razem, ale temat pozytywnie buja, jak klasyczne numery Jimmiego Reeda, a to już dużo. A teraz dostojny bluesior zatytułowany &lt;b&gt;&lt;i&gt;Brother Love&lt;/i&gt;&lt;/b&gt;. Mistrzem takich form jest&amp;hellip; Toscho Todorovic z Blues Company. Fani mrocznych, księżycowych blues&amp;oacute;w Nalepy też mogą być uwiedzeni. Ja jestem. Tak w og&amp;oacute;le to James kupił mnie już pierwszym rasowym shuffle &lt;b&gt;&lt;i&gt;Track You Down&lt;/i&gt;&lt;/b&gt; &amp;ndash; tam są takie fajne uderzenia gitarki, tyle powietrza, oddechu, że Matko Boska! Do tej samej rodziny należy nieco bardziej funky &lt;b&gt;&lt;i&gt;Things Change&lt;/i&gt;&lt;/b&gt;.&lt;/div&gt;&lt;p&gt;&amp;nbsp;&lt;/p&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;Płyta &lt;b&gt;&lt;i&gt;Blues Now Jazz Later&lt;/i&gt;&lt;/b&gt; to niezły miszmasz styl&amp;oacute;w, bo na przykład &lt;b&gt;&lt;i&gt;Minor Mule&lt;/i&gt;&lt;/b&gt; to bardzo zgrabny swing z lat 30. z figlarną partią na pianinie. Ale James też nie pr&amp;oacute;żnuje. Och, to znakomity gitarzysta, bez dw&amp;oacute;ch zdań. Z kolei &lt;b&gt;&lt;i&gt;That&amp;rsquo;s Was Then &lt;/i&gt;&lt;/b&gt;zn&amp;oacute;w mocno jazzujący &amp;ndash; brzmienie Barney&amp;rsquo;a Kessela i śpiew z zacięciem Nat King Cole&amp;rsquo;a. Mocno zadziwił mnie temat zydeco &lt;i&gt;&lt;b&gt;Say It To Me One More Time&lt;/b&gt;&lt;/i&gt;. James śpiewa tu troszkę w manierze swamp bluesowej (Slim Harpo, Lightnin&amp;rsquo; Slim). Tymczasem &lt;b&gt;&lt;i&gt;I Hear Stories&lt;/i&gt;&lt;/b&gt; to może najbardziej klasyczny chicagowski blues, gdzie głos lidera przypomina barwą Eddiego C. Campbella &amp;ndash; wiem, że to dziwaczne skojarzenie, ale naprawdę tak jest. &lt;b&gt;&lt;i&gt;Ain&amp;rsquo;t Looking Back No More&lt;/i&gt;&lt;/b&gt; &amp;ndash; kurcze, jaki zajefajny rock&amp;rsquo;n&amp;rsquo;rollik. Oj, polscy fani bluesa nie lubią takiego grania, przecież za dużo tu jest szczęścia, za dużo jaja, za-zbyt-niepoważne, matko, do remizy z tym! A ja uwielbiam, fiu! Jeszcze tylko wspomnę burrellowski &lt;b&gt;&lt;i&gt;Bopped In The Mouth&lt;/i&gt;&lt;/b&gt;. Basior plumka jak lubię. To na zrazie.&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/4052272684150513541-7819091209763631883?l=feelin-the-blues.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://feelin-the-blues.blogspot.com/feeds/7819091209763631883/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://feelin-the-blues.blogspot.com/2007/09/james-hinkle-stylowy-miszmasz.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/4052272684150513541/posts/default/7819091209763631883'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/4052272684150513541/posts/default/7819091209763631883'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://feelin-the-blues.blogspot.com/2007/09/james-hinkle-stylowy-miszmasz.html' title='James Hinkle - stylowy miszmasz'/><author><name>feelintheblues</name><uri>http://www.blogger.com/profile/07889035690671128074</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='30' height='32' src='http://2.bp.blogspot.com/_sXtXE3Y_vPM/Sydkxg0CzZI/AAAAAAAAASU/8PxgAmEFtrQ/S220/1579460641482be7a84b698.jpg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-4052272684150513541.post-5025118320615719885</id><published>2007-08-05T15:11:00.000+02:00</published><updated>2009-12-06T15:11:48.514+01:00</updated><title type='text'>PR nade wszystko</title><content type='html'>&lt;p class="MsoNormal"&gt;Wprawdzie rzecz dotyczy literatury, ale można ją potraktować znacznie szerzej i odnieść r&amp;oacute;wnież do muzyki, w tym do bluesa. Cytaty autorstwa &lt;b&gt;Andrieja Bitowa&lt;/b&gt;, pisarza rosyjskiego, pochodzą z rozmowy z nim zatytułowanej &lt;b&gt;&lt;i&gt;Wolność bez słowa&lt;/i&gt;&lt;/b&gt; &amp;ndash; FORUM, 18.06-24.06.07 r.:&lt;/p&gt;&lt;p class="MsoNormal"&gt;&lt;o:p&gt; &lt;/o:p&gt;&lt;/p&gt;&lt;p class="MsoNormal"&gt;&lt;i&gt;Człowiek ponad wszystko boi się okazać głupim, niezorientowanym. Ci, kt&amp;oacute;rzy lepiej od pozostałych potrafią nadymać policzki, zaczynają dyktować swoje warunki reszcie. To jest PR.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/i&gt;&lt;/p&gt;&lt;p class="MsoNormal"&gt;&lt;i&gt;&lt;o:p&gt; &lt;/o:p&gt;&lt;/i&gt;&lt;/p&gt;&lt;p class="MsoNormal"&gt;Sprytnego PR-u brak środowisku bluesowemu. Bluesman niestety ma przypisany wizerunek &amp;bdquo;normalnego&amp;rdquo;, zwykłego członka społeczeństwa. Brak punktu zaczepienia, dzięki kt&amp;oacute;remu jakąś cechę bluesa możnaby rozdmuchać tak, by stała się marketingowo nośna. Na wartościach kultywowanych przez artyst&amp;oacute;w bluesowych &amp;ndash; prawdziwość, autentyzm, szczerość &amp;ndash; niedaleko można zajechać w świecie, gdzie wszystko jest otoczone podw&amp;oacute;jną fasadą. W mediach podsk&amp;oacute;rnie obecny jest wciąż kult oryginalności. Zn&amp;oacute;w oddam głos Bitowowi:&lt;/p&gt;&lt;p class="MsoNormal"&gt;&lt;o:p&gt; &lt;/o:p&gt;&lt;/p&gt;&lt;p class="MsoNormal"&gt;&lt;i&gt;Dziś nie ma oryginalnych, samodzielnych tekst&amp;oacute;w. Dlatego rozumiem Sołżenicyna, kt&amp;oacute;ry bardziej troszczy się o aurę wok&amp;oacute;ł swoich dzieł, niż zajmuje tworzeniem literatury. &lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/i&gt;&lt;/p&gt;&lt;p class="MsoNormal"&gt;&lt;o:p&gt; &lt;/o:p&gt;&lt;/p&gt;&lt;p class="MsoNormal"&gt;Nie będę tym razem kombinował, jaka jest aura wok&amp;oacute;ł bluesa&amp;hellip; &lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/p&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/4052272684150513541-5025118320615719885?l=feelin-the-blues.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://feelin-the-blues.blogspot.com/feeds/5025118320615719885/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://feelin-the-blues.blogspot.com/2007/08/pr-nade-wszystko.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/4052272684150513541/posts/default/5025118320615719885'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/4052272684150513541/posts/default/5025118320615719885'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://feelin-the-blues.blogspot.com/2007/08/pr-nade-wszystko.html' title='PR nade wszystko'/><author><name>feelintheblues</name><uri>http://www.blogger.com/profile/07889035690671128074</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='30' height='32' src='http://2.bp.blogspot.com/_sXtXE3Y_vPM/Sydkxg0CzZI/AAAAAAAAASU/8PxgAmEFtrQ/S220/1579460641482be7a84b698.jpg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-4052272684150513541.post-2259156560059264407</id><published>2007-08-02T15:17:00.000+02:00</published><updated>2009-12-06T15:19:38.053+01:00</updated><title type='text'>Ten odporny blues, ten błękitny blues - przegląd prasy vol. 1</title><content type='html'>&lt;p class="MsoNormal"&gt;Natknięcie się w prasie codziennej na termin &amp;bdquo;blues&amp;rdquo; to przeżycie zgoła elektryzujące. Toteż łapczywie czytam każde słowo w tego rodzaju tekście. W &amp;bdquo;&lt;b&gt;Dzienniku&lt;/b&gt;&amp;rdquo; z 20 lipca zamieszczono rozmowę z &lt;b&gt;Johnem Mayallem&lt;/b&gt; pt. &lt;b&gt;&lt;i&gt;Blues jest odporny na zmiany&lt;/i&gt;&lt;/b&gt;. Kiedy czytam takie wypowiedzi, przypomina mi się popularna bujda o człowieku, kt&amp;oacute;ry napił się z pewnego źr&amp;oacute;dełka i skamieniał. Obawiam się, że blues czknął nieco z tego źr&amp;oacute;dełka, a przynajmniej wielu go na siłę chce nim napoić. Z drugiej strony w pewnym wieku dość zatwardziały konserwatyzm jest zrozumiały. Tak samo miał Nalepa.&lt;/p&gt;&lt;p class="MsoNormal"&gt;Prowadzący rozmowę &lt;b&gt;Michał Mendyk&lt;/b&gt; pyta Mayalla o Freddiego Kinga. Mayall odrzekł na to: &lt;i&gt;Freddie King był najwybitniejszym gitarzystą i wokalistą w historii bluesa. Umarł ponad trzy dekady temu, a miejsce kr&amp;oacute;la zajął po nim B. B. King.&lt;/i&gt; Jak to po nim?! Pierwsze hity FK miał w 1961, a B. B. na początku lat 50. Coś tu jest pomieszane!&lt;/p&gt;&lt;p class="MsoNormal"&gt;Garść innych ciekawych cytat&amp;oacute;w:&lt;/p&gt;&lt;p class="MsoNormal"&gt;&lt;i&gt;Moim zdaniem czarna muzyka stanowi jedyny wkład Ameryki w światowe dziedzictwo kulturowe. &lt;/i&gt;Tymczasem pod koniec wywiadu pojawia się opinia o hip-hopie:&lt;i&gt; Jest agresywny, nudny i zwyczajnie monotonny.&lt;/i&gt; Czyżby Mayall nie wiedział, że hip-hop to też czarna muzyka?..&lt;/p&gt;&lt;p class="MsoNormal"&gt;Ku mej radości Michał Mendyk spytał o Chrisa Thomasa Kinga, Harry&amp;rsquo;ego Manxa i Corey&amp;rsquo;a Harrisa (czyżby słuchał FTB? &amp;ndash; raczej zajrzał do Wikipedii, gdzie zresztą edytowałem hasło &amp;bdquo;&lt;b&gt;blues&lt;/b&gt;&amp;rdquo;, dlatego jest tam m.in. Manx czy Harris). Mayall odpowiada: &lt;i&gt;Nie przepadam za tego rodzaju hybrydami i nie sądzę, by miały one decydujący wpływ na oblicze bluesa w nadchodzących dziesięcioleciach. Blues to muzyka rdzennie amerykańska i pr&amp;oacute;by powiązania go z innymi tradycjami są skazane na porażkę.&lt;/i&gt; &amp;ndash; po czym jako najciekawszych wymienia Erica Steckela (młodzieniec perfekcyjnie odgrywający Vaughana i nic poza tym) i niczym nie wyr&amp;oacute;żniającego się Buddy&amp;rsquo;ego Whittingtona&amp;hellip; Może pozostawię to bez komentarza. M&amp;oacute;wiłem o tym w ostatniej &lt;a href="http://www.blues.org.pl/ftb/mp3/ftb30_7_07.mp3" target="_blank"&gt;audycji&lt;/a&gt; i wystarczy.&lt;/p&gt;&lt;p class="MsoNormal"&gt;&lt;o:p&gt; &lt;/o:p&gt;&lt;/p&gt;&lt;p class="MsoNormal"&gt;Ach! Jeszcze jedno; opis płyty Dw&amp;oacute;jki (II) Led Zeppelin: &lt;i&gt;Jimmy Page poznał Mayalla tylko jako gitarzysta sesyjny. Ten zdążył go zarazić bluesowym bakcylem. W 1968 roku powstał Led Zeppelin i tak narodził się heavy metal. &lt;/i&gt;Ha! Jakie to proste.&lt;/p&gt;&lt;p class="MsoNormal"&gt;&lt;o:p&gt; &lt;/o:p&gt;&lt;/p&gt;&lt;p class="MsoNormal"&gt;A na forum &lt;a href="http://blues.com.pl/viewtopic.php?t=7517" target="_blank"&gt;blues.com.pl&lt;/a&gt; &lt;b&gt;Rzeszot&lt;/b&gt; napisał: &lt;span class="postbody"&gt;&lt;i&gt;Gdybym miał por&amp;oacute;wnać dwa koncerty, na kt&amp;oacute;rych ostatnio byłem, MoFo oraz John Mayall, to muszę powiedzieć, że MoFo był zdecydowanie lepszy, zdecydowanie&lt;/i&gt;&lt;b&gt; &lt;/b&gt;&amp;ndash; nie mogło być inaczej, nie mogło. ;)&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;&lt;p class="MsoNormal"&gt;&lt;span class="postbody"&gt;&lt;o:p&gt; &lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;&lt;p class="MsoNormal"&gt;&lt;span class="postbody"&gt;W tymże samym numerze &lt;/span&gt;&amp;bdquo;&lt;b&gt;Dziennika&lt;/b&gt;&amp;rdquo; &lt;span class="postbody"&gt;znalazłem recenzję powieści &lt;/span&gt;&amp;bdquo;&lt;b&gt;Cukiereczki&lt;/b&gt;&amp;rdquo; &lt;span class="postbody"&gt; autorstwa chińskiej pisarki &lt;b&gt;Mian Mian&lt;/b&gt;. Recenzję zatytułowano &lt;/span&gt;&amp;bdquo;&lt;b&gt;Chiński blues&lt;/b&gt;&amp;rdquo; &lt;span class="postbody"&gt;. Nie powiem, żebym się naprawdę spodziewał opowieści o chińskim zespole, kt&amp;oacute;ry pr&amp;oacute;bował grać bluesa. Wiedziałem, że chodzi o ten rodzaj bluesa, kt&amp;oacute;ry jest r&amp;oacute;wnoważnikiem koloru błękitnego i stoi w parze ze słowami typu pustka, glątwa (moje ulubione), samotność i takie tam. Muzycznie zupełnie mylny termin, ale w dyskursie og&amp;oacute;lnym niech będzie.&lt;br&gt;&lt;br /&gt;Jest tam jedno zdanie godne zacytowania: &lt;i&gt;Chropowata melodyjność tej znakomicie napisanej prozy powoduje, że można por&amp;oacute;wnać ją do piosenki &amp;ndash; trochę bluesowej, trochę rock&amp;rsquo;n&amp;rsquo;rollowej, zawsze jednakowo poruszającej i osobliwie poetyckiej&lt;/i&gt; &amp;ndash; prawda, że urocze? Napisała to pani &lt;b&gt;Patrycja Pustkowiak&lt;/b&gt;. Lubię ją. :)&lt;br&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/4052272684150513541-2259156560059264407?l=feelin-the-blues.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://feelin-the-blues.blogspot.com/feeds/2259156560059264407/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://feelin-the-blues.blogspot.com/2007/08/ten-odporny-blues-ten-bekitny-blues.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/4052272684150513541/posts/default/2259156560059264407'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/4052272684150513541/posts/default/2259156560059264407'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://feelin-the-blues.blogspot.com/2007/08/ten-odporny-blues-ten-bekitny-blues.html' title='Ten odporny blues, ten błękitny blues - przegląd prasy vol. 1'/><author><name>feelintheblues</name><uri>http://www.blogger.com/profile/07889035690671128074</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='30' height='32' src='http://2.bp.blogspot.com/_sXtXE3Y_vPM/Sydkxg0CzZI/AAAAAAAAASU/8PxgAmEFtrQ/S220/1579460641482be7a84b698.jpg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-4052272684150513541.post-3055160807042869609</id><published>2007-07-25T23:17:00.000+02:00</published><updated>2009-12-10T23:19:51.098+01:00</updated><title type='text'>Rolling Stones - powiew wolności</title><content type='html'>&lt;p class="MsoNormal"&gt;Słuchałem dziś rozmowy ze &lt;b&gt;Zbigniewem Hołdysem&lt;/b&gt;, kt&amp;oacute;ry wspominał koncert &lt;b&gt;Rolling Stones&lt;/b&gt; z 1967 roku. Wtedy ich muzyka była powiewem wolności (&amp;bdquo;ten zesp&amp;oacute;ł miał w sobie potężny ładunek wolności, niezależności&amp;rdquo;), przejawem buntu wobec schematu życia lat 60. Ten bunt poniekąd zdefiniował charakter muzyki rockowej. Hołdys podkreślał, że w tamtych czasach taką muzykę nazywano r&amp;rsquo;n&amp;rsquo;b &amp;ndash; rhythm and blues. Mniej więcej, chyba częściej rock&amp;rsquo;n&amp;rsquo;roll, nieistotne.&lt;/p&gt;&lt;p class="MsoNormal"&gt;Wolność i bunt &amp;ndash; Hołdys w moim odczuciu niemal stawiał znak r&amp;oacute;wności między oboma pojęciami. Naszła mnie myśl, że rockowego powiewu wolności, raczej pragnienia nieskrępowanej swobody, nie byłoby, gdyby nie blues. Zawsze podkreśla się dług rocka wobec bluesa, ale tylko w sensie muzycznym, formalnym (harmonia, rytm, instrumentarium). Pomija się wątek emocjonalno-ideowy. Poczucie wolności zawarte jest w bluesie od zarania, immanentnie. Ale bluesman zdaje się czasem bezradny wobec wolności i do-wolności. Wygrywa ją muzyką, zachłystuje się i czasem stara wykorzystać. Tymczasem rockman jest na wolność pazerny, chciałby jej więcej i więcej, choć nie wie po co. Dostrzega te płaszczyzny, gdzie wolności m&amp;oacute;głby mieć więcej, a nie ma, więc się buntuje.&lt;/p&gt;&lt;p class="MsoNormal"&gt;W&amp;oacute;wczas (w latach 60.) tak to działało. Dziś koncert Stones&amp;oacute;w siłą rzeczy ociera się o farsę. Przepite tatuśki świrują na g&amp;oacute;wniarzy &amp;ndash; tak to się kojarzy. I na pewno nie jest to jakieś niebotyczne wydarzenie. Dziś koncert Rolling Stones to nie większa sensacja niż Rod Steward, Red Hot Chili Peppers czy Depeche Mode. Historia.&lt;/p&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/4052272684150513541-3055160807042869609?l=feelin-the-blues.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://feelin-the-blues.blogspot.com/feeds/3055160807042869609/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://feelin-the-blues.blogspot.com/2007/07/rolling-stones-powiew-wolnosci.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/4052272684150513541/posts/default/3055160807042869609'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/4052272684150513541/posts/default/3055160807042869609'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://feelin-the-blues.blogspot.com/2007/07/rolling-stones-powiew-wolnosci.html' title='Rolling Stones - powiew wolności'/><author><name>feelintheblues</name><uri>http://www.blogger.com/profile/07889035690671128074</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='30' height='32' src='http://2.bp.blogspot.com/_sXtXE3Y_vPM/Sydkxg0CzZI/AAAAAAAAASU/8PxgAmEFtrQ/S220/1579460641482be7a84b698.jpg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-4052272684150513541.post-5724750389593350419</id><published>2007-07-22T23:20:00.000+02:00</published><updated>2009-12-10T23:21:20.578+01:00</updated><title type='text'>Willie King - One Love</title><content type='html'>&lt;p class="MsoNormal"&gt;W głośnikach &lt;b&gt;Willie King&lt;/b&gt;. Pomyślałem sobie, że pasuje do jutrzejszej audycji. Jego muzyka zawiera pewną letniość. A jutro zamierzam pograć trochę muzyki niewymagającej. Będzie bez opowieści, bo po co. W środku lata zachęcać ludzi do myślenia to niemal grzech, więc chcę wybrać trochę leniwych numer&amp;oacute;w.&lt;/p&gt;&lt;p class="MsoNormal"&gt;&lt;img title="wk_ol.jpg" alt="wk_ol.jpg" src="http://estrona.net/wgears/files/ftb/Image/wk_ol.jpg" align="left"&gt;King nagrywa zawsze tę samą płytę. Bezpretensjonalny bluesior grany na zardzewiałych wzmacniaczach w jakiejś starej budzie. Żadnych fajerwerk&amp;oacute;w. Ociera się, chyba całkiem świadomie, o amatorszczyznę. Szczeg&amp;oacute;lnie nie mogę słuchać jego harmonijkarza. R&amp;oacute;wnież dziewczyna w ch&amp;oacute;rkach pięć minut wcześniej nalewała piwo za barem, a teraz postanowiła się nieco rozerwać. No a jakiś gość całą tę niewinną zabawę postanowił zarejestrować i ku uciesze uczestnik&amp;oacute;w wydać. Kto to będzie lubił?! Kto to kupi? Zakochany w marzeniach o znalezieniu się w takim miejscu bluesfan spragniony nieocenzurowanego autentyzmu? Znudzony klinicznymi produkcjami poszukiwacz muzycznego brudu? Ale akurat ta płyta nie jest tak szczeg&amp;oacute;lnie brudna. Owszem, powietrze między głośnikami jest pełne dymu i kurzu, ale nie szarpie uszu fat-possumowym szaleństwem. Ile można słuchać takiej muzyki?&lt;/p&gt;&lt;p class="MsoNormal"&gt;Jeśli mam być szczery, to ową sennością jestem trochę znudzony. Gdyby to była debiutancka płyta Williego, to co innego. A tak, niestety&amp;hellip;&lt;/p&gt;&lt;p class="MsoNormal"&gt;&lt;i&gt;Down-home go home.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/i&gt;&lt;/p&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/4052272684150513541-5724750389593350419?l=feelin-the-blues.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://feelin-the-blues.blogspot.com/feeds/5724750389593350419/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://feelin-the-blues.blogspot.com/2007/07/willie-king-one-love.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/4052272684150513541/posts/default/5724750389593350419'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/4052272684150513541/posts/default/5724750389593350419'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://feelin-the-blues.blogspot.com/2007/07/willie-king-one-love.html' title='Willie King - One Love'/><author><name>feelintheblues</name><uri>http://www.blogger.com/profile/07889035690671128074</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='30' height='32' src='http://2.bp.blogspot.com/_sXtXE3Y_vPM/Sydkxg0CzZI/AAAAAAAAASU/8PxgAmEFtrQ/S220/1579460641482be7a84b698.jpg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-4052272684150513541.post-802097374178586769</id><published>2007-06-24T23:27:00.000+02:00</published><updated>2009-12-10T23:28:28.868+01:00</updated><title type='text'>Mississippi Heat – One Eyed Open, cz. 2</title><content type='html'>&lt;p&gt;yyy... żeby było jasne. Ciąg dalszy wrażeń z DVD &lt;b&gt;Mississippi Heat&lt;/b&gt;. :)&lt;/p&gt;&lt;p&gt;&lt;b&gt;&lt;i&gt;&lt;span style="font-family: verdana;"&gt;Jukin&amp;rsquo;&lt;/span&gt;&lt;/i&gt;&lt;/b&gt;&lt;span style="font-family: verdana;"&gt; &amp;ndash; kolejny chicowski groovik, tym razem w hołdzie Małemu Walterowi. &lt;b&gt;Pierre Lacocque&lt;/b&gt;, kt&amp;oacute;ry gra wciąż i wciąż, jest szalenie stylowy. Nawet jak na moje chciejstwo za bardzo. A teraz spręża się keybordzista. Ustami wygaduje sobie nutki, zabawnie to wygląda. Pierre gra. Kamera pokazuje zdjęcie Buddy&amp;rsquo;ego Guy&amp;rsquo;a i Juniora Wellsa&amp;hellip;&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;&lt;p&gt;&lt;b&gt;&lt;i&gt;&lt;/i&gt;&lt;/b&gt;&lt;/p&gt;&lt;p class="MsoNormal"&gt;&lt;i&gt;&lt;b&gt;&lt;span style="font-family: verdana;"&gt;Cold Cold Feeling&lt;/span&gt;&lt;/b&gt;&lt;/i&gt;&lt;span style="font-family: verdana;"&gt; &amp;ndash; ma feeling niczym Modlitwa Nalepy. Zamiast Tadzia ładnie rzeźbi &lt;b&gt;Lurrie Bell&lt;/b&gt;, on też śpiewa. Ci dwaj panowie by się dogadali. Lurrie ma czarnego strata i gra grubymi paluchami &amp;ndash; czyżby to był klucz do brzmienia? Wielu znakomitych bluesman&amp;oacute;w robi zlewkę na kostkę. &lt;i&gt;Cold Cold Feeling&lt;/i&gt; to temat pani Jessie Mae Robinson dla T-Bone&amp;rsquo;a Walkera &amp;ndash; ma ten mroźny, zimowy chł&amp;oacute;d. Do diabła! Lurrie jest tu naprawdę boski. Wiem, że ten numer cudnie grał Albert Collins, ale czy ta wersja jest gorsza? Nie. Kamera prze na palce Lurrie&amp;rsquo;go jak w filmie instruktażowym. Odpływam&amp;hellip; A teraz Pierre zaciągnął&amp;hellip; Gra swoim brzmieniem, ale frazuje ze swingującą lekkością. &lt;i&gt;Take It Jazzy&lt;/i&gt;. Tylko skończył, już?? Cofam ten numer od początku &lt;/span&gt;&lt;span style="font-family: verdana;"&gt;&amp;ndash; &lt;/span&gt;&lt;span style="font-family: verdana;"&gt;i cicho!&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;&lt;p class="MsoNormal"&gt;&lt;i&gt;&lt;b&gt;&lt;span style="font-family: verdana;"&gt;Cool Twist&lt;/span&gt;&lt;/b&gt;&lt;/i&gt;&lt;span style="font-family: verdana;"&gt; &amp;ndash; taka &lt;i&gt;La Cucaracha&lt;/i&gt; autorstwa Pierre&amp;rsquo;a, ale&lt;b&gt; Ivetta Visor &lt;/b&gt;pięknie, słodko, diablo słodko tu śpiewa. &lt;i&gt;Come on, Max!&lt;/i&gt; &amp;ndash; powiedziała i &lt;b&gt;Max Valdenau&lt;/b&gt; poleciał. Ivetta dużo bardziej podoba mi się w lżejszym klimacie. O! I tu jest cały Lacocque &amp;ndash; miłośnik chwytliwej melodii. Za to go lubię, trochę jak Primicha, choć gadają inaczej.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;&lt;p class="MsoNormal"&gt;&lt;i&gt;&lt;b&gt;&lt;span style="font-family: verdana;"&gt;Moanin&amp;rsquo; and Cryin&amp;rsquo;&lt;/span&gt;&lt;/b&gt;&lt;/i&gt;&lt;span style="font-family: verdana;"&gt; &amp;ndash; poważna sprawa, poważny, dostojny blues&amp;hellip; No c&amp;oacute;ż, na każdej płycie są słabsze momenty, ale sol&amp;oacute;weczki Pierre&amp;rsquo;a i Lurrie&amp;rsquo;go &amp;ndash; czapki z gł&amp;oacute;w. Bell zagrał z finezją i wyraźnie jest usatysfakcjonowany.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;&lt;p class="MsoNormal"&gt;&lt;i&gt;&lt;b&gt;&lt;span style="font-family: verdana;"&gt;She Ain&amp;rsquo;t Your Toy&lt;/span&gt;&lt;/b&gt;&lt;/i&gt;&lt;span style="font-family: verdana;"&gt; &amp;ndash; I, mocy przybywaj! Rytmiczna maszyna wyrzuca mnie w kosmos! Magia na całego, TERAZ chciałbym być w klubie, w tym właśnie momencie, przy tym drivie. Panie i panowie, Lacocque gra na chromatyku, ba, w końcu niebawem finał. W tle śpiewającej Ivetty widzę p&amp;oacute;łkę z płytami i na pewno jest tam coś z Evidence&amp;rsquo;a. &lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;&lt;p class="MsoNormal"&gt;&lt;i&gt;&lt;b&gt;&lt;span style="font-family: verdana;"&gt;Listen Here&lt;/span&gt;&lt;/b&gt;&lt;/i&gt;&lt;span style="font-family: verdana;"&gt; Eddiego Harrisa na do widzenia. Powoli napisy końcowe, piękne sol&amp;oacute;wki, odjechany brzmieniowo hammond &lt;b&gt;Camerona&lt;/b&gt; i&amp;hellip; KONIEC&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;&lt;p class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: verdana;"&gt;A we mnie pozostało pytanie: Jak to będzie, gdy zamiast L. B. będzie &lt;b&gt;Carl Weathersby&lt;/b&gt;. Sądzę, żę ciut nowocześniej, mniej klasycznie chicagowsko. Carla widziałem u boku Billy&amp;rsquo;ego Brancha (na DVD rzecz jasna). &lt;/span&gt;&lt;span style="font-family: verdana;"&gt;Dużo &lt;/span&gt;&lt;span style="font-family: verdana;"&gt;może!..&lt;i&gt;&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/i&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/4052272684150513541-802097374178586769?l=feelin-the-blues.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://feelin-the-blues.blogspot.com/feeds/802097374178586769/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://feelin-the-blues.blogspot.com/2007/06/mississippi-heat-one-eyed-open-cz-2.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/4052272684150513541/posts/default/802097374178586769'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/4052272684150513541/posts/default/802097374178586769'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://feelin-the-blues.blogspot.com/2007/06/mississippi-heat-one-eyed-open-cz-2.html' title='Mississippi Heat – One Eyed Open, cz. 2'/><author><name>feelintheblues</name><uri>http://www.blogger.com/profile/07889035690671128074</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='30' height='32' src='http://2.bp.blogspot.com/_sXtXE3Y_vPM/Sydkxg0CzZI/AAAAAAAAASU/8PxgAmEFtrQ/S220/1579460641482be7a84b698.jpg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-4052272684150513541.post-4878823518689525014</id><published>2007-06-10T23:28:00.000+02:00</published><updated>2009-12-10T23:36:47.872+01:00</updated><title type='text'>Po-gadu-chy Sławka i Bluesbirda: Otis Taylor - Definition of a Circle</title><content type='html'>&lt;p class="MsoNormal"&gt;&lt;b&gt;Od dziś w tym dziale pojawiać się będą r&amp;oacute;wnież moje rozmowy z Bluesbirdem, prowadzone na GG. Ci, kt&amp;oacute;rzy orientują się, co i kto, wiedzą z pewnością, że Bluesbird jest jednym z większych znawc&amp;oacute;w bluesa w kraju. Publikuje w magazynie &lt;/b&gt;&amp;bdquo;&lt;b&gt;Tw&amp;oacute;j Blues&lt;/b&gt;&amp;rdquo;&lt;b&gt;, prowadził audycję bluesową i zawsze jest na bieżąco w materii bluesowej. Naszych luźnych rozm&amp;oacute;w nie poddajemy praktycznie żadnym zabiegom redaktorskim, nie licząc niezbędnej kosmetyki koniecznej dla pewnej przejrzystości tekstu.&lt;/b&gt;&lt;/p&gt;&lt;p class="MsoNormal"&gt;&lt;b&gt;Ja: &lt;/b&gt;No i jak ci się podoba pierwszy kawałek?&lt;br /&gt;&lt;i&gt;&lt;b&gt;&lt;img src="http://estrona.net/wgears/files/ftb/Image/bluesbird_www.jpg" alt="bluesbird_www.jpg" title="bluesbird_www.jpg" align="left"&gt;Bluesbird: &lt;/b&gt;Podoba mi się ten pierwszy numer &amp;ndash; fajny groove, a poza tym w prawym kanale gitara akustyczna, a w lewym rytmiczna &amp;ndash; elektryczna.&lt;br /&gt;&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/i&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;U Taylora to chyba nie jest nowość :)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;o:p&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;i&gt;...No i ten koleś &amp;ndash; &lt;b&gt;Gary Moore&lt;/b&gt; &amp;ndash; ucieleśnienie naginania bluesa do swych potrzeb, a tu zupełnie gra, jakby to miało sens &amp;ndash; i... ma sens!&lt;/i&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Mi sama motoryka utworu bardzo pasuje.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;i&gt;Tak, motoryka jest świetna ...ale drugi utw&amp;oacute;r (u mnie się  zaczął) to jest coś!&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/i&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/p&gt;&lt;p class="MsoNormal"&gt;&lt;o:p&gt; &lt;/o:p&gt;&lt;/p&gt;&lt;p class="MsoNormal"&gt;&lt;b&gt;&lt;o:p&gt; &lt;/o:p&gt;&lt;/b&gt;&lt;/p&gt;&lt;p class="MsoNormal"&gt;Ale ten Moore gra tam na siłę. Poczekaj jeszcze z drugim utworem. Zobacz, Gary ma swoje brzmienie &lt;i&gt;&amp;ndash; &lt;/i&gt; to samo, co zawsze&lt;i&gt; &amp;ndash; &lt;/i&gt; zresztą trudno robić z tego zarzut. Tylko mi zdycha trochę magia utworu. Robi się niemal typowy numer blues rockowy. Moim zdaniem Moore nie znalazł żadnej motoryki do tego tematu.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/p&gt;&lt;p class="MsoNormal"&gt;&lt;o:p&gt; &lt;/o:p&gt;&lt;/p&gt;&lt;p class="MsoNormal"&gt;&lt;i&gt;...no właśnie &amp;ndash; gra u siebie do... dostarczonej taśmy &amp;ndash; nie lubię takiego dogrywania...&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/i&gt;&lt;/p&gt;&lt;p class="MsoNormal"&gt;&lt;i&gt;&lt;o:p&gt; &lt;/o:p&gt;&lt;/i&gt;&lt;/p&gt;&lt;p class="MsoNormal"&gt;Tego nie wiedziałem. Skąd to wiesz?&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/p&gt;&lt;p class="MsoNormal"&gt;&lt;b&gt;&lt;o:p&gt; &lt;/o:p&gt;&lt;/b&gt;&lt;/p&gt;&lt;p class="MsoNormal"&gt;&lt;i&gt;Pewnie taki był zamysł Taylora.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Napisano&amp;hellip; gdzie? &amp;ndash; nie pamiętam już &amp;ndash; na płycie lub gdzieś w necie...&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/i&gt;&lt;/p&gt;&lt;p class="MsoNormal"&gt;&lt;b&gt;&lt;o:p&gt; &lt;/o:p&gt;&lt;/b&gt;&lt;/p&gt;&lt;p class="MsoNormal"&gt;Szczerze? Wydaje mi się, że Taylor pisze te swoje transowe kawałki, ale niekoniecznie on kombinuje nad aranżem.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/p&gt;&lt;p class="MsoNormal"&gt;&lt;b&gt;&lt;o:p&gt; &lt;/o:p&gt;&lt;/b&gt;&lt;/p&gt;&lt;p class="MsoNormal"&gt;&lt;i&gt;...ale TU całość, mimo pewnego zgrzytu, dobrze mi brzmi.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/i&gt;&lt;/p&gt;&lt;p class="MsoNormal"&gt;&lt;b&gt;&lt;o:p&gt; &lt;/o:p&gt;&lt;/b&gt;&lt;/p&gt;&lt;p class="MsoNormal"&gt;Ok. Ten moment, gdy pojawia się akustyk jest rzeczywiście dobry!!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ok. zostawmy ten pierwszy kawałek...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;b&gt;2&lt;/b&gt; &amp;ndash; &lt;b&gt;&lt;i&gt;Black Mandolin Boogie&lt;/i&gt;&lt;/b&gt; &amp;ndash;  zauważyłeś, że on ma taki regałowy smaczek&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/p&gt;&lt;p class="MsoNormal"&gt;&lt;b&gt;&lt;o:p&gt; &lt;/o:p&gt;&lt;/b&gt;&lt;/p&gt;&lt;p class="MsoNormal"&gt;&lt;i&gt;...poza tym ta gitara Moore`a daje pewien POWER dla tego utworu &amp;ndash; gdyby go obedrzeć z szaty instrumentalnej &amp;ndash; bardzo rytmicznego, ale bez wyrazu...&amp;ndash; pewnie z TYM też można się  zgodzić...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Temat &lt;b&gt;2&lt;/b&gt;? OK. MANDOLINA &amp;ndash; to co lubię!&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/i&gt;&lt;/p&gt;&lt;p class="MsoNormal"&gt;&lt;b&gt;&lt;i&gt;&lt;o:p&gt; &lt;/o:p&gt;&lt;/i&gt;&lt;/b&gt;&lt;/p&gt;&lt;p class="MsoNormal"&gt;No właśnie power wynika z rytmu, a dogrywki Moore'a to taka gadanina... bez niej nie byłoby gorzej&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/p&gt;&lt;p class="MsoNormal"&gt;&lt;b&gt;&lt;o:p&gt; &lt;/o:p&gt;&lt;/b&gt;&lt;/p&gt;&lt;p class="MsoNormal"&gt;&lt;i&gt;...I &lt;/i&gt;cello &lt;i&gt;&amp;ndash; czyli wiolonczela&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/i&gt;&lt;/p&gt;&lt;p class="MsoNormal"&gt;&lt;b&gt;&lt;o:p&gt; &lt;/o:p&gt;&lt;/b&gt;&lt;/p&gt;&lt;p class="MsoNormal"&gt;Tak, to jest fantastyczne... i ona tak gra niby obok, a właśnie to jest najlepsze&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/p&gt;&lt;p class="MsoNormal"&gt;&lt;b&gt;&lt;o:p&gt; &lt;/o:p&gt;&lt;/b&gt;&lt;/p&gt;&lt;p class="MsoNormal"&gt;&lt;b&gt;&lt;i&gt;2&lt;/i&gt;&lt;/b&gt;&lt;i&gt; &amp;ndash; i jeszcze skrzypce &amp;ndash; super! Proste, a jakże smakowite brzmieniowo &amp;ndash; boogie!&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/i&gt;&lt;/p&gt;&lt;p class="MsoNormal"&gt;&lt;b&gt;&lt;o:p&gt; &lt;/o:p&gt;&lt;/b&gt;&lt;/p&gt;&lt;p class="MsoNormal"&gt;&lt;b&gt;2&lt;/b&gt;  &amp;ndash;  tu nie ma skrzypiec. A w og&amp;oacute;le nazwałbyś to &amp;bdquo;boogie&amp;rdquo;? ;)&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/p&gt;&lt;p class="MsoNormal"&gt;&lt;b&gt;&lt;o:p&gt; &lt;/o:p&gt;&lt;/b&gt;&lt;/p&gt;&lt;p class="MsoNormal"&gt;&lt;i&gt;&amp;hellip;rzeczywiście &amp;ndash; nie ma &amp;ndash; ale brzmieniowo jakby z przodu były &amp;ndash; nie?&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/i&gt;&lt;/p&gt;&lt;p class="MsoNormal"&gt;&lt;b&gt;&lt;o:p&gt; &lt;/o:p&gt;&lt;/b&gt;&lt;/p&gt;&lt;p class="MsoNormal"&gt;Moment, bo już jestem przy trzecim numerze.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/p&gt;&lt;p class="MsoNormal"&gt;&lt;b&gt;&lt;o:p&gt; &lt;/o:p&gt;&lt;/b&gt;&lt;/p&gt;&lt;p class="MsoNormal"&gt;&lt;i&gt;Nie! Ale taka jest w rytmice &amp;ndash; fajnej &amp;ndash; takiej bardzo transowo-hipnotyzującej..&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/i&gt;&lt;/p&gt;&lt;p class="MsoNormal"&gt;&lt;b&gt;&lt;o:p&gt; &lt;/o:p&gt;&lt;/b&gt;&lt;/p&gt;&lt;p class="MsoNormal"&gt;No, to właśnie wiolonczelka robi taki &amp;quot;bajer&amp;quot;.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/p&gt;&lt;p class="MsoNormal"&gt;&lt;b&gt;&lt;o:p&gt; &lt;/o:p&gt;&lt;/b&gt;&lt;/p&gt;&lt;p class="MsoNormal"&gt;&lt;i&gt;&lt;span lang="EN-US"&gt;Numer &lt;b&gt;3&lt;/b&gt; &amp;ndash; &lt;b&gt;Looking Over Your Fence&lt;/b&gt; ...super utw&amp;oacute;r!&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/i&gt;&lt;/p&gt;&lt;p class="MsoNormal"&gt;&lt;b&gt;&lt;span lang="EN-US"&gt;&lt;o:p&gt; &lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/b&gt;&lt;/p&gt;&lt;p class="MsoNormal"&gt;U mnie się zaczyna, ma coś z groove'u fat possumowego.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/p&gt;&lt;p class="MsoNormal"&gt;&lt;b&gt;&lt;o:p&gt; &lt;/o:p&gt;&lt;/b&gt;&lt;/p&gt;&lt;p class="MsoNormal"&gt;&lt;b&gt;&lt;i&gt;Musselwhite&lt;/i&gt;&lt;/b&gt;&lt;i&gt; na harmonijce &amp;ndash; no! no! no!&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/i&gt;&lt;/p&gt;&lt;p class="MsoNormal"&gt;&lt;b&gt;&lt;o:p&gt; &lt;/o:p&gt;&lt;/b&gt;&lt;/p&gt;&lt;p class="MsoNormal"&gt;Tak, i jest taki ekstremalnie brudny jak u Waitsa.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/p&gt;&lt;p class="MsoNormal"&gt;&lt;b&gt;&lt;o:p&gt; &lt;/o:p&gt;&lt;/b&gt;&lt;/p&gt;&lt;p class="MsoNormal"&gt;&lt;i&gt;Taki nieco tajemniczy...&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/i&gt;&lt;/p&gt;&lt;p class="MsoNormal"&gt;&lt;b&gt;&lt;o:p&gt; &lt;/o:p&gt;&lt;/b&gt;&lt;/p&gt;&lt;p class="MsoNormal"&gt;...i gra jakby był w cieniu, odwr&amp;oacute;cony do słuchacza plecami.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/p&gt;&lt;p class="MsoNormal"&gt;&lt;b&gt;&lt;o:p&gt; &lt;/o:p&gt;&lt;/b&gt;&lt;/p&gt;&lt;p class="MsoNormal"&gt;&lt;i&gt;I fajnie brzmi ta harmoszka &amp;ndash; zupełnie jakby Charlie tego nie grał...&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/i&gt;&lt;/p&gt;&lt;p class="MsoNormal"&gt;&lt;b&gt;&lt;o:p&gt; &lt;/o:p&gt;&lt;/b&gt;&lt;/p&gt;&lt;p class="MsoNormal"&gt;Eee... właśnie bardzo charakterystyczny.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/p&gt;&lt;p class="MsoNormal"&gt;&lt;b&gt;&lt;o:p&gt; &lt;/o:p&gt;&lt;/b&gt;&lt;/p&gt;&lt;p class="MsoNormal"&gt;&lt;i&gt;...a tam jest jeszcze taka odlotowa gitara z lewej strony &amp;ndash; opr&amp;oacute;cz tego, że gra jednostajny rytm &amp;ndash;  r&amp;oacute;wnie świetnie &amp;ndash; kr&amp;oacute;tko &amp;ndash; odlatuje!&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/i&gt;&lt;/p&gt;&lt;p class="MsoNormal"&gt;&lt;b&gt;&lt;o:p&gt; &lt;/o:p&gt;&lt;/b&gt;&lt;/p&gt;&lt;p class="MsoNormal"&gt;Ten numer jest jakiś chory &amp;ndash; w pozytywnym sensie. &lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/p&gt;&lt;p class="MsoNormal"&gt;&lt;b&gt;&lt;o:p&gt; &lt;/o:p&gt;&lt;/b&gt;&lt;/p&gt;&lt;p class="MsoNormal"&gt;&lt;i&gt;...jak cała choroba Taylora &lt;/i&gt;&lt;i&gt;J&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/i&gt;&lt;/p&gt;&lt;p class="MsoNormal"&gt;&lt;b&gt;&lt;o:p&gt; &lt;/o:p&gt;&lt;/b&gt;&lt;/p&gt;&lt;p class="MsoNormal"&gt;Ciekawe, nawiasem m&amp;oacute;wiąc, Taylor śpiewa zawsze tak samo, ale mnie to nie wkurza, kupuję to w całości.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/p&gt;&lt;p class="MsoNormal"&gt;&lt;b&gt;&lt;o:p&gt; &lt;/o:p&gt;&lt;/b&gt;&lt;/p&gt;&lt;p class="MsoNormal"&gt;Jest &lt;b&gt;4&lt;/b&gt; &amp;ndash; &lt;b&gt;&lt;i&gt;They Wore Blue &lt;/i&gt;&lt;/b&gt;:)&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/p&gt;&lt;p class="MsoNormal"&gt;&lt;b&gt;&lt;o:p&gt; &lt;/o:p&gt;&lt;/b&gt;&lt;/p&gt;&lt;p class="MsoNormal"&gt;&lt;i&gt;...dlatego, że ma BARDZO BLUESOWY głos i fantastycznie frazuje.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/i&gt;&lt;/p&gt;&lt;p class="MsoNormal"&gt;&lt;b&gt;&lt;o:p&gt; &lt;/o:p&gt;&lt;/b&gt;&lt;/p&gt;&lt;p class="MsoNormal"&gt;&lt;b&gt;4&lt;/b&gt;  &amp;ndash;  liryzm Taylora... tu jest ta psychodelia... niemal floydowa...&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/p&gt;&lt;p class="MsoNormal"&gt;&lt;b&gt;&lt;o:p&gt; &lt;/o:p&gt;&lt;/b&gt;&lt;/p&gt;&lt;p class="MsoNormal"&gt;&lt;b&gt;&lt;i&gt;4&lt;/i&gt;&lt;/b&gt;&lt;i&gt; &amp;ndash; jej! jak ja lubię takie przestrzenne klimaty &amp;ndash; piękna ta kołysanka i głos &lt;b&gt;Cassie&lt;/b&gt; &lt;b&gt;Taylor &lt;/b&gt;...liryzm &amp;ndash; PIĘKNY LIRYZM &amp;ndash; cudo samo w sobie! ...piekielnie oszczędny i niesamowicie wciągający...&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/i&gt;&lt;/p&gt;&lt;p class="MsoNormal"&gt;&lt;b&gt;&lt;o:p&gt; &lt;/o:p&gt;&lt;/b&gt;&lt;/p&gt;&lt;p class="MsoNormal"&gt;I śpiewa &lt;i&gt;Kathrina&lt;/i&gt; jakby to było o kobiecie. Tak, to zresztą charakterystyczny klimat dla Taylora. No i ta gitara...&lt;/p&gt;&lt;p class="MsoNormal"&gt;&lt;o:p&gt; &lt;/o:p&gt;&lt;/p&gt;&lt;p class="MsoNormal"&gt;&lt;i&gt;I teraz ta CUDOWNA KODA! No cudo &amp;ndash; te organy i gitara przypominająca Brzmienie Edge z U2 &amp;ndash; superanckie!&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/i&gt;&lt;/p&gt;&lt;p class="MsoNormal"&gt;&lt;b&gt;&lt;o:p&gt; &lt;/o:p&gt;&lt;/b&gt;&lt;/p&gt;&lt;p class="MsoNormal"&gt;A btw, czy jako miłośnik mandoliny znasz tego typa, kt&amp;oacute;ry gra tu na elektrycznej &amp;ndash; &lt;b&gt;Nick Amodeo&lt;/b&gt;? Dobre to skojarzenie z the Edgem.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/p&gt;&lt;p class="MsoNormal"&gt;&lt;b&gt;&lt;o:p&gt; &lt;/o:p&gt;&lt;/b&gt;&lt;/p&gt;&lt;p class="MsoNormal"&gt;&lt;i&gt;&amp;hellip;nie znam&amp;hellip;ale przecież to tylko troszkę, ale te wspaniale organy &amp;ndash; brzmią jakby sam Kooper to grał &amp;ndash; z lat 60.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/i&gt;&lt;/p&gt;&lt;p class="MsoNormal"&gt;&lt;b&gt;&lt;o:p&gt; &lt;/o:p&gt;&lt;/b&gt;&lt;/p&gt;&lt;p class="MsoNormal"&gt;Co &amp;bdquo;tylko troszkę&amp;rdquo;?&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/p&gt;&lt;p class="MsoNormal"&gt;&lt;b&gt;&lt;o:p&gt; &lt;/o:p&gt;&lt;/b&gt;&lt;/p&gt;&lt;p class="MsoNormal"&gt;&lt;i&gt;Brzmienie Edge`a &amp;hellip;i ten fantastycznie rozładowujący napięcie bas.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/i&gt;&lt;/p&gt;&lt;p class="MsoNormal"&gt;&lt;b&gt;&lt;o:p&gt; &lt;/o:p&gt;&lt;/b&gt;&lt;/p&gt;&lt;p class="MsoNormal"&gt;A co z mandoliną?&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/p&gt;&lt;p class="MsoNormal"&gt;&lt;b&gt;&lt;o:p&gt; &lt;/o:p&gt;&lt;/b&gt;&lt;/p&gt;&lt;p class="MsoNormal"&gt;&lt;i&gt;Gdzie? W &lt;b&gt;4&lt;/b&gt;?&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/i&gt;&lt;/p&gt;&lt;p class="MsoNormal"&gt;&lt;b&gt;&lt;o:p&gt; &lt;/o:p&gt;&lt;/b&gt;&lt;/p&gt;&lt;p class="MsoNormal"&gt;Brzmienie jak brzmienie, ale te gęste frazy... Tak, elektryczna mandolina w &lt;b&gt;4&lt;/b&gt; i nazwisko Nick Amodeo.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/p&gt;&lt;p class="MsoNormal"&gt;&lt;b&gt;&lt;o:p&gt; &lt;/o:p&gt;&lt;/b&gt;&lt;/p&gt;&lt;p class="MsoNormal"&gt;&lt;i&gt;Tak &amp;ndash; to dla mnie NAJPIĘKNIEJSZY i PORUSZAJACY MNIE UTW&amp;Oacute;R Z PŁYTY &amp;ndash; lubię coś takiego... Ponad trzyminutowa koda spinająca i rozładowująca nagromadzone we mnie napięcie... &lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/i&gt;&lt;/p&gt;&lt;p class="MsoNormal"&gt;&lt;i&gt;&lt;o:p&gt; &lt;/o:p&gt;&lt;/i&gt;&lt;/p&gt;&lt;p class="MsoNormal"&gt;Ok. Włączamy nr &lt;b&gt;5&lt;/b&gt;?&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/p&gt;&lt;p class="MsoNormal"&gt;&lt;b&gt;&lt;i&gt;&lt;o:p&gt; &lt;/o:p&gt;&lt;/i&gt;&lt;/b&gt;&lt;/p&gt;&lt;p class="MsoNormal"&gt;&lt;i&gt;...kolorystyczna gitara z prawej strony (w &lt;b&gt;4&lt;/b&gt;)&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/i&gt;&lt;/p&gt;&lt;p class="MsoNormal"&gt;&lt;b&gt;&lt;o:p&gt; &lt;/o:p&gt;&lt;/b&gt;&lt;/p&gt;&lt;p class="MsoNormal"&gt;Ja tego tak nie odczuwam....&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/p&gt;&lt;p class="MsoNormal"&gt;&lt;b&gt;&lt;i&gt;&lt;o:p&gt; &lt;/o:p&gt;&lt;/i&gt;&lt;/b&gt;&lt;/p&gt;&lt;p class="MsoNormal"&gt;&lt;i&gt;NIE &amp;ndash; posłuchaj jeszcze raz &lt;b&gt;4&lt;/b&gt; &amp;ndash; on jest SUPER!!&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/i&gt;&lt;/p&gt;&lt;p class="MsoNormal"&gt;&lt;b&gt;&lt;o:p&gt; &lt;/o:p&gt;&lt;/b&gt;&lt;/p&gt;&lt;p class="MsoNormal"&gt;To do wieczora nie skończymy :)&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/p&gt;&lt;p class="MsoNormal"&gt;&lt;b&gt;&lt;i&gt;&lt;o:p&gt; &lt;/o:p&gt;&lt;/i&gt;&lt;/b&gt;&lt;/p&gt;&lt;p class="MsoNormal"&gt;&lt;i&gt;Tak, z lewej mandolina &amp;ndash; pięknie wsp&amp;oacute;łbrzmi z gitarą z lewej...no cudo &amp;ndash;  i ten lament Taylora i ch&amp;oacute;rek Cassie  &amp;ndash; super &amp;ndash;  SUPERANCKIE &amp;ndash; rozpływam się w tym PIĘKNIE.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/i&gt;&lt;/p&gt;&lt;p class="MsoNormal"&gt;&lt;b&gt;&lt;o:p&gt; &lt;/o:p&gt;&lt;/b&gt;&lt;/p&gt;&lt;p class="MsoNormal"&gt;&lt;b&gt;&lt;img src="http://estrona.net/wgears/files/ftb/Image/ot_doc.jpg" alt="ot_doc.jpg" title="ot_doc.jpg" align="right"&gt;4&lt;/b&gt;  &amp;ndash;  por&amp;oacute;wnałbym go nieco z &lt;i&gt;House of The Crosses.&lt;/i&gt;&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/p&gt;&lt;p class="MsoNormal"&gt;&lt;b&gt;&lt;i&gt;&lt;o:p&gt; &lt;/o:p&gt;&lt;/i&gt;&lt;/b&gt;&lt;/p&gt;&lt;p class="MsoNormal"&gt;&lt;b&gt;&lt;i&gt; &lt;/i&gt;&lt;/b&gt;&lt;i&gt;...nie bądź brutal!!&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/i&gt;&lt;/p&gt;&lt;p class="MsoNormal"&gt;&lt;b&gt;&lt;o:p&gt; &lt;/o:p&gt;&lt;/b&gt;&lt;/p&gt;&lt;p class="MsoNormal"&gt;M&amp;oacute;wimy o czw&amp;oacute;rce?&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/p&gt;&lt;p class="MsoNormal"&gt;&lt;b&gt;&lt;i&gt;&lt;o:p&gt; &lt;/o:p&gt;&lt;/i&gt;&lt;/b&gt;&lt;/p&gt;&lt;p class="MsoNormal"&gt;&lt;i&gt;Tak &amp;ndash; jeszcze o &lt;b&gt;4&lt;/b&gt; &amp;ndash; dla mnie cudzie nad cudy tej płyty &amp;ndash; dla MNIE... fantastycznie rozwiązany aranż i rozprowadzone zakończenie &amp;ndash; extra!!&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/i&gt;&lt;/p&gt;&lt;p class="MsoNormal"&gt;&lt;b&gt;&lt;o:p&gt; &lt;/o:p&gt;&lt;/b&gt;&lt;/p&gt;&lt;p class="MsoNormal"&gt;&lt;i&gt;dobra &lt;b&gt;5&lt;/b&gt; &amp;ndash; &lt;b&gt;Few Feet Away&lt;/b&gt; &amp;ndash; cicha gitarka ...by za chwilę zagrać głośniej &amp;ndash; ach ten nastr&amp;oacute;j chwili&amp;hellip; o już gra kornet &amp;ndash;  ale brzmienie&amp;hellip;&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/i&gt;&lt;/p&gt;&lt;p class="MsoNormal"&gt;&lt;b&gt;&lt;o:p&gt; &lt;/o:p&gt;&lt;/b&gt;&lt;/p&gt;&lt;p class="MsoNormal"&gt;&lt;b&gt;5&lt;/b&gt; &amp;ndash; powt&amp;oacute;rka z rozrywki  &amp;ndash;  masę ma kawałk&amp;oacute;w z takim motywem.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/p&gt;&lt;p class="MsoNormal"&gt;&lt;b&gt;&lt;o:p&gt; &lt;/o:p&gt;&lt;/b&gt;&lt;/p&gt;&lt;p class="MsoNormal"&gt;&lt;i&gt;....i czy to źle?&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/i&gt;&lt;/p&gt;&lt;p class="MsoNormal"&gt;&lt;b&gt;&lt;o:p&gt; &lt;/o:p&gt;&lt;/b&gt;&lt;/p&gt;&lt;p class="MsoNormal"&gt;Hm... z radiowego punktu widzenia ciut tak, ale nie wiem, czy zauważyłeś kilka nutek na fortepianie: one nagle nadały smak i oryginalność utworowi.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/p&gt;&lt;p class="MsoNormal"&gt;&lt;b&gt;&lt;i&gt;&lt;o:p&gt; &lt;/o:p&gt;&lt;/i&gt;&lt;/b&gt;&lt;/p&gt;&lt;p class="MsoNormal"&gt;&lt;i&gt;Taylor jest mistrzem powt&amp;oacute;rzeń, tworzenia PRZESTRZENI muzycznej z niespotykanych zestawień brzmieniowych, i tworzenia transowo-mrocznych nastroj&amp;oacute;w... co z tego, że to było &amp;ndash; to TU jest!&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/i&gt;&lt;/p&gt;&lt;p class="MsoNormal"&gt;&lt;b&gt;&lt;o:p&gt; &lt;/o:p&gt;&lt;/b&gt;&lt;/p&gt;&lt;p class="MsoNormal"&gt;BTW &amp;ndash; u mnie w oddali burza :)  &amp;ndash;  idealny klimat na Taylora!&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/p&gt;&lt;p class="MsoNormal"&gt;&lt;b&gt;&lt;o:p&gt; &lt;/o:p&gt;&lt;/b&gt;&lt;/p&gt;&lt;p class="MsoNormal"&gt;&lt;i&gt;...no i głos Cassie  i ta mandolinka z prawej...&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/i&gt;&lt;/p&gt;&lt;p class="MsoNormal"&gt;&lt;b&gt;&lt;o:p&gt; &lt;/o:p&gt;&lt;/b&gt;&lt;/p&gt;&lt;p class="MsoNormal"&gt;A dla mnie najcudowniejszy jest kornet.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/p&gt;&lt;p class="MsoNormal"&gt;&lt;b&gt;&lt;o:p&gt; &lt;/o:p&gt;&lt;/b&gt;&lt;/p&gt;&lt;p class="MsoNormal"&gt;&lt;i&gt;.&lt;/i&gt;&lt;i&gt;..tak KORNET &amp;ndash; tu tworzy niezwykłą tęsknotę za czymś ...liryzm i nastr&amp;oacute;j...&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/i&gt;&lt;/p&gt;&lt;p class="MsoNormal"&gt;&lt;b&gt;&lt;o:p&gt; &lt;/o:p&gt;&lt;/b&gt;&lt;/p&gt;&lt;p class="MsoNormal"&gt;ye... on jest taki davisowski ciut.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/p&gt;&lt;p class="MsoNormal"&gt;&lt;b&gt;&lt;o:p&gt; &lt;/o:p&gt;&lt;/b&gt;&lt;/p&gt;&lt;p class="MsoNormal"&gt;&lt;i&gt;W &lt;b&gt;5&lt;/b&gt;? &amp;ndash; tak bardzo davisowski! ...no to TU się  zgadzamy &amp;ndash; to wielka przyjemność słuchać gry na kornecie &amp;ndash; w tym utworze &amp;ndash; nadaje on taką MISTYCZNOŚĆ..&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/i&gt;&lt;/p&gt;&lt;p class="MsoNormal"&gt;&lt;b&gt;&lt;o:p&gt; &lt;/o:p&gt;&lt;/b&gt;&lt;/p&gt;&lt;p class="MsoNormal"&gt;&lt;b&gt;&lt;i&gt;6&lt;/i&gt;&lt;/b&gt;&lt;i&gt; &amp;ndash; &lt;b&gt;Something In Your Back Pocket&lt;/b&gt; &amp;ndash; rąbanka z Moore&amp;rsquo;m na sfuzzowanej gitarze &amp;ndash; a fe!&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/i&gt;&lt;/p&gt;&lt;p class="MsoNormal"&gt;&lt;b&gt;&lt;o:p&gt; &lt;/o:p&gt;&lt;/b&gt;&lt;/p&gt;&lt;p class="MsoNormal"&gt;A dla mnie właśnie coś, czego nie było wcześniej u Taylora, swego rodzaju volta, ale Moore sprawdza się znacznie lepiej niż w jedynce. W tym kawałku jest coś, co po angielsku brzmi &lt;i&gt;MADNESS&lt;/i&gt;!&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/p&gt;&lt;p class="MsoNormal"&gt;&lt;b&gt;&lt;i&gt;&lt;o:p&gt; &lt;/o:p&gt;&lt;/i&gt;&lt;/b&gt;&lt;/p&gt;&lt;p class="MsoNormal"&gt;&lt;b&gt;&lt;i&gt; &lt;/i&gt;&lt;/b&gt;&lt;i&gt;Ale jak wali / rąbie TA PERKUSJA &amp;ndash; stricte rockowo.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/i&gt;&lt;/p&gt;&lt;p class="MsoNormal"&gt;&lt;b&gt;&lt;o:p&gt; &lt;/o:p&gt;&lt;/b&gt;&lt;/p&gt;&lt;p class="MsoNormal"&gt;&lt;b&gt; &lt;/b&gt;Jakieś muzyczne opętanie, więc gdy gitara szaleje na gargantuicznym wibrato, wyje, jęczy to ten Armaggeddon ma sens. &lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/p&gt;&lt;p class="MsoNormal"&gt;&lt;b&gt;&lt;o:p&gt; &lt;/o:p&gt;&lt;/b&gt;&lt;/p&gt;&lt;p class="MsoNormal"&gt;&lt;b&gt;&lt;i&gt; &lt;/i&gt;&lt;/b&gt;&lt;i&gt;...tak to pewnie było założone...&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/i&gt;&lt;/p&gt;&lt;p class="MsoNormal"&gt;&lt;b&gt;&lt;o:p&gt; &lt;/o:p&gt;&lt;/b&gt;&lt;/p&gt;&lt;p class="MsoNormal"&gt;Perkusja &amp;ndash; punkowa, ma taka być. Gdyby Taylor nagrał całą taką płytą, byłaby ciężka, ale bardzo konsekwentna.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/p&gt;&lt;p class="MsoNormal"&gt;&lt;b&gt;&lt;o:p&gt; &lt;/o:p&gt;&lt;/b&gt;&lt;/p&gt;&lt;p class="MsoNormal"&gt;&lt;i&gt;...ten numer to ogromny dysonans do tego mistycznego, wcześniejszego &amp;ndash; dobrze, że się już skończył...&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/i&gt;&lt;/p&gt;&lt;p class="MsoNormal"&gt;&lt;b&gt;&lt;o:p&gt; &lt;/o:p&gt;&lt;/b&gt;&lt;/p&gt;&lt;p class="MsoNormal"&gt;Jeśli tak jak Burnside'a i Kimbrougha kiedyś go odkryją młodziaki, to nagrają taką właśnie płytę z jego kawałkami.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/p&gt;&lt;p class="MsoNormal"&gt;&lt;b&gt;&lt;i&gt;&lt;o:p&gt; &lt;/o:p&gt;&lt;/i&gt;&lt;/b&gt;&lt;/p&gt;&lt;p class="MsoNormal"&gt;&lt;i&gt;&lt;span lang="EN-US"&gt;..&lt;b&gt;7&lt;/b&gt; &amp;ndash; &lt;b&gt;My Name Is General &lt;/b&gt;&lt;/span&gt;&lt;/i&gt;&lt;st1:city&gt;&lt;st1:place&gt;&lt;b&gt;&lt;i&gt;&lt;span lang="EN-US"&gt;Jackson&lt;/span&gt;&lt;/i&gt;&lt;/b&gt;&lt;/st1:place&gt;&lt;/st1:city&gt;&lt;i&gt;&lt;span lang="EN-US"&gt; ...piękny fortepian...&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/i&gt;&lt;/p&gt;&lt;p class="MsoNormal"&gt;&lt;b&gt;&lt;span lang="EN-US"&gt;&lt;o:p&gt; &lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/b&gt;&lt;/p&gt;&lt;p class="MsoNormal"&gt;Tak, ale to ten utw&amp;oacute;r jest dla mnie dysonansem&amp;hellip; chociaż nie...&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/p&gt;&lt;p class="MsoNormal"&gt;&lt;b&gt;&lt;i&gt;&lt;o:p&gt; &lt;/o:p&gt;&lt;/i&gt;&lt;/b&gt;&lt;/p&gt;&lt;p class="MsoNormal"&gt;&lt;i&gt;Głos i fortepian... ascetyczne i teraz kornet &amp;ndash; podobnie jak wcześniej, ale bardziej lirycznie...&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/i&gt;&lt;/p&gt;&lt;p class="MsoNormal"&gt;&lt;b&gt;&lt;o:p&gt; &lt;/o:p&gt;&lt;/b&gt;&lt;/p&gt;&lt;p class="MsoNormal"&gt;No i cholernie z czymś mi się kojarzy, tylko nie mogę złapać z czym!&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/p&gt;&lt;p class="MsoNormal"&gt;&lt;b&gt;&lt;i&gt;&lt;o:p&gt; &lt;/o:p&gt;&lt;/i&gt;&lt;/b&gt;&lt;/p&gt;&lt;p class="MsoNormal"&gt;&lt;b&gt;&lt;i&gt;&lt;o:p&gt; &lt;/o:p&gt;&lt;/i&gt;&lt;/b&gt;&lt;/p&gt;&lt;p class="MsoNormal"&gt;&lt;i&gt;????&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;...i jeszcze mandolina...&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/i&gt;&lt;/p&gt;&lt;p class="MsoNormal"&gt;&lt;b&gt;&lt;o:p&gt; &lt;/o:p&gt;&lt;/b&gt;&lt;/p&gt;&lt;p class="MsoNormal"&gt;&amp;hellip;jakaś gotycka ballada miała taki motyw... &lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/p&gt;&lt;p class="MsoNormal"&gt;&lt;b&gt;&lt;i&gt;&lt;o:p&gt; &lt;/o:p&gt;&lt;/i&gt;&lt;/b&gt;&lt;/p&gt;&lt;p class="MsoNormal"&gt;&lt;b&gt;&lt;i&gt; &lt;/i&gt;&lt;/b&gt;&lt;i&gt;...płynie, płynie... leniwie unosi mnie...&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/i&gt;&lt;/p&gt;&lt;p class="MsoNormal"&gt;&lt;b&gt;&lt;o:p&gt; &lt;/o:p&gt;&lt;/b&gt;&lt;/p&gt;&lt;p class="MsoNormal"&gt;No i zupełnie niebluesowy numer...&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/p&gt;&lt;p class="MsoNormal"&gt;&lt;b&gt;&lt;i&gt;&lt;o:p&gt; &lt;/o:p&gt;&lt;/i&gt;&lt;/b&gt;&lt;/p&gt;&lt;p class="MsoNormal"&gt;&lt;i&gt;...i kołysze, pieści... czy Otis gra czystego bluesa &amp;ndash; NIE &amp;ndash; ale jest cały nasączony BLUESEM...&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/i&gt;&lt;/p&gt;&lt;p class="MsoNormal"&gt;&lt;b&gt;&lt;o:p&gt; &lt;/o:p&gt;&lt;/b&gt;&lt;/p&gt;&lt;p class="MsoNormal"&gt;Tak, tak, jest uroczy. Pewnie, zresztą to nie ma znaczenia.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Kurcze, ale to, że z czymś mi się ten temat kojarzy i nie mogę złapać z czym, mnie drażni.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/p&gt;&lt;p class="MsoNormal"&gt;&lt;b&gt;&lt;i&gt;&lt;o:p&gt; &lt;/o:p&gt;&lt;/i&gt;&lt;/b&gt;&lt;/p&gt;&lt;p class="MsoNormal"&gt;&lt;b&gt;&lt;i&gt;8&lt;/i&gt;&lt;/b&gt;&lt;i&gt; &amp;ndash; &lt;b&gt;Love And Hesitation&lt;/b&gt; &amp;ndash;  znowu kąśliwa gitara Moore... ale jakoś tak lepiej &amp;ndash; bo... riffowy to nieco numer... bardzo BLUES/ROCKOWY &amp;ndash; !!&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/i&gt;&lt;/p&gt;&lt;p class="MsoNormal"&gt;&lt;b&gt;&lt;o:p&gt; &lt;/o:p&gt;&lt;/b&gt;&lt;/p&gt;&lt;p class="MsoNormal"&gt;Tak, zn&amp;oacute;w nieco pachnie angielskim banałem...&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/p&gt;&lt;p class="MsoNormal"&gt;&lt;b&gt;&lt;i&gt;&lt;o:p&gt; &lt;/o:p&gt;&lt;/i&gt;&lt;/b&gt;&lt;/p&gt;&lt;p class="MsoNormal"&gt;&lt;i&gt;.&lt;/i&gt;&lt;i&gt;..wyje gitara... organy to ogrzewają... ostra gitara... i trans rytmicznej gitary z lewej strony...&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/i&gt;&lt;/p&gt;&lt;p class="MsoNormal"&gt;&lt;b&gt; &lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/b&gt;&lt;/p&gt;&lt;p class="MsoNormal"&gt;Właśnie &amp;ndash; mało transowy kawałek.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Dziwne skojarzenie  &amp;ndash;  AC/DC z czas&amp;oacute;w &lt;i&gt;Back In Black&lt;/i&gt;&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/p&gt;&lt;p class="MsoNormal"&gt;&lt;b&gt;&lt;i&gt;&lt;o:p&gt; &lt;/o:p&gt;&lt;/i&gt;&lt;/b&gt;&lt;/p&gt;&lt;p class="MsoNormal"&gt;&lt;i&gt;...ale , wog&amp;oacute;le NIE!&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/i&gt;&lt;/p&gt;&lt;p class="MsoNormal"&gt;&lt;b&gt;&lt;o:p&gt; &lt;/o:p&gt;&lt;/b&gt;&lt;/p&gt;&lt;p class="MsoNormal"&gt;No, to z tej następnej.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/p&gt;&lt;p class="MsoNormal"&gt;&lt;i&gt;&lt;o:p&gt; &lt;/o:p&gt;&lt;/i&gt;&lt;/p&gt;&lt;p class="MsoNormal"&gt;&lt;i&gt;Typowy szaleniec rockowy &amp;ndash; MOORE!&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/i&gt;&lt;/p&gt;&lt;p class="MsoNormal"&gt;&lt;b&gt;&lt;i&gt;9 &lt;/i&gt;&lt;/b&gt;&lt;i&gt;&amp;ndash;&lt;/i&gt;&lt;b&gt;&lt;i&gt;  &lt;/i&gt;&lt;/b&gt;&lt;i&gt; &lt;b&gt;Maharaja Daughter&lt;/b&gt; &amp;ndash;  pomimo trąbki &amp;ndash; NIE BIERZE MNIE ten numer ...rozlazły taki jakiś... nie podoba mi się ...niczego interesującego &amp;ndash; muzycznie &amp;ndash; sobą nie niesie...&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/i&gt;&lt;/p&gt;&lt;p class="MsoNormal"&gt;&lt;b&gt;&lt;o:p&gt; &lt;/o:p&gt;&lt;/b&gt;&lt;/p&gt;&lt;p class="MsoNormal"&gt;Chciałem mieć odmienne zdanie, bo niby powinien być ciut azjatycki, ale się muszę zgodzić, jest jakiś chaotyczny&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/p&gt;&lt;p class="MsoNormal"&gt;&lt;b&gt;&lt;i&gt;&lt;o:p&gt; &lt;/o:p&gt;&lt;/i&gt;&lt;/b&gt;&lt;/p&gt;&lt;p class="MsoNormal"&gt;&lt;i&gt;.&lt;/i&gt;&lt;i&gt;..udziwniony taki, nie nasze &amp;ndash;europejskie dźwięki &amp;ndash; to dlatego pewnie ...coś w nim z tajemnicy hinduizmu...&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/i&gt;&lt;/p&gt;&lt;p class="MsoNormal"&gt;&lt;b&gt;&lt;i&gt;10&lt;/i&gt;&lt;/b&gt;&lt;i&gt; &amp;ndash; &lt;b&gt;Long Long Life &lt;/b&gt;...ciekawie zaczyna się...&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/i&gt;&lt;/p&gt;&lt;p class="MsoNormal"&gt;Taki niby freejazzowy odjazd na fortepianie...&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/p&gt;&lt;p class="MsoNormal"&gt;&lt;b&gt;&lt;i&gt;&lt;o:p&gt; &lt;/o:p&gt;&lt;/i&gt;&lt;/b&gt;&lt;/p&gt;&lt;p class="MsoNormal"&gt;&lt;i&gt;I ten kornet... też...&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/i&gt;&lt;/p&gt;&lt;p class="MsoNormal"&gt;&lt;b&gt;&lt;o:p&gt; &lt;/o:p&gt;&lt;/b&gt;&lt;/p&gt;&lt;p class="MsoNormal"&gt;Niepok&amp;oacute;j w stężeniu niemal nie do zniesienia  &amp;ndash;  ten numer ma MOC! Ale do lekkich nie należy ;) Kiedyś słuchałem więcej takich rzeczy  &amp;ndash;  Cecil &lt;i&gt;nomen omen&lt;/i&gt; Taylor...&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/p&gt;&lt;p class="MsoNormal"&gt;&lt;b&gt;&lt;o:p&gt; &lt;/o:p&gt;&lt;/b&gt;&lt;/p&gt;&lt;p class="MsoNormal"&gt;&lt;i&gt;...tak &amp;ndash; ale mnie nie &amp;quot;kręci&amp;quot; ...free-jazzowy odlot... dla mnie tzw. wypełniacz&amp;hellip;&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/i&gt;&lt;/p&gt;&lt;p class="MsoNormal"&gt;&lt;b&gt;&lt;o:p&gt; &lt;/o:p&gt;&lt;/b&gt;&lt;/p&gt;&lt;p class="MsoNormal"&gt;Oj, chyba nie... jeśli Taylor = trans &amp;amp; mroczność - to on tu doskonale pasuje.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/p&gt;&lt;p class="MsoNormal"&gt;&lt;b&gt;&lt;o:p&gt; &lt;/o:p&gt;&lt;/b&gt;&lt;/p&gt;&lt;p class="MsoNormal"&gt;&lt;i&gt;&lt;b&gt;11&lt;/b&gt; &amp;ndash; &lt;b&gt;Mexican Cowboy&lt;/b&gt; &amp;ndash; fajny rytm...&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/i&gt;&lt;/p&gt;&lt;p class="MsoNormal"&gt;&lt;b&gt;&lt;o:p&gt; &lt;/o:p&gt;&lt;/b&gt;&lt;/p&gt;&lt;p class="MsoNormal"&gt;Tak... zupełna zmiana frontu.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/p&gt;&lt;p class="MsoNormal"&gt;&lt;b&gt;&lt;i&gt;&lt;o:p&gt; &lt;/o:p&gt;&lt;/i&gt;&lt;/b&gt;&lt;/p&gt;&lt;p class="MsoNormal"&gt;&lt;i&gt;...też trans i mroczność ...ale iNACZEJ &lt;/i&gt;&lt;i&gt;:)&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/i&gt;&lt;/p&gt;&lt;p class="MsoNormal"&gt;&lt;b&gt;&lt;o:p&gt; &lt;/o:p&gt;&lt;/b&gt;&lt;/p&gt;&lt;p class="MsoNormal"&gt;&lt;b&gt;&lt;o:p&gt; &lt;/o:p&gt;&lt;/b&gt;&lt;/p&gt;&lt;p class="MsoNormal"&gt;Taki bardziej zwykły kawałek.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Może najmniej mroczny numer &amp;ndash; jednak :)&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/p&gt;&lt;p class="MsoNormal"&gt;&lt;b&gt;&lt;i&gt;&lt;o:p&gt; &lt;/o:p&gt;&lt;/i&gt;&lt;/b&gt;&lt;/p&gt;&lt;p class="MsoNormal"&gt;&lt;i&gt;...ale dobrze się  TEGO słucha i... O TO CHODZI... są też fajne organy...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;...jakby z SANTANY &amp;ndash; z 1969r. (sick!)&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/i&gt;&lt;/p&gt;&lt;p class="MsoNormal"&gt;&lt;b&gt;&lt;o:p&gt; &lt;/o:p&gt;&lt;/b&gt;&lt;/p&gt;&lt;p class="MsoNormal"&gt;Wierzę ci na słowo. Czy ma coś z Meksyku lub dzikiego zachodu?&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/p&gt;&lt;p class="MsoNormal"&gt;&lt;i&gt;&lt;o:p&gt; &lt;/o:p&gt;&lt;/i&gt;&lt;/p&gt;&lt;p class="MsoNormal"&gt;&lt;i&gt;Zdecydowanie &amp;ndash; !! i to nie tylko tytuł &amp;ndash; ha! ha!&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/i&gt;&lt;/p&gt;&lt;p class="MsoNormal"&gt;&lt;b&gt;&lt;o:p&gt; &lt;/o:p&gt;&lt;/b&gt;&lt;/p&gt;&lt;p class="MsoNormal"&gt;A bardziej co?&lt;/p&gt;&lt;p class="MsoNormal"&gt;&lt;o:p&gt; &lt;/o:p&gt;&lt;/p&gt;&lt;p class="MsoNormal"&gt;&lt;i&gt;...posłuchaj Santany &amp;ndash; w JINGO-LO-BA z pierwszej płyty &amp;ndash; tam są TAKIE SAME ORGANY&lt;/i&gt;&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/p&gt;&lt;p class="MsoNormal"&gt;&lt;o:p&gt; &lt;/o:p&gt;&lt;/p&gt;&lt;p class="MsoNormal"&gt;Ale u mnie leje!!!!&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/p&gt;&lt;p class="MsoNormal"&gt;&lt;b&gt;&lt;i&gt;&lt;o:p&gt; &lt;/o:p&gt;&lt;/i&gt;&lt;/b&gt;&lt;/p&gt;&lt;p class="MsoNormal"&gt;&lt;i&gt;..muzyka &amp;ndash; MUZYKA i głos ze słowem hiszpańskim (meksykańskim?) ...a tu SUSZA i SKWAR..&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/i&gt;&lt;/p&gt;&lt;p class="MsoNormal"&gt;&lt;b&gt;&lt;o:p&gt; &lt;/o:p&gt;&lt;/b&gt;&lt;/p&gt;&lt;p class="MsoNormal"&gt;Lecimy z ostatnim numerem?&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/p&gt;&lt;p class="MsoNormal"&gt;&lt;b&gt;&lt;i&gt;&lt;o:p&gt; &lt;/o:p&gt;&lt;/i&gt;&lt;/b&gt;&lt;/p&gt;&lt;p class="MsoNormal"&gt;&lt;b&gt;&lt;i&gt;12&lt;/i&gt;&lt;/b&gt;&lt;i&gt; &amp;ndash; &lt;b&gt;Lifetime Of Freedom&lt;/b&gt;&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/i&gt;&lt;/p&gt;&lt;p class="MsoNormal"&gt;&lt;b&gt;&lt;o:p&gt; &lt;/o:p&gt;&lt;/b&gt;&lt;/p&gt;&lt;p class="MsoNormal"&gt;Mi się podoba.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/p&gt;&lt;p class="MsoNormal"&gt;&lt;b&gt;&lt;i&gt;&lt;o:p&gt; &lt;/o:p&gt;&lt;/i&gt;&lt;/b&gt;&lt;/p&gt;&lt;p class="MsoNormal"&gt;&lt;i&gt;Fajnie się zaczyna, i ten bęben...&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/i&gt;&lt;/p&gt;&lt;p class="MsoNormal"&gt;&lt;b&gt;&lt;o:p&gt; &lt;/o:p&gt;&lt;/b&gt;&lt;/p&gt;&lt;p class="MsoNormal"&gt;Taki radiowy numer  ;-)&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/p&gt;&lt;p class="MsoNormal"&gt;&lt;i&gt;... trans, hipnoza, dużo TU się  dzieje...&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/i&gt;&lt;/p&gt;&lt;p class="MsoNormal"&gt;&lt;b&gt;&lt;o:p&gt; &lt;/o:p&gt;&lt;/b&gt;&lt;/p&gt;&lt;p class="MsoNormal"&gt;Tak, jest gęsto.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/p&gt;&lt;p class="MsoNormal"&gt;&lt;i&gt;&lt;o:p&gt; &lt;/o:p&gt;&lt;/i&gt;&lt;/p&gt;&lt;p class="MsoNormal"&gt;&lt;i&gt;...świetnie... groove taki fajny... i to zawołanie o WOLNOŚĆ! Nam wszystkim też TEJ wolności trzeba...&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/i&gt;&lt;/p&gt;&lt;p class="MsoNormal"&gt;&lt;b&gt;&lt;o:p&gt; &lt;/o:p&gt;&lt;/b&gt;&lt;/p&gt;&lt;p class="MsoNormal"&gt;Wiesz, że tu są 4 wiolonczele?&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/p&gt;&lt;p class="MsoNormal" style="margin-left: 35.4pt; text-indent: -35.4pt;"&gt;&lt;b&gt;&lt;i&gt;&lt;o:p&gt; &lt;/o:p&gt;&lt;/i&gt;&lt;/b&gt;&lt;/p&gt;&lt;p class="MsoNormal" style="margin-left: 35.4pt; text-indent: -35.4pt;"&gt;&lt;i&gt;Tak! ORGIA WIOLONCZELOWA!!! &amp;ndash; ona tworzy ten niezwykły klimat... ciemny, mroczny, tajemniczy. Jej! Jak ta WOLNOŚĆ jest &amp;quot;ciężka&amp;quot; do zdobycia...&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/i&gt;&lt;/p&gt;&lt;p class="MsoNormal"&gt;&lt;b&gt;&lt;o:p&gt; &lt;/o:p&gt;&lt;/b&gt;&lt;/p&gt;&lt;p class="MsoNormal"&gt;Apocalyptyca ;) U mnie &lt;i&gt;finale.&lt;/i&gt;&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/p&gt;&lt;p class="MsoNormal"&gt;&lt;b&gt;&lt;i&gt;&lt;o:p&gt; &lt;/o:p&gt;&lt;/i&gt;&lt;/b&gt;&lt;/p&gt;&lt;p class="MsoNormal"&gt;&lt;i&gt;TAKI JEST WŁAŚNIE OTIS TAYLOR &amp;ndash; społeczno-polityczny! ...POTRZEBNY &amp;ndash; jak łyk tlenu w swej niezależności muzycznej.. ...nigdy JESZCZE nie zszedł poniżej wysokiego poziomu muzycznego &amp;ndash; KONIEC!&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/i&gt;&lt;/p&gt;&lt;p class="MsoNormal"&gt;&lt;o:p&gt; &lt;/o:p&gt;&lt;/p&gt;&lt;p class="MsoNormal"&gt;A nr 7 kojarzy mi się z Lacrimosą, nie wiem, czy już to pisałem :)&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/p&gt;&lt;p class="MsoNormal"&gt;&lt;b&gt;&lt;i&gt;&lt;o:p&gt; &lt;/o:p&gt;&lt;/i&gt;&lt;/b&gt;&lt;/p&gt;&lt;p class="MsoNormal"&gt;&lt;i&gt;...potem dopiszesz.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/i&gt;&lt;/p&gt;&lt;p class="MsoNormal"&gt;&lt;b&gt;&lt;o:p&gt; &lt;/o:p&gt;&lt;/b&gt;&lt;/p&gt;&lt;p class="MsoNormal"&gt;Co dopiszę?&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/p&gt;&lt;p class="MsoNormal"&gt;&lt;b&gt;&lt;i&gt;&lt;o:p&gt; &lt;/o:p&gt;&lt;/i&gt;&lt;/b&gt;&lt;/p&gt;&lt;p class="MsoNormal"&gt;&lt;i&gt;...o Lacrimozie.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;KONIEC  &lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/i&gt;&lt;/p&gt;&lt;p class="MsoNormal"&gt;&lt;b&gt;&lt;o:p&gt; &lt;/o:p&gt;&lt;/b&gt;&lt;/p&gt;&lt;p class="MsoNormal"&gt;Ok. dzięki!..&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/p&gt;&lt;p class="MsoNormal"&gt;&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/p&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/4052272684150513541-4878823518689525014?l=feelin-the-blues.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://feelin-the-blues.blogspot.com/feeds/4878823518689525014/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://feelin-the-blues.blogspot.com/2007/06/po-gadu-chy-sawka-i-bluesbirda-otis.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/4052272684150513541/posts/default/4878823518689525014'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/4052272684150513541/posts/default/4878823518689525014'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://feelin-the-blues.blogspot.com/2007/06/po-gadu-chy-sawka-i-bluesbirda-otis.html' title='Po-gadu-chy Sławka i Bluesbirda: Otis Taylor - Definition of a Circle'/><author><name>feelintheblues</name><uri>http://www.blogger.com/profile/07889035690671128074</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='30' height='32' src='http://2.bp.blogspot.com/_sXtXE3Y_vPM/Sydkxg0CzZI/AAAAAAAAASU/8PxgAmEFtrQ/S220/1579460641482be7a84b698.jpg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-4052272684150513541.post-5561652777981836839</id><published>2007-06-08T23:39:00.000+02:00</published><updated>2009-12-10T23:40:29.480+01:00</updated><title type='text'>Mississippi Heat – One Eyed Open</title><content type='html'>&lt;p&gt;Atmosfera jeszcze umiarkowana. &lt;b&gt;Pierre Lacocque&lt;/b&gt; pięknie gra, przechadzając się po klubie. Pierwszy, powitalny numer należy niemal w całości do niego. Operuje klasycznym chicagowskim brzmieniem. Jest oszczędny, acz czasem zdarzają mu się nieprzyzwoicie szybkie zagrywki. Ludzie jeszcze średnio dali się wciągnąć w magię koncertu. Sw&amp;oacute;j moment po pięciu minutach miał &lt;b&gt;Lurrie Bell &lt;/b&gt;&amp;ndash; gitarzysta, syn nieodżałowanego Carey&amp;rsquo;a Bella. Potem si&amp;oacute;dme poty z białych klawiszy hammonda wyciskał &lt;b&gt;Chris &amp;bdquo;Hambone&amp;rdquo; Cameron&lt;/b&gt;.&lt;/p&gt;&lt;p class="MsoNormal"&gt;&lt;img title="mississippi heat dvd" alt="mississippi heat dvd" src="http://estrona.net/wgears/files/ftb/Image/mh_oeo.jpg" align="left"&gt;Przychodzi czas na wolnego &amp;ndash; posuwistego &amp;ndash; bluesiora. Zaczyna klasycznymi frazami Lurrie Bell. Lurrie śpiewa, myślałem, że wygląda młodziej. Rzeczywiście, jest podobny do ojca. Uzębienie ma tylko szczęśliwsze. M&amp;oacute;j ulubieniec &lt;b&gt;Max Valdenau&lt;/b&gt; (po koncercie z Norą Bruso) gra oszczędne partie rytmiczne. Żuje gumę&amp;hellip; kolesie, kt&amp;oacute;rzy żują gumę na scenie głupio wyglądają. Jakby mieli wszystko w d... Pewnie jestem staromodny. Kurcze, Lurrie ma głos czasem szalenie podobny do barwy ojca.&lt;/p&gt;&lt;p class="MsoNormal"&gt;Pierre zapowiada &lt;b&gt;Inettę Visor&lt;/b&gt; &amp;ndash; kawał ciemnosk&amp;oacute;rej baby &amp;ndash; i zaczyna się wzruszający, poruszający &lt;b&gt;&lt;i&gt;One Eyed Open&lt;/i&gt;&lt;/b&gt;. A! Maksio wstał. :) Temperatura wyraźnie skoczyła o parę kresek. Pierre, jak ty gościu wdzięcznie grasz w wysokich rejestrach, he. Oj, zaczyna mi się to naprawdę podobać. Kurcze, a co w listopadzie będą grać w Ostrowie Wlkp. Ha! Max gra solo &amp;ndash; dziewiętnasta minuta &amp;ndash; założył strata. Gra paluchami. Ło matko, poszła mu struna, chłe, chłe! Ale wybronił się rewelacyjnie. M&amp;oacute;j idol. Ciekawe, czy zagra do końca numeru na pięciu strunach. Stratocaster.&lt;/p&gt;&lt;p class="MsoNormal"&gt;Następny numer to swingujący &lt;b&gt;&lt;i&gt;Dirty Deal&lt;/i&gt;&lt;/b&gt;. Bas chodzi mi po głowie. Lacocque dorwał się do chromatyka. Pum, pum, pum &amp;ndash; to gitara basowa. Przydałby się saksofon. No, ludzi w klubie jet tyle co w Trafficu, może ciut więcej. Hm&amp;hellip; na solo Pierre porzucił chromatyka. Szkoda.&lt;/p&gt;&lt;p class="MsoNormal"&gt;Aj, albo to sugestia jakaś, albo słyszę wyraźne wpływy Carey&amp;rsquo;a Bella w jego grze.&lt;/p&gt;&lt;p class="MsoNormal"&gt;Max! Solo, tym razem na gibsonie a la B. B. King, eee&amp;hellip; tylko kilkanaście sekund, co to za solo, chcę więcej.&lt;/p&gt;&lt;p class="MsoNormal"&gt;&lt;b&gt;&lt;i&gt;Honest I Do&lt;/i&gt;&lt;/b&gt; &amp;ndash; uroczy temacik Jimmi&amp;rsquo;ego Reeda &amp;ndash; tę lekcję Pierre odrobił na sz&amp;oacute;stkę. Podobno Reed to pozycja obowiązkowa. Możesz grać wszystkie zagrywki Williama Clarke&amp;rsquo;a, ale jeśli nie potrafisz pociągnąć w stylu Reeda, żaden z ciebie harmonijkarz. Tu sw&amp;oacute;j kącik solowy miał Lurrie.&lt;/p&gt;&lt;p class="MsoNormal"&gt;No dobrze, przerwa na kawę&amp;hellip;&lt;/p&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/4052272684150513541-5561652777981836839?l=feelin-the-blues.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://feelin-the-blues.blogspot.com/feeds/5561652777981836839/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://feelin-the-blues.blogspot.com/2007/06/mississippi-heat-one-eyed-open.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/4052272684150513541/posts/default/5561652777981836839'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/4052272684150513541/posts/default/5561652777981836839'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://feelin-the-blues.blogspot.com/2007/06/mississippi-heat-one-eyed-open.html' title='Mississippi Heat – One Eyed Open'/><author><name>feelintheblues</name><uri>http://www.blogger.com/profile/07889035690671128074</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='30' height='32' src='http://2.bp.blogspot.com/_sXtXE3Y_vPM/Sydkxg0CzZI/AAAAAAAAASU/8PxgAmEFtrQ/S220/1579460641482be7a84b698.jpg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-4052272684150513541.post-8836588281126574901</id><published>2007-06-06T23:47:00.000+02:00</published><updated>2009-12-10T23:47:37.993+01:00</updated><title type='text'>Polak subtelny</title><content type='html'>&lt;p class="MsoNormal"&gt;W &amp;bdquo;&lt;b&gt;Newsweeku&lt;/b&gt;&amp;rdquo; wyczytałem, że gust muzyczny przeciętnego Polaka jest subtelny. Polacy lubią Pasiecznego, Rubika, Turnau&amp;rsquo;a itd. (przeprzaszam za itd.) &lt;i&gt;Przeciętny Polak to osoba wrażliwa na piękno i poezję.&lt;/i&gt; &amp;ndash; &lt;font size="1"&gt;Newsweek 3.6.2007, s. 120.&lt;/font&gt; Gruba przesada w moim odczuciu, ale z pewnością muzyka dająca pewne odprężenie &amp;ndash; wszystkie smut-jazzy i czilałty &amp;ndash; jest na topie. Jakoś dziwnie skorelowało to z przeczytaną kilka minut p&amp;oacute;źniej recenzją płyty Alberta Cummingsa &amp;ndash; kolejnego bluesowego heavymetalowca. Już od samego czytania się zmęczyłem. Recenzja zamieszczona była w grudniowym numerze &amp;bdquo;&lt;b&gt;Southern Blues&lt;/b&gt;&amp;rdquo;. Takie płyty nadają z pewnością ton polskim wyobrażeniom o bluesie. Jeżeli gdzieś w prasie pojawia się jakaś bluesowa nie-polska recenzja, to będzie to tekst Manna, kt&amp;oacute;ry preferuje takie dźwięki.&lt;/p&gt;&lt;p class="MsoNormal"&gt;W wolnych chwilach zabawiam się myśleniem, dlaczego w Polsce blues jest tak mało popularny. Może to też jest jakaś odpowiedź &amp;ndash; blues: muzyka mocno gitarowa, dla starszych wyjadaczy, na og&amp;oacute;ł powolna i przyciężkawa, męcząca. W recenzji pada wyrażenie &amp;bdquo;as a working man&amp;rdquo;. Przypomina to inny bluesowy rys: blues &amp;ndash; muzyka ludzi pracy. Tymczasem kto słucha bluesa? Na pewno nie robotnicy przemysłowi, kt&amp;oacute;rzy w fabrykach zasuwają w pocie czoła. Prędzej tzw. &lt;i&gt;blue collars&lt;/i&gt; &amp;ndash; robotnicy XXI wieku, zmęczeni agresywnością monitora, wściekłością ciągle dzwoniących telefon&amp;oacute;w, śniadań wciąganych w biegu. Mamy dość. I co, blues? Zadymione knajpy, ciągle te same standardy, ryczące gitary, sprzęgające wzmacniacze, nie, nie&amp;hellip;&lt;/p&gt;&lt;p class="MsoNormal"&gt;No do diabła! Ale blues akustyczny ma szansę! Może dlatego tak hołubię Manxa, Phelpsa, Sugarcane&amp;rsquo;a, Terraplane czy Romka Puchowskiego. Od dawna zresztą głoszę: &lt;b&gt;Jeżeli coś z bluesa pozostanie za lat 20 czy 30, to właśnie blues akustyczny.&lt;/b&gt;&lt;/p&gt;&lt;p class="MsoNormal"&gt;&amp;nbsp;&lt;/p&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/4052272684150513541-8836588281126574901?l=feelin-the-blues.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://feelin-the-blues.blogspot.com/feeds/8836588281126574901/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://feelin-the-blues.blogspot.com/2007/06/polak-subtelny.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/4052272684150513541/posts/default/8836588281126574901'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/4052272684150513541/posts/default/8836588281126574901'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://feelin-the-blues.blogspot.com/2007/06/polak-subtelny.html' title='Polak subtelny'/><author><name>feelintheblues</name><uri>http://www.blogger.com/profile/07889035690671128074</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='30' height='32' src='http://2.bp.blogspot.com/_sXtXE3Y_vPM/Sydkxg0CzZI/AAAAAAAAASU/8PxgAmEFtrQ/S220/1579460641482be7a84b698.jpg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-4052272684150513541.post-4770452382638848579</id><published>2007-05-24T23:48:00.000+02:00</published><updated>2009-12-10T23:49:18.530+01:00</updated><title type='text'>Blues jest wtedy...</title><content type='html'>&lt;p&gt;&lt;i&gt;Blues jest wtedy, kiedy człowiekowi jest źle.&lt;/i&gt; &amp;ndash; Maciej Zembaty, Tratwa Blues&lt;/p&gt;&lt;p&gt;Akurat! Kiedy człowiekowi jest źle, to jest mu źle, łapie doła, ma deprechę i nie widzi inaczej. Blues to muzyka - ktoś musiał ją grać.&lt;/p&gt;&lt;p&gt;Blues jest wtedy, kiedy ktoś ma dość tego, że ma doła, więc już jest nieźle. Ma ochotę z tym skończyć, więc chwyta instrument i wypędza niebieskie cholerstwo z głębi trzewi. Trzeba mieć jaja, by grać, a nie tylko biadolić jak to jest źle.&lt;/p&gt;&lt;p&gt;Są tacy, kt&amp;oacute;rzy to lubią. M&amp;oacute;wią - &lt;i&gt;Ech, ale życie jest ciężkie&lt;/i&gt; - tylko nic z tym nie robią. Może nawet  zachwycają się tym. Kochają powiedzenia typu: &lt;i&gt;Życie jest jak papier toaletowy - szare, brudne i do dupy. &lt;/i&gt;Te typy nie wiedzą czym jest blues. Łapię doła jak o nich myślę. Bluesa grają ci, kt&amp;oacute;rym się COŚ (choć odrobinę) chce.&lt;/p&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/4052272684150513541-4770452382638848579?l=feelin-the-blues.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://feelin-the-blues.blogspot.com/feeds/4770452382638848579/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://feelin-the-blues.blogspot.com/2007/05/blues-jest-wtedy.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/4052272684150513541/posts/default/4770452382638848579'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/4052272684150513541/posts/default/4770452382638848579'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://feelin-the-blues.blogspot.com/2007/05/blues-jest-wtedy.html' title='Blues jest wtedy...'/><author><name>feelintheblues</name><uri>http://www.blogger.com/profile/07889035690671128074</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='30' height='32' src='http://2.bp.blogspot.com/_sXtXE3Y_vPM/Sydkxg0CzZI/AAAAAAAAASU/8PxgAmEFtrQ/S220/1579460641482be7a84b698.jpg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-4052272684150513541.post-528522236614688264</id><published>2007-05-15T23:52:00.000+02:00</published><updated>2009-12-10T23:53:36.050+01:00</updated><title type='text'>The Brooklyn Boogaloo Blowout - Kto spalił boczek?</title><content type='html'>&lt;i&gt;Rumpty Dumpty&lt;/i&gt;&lt;br /&gt;&lt;p&gt;&amp;ndash; o, ten numer mnie zabija! Pulchny, funkowy groove, a na nim płynie szorstko partia saksofonu &amp;ndash; zalotna niczym wcięta maturzystka, z takim fantazyjnym błyskiem w oku. Do tego pyszny, krwisty hammondzik i czuję, jak bąbelki buzują mi w głowie.&lt;/p&gt;&lt;p class="MsoNormal"&gt;&lt;img title="bbb_who_burnt_the_bacon_1.jpg" alt="bbb_who_burnt_the_bacon_1.jpg" src="http://estrona.net/wgears/files/ftb/Image/bbb_who_burnt_the_bacon_1.jpg" align="left"&gt;Ten krążek zaraża radością. Gdybym miał dość odwagi, zabierałbym go na każdą balangę. Piękna introdukcja &lt;b&gt;Tima Luntzela&lt;/b&gt; na basie w &lt;i&gt;Ode To Biblie Joe&lt;/i&gt; poprzedza śpiewającego hammonda. Gitara mocno siedzi w latach 70. Saksofonista &lt;b&gt;Chris Cheek&lt;/b&gt; wznosi się na wyżyny. &lt;i&gt;Calypso Boogaloo&lt;/i&gt; &amp;ndash; to m&amp;oacute;głby być bestseller w każdej nieco ambitniejszej rozgłośni pop. Trochę musiałem się przekonywać do niego, ale teraz go lubię. W &lt;i&gt;Fallout&lt;/i&gt; zn&amp;oacute;w temperatura jest diablo wysoka, jak na soul jazzowy numer przystało.&lt;/p&gt;&lt;p class="MsoNormal"&gt;Album w zasadniczej mierze jest po prostu żywcem przeniesiony z okresu panowania soul jazzu. Brzmienie dalekie jest od klinicznej doskonałości telarcowych produkcji Jimmiego McGriffa. Chłopaki zachowali nawet schematyczną, brutalnie dwutorową stereofonię z tamtych czas&amp;oacute;w. Tyle, że nie mogę sobie przypomnieć, aż tak czadowych płyt ze wspomnianej epoki.&lt;/p&gt;&lt;p class="MsoNormal"&gt;Mam jeden poważny żal. Dlaczego &lt;i&gt;Rumpty Dumpty&lt;/i&gt; &lt;i&gt;Pt. 2&lt;/i&gt; jest ograniczony zaledwie do motywu?? Ha, &lt;i&gt;Day and Night&lt;/i&gt;. No i kt&amp;oacute;ż tu śpiewa? Kto to &lt;b&gt;El Mad Mo&lt;/b&gt;? Tak naprawdę ma na imię Norah &amp;ndash; tylko tyle powiem. &lt;i&gt;Conjunction Mars&lt;/i&gt; &amp;ndash; odważę się powiedzieć, że ten numer jest seksowniejszy od oryginału Melvina Sparksa, zresztą jednego z ulubionych gitarzyst&amp;oacute;w Tima. Na gitarze opętańczy riff gra &lt;b&gt;Steve Walsh&lt;/b&gt;.&lt;/p&gt;&lt;p class="MsoNormal"&gt;Dochodzimy do rozedrganego spoconego &lt;i&gt;Soul Drums&lt;/i&gt; &amp;ndash; tak, perkusja tu rządzi, ale wesp&amp;oacute;ł z saksofonem. W finale otrzymujemy najdłuższy ośmiominutowy funky balet. Jest nieco wolniejszy, dzięki temu nabiera niezwykłego transowego nerwu. Zabawa na całego.&lt;/p&gt;&lt;p class="MsoNormal"&gt;O rany! Dlaczego takie płyty wychodzą tak rzadko? Przecież to hit!&lt;/p&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/4052272684150513541-528522236614688264?l=feelin-the-blues.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://feelin-the-blues.blogspot.com/feeds/528522236614688264/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://feelin-the-blues.blogspot.com/2007/05/he-brooklyn-boogaloo-blowout-kto-spali.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/4052272684150513541/posts/default/528522236614688264'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/4052272684150513541/posts/default/528522236614688264'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://feelin-the-blues.blogspot.com/2007/05/he-brooklyn-boogaloo-blowout-kto-spali.html' title='The Brooklyn Boogaloo Blowout - Kto spalił boczek?'/><author><name>feelintheblues</name><uri>http://www.blogger.com/profile/07889035690671128074</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='30' height='32' src='http://2.bp.blogspot.com/_sXtXE3Y_vPM/Sydkxg0CzZI/AAAAAAAAASU/8PxgAmEFtrQ/S220/1579460641482be7a84b698.jpg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-4052272684150513541.post-2102376808954107272</id><published>2007-05-09T23:55:00.000+02:00</published><updated>2009-12-10T23:57:16.906+01:00</updated><title type='text'>Carey Bell passed away...</title><content type='html'>&lt;p class="MsoNormal"&gt;&lt;b&gt;Carey Bell&lt;/b&gt; już nie zaśpiewa, już nie dmuchnie w harmonijkę.&lt;/p&gt;&lt;p class="MsoNormal"&gt;Cholera!&lt;/p&gt;&lt;p class="MsoNormal"&gt;Tak mnie to wkurza&amp;hellip; Spadają na łeb najgorsze wiadomości. Czuję się, jakby odszedł ktoś z mojej rodziny. A jeszcze 10 dni temu grałem jego kawałek w audycji &amp;ndash; &lt;b&gt;&lt;i&gt;Bell Hop&lt;/i&gt;&lt;/b&gt; &amp;ndash; jeden z największych hicior&amp;oacute;w na mojej prywatnej blues-liście. Wykorzystałem go nawet w poprzedniej zajawce.&lt;/p&gt;&lt;p class="MsoNormal"&gt;&lt;img title="cb.JPG" alt="cb.JPG" src="http://estrona.net/wgears/files/ftb/Image/cb.JPG" align="right"&gt;Ach, Carey miał frazę jak nikt! Wypuścił iskierkę, lekkie tchnienie do środka harmonijki, a ta aż jęczała z radości. Wpuścił trochę więcej i ryknęło to to jak lew, ba stado lw&amp;oacute;w. Kto teraz będzie grał tak przecudowne pasaże. Carey był tak fantastycznym instrumentalistą, że rzadko zwracałem uwagę na jego śpiew. A przecież r&amp;oacute;wnież był niepowtarzalny. Miał osobiste, prywatne wibrato, kt&amp;oacute;re potrafił grać tak samo na harmonijce jak i śpiewać. Właśnie słucham &lt;b&gt;&lt;i&gt;For The Love of a Woman&lt;/i&gt;&lt;/b&gt; &amp;ndash; Carey tylko śpiewa, może dlatego więcej go słucham, więcej go słyszę. Jest stanowczy, konkretny jak prokurator. Nie ma za grosz liryzmu. Dość rzadko taki jest. A teraz właśnie wrzasnął instrumentem w &lt;b&gt;&lt;i&gt;Just Like You&lt;/i&gt;&lt;/b&gt;. Tak jedną nutą, jak to ON potrafił.&lt;/p&gt;&lt;p class="MsoNormal"&gt;Był instrumentalistą &lt;i&gt;stricte&lt;/i&gt; elektrycznym. To słychać, gdy gra akustycznie na płycie &lt;b&gt;&lt;i&gt;Second Nature&lt;/i&gt;&lt;/b&gt;. Album jest piękny (czyż w takich dniach, kt&amp;oacute;ryś m&amp;oacute;głby nie być piękny?!), ale czuje się, że to nie jest żywioł Carey&amp;rsquo;a. Ten człowiek był zawsze duchem w Chicago. Gdzie jest teraz duchem? W Chicago. &lt;/p&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/4052272684150513541-2102376808954107272?l=feelin-the-blues.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://feelin-the-blues.blogspot.com/feeds/2102376808954107272/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://feelin-the-blues.blogspot.com/2007/05/carey-bell-passed-away.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/4052272684150513541/posts/default/2102376808954107272'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/4052272684150513541/posts/default/2102376808954107272'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://feelin-the-blues.blogspot.com/2007/05/carey-bell-passed-away.html' title='Carey Bell passed away...'/><author><name>feelintheblues</name><uri>http://www.blogger.com/profile/07889035690671128074</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='30' height='32' src='http://2.bp.blogspot.com/_sXtXE3Y_vPM/Sydkxg0CzZI/AAAAAAAAASU/8PxgAmEFtrQ/S220/1579460641482be7a84b698.jpg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-4052272684150513541.post-7996081920616255866</id><published>2007-03-26T00:00:00.000+02:00</published><updated>2009-12-11T00:01:02.039+01:00</updated><title type='text'>Harry Bodine - slide drogi</title><content type='html'>&lt;p class="MsoNormal"&gt;Gdy widzę na okładce płyty gitarzystę z metalowym rezofonikiem, już ją lubię. Ale też jestem czujny, bo ta niezwykle fotogeniczna gitara bywa zmyłą. &lt;span lang="EN-US"&gt;Weźmy np. &lt;i&gt;The Move&lt;/i&gt; &lt;b&gt;Lucky&amp;rsquo;ego Petersona&lt;/b&gt;, &lt;i&gt;In Step&lt;/i&gt; &lt;b&gt;S. R. Vaughana&lt;/b&gt;, &lt;i&gt;Phantom Blues&lt;/i&gt; &lt;b&gt;Taj Mahala&lt;/b&gt;, a na upartego &lt;i&gt;Brothers In Arms&lt;/i&gt; &lt;b&gt;Dire Straits&lt;/b&gt;. W każdym z tych przypadk&amp;oacute;w &lt;/span&gt;otrzymujemy elektryczną muzykę.&lt;/p&gt;&lt;p class="MsoNormal"&gt;&lt;img src="http://estrona.net/wgears/files/ftb/Image/harrybodine_which_way_home.jpg" alt="harrybodine_which_way_home.jpg" title="harrybodine_which_way_home.jpg" align="left"&gt;Toteż nie zdziwiłem się, gdy usłyszałem perkusję zaraz po pierwszych dźwiękach akustycznej gitary. Ten album jest akustyczny mniej niż połowicznie. Akustyczna gitara slide jednak jest obecna w całym pierwszym kawałku.&lt;/p&gt;&lt;p class="MsoNormal"&gt;Otwierający płytę numer jest kluczem do mego serca. Początkiem artysta musi mnie zdobyć. Jeśli jest dobry, potem jestem przychylnie nastawiony. Rytm kojarzy mi się nieco z wczesnym &lt;b&gt;Preacher Boy&amp;rsquo;em&lt;/b&gt;. Oczywiście jest łagodniejszy. No i mamy niezwykle rzadką, absorbującą relację między hammondem i akustyczną gitarą slide. Po kr&amp;oacute;tkim solo gitarowym Bodine&amp;rsquo;a garść fioletowych dźwięk&amp;oacute;w organ rzuca &lt;b&gt;Nick Connolly&lt;/b&gt;. Nawet ch&amp;oacute;rki są &lt;i&gt;cool &lt;/i&gt;&amp;ndash; może dlatego, że dość szorstkie.&lt;/p&gt;&lt;p class="MsoNormal"&gt;W drugim kawałku Harry śpiewa trochę między &lt;b&gt;Sonnym Landrethem&lt;/b&gt;, a &lt;b&gt;Johnem Campbellem&lt;/b&gt;. Ha! To w og&amp;oacute;le jest spos&amp;oacute;b uchwycenia klimatu jego muzyki. Jest optymistyczna, ciepła, ale lekki luizjański czar &lt;i&gt;voodoo&lt;/i&gt; daje po oczach za k&amp;oacute;łkiem bezkresnych autostrad. Bodine słucha w radiu &lt;b&gt;Lightnin&amp;rsquo; Hopkinsa&lt;/b&gt;. Ha! Też muszę coś Lightnin&amp;rsquo;a zapuścić. ;)&lt;/p&gt;&lt;p class="MsoNormal"&gt;W &lt;i&gt;Twenty-Four Hours&lt;/i&gt; ciary chodzą po plecach. Właśnie pomyślałem, że miłośnicy &lt;b&gt;Chrisa Rea&amp;rsquo;y&lt;/b&gt; nie oparliby się urokowi Harry&amp;rsquo;ego.&lt;/p&gt;&lt;p class="MsoNormal"&gt;Na całej niemal płycie Bodine używa slide&amp;rsquo;u, ale zawsze mam pewien niedosyt. Cyzeluje minimalną ilość dźwięk&amp;oacute;w i dlatego chce się ich więcej. Dopiero w ostatnim kawałku &lt;i&gt;Peace Tree Blues &lt;/i&gt;gra solowo &amp;ndash; z Luizjany do Delty.&lt;/p&gt;&lt;p class="MsoNormal"&gt;Which Way Home właściwie cała jest płytą drogi. &lt;span lang="EN-US"&gt;Nawet w pięknym gospelowym &lt;i&gt;Enough Hard Limes&lt;/i&gt; jest obecny jakże bluesowy temat: &lt;i&gt;I&amp;rsquo;m going home where love shines. I had enough hard times&lt;/i&gt;. Tytuły &lt;i&gt;Drivin&amp;rsquo; Up Thru &lt;/i&gt;&lt;/span&gt;&lt;st1:city&gt;&lt;st1:place&gt;&lt;i&gt;&lt;span lang="EN-US"&gt;Memphis&lt;/span&gt;&lt;/i&gt;&lt;/st1:place&gt;&lt;/st1:city&gt;&lt;span lang="EN-US"&gt; czy &lt;i&gt;Shufflin&amp;rsquo; Shoes&lt;/i&gt; m&amp;oacute;wią same za siebie &amp;ndash; w tym drugim Harry wspomina skrzyżowanie, gdzie na pewno musiał grać pan Johnson. Robert Johnson.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;&lt;p class="MsoNormal"&gt;&lt;span lang="EN-US"&gt;Życzę miłej drogi wraz z Harrym Bodine&amp;rsquo;m.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/4052272684150513541-7996081920616255866?l=feelin-the-blues.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://feelin-the-blues.blogspot.com/feeds/7996081920616255866/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://feelin-the-blues.blogspot.com/2007/03/harry-bodine-slide-drogi.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/4052272684150513541/posts/default/7996081920616255866'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/4052272684150513541/posts/default/7996081920616255866'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://feelin-the-blues.blogspot.com/2007/03/harry-bodine-slide-drogi.html' title='Harry Bodine - slide drogi'/><author><name>feelintheblues</name><uri>http://www.blogger.com/profile/07889035690671128074</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='30' height='32' src='http://2.bp.blogspot.com/_sXtXE3Y_vPM/Sydkxg0CzZI/AAAAAAAAASU/8PxgAmEFtrQ/S220/1579460641482be7a84b698.jpg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-4052272684150513541.post-1106562293115810501</id><published>2007-03-20T23:05:00.000+01:00</published><updated>2009-12-11T00:05:47.994+01:00</updated><title type='text'>Blues - bardziej wartość niż forma</title><content type='html'>&lt;p class="MsoNormal"&gt;Ostatnio miałem wstręt do komputera, ale powoli wracam do normalności, więc coś możecie przeczytać :)&lt;/p&gt;&lt;p class="MsoNormal"&gt;Zmarł &lt;b&gt;Jean Baudrillard&lt;/b&gt;&amp;hellip; Kiedyś czytałem jego tekst i zanotowałem sobie:&lt;/p&gt;&lt;p class="MsoNormal"&gt;&lt;i&gt;Wszystkie formy stopniowo zdegradowały się, przyjmując postać wartości, tak jak r&amp;oacute;żne formy energii degradują się w postaci ciepła.&lt;/i&gt; &amp;ndash; s. 10, &lt;b&gt;Rozmowy przed końcem&lt;/b&gt;, Warszawa 1997, Wydawnictwo Sic!&lt;/p&gt;&lt;p class="MsoNormal"&gt;Pewnie &amp;oacute;w filozof m&amp;oacute;głby być zaskoczony, że pomyślałem o bluesie. Ale tak właśnie jest dla tych, kt&amp;oacute;rzy nie dbają o to, co jest bluesem, a są przekonani, że bluesa kochają. Zatem nie kształt muzyczny ich interesuje, ale wyobrażony obraz emocjonalny, wartość duchowa, kt&amp;oacute;rą utożsamiają z postawą bluesmana. Figura bluesmana na og&amp;oacute;ł krystalizuje się u nas w osobie &lt;b&gt;Ryśka Riedla&lt;/b&gt; &amp;ndash; życiowego tułacza, a przy tym romantyka, człowieka wewnętrznie rozdartego, kt&amp;oacute;ry sw&amp;oacute;j b&amp;oacute;l wyśpiewuje w muzyce, w śpiewanej formie. Riedel staje się postacią mityczną, Wojaczkiem i Morrisonem dla pokolenia lat 90. i następnych. Jego przydomek &amp;bdquo;skazanego na bluesa&amp;rdquo; paradoksalnie nadaje taki a nie inny kształt bluesowi. Blues = cierpienie, ucieczka, poszukiwanie sensu, pragnienie wolności, osamotnienie. I choć Riedel był typowym rockmanem, etykieta &amp;bdquo;skazanego na bluesa&amp;rdquo; wydaje się bardziej atrakcyjna, bo rock wiąże się z innymi wartościami: bunt, zabawa, szaleństwo, młodość (niedojrzałość).&lt;/p&gt;&lt;p class="MsoNormal"&gt;Zatem wszystkie hipisowskie duszyczki, kt&amp;oacute;rym obcy jest skrajny wyraz buntu z grubsza ukształtowany jako forma metalu (w Polsce przynajmniej), lgną do muzy Dżemu zakorzenionej w latach 60. Za tym idzie Led Zeppelin, The Doors itp.&lt;/p&gt;&lt;p class="MsoNormal"&gt;Czego tak naprawdę słuchają ludzie, kt&amp;oacute;rzy uparcie deklarują, że nie obchodzi ich, co jest bluesem, bo blues to muzyka, kt&amp;oacute;rą czują? To też jest przejaw traktowania bluesa jako pewnej wartości, a nie takiej a nie innej muzyki.&lt;/p&gt;&lt;p class="MsoNormal"&gt;Czy istnieje jakaś charakterystyczna filozofia bluesa, postawa bluesowa wciąż obecna, żywa i wartościowa, ale odbiegająca od pseudomistycyzmu hipisujących poet&amp;oacute;w?&lt;/p&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/4052272684150513541-1106562293115810501?l=feelin-the-blues.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://feelin-the-blues.blogspot.com/feeds/1106562293115810501/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://feelin-the-blues.blogspot.com/2007/03/blues-bardziej-wartosc-niz-forma.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/4052272684150513541/posts/default/1106562293115810501'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/4052272684150513541/posts/default/1106562293115810501'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://feelin-the-blues.blogspot.com/2007/03/blues-bardziej-wartosc-niz-forma.html' title='Blues - bardziej wartość niż forma'/><author><name>feelintheblues</name><uri>http://www.blogger.com/profile/07889035690671128074</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='30' height='32' src='http://2.bp.blogspot.com/_sXtXE3Y_vPM/Sydkxg0CzZI/AAAAAAAAASU/8PxgAmEFtrQ/S220/1579460641482be7a84b698.jpg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-4052272684150513541.post-5011093829485670691</id><published>2007-02-23T21:59:00.000+01:00</published><updated>2009-12-11T22:00:24.943+01:00</updated><title type='text'>Blues People - LeRoi Jones</title><content type='html'>&lt;p&gt;&lt;b&gt;&lt;i&gt;Blues People&lt;/i&gt;&lt;/b&gt;. Czytałem tę książkę jakiś czas temu. Teraz postanowiłem do niej wr&amp;oacute;cić. Moim zdaniem jest jedną z najważniejszych prac o charakterze popularno-naukowym dotyczących bluesa. Blues nie jest tu tylko rodzajem muzyki, jaką znamy. Przede wszystkim jest fenomenem kulturowym, zdaniem autora najważniejszym wyrazem odrębności społeczności afroamerykańskiej. &lt;u&gt;Blues to język Afroamerykan&amp;oacute;w&lt;/u&gt;. Rozw&amp;oacute;j czarnej muzyki jest ściśle związany z miejscem Czarnego w społeczeństwie amerykańskim. &lt;b&gt;Le Roi Jones&lt;/b&gt; podkreśla, że o amerykańskim Czarnym można m&amp;oacute;wić dopiero w momencie, gdy Czarny urodzony w Stanach swoją obecność tam traktuje jako nieodwracalną część swego istnienia i czuje się częścią tego świata: &lt;i&gt;when you begin to accept the idea that you are part of that country&lt;/i&gt;.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/p&gt;&lt;p class="MsoNormal"&gt;Le Roi Jones zaczyna od nakreślenia kontekstu społecznego, antropologicznego czas&amp;oacute;w niewolnictwa, podkreśla elementarną obcość Czarnych na amerykańskim kontynencie. Uzmysławia r&amp;oacute;żnice w mentalności Afrykanina i człowieka cywilizacji nie-amerykańskiej, opisuje muzykę niewolnik&amp;oacute;w, wpływ chrześcijaństwa. Przechodzi od wczesnego bluesa i jazzu, pochyla się nad specyficznością classic bluesa. Wyjaśnia podłoże przemian społecznych w pierwszej połowie XX wieku. Nie pomija r&amp;oacute;wnież swingu, przechodzi do bopu, fenomenu Charliego Parkera, by skończyć na Ornecie Colemanie i Johnie Coltrane&amp;rsquo;nie. A to dlatego, iż jego zdaniem w pewnym momencie to &lt;u&gt;jazz stał się bardziej adekwatnym językiem czarnej społeczności&lt;/u&gt;.&lt;/p&gt;&lt;p&gt;&amp;nbsp;&lt;/p&gt;&lt;p&gt;Oczywiście będę sięgał do fragment&amp;oacute;w książki niecyklicznie, ale sukcesywnie. Zatem... do kolejnej odsłony!&amp;nbsp;&lt;/p&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/4052272684150513541-5011093829485670691?l=feelin-the-blues.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://feelin-the-blues.blogspot.com/feeds/5011093829485670691/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://feelin-the-blues.blogspot.com/2007/02/blues-people-leroi-jones.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/4052272684150513541/posts/default/5011093829485670691'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/4052272684150513541/posts/default/5011093829485670691'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://feelin-the-blues.blogspot.com/2007/02/blues-people-leroi-jones.html' title='Blues People - LeRoi Jones'/><author><name>feelintheblues</name><uri>http://www.blogger.com/profile/07889035690671128074</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='30' height='32' src='http://2.bp.blogspot.com/_sXtXE3Y_vPM/Sydkxg0CzZI/AAAAAAAAASU/8PxgAmEFtrQ/S220/1579460641482be7a84b698.jpg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-4052272684150513541.post-8510388564170736526</id><published>2007-02-17T22:05:00.000+01:00</published><updated>2009-12-11T22:06:19.725+01:00</updated><title type='text'>Po co komu PSB?</title><content type='html'>&lt;p class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: verdana;"&gt;Dla wielu os&amp;oacute;b to bardzo zasadne pytanie. Muzyka ma ich zdaniem bronić &lt;/span&gt;&lt;span style="font-family: verdana;"&gt;się &lt;/span&gt;&lt;span style="font-family: verdana;"&gt; sama, tymczasem PSB może być nie lepszym tworem niż, dajmy na to, SLD. Uproszczenie, owszem, haniebne! Ale może tak jest, że w tym kraju zawstydzonym działalnością r&amp;oacute;żnych &amp;bdquo;skr&amp;oacute;t&amp;oacute;w&amp;rdquo; instytucja siłą rzeczy kojarzy się z układem, mętnymi zależnościami, oddzieleniem od zwykłego człowieka, snobistycznym elitaryzmem. &lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;&lt;p class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: verdana;"&gt;Tylko że to jest zgorzknienie człowieka pamiętającego PRL, to niedojrzałość społeczna, może jeszcze typowo polska niechęć do jakiegokolwiek kolektywnego działania, niewiara, że można coś robić bezinteresownie, a raczej w interesie innych. Na szczęście ta choroba nie dotyka wszystkich, choć jak dotknie, to obawiam się, że jest nieuleczalna.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;&lt;p class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: verdana;"&gt;Wr&amp;oacute;ćmy do początkowego pytania. Albo nie. Może najpierw podkreślę swoją perspektywę.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;&lt;p class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: verdana;"&gt;Jeśli zbiera się grupa ludzi, ludzi szczerze zafascynowanych daną muzyką i ci ludzie chcą poświęcić sw&amp;oacute;j czas, by tę muzykę upowszechniać, promować, popularyzować, to moim obowiązkiem jest ich wspierać. Powstrzymywać się od tego, to zaprzeczyć r&amp;oacute;wnież sobie, swej fascynacji. Może wymagać zaangażowania od każdego to utopia, bo czas każdego z nas nie jest z gumy, r&amp;oacute;żne są sytuacje życiowe, ale negacja, nieżyczliwość w stosunku do os&amp;oacute;b, kt&amp;oacute;re chcą coś dla mnie zrobić, to dla mnie absolutnie niezrozumiałe. &lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;&lt;p class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: verdana;"&gt;&lt;img src="http://estrona.net/wgears/files/ftb/Image/psb_logo.JPG" alt="psb_logo.JPG" title="psb_logo.JPG" align="right"&gt;Zatem &lt;b&gt;postawa to podstawa&lt;/b&gt;.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;&lt;p class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: verdana;"&gt;Następny krok. Część os&amp;oacute;b ma postawę roszczeniową. &lt;i&gt;Co ja z tego będę miał?&lt;/i&gt; &amp;ndash; pytają. Wyobrażają sobie, że PSB jest jakimś &lt;i&gt;fanclubem&lt;/i&gt;, kt&amp;oacute;ry będzie załatwiał wejści&amp;oacute;wki na koncerty, płyty, gadżety itp. &amp;ndash; wzorcowa postawa konsumpcjonistyczna. &lt;i&gt;Dajcie mi coś za darmo!&lt;/i&gt;&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;&lt;p class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: verdana;"&gt;Tymczasem podstawowe pytanie brzmi: &lt;b&gt;&lt;i&gt;Co JA mogę zrobić dla bluesa?&lt;/i&gt;&lt;/b&gt; Żeby zadać sobie to pytanie, trzeba na początek wierzyć, że &lt;i&gt;ja mogę coś zrobić&lt;/i&gt; &amp;ndash; tymczasem w przypadku wielu bierność jest drugą naturą. Cała aktywność kończy się na jęczeniu, że jest źle, ludzie są głusi, media są przeciw, nikt nie przychodzi na koncerty, nie ma dobrych płyt, ciągle gra się to samo&amp;hellip; Takie zrzędzenie to niemal codzienność. Jednak widzę w nim pewną wartość, bo w zarodku zawiera odpowiedzi na pewne kwestie.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;&lt;p class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: verdana;"&gt;To, na co narzekamy, zmieńmy. Przynajmniej uczyńmy coś w tym kierunku. Ludzie są głusi &amp;ndash; a może tylko nie mieli okazji usłyszeć czegoś sensownego; media są przeciw &amp;ndash; spr&amp;oacute;bujmy zbadać dlaczego. Ja wiem: biznes. Ale czy tylko? Nikt nie przychodzi na koncerty, ale czy ktoś o nich wie? Nie ma dobrych płyt, czy ktoś o nie pyta? To nie są gotowe rozwiązania, to raczej kierunek, styl myślenia.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;&lt;p class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: verdana;"&gt;Komu potrzebne jest PSB? Odpowiedź często brzmi: może muzykom, może organizatorom. Jasne. PSB nie ma być instytucją bezinteresowną. Wręcz przeciwnie, &lt;b&gt;działa w interesie&lt;/b&gt;, ale pośrednio w interesie nas wszystkich, odbiorc&amp;oacute;w.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;&lt;p class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: verdana;"&gt;Jeśli będzie pomagać zorganizować koncert &amp;ndash; a ja jestem słuchaczem, powinienem się cieszyć, że na nim będę. Jeśli będzie wspierać jakieś warsztaty &lt;/span&gt;&lt;span style="font-family: verdana;"&gt;&amp;ndash; &lt;/span&gt;&lt;span style="font-family: verdana;"&gt;powiększy liczbę muzyk&amp;oacute;w, a nawet jeśli tylko sympatyk&amp;oacute;w, to i tak w kt&amp;oacute;rymś momencie okaże się, że ci ludzie stanowić będą publiczność, wspierając pięćdziesięciu wiarus&amp;oacute;w na koncertach. Wśr&amp;oacute;d nich może się trafić kilku zdolnych, dzięki kt&amp;oacute;rym za kilka lat warto będzie wciąż wychodzić z domu na koncert, ludzi, kt&amp;oacute;rych być może&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family: verdana;"&gt; się &lt;/span&gt;&lt;span style="font-family: verdana;"&gt; zna, a w odtwarzaczu zagości blues &lt;i&gt;made in Poland&lt;/i&gt;.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;&lt;p class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: verdana;"&gt;A&amp;hellip; do diabła z malkontentami!&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/4052272684150513541-8510388564170736526?l=feelin-the-blues.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://feelin-the-blues.blogspot.com/feeds/8510388564170736526/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://feelin-the-blues.blogspot.com/2007/02/po-co-komu-psb.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/4052272684150513541/posts/default/8510388564170736526'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/4052272684150513541/posts/default/8510388564170736526'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://feelin-the-blues.blogspot.com/2007/02/po-co-komu-psb.html' title='Po co komu PSB?'/><author><name>feelintheblues</name><uri>http://www.blogger.com/profile/07889035690671128074</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='30' height='32' src='http://2.bp.blogspot.com/_sXtXE3Y_vPM/Sydkxg0CzZI/AAAAAAAAASU/8PxgAmEFtrQ/S220/1579460641482be7a84b698.jpg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-4052272684150513541.post-7461232314252160641</id><published>2007-02-13T22:07:00.000+01:00</published><updated>2009-12-11T22:07:32.700+01:00</updated><title type='text'>Chwyta za serce - Ray Bryant</title><content type='html'>&lt;p class="MsoNormal"&gt;Oj, jak chwyta! &lt;b&gt;Fortepian&lt;/b&gt; &amp;ndash; dziwne, jedyne w swoim rodzaju połączenie skromności i rozmachu. Potrafi być całą orkiestrą, a jednocześnie jest niezwykle oszczędny, niczym dystyngowany dżentelmen. Przy całej potencjalnej dzikości zawsze jest kulturalny i nigdy wulgarny. Mędrzec wśr&amp;oacute;d instrument&amp;oacute;w. Przynajmniej w przypadku &lt;b&gt;Ray&amp;rsquo;a Bryanta&lt;/b&gt;. &lt;br&gt;&lt;br /&gt;&lt;img src="http://estrona.net/wgears/files/ftb/Image/rb_m77.jpg" alt="rb_m77.jpg" title="rb_m77.jpg" align="left"&gt; Miłość do solowych koncert&amp;oacute;w na fortepian spadła na mnie jak oświecenie. Najpierw był &lt;b&gt;Little Brother Montgomery&lt;/b&gt;, potem &lt;b&gt;Sunnyland Slim&lt;/b&gt;. Nie to, że byłem koneserem, po prostu były to pierwsze płyty na jakie w naszych ubogich polskich sklepach trafiłem. Takie to było inne.&lt;/p&gt;&lt;p class="MsoNormal"&gt;I dziś Ray&amp;rsquo;a słucham z podobną lubością. Dw&amp;oacute;ch wspomnianych pan&amp;oacute;w finezją bije na głowę, choć oni nie ustępują mu stylem i mocą.&lt;/p&gt;&lt;p class="MsoNormal"&gt;Właśnie słucham &lt;b&gt;&lt;i&gt;St. Louis Blues&lt;/i&gt;&lt;/b&gt;. Ray dość solidnie trzyma się linii przewodniej, choć zdarzają mu się gwałtowne odjazdy, szczeg&amp;oacute;lnie w finale.&lt;/p&gt;&lt;p class="MsoNormal"&gt;Ray Bryant &amp;ndash; jazzowy pianista, bluesowy pianista. Na koniec boogie woogie&amp;hellip; &lt;b&gt;Ellingtona&lt;/b&gt;.&lt;/p&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/4052272684150513541-7461232314252160641?l=feelin-the-blues.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://feelin-the-blues.blogspot.com/feeds/7461232314252160641/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://feelin-the-blues.blogspot.com/2007/02/chwyta-za-serce-ray-bryant.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/4052272684150513541/posts/default/7461232314252160641'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/4052272684150513541/posts/default/7461232314252160641'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://feelin-the-blues.blogspot.com/2007/02/chwyta-za-serce-ray-bryant.html' title='Chwyta za serce - Ray Bryant'/><author><name>feelintheblues</name><uri>http://www.blogger.com/profile/07889035690671128074</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='30' height='32' src='http://2.bp.blogspot.com/_sXtXE3Y_vPM/Sydkxg0CzZI/AAAAAAAAASU/8PxgAmEFtrQ/S220/1579460641482be7a84b698.jpg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-4052272684150513541.post-2715988994864231665</id><published>2007-02-10T22:14:00.000+01:00</published><updated>2009-12-11T22:15:22.378+01:00</updated><title type='text'>Groove – co to takiego?</title><content type='html'>&lt;p class="MsoNormal"&gt;&lt;i&gt;Groove&lt;/i&gt; to jedno z bardziej niejednoznacznych pojęć muzycznych. Zresztą, ileż jest tak naprawdę jednoznacznych termin&amp;oacute;w, szczeg&amp;oacute;lnie w muzyce? Niewątpliwie odnosi się do rytmu utworu. Według mnie w szerszym znaczeniu można powiedzieć, że każdy utw&amp;oacute;r posiada sw&amp;oacute;j &lt;i&gt;groove&lt;/i&gt;, kt&amp;oacute;ry wynika ze sposobu kształtowania rytmu. Nie chodzi mi tu o zwykłe podziały rytmiczne, ale raczej o pewne muzyczne napięcie, kt&amp;oacute;re wynika z rytmu, wyzwala pewną pulsację jakby wewnątrz rytmu. W technicznym sensie zależy to od pracy sekcji rytmicznej, tych instrument&amp;oacute;w, kt&amp;oacute;re odpowiadają za prowadzenie rytmu. &lt;i&gt;Groove&lt;/i&gt; jest słaby, gdy panuje rytmiczne zamieszanie, zamulenie wynikające z niechęci, albo nieumiejętności podporządkowania się muzyk&amp;oacute;w wewnętrznej dynamice rytmu.&lt;/p&gt;&lt;p class="MsoNormal"&gt;Jednak ja używam pojęcia &lt;i&gt;groove&lt;/i&gt; w trochę węższym sensie. Kiedy używam wyrażenia &amp;bdquo;świetny groove&amp;rdquo;, &amp;bdquo;słaby &lt;i&gt;groove&lt;/i&gt;&amp;rdquo;, &amp;bdquo;dosadny &lt;i&gt;groove&lt;/i&gt;&amp;rdquo;, &amp;bdquo;głęboki &lt;i&gt;groove&lt;/i&gt;&amp;rdquo;, to mam na myśli &lt;b&gt;jakiś&lt;/b&gt; &lt;i&gt;groove&lt;/i&gt;, konkretny, kt&amp;oacute;ry przypisuję bluesowi i funkowi, i oczywiście wszystkiemu pomiędzy, żeby uniknąć spor&amp;oacute;w na temat czy to blues, czy nie blues. &lt;i&gt;Groove&lt;/i&gt; jest cechą rytmu, cechą utworu dotyczącą rytmu. &lt;br&gt;&lt;br /&gt;Żeby wyrazić, jak to rozumiem, jak czuję ten termin, pojęcie właściwie, posłużę się metaforą.&lt;/p&gt;&lt;p class="MsoNormal"&gt;Wyobraźmy sobie np. pączek, kt&amp;oacute;ry upuszczamy swobodnie z wyciągniętej dłoni na ziemię. Co się stanie z pączkiem? Czy się odbije? Może się raczej rozpłaszczyć na ziemi, rozlecieć, ewentualnie nieznacznie odbić i poturlać parę centymetr&amp;oacute;w. Zero w nim jakiejś werwy. Teraz wyobraźmy sobie, że robimy to samo z piłką tenisową, no, może być nieco cięższa od normalnej. Upuszczona piłka chętnie odbije się, podskoczy żwawo dość wysoko. Przy okazji zostawi lekkie wgłębienie w ziemii &amp;ndash; &lt;i&gt;groove&lt;/i&gt; (ang. rowek, wgłębienie, wyżłobienie). Piłka ma sprężystość, kt&amp;oacute;rej brak pączkowi. Wyobraźmy sobie, że piłka ma wewnętrzną energię, kt&amp;oacute;ra powoduje, że wciąż się odbija na taką samą wysokość. Moment zderzenia piłki/pączka z ziemią to moment uderzenia akcentującego rytm. Pączek nie ma &lt;i&gt;groove&amp;rsquo;u&lt;/i&gt;, piłka ma świetny &lt;i&gt;groove&lt;/i&gt;. Jeśli będzie cięższa jej &lt;i&gt;groove&lt;/i&gt; będzie dosadniejszy, jeśli będzie zbyt miękka, zbliży się do pączka. &lt;i&gt;Groove&lt;/i&gt; jak piłka ma dobry blues, chicagowski, funky, &lt;i&gt;shuffle&lt;/i&gt; a la Walker. &lt;i&gt;Groove&lt;/i&gt; jak pączek miały np. angielskie zespoły &amp;bdquo;bluesowe&amp;rdquo; lat 60. Dlatego w og&amp;oacute;le nie czuję tego klimatu.&lt;/p&gt;&lt;p class="MsoNormal"&gt;To nie jest sztuka dla sztuki. &lt;i&gt;Groove&lt;/i&gt; właśnie jest źr&amp;oacute;dłem mocy, energii płynącej z bluesa, czy np. jazzu korzystającego z bluesowego rytmu. Cała motoryka utworu musi wypływać z &lt;i&gt;groove&amp;rsquo;u&lt;/i&gt;, a reszta instrument&amp;oacute;w, nawet podczas partii solowych musi być mu podporządkowana. Jeśli zajrzycie na początek tego działu (pierwszy, najstarszy wpis) zobaczycie cytat Michaela Erlewine&amp;rsquo;a dotyczący groove&amp;rsquo;u.&lt;/p&gt;&lt;p class="MsoNormal"&gt;Wspominałem o relacji basu i perkusji. Tak, te dwa instrumenty muszą się doskonale łączyć w tworzeniu rytmu, nie mogą się wzajemnie hamować.&lt;/p&gt;&lt;p class="MsoNormal"&gt;Jeśli motoryka utworu płynie z przestrojonych gitar, a nie z basu/perkusji, te gitary przykrywają pracę rytmu, w&amp;oacute;wczas groove ginie, słabnie. Tak dzieje się w muzyce rockowej. &lt;br&gt;&lt;br /&gt;No i tu dochodzimy do sedna mojej niechęci do gitarowego rocka. Właśnie ten brak dosadnego groove&amp;rsquo;u, ten maślany groove (zamiast pączka &amp;ndash; kostka masła) powoduje, że rock, ściślej hard rock &amp;ndash; mieszany w Polsce z bluesem (niekt&amp;oacute;rzy chcą by Deep Purple, LED Zep czy Free było kapelą bluesową) mnie męczy, nudzi, rozmydla. Bo ta muzyka nie ma TEJ energii, choćby nie wiem jak głośno i szybko była grana. Nie ma groove&amp;rsquo;u.&lt;/p&gt;&lt;p class="MsoNormal"&gt;Skoro o szybkości mowa, to też jakoś groove do niej zależy. Piłka potrzebuje czasu, by po odbiciu zn&amp;oacute;w opadła. Nie wiem, czy znacie dokonania Slayera &lt;i&gt;Reign In Blond&lt;/i&gt; &amp;ndash; idealny przykład muzyki pozbawionej groove&amp;rsquo;u. Tzn. jest pewna granica tempa, nieokreślona precyzyjnie, pewnie zależy od człowieka, może od jego tętna, po przekroczeniu kt&amp;oacute;rej groove jest niemożliwy. &lt;br&gt;&lt;br /&gt;A co z na przykład z bluesem akustycznym? Tu kciuk (w fingerpickingu) robi &lt;i&gt;groove&lt;/i&gt;. Świetny &lt;i&gt;groove&lt;/i&gt; robi u nas Maciek Malczyszyn.&lt;/p&gt;&lt;p class="MsoNormal"&gt;Potraktujcie to, proszę, jako swobodną, obrazową pr&amp;oacute;bę interpretacji, wyjaśnienia pojęcia, kt&amp;oacute;rego używamy na co dzień intuicyjnie.&lt;/p&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/4052272684150513541-2715988994864231665?l=feelin-the-blues.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://feelin-the-blues.blogspot.com/feeds/2715988994864231665/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://feelin-the-blues.blogspot.com/2007/02/groove-co-to-takiego.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/4052272684150513541/posts/default/2715988994864231665'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/4052272684150513541/posts/default/2715988994864231665'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://feelin-the-blues.blogspot.com/2007/02/groove-co-to-takiego.html' title='Groove – co to takiego?'/><author><name>feelintheblues</name><uri>http://www.blogger.com/profile/07889035690671128074</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='30' height='32' src='http://2.bp.blogspot.com/_sXtXE3Y_vPM/Sydkxg0CzZI/AAAAAAAAASU/8PxgAmEFtrQ/S220/1579460641482be7a84b698.jpg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-4052272684150513541.post-7713230180170561865</id><published>2007-01-31T22:15:00.000+01:00</published><updated>2009-12-11T22:17:34.649+01:00</updated><title type='text'>Wynonie Harris - perły z lamusa?</title><content type='html'>&lt;p&gt;Ależ on miał głos! Głosisko!&lt;/p&gt;&lt;p&gt;Shouter - doskonałe określenie. W jego gardle działy się jakieś dziwne rzeczy. Powiedzieć, że miał chrypkę, to jakby powiedzieć, że &lt;b&gt;SRV&lt;/b&gt; był gitarzystą. &lt;img title="wynonie_harris.jpg" alt="wynonie_harris.jpg" src="http://estrona.net/wgears/files/ftb/Image/wynonie_harris.jpg" align="right"&gt;Miał chrypkę  idealną. Nie monstrualną jak &lt;b&gt;Howlin' Wolf&lt;/b&gt;, ale też nie tak subtelną jak Vinson. No i ile radości w jumpach Harrisa. Wcale się nie dziwię, że m&amp;oacute;gł stawać w szranki z &lt;b&gt;T-Bone'm&lt;/b&gt;. Pewnie by go powalił, gdyby nie gitara i taniec Walkera. Mn&amp;oacute;stwo jego temat&amp;oacute;w jest grana rytmem shuffle jak &lt;i&gt;T-Bone Shuffle&lt;/i&gt;.&lt;/p&gt;&lt;p&gt;Chce się tańczyć.&lt;/p&gt;&lt;p&gt;Ubolewam, że  w Polsce ludzie mają problem z tanecznością bluesa. Jakby to było coś wstydliwego. Tak to odczuwam, gdy widzę brak reakcji, gdy puszczam na przykład &lt;b&gt;Sugar Ray'a&lt;/b&gt;. Przy morderczych gitarach to można skakać, ale przy naprawdę wesołych, żwawych kompozycjach to wstyd, bo jeszcze posądzą o miłość do disco polo.&lt;/p&gt;&lt;p&gt;Blues &amp;ndash; siedzieć i słuchać!? Basta.&lt;/p&gt;&lt;p&gt;Ależ mnie zachwyca &lt;i&gt;Good Morning Judge&lt;/i&gt;! Co za POWER...&lt;/p&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/4052272684150513541-7713230180170561865?l=feelin-the-blues.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://feelin-the-blues.blogspot.com/feeds/7713230180170561865/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://feelin-the-blues.blogspot.com/2007/01/wynonie-harris-pery-z-lamusa.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/4052272684150513541/posts/default/7713230180170561865'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/4052272684150513541/posts/default/7713230180170561865'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://feelin-the-blues.blogspot.com/2007/01/wynonie-harris-pery-z-lamusa.html' title='Wynonie Harris - perły z lamusa?'/><author><name>feelintheblues</name><uri>http://www.blogger.com/profile/07889035690671128074</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='30' height='32' src='http://2.bp.blogspot.com/_sXtXE3Y_vPM/Sydkxg0CzZI/AAAAAAAAASU/8PxgAmEFtrQ/S220/1579460641482be7a84b698.jpg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-4052272684150513541.post-3178241361155523716</id><published>2007-01-19T22:18:00.000+01:00</published><updated>2009-12-11T22:26:00.860+01:00</updated><title type='text'>Michael Powers - Prodigal Son</title><content type='html'>&lt;p class="MsoNormal"&gt;Siedział już od kilku minut, popijał &amp;bdquo;żywca&amp;rdquo;, gdy w końcu nadszedł &lt;b&gt;Jimi&lt;/b&gt;. Klapnął obok, zam&amp;oacute;wił piwo.&lt;/p&gt;&lt;p class="MsoNormal"&gt;&amp;ndash; Trochę pojechałeś z tym &lt;b&gt;&lt;i&gt;Goin&amp;rsquo; Down&lt;/i&gt;&lt;/b&gt; na starcie. Po cholerę brałeś się za ten ograny numer &amp;ndash; rzucił na powitanie.&lt;/p&gt;&lt;p class="MsoNormal"&gt;&amp;ndash; Bo lubię &amp;ndash; odparł rozbawiony Michael &amp;ndash; widziałem, jak grał to Satriani. Ten numer ma niezłego kopa. Źle go zagrałem?&lt;/p&gt;&lt;p class="MsoNormal"&gt;&amp;ndash; Nie no, w porządku. A widziałeś, jak grał go Freddie King?&lt;/p&gt;&lt;p class="MsoNormal"&gt;&amp;ndash; Nie pamiętam, to było dawno&amp;hellip;&lt;/p&gt;&lt;p class="MsoNormal"&gt;&lt;img src="http://estrona.net/wgears/files/ftb/Image/mp_face.jpg" alt="mp_face.jpg" title="mp_face.jpg" align="left"&gt;&amp;ndash; No właśnie &amp;ndash; podchwycił Jimi, lekko się zaciągając &amp;ndash; ale mogłeś go widzieć. Gdzieś ty się podziewał, &lt;b&gt;synu marnotrawny&lt;/b&gt;, że pierwszą płytę wydałeś dwa lata temu.&lt;/p&gt;&lt;p class="MsoNormal"&gt;&amp;ndash; He, marnotrawiłem sw&amp;oacute;j czas. Gdybym zaczął tak wcześnie jak ty, może bym też już dawno wąchał kwiatki od spodu.&lt;/p&gt;&lt;p class="MsoNormal"&gt;&amp;ndash; No, no &amp;ndash; odparł niezrażony Henio &amp;ndash; wtedy były inne czasy. Ale numer tytułowy udał ci się przednio. Mam ciary na plecach.&lt;/p&gt;&lt;p class="MsoNormal"&gt;&amp;ndash; Słuchałem ostatnio Otisa Taylora.&lt;/p&gt;&lt;p class="MsoNormal"&gt;&amp;ndash; Ale to jesteś cały ty! Otisa?! &lt;i&gt;Man&lt;/i&gt;, tego smutasa!?&lt;/p&gt;&lt;p class="MsoNormal"&gt;&amp;ndash; C&amp;oacute;ż, Bill Cosby się zestarzał. Nie przesadzajmy. Facet ma wizję i jest sobą.&lt;/p&gt;&lt;p class="MsoNormal"&gt;&amp;ndash; Oh, też miałem wizję.&lt;/p&gt;&lt;p class="MsoNormal"&gt;&amp;ndash; Chyba w i z j e&amp;hellip;&lt;/p&gt;&lt;p class="MsoNormal"&gt;&amp;ndash; Zn&amp;oacute;w się czepiasz. Fajnie, że grasz na dobro w kawałku &lt;b&gt;Williamsona&lt;/b&gt;. Ja nie miałem serca do tego nieporęcznego grata.&lt;/p&gt;&lt;p class="MsoNormal"&gt;&amp;ndash; No tak, wolałeś piłować strata &amp;ndash; puścił oko Michael.&lt;/p&gt;&lt;p class="MsoNormal"&gt;&amp;ndash; Ha, czy ja wyglądam na drwala &amp;ndash; odparował Jimi. &amp;ndash; Nie lubisz tego?&lt;/p&gt;&lt;p class="MsoNormal"&gt;&amp;ndash; Jakbym nie lubił, to nie byłoby cię tak dużo w &lt;b&gt;&lt;i&gt;White Lightnin&amp;rsquo;&lt;/i&gt;&lt;/b&gt; czy &lt;b&gt;&lt;i&gt;Wild Side&lt;/i&gt;&lt;/b&gt;.&lt;/p&gt;&lt;p class="MsoNormal"&gt;&amp;ndash; No i zagrałeś moje &lt;b&gt;&lt;i&gt;Voodoo Chile&lt;/i&gt;&lt;/b&gt;.&lt;/p&gt;&lt;p class="MsoNormal"&gt;&amp;ndash; Zapomnij&amp;hellip; żachnął się Powers. [Utw&amp;oacute;r nie znalazł się na wersji płyty przeznaczonej do sprzedaży ze względu na brak licencji.]&lt;/p&gt;&lt;p class="MsoNormal"&gt;&amp;ndash; OK. Sorry, wiesz, że gdyby to ode mnie zależało&amp;hellip; Pociągnął porządny łyk piwa &amp;ndash; trochę słodki ten Żywiec, wolę Tyskie. A skąd pomysł na &lt;b&gt;&lt;i&gt;Every Grain of Sand&lt;/i&gt;&lt;/b&gt; &lt;b&gt;Dylana&lt;/b&gt;? Rozbujałeś go jak &lt;b&gt;&lt;i&gt;Niech Żyje Bal&lt;/i&gt;&lt;/b&gt; Rodowicz.&lt;/p&gt;&lt;p class="MsoNormal"&gt;&amp;ndash; Jak kto?&lt;/p&gt;&lt;p class="MsoNormal"&gt;&amp;ndash; A nieważne. Puszczam go sobie na dobranoc. &lt;b&gt;Vivino&lt;/b&gt; jest boski na hammondzie, choć niby gra tylko w drugim planie.&lt;/p&gt;&lt;p class="MsoNormal"&gt;&amp;ndash; Dzięki, przekażę mu.&lt;/p&gt;&lt;p class="MsoNormal"&gt;&lt;img src="http://estrona.net/wgears/files/ftb/Image/mp_ps_cover.jpg" alt="mp_ps_cover.jpg" title="mp_ps_cover.jpg" align="right"&gt;&amp;ndash; &lt;b&gt;&lt;i&gt;Play The Hooch&lt;/i&gt;&lt;/b&gt; mnie zaskoczył. Grałeś na jamie z Chuckiem Berrym?&lt;/p&gt;&lt;p class="MsoNormal"&gt;&amp;ndash; Nie, z Angusem Youngiem, ale graliśmy &lt;i&gt;Johnny B. Goode&lt;/i&gt;.&lt;/p&gt;&lt;p class="MsoNormal"&gt;&amp;ndash; Akurat, a z Otisem Taylorem rzeźbiłeś po nocach &lt;i&gt;Dom Wschodzącego Słońca&lt;/i&gt; &amp;ndash; zachichotał Heniek.&lt;/p&gt;&lt;p class="MsoNormal"&gt;&amp;ndash; Chodzi ci o &lt;b&gt;&lt;i&gt;Signed D. C.&lt;/i&gt;&lt;/b&gt;?O, tak, tak, a na skrzypcach w tle podgrywał nam Itzhak Perlman.&lt;/p&gt;&lt;p class="MsoNormal"&gt;&amp;ndash; Popatrz, a ja wyczytałem, że to Jimmi Vivino na Wurlitzerze.&lt;/p&gt;&lt;p class="MsoNormal"&gt;&amp;ndash; Fakt!&lt;/p&gt;&lt;p class="MsoNormal"&gt;&amp;ndash; &amp;bdquo;Faktu&amp;rdquo; nie czytam.&lt;/p&gt;&lt;p class="MsoNormal"&gt;&amp;ndash; Nie?&lt;/p&gt;&lt;p class="MsoNormal"&gt;&amp;ndash; &amp;bdquo;Nie&amp;rdquo; też&amp;hellip; Kończ Waść! W og&amp;oacute;le to majtki mi spadły z wrażenia, gdy usłyszałem &lt;b&gt;&lt;i&gt;Train Kept A Rollin&amp;rsquo;&lt;/i&gt;&lt;/b&gt; &lt;b&gt;Yardbirds&amp;oacute;w&lt;/b&gt;. Żeby z takiego knota takie cudo zrobić, trzeba mieć jaja i wyobraźnię. &lt;i&gt;Masterpiece, man&lt;/i&gt;!&lt;/p&gt;&lt;p class="MsoNormal"&gt;&amp;ndash; Nie przesadzajmy, jakby to był taki chłam, to bym się za niego nie zabrał.&lt;/p&gt;&lt;p class="MsoNormal"&gt;&amp;ndash; Jakbyś nie słuchał Waitsa, to by ci tak dobrze nie poszło.&lt;/p&gt;&lt;p class="MsoNormal"&gt;&amp;ndash; Może też grałem z nim na jamie &amp;ndash; dodał tajemniczo Michael.&lt;/p&gt;&lt;p class="MsoNormal"&gt;&amp;ndash; Co ty, Waits nie chodzi na jamy. Żona mu nie pozwala &amp;ndash; skwitował Jimi &amp;ndash; wiesz, masz u mnie buziaka za ten oldschoolowy &lt;b&gt;&lt;i&gt;You Got To Go Down.&lt;/i&gt;&lt;/b&gt; Tampa Red by się przy nim nieźle bawił.&lt;/p&gt;&lt;p class="MsoNormal"&gt;&amp;ndash; Za buziaka nie dziękuję.&lt;/p&gt;&lt;p class="MsoNormal"&gt;&amp;ndash; Lepiej mi powiedz, co nagrasz na nowej płycie.&lt;/p&gt;&lt;p class="MsoNormal"&gt;&amp;ndash; Stary, dopiero puściłem tę w obieg! A co, masz jakieś pomysły?&lt;/p&gt;&lt;p class="MsoNormal"&gt;&amp;ndash; Nie wiem, czasy są porąbane. Oglądałem ostatnio MTV. Na twoim miejscu przerobiłbym kawałki Britney Spears.&lt;/p&gt;&lt;p class="MsoNormal"&gt;&amp;ndash; Yea&amp;hellip; Może mam sobie jeszcze cycki dorobić!?&lt;/p&gt;&lt;p class="MsoNormal"&gt;Paru gości zaczęło im się przyglądać&amp;hellip;&lt;/p&gt;&lt;p class="MsoNormal"&gt;&amp;ndash; Fuj&amp;hellip;&amp;ndash; westchnął Jimi. Wstał, podał mu rękę &amp;ndash; kawał dobrej roboty, synku. Chciałbym mieć taki głos jak ty. Muszę lecieć, um&amp;oacute;wiłem się na kopanie grobu z Jake&amp;rsquo;m La Botzem.&lt;/p&gt;&lt;p class="MsoNormal"&gt;&lt;o:p&gt; &lt;/o:p&gt;&lt;/p&gt;&lt;p class="MsoNormal"&gt;&lt;i&gt;&lt;font color="#990033"&gt;&lt;b&gt;Train Kept a Rollin&amp;rsquo;&amp;hellip;&lt;/b&gt;&lt;/font&gt;&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/i&gt;&lt;/p&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/4052272684150513541-3178241361155523716?l=feelin-the-blues.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://feelin-the-blues.blogspot.com/feeds/3178241361155523716/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://feelin-the-blues.blogspot.com/2007/01/michael-powers-prodigal-son.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/4052272684150513541/posts/default/3178241361155523716'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/4052272684150513541/posts/default/3178241361155523716'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://feelin-the-blues.blogspot.com/2007/01/michael-powers-prodigal-son.html' title='Michael Powers - Prodigal Son'/><author><name>feelintheblues</name><uri>http://www.blogger.com/profile/07889035690671128074</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='30' height='32' src='http://2.bp.blogspot.com/_sXtXE3Y_vPM/Sydkxg0CzZI/AAAAAAAAASU/8PxgAmEFtrQ/S220/1579460641482be7a84b698.jpg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-4052272684150513541.post-52383483
